Nauczyciel Roku 2024: Nie od razu czułem ten zawód, nie miałem go w planach
- Na studiach zacząłem uczyć w technikum. Energia młodzieży, ich zapał mnie inspirowały. Ale potem starałem się o kredyt na mieszkanie. Każdy bank odmawiał. Musiałem więc odejść ze szkoły. Zacząłem pracę w branży logistycznej, marketingowej. Ale ciągnęło mnie do szkoły - opowiada w rozmowie z RadioZET.pl Gabriel Wołosewicz, Nauczyciel Roku 2024.
Aleksandra Pucułek: W czasie wręczania panu nagrody Nauczyciela Roku wymieniono całą listę pana sukcesów. Który z nich jest największy pana zdaniem?
Gabriel Wołosewicz, Nauczyciel Roku 2024, nauczyciel chemii i przedmiotów zawodowych w Powiatowym Zespole Szkół im. Maurycego Mochnackiego w Redzie: - Osiągnięcia uczniów. Gdy zdobywają wiedzę, umiejętności, zwyciężają w konkursach wojewódzkich, olimpiadach, to jest dla mnie największy sukces. I to, gdy widzą efekty naszej pracy chociażby na egzaminie zawodowym. Moi uczniowie zdają prawie w 100 proc. egzamin zawodowy w zawodach, w których uczę. Uwielbiam to, że mogę przyczyniać się do poczucia spełnienia u młodych ludzi.
Skoro już jesteśmy egzaminach zawodowych, jakby pan je ocenił? Dużo mówimy o maturze, a egzaminy zawodowe wydają się o wiele bardziej wymagające.
- Część teoretyczną, czyli test jednokrotnego wyboru, trzeba rozwiązać na 50 proc. Z drugiej części - praktycznej - trzeba uzyskać 75 proc. Zawsze pytam uczniów, czy to dużo, czy mało. Od pierwszoklasistów słyszę, że dużo, ale jak zaczynamy pracować, to zmieniają zdanie, bo widzą, że trzeba być specjalistą, żeby uzyskać dyplom. Poza tym w pracy stosuję kilka zabiegów, które mam nadzieję pozwalają młodym ludziom osiągnąć tytuł technika.
Oprócz solidnego przygotowania teoretycznego zgodnego z programem zadaję im praktyczne projekty związane z zawodem, robię próbne egzaminy praktyczne. Staram się rozpoznać słabsze strony ucznia, jego predyspozycje. Jestem przeciwnikiem korepetycji, więc sam przeprowadzam im dodatkowe zajęcia, jeśli tego potrzebują. Do tego nie może zabraknąć edukacji emocjonalnej. Młody człowiek musi umieć poradzić się z stresem egzaminacyjnym i tu duży ukłon w stronę psychologów i pedagogów, którzy nad tym pracują z młodzieżą.
Był moment, kiedy stawialiśmy na licea ogólnokształcące. Potem postawiono na promocję techników i branżówek. W którym momencie drogi jesteśmy?
- Jest trochę lepiej pod tym kątem. Stereotypy dotyczące techników, branżówek zacierają się. Wymagania w technikach są większe niż w licach. Okres nauki jest dłuższy i bardziej intensywny, bo program to połączenie przedmiotów ogólnokształcących z zawodowymi. Uczniowie muszą wiedzieć, że nieraz z niektórych przyjemności muszą zrezygnować albo bardziej się zorganizować, więc to też uczy ich lepszej organizacji czasu pracy. Na pewno trzeba bardziej postawić na doradztwo zawodowe w podstawówkach, bo nieraz uczniowie, którzy podejmują naukę w technikach, nie wiedzą do końca, z czym dany zawód się je.
Jeśli mowa o doradztwie zawodowym i rynku pracy, to nauczyciel przedmiotów zawodowych również jest mocno poszukiwany.
- Tak, nie jest nas dużo. Wynagrodzenie za tym nie przemawia. Może pomógłby też większy nacisk na metodykę i dydaktykę na uczelniach przy okazji kształcenia pedagogicznego.
Ma pan nadgodziny?
- Oczywiście.
Pracował pan poza szkołą?
- Oczywiście. Nie od razu czułem ten zawód w głębi serca, nie miałem go w planach.
Jak to się stało, że jednak pracuje pan w szkole?
- Studiowałem biotechnologię i jednocześnie żywienie człowieka. Żeby dorobić, zacząłem uczyć na pół etatu w technikum żywieniowym. I bardzo mi się to spodobało. Energia młodzieży, ich zapał inspirowały. Gdy ukończyłem jedne studia, potrzebowałem dostać kredyt na mieszkanie. Startowałem do różnych banków i każdy odmawiał. Szkolne zarobki nie dawały mi zdolności kredytowej. Musiałem więc odejść ze szkoły. Zacząłem pracę w branży logistycznej, potem marketingowej.
Ale ciągnęło mnie do szkoły, chciałem mieć kontakt z uczeniem, więc od poniedziałku do piątku pracowałem w firmie, a w weekendy uczyłem w technikum uzupełniającym dla dorosłych. Z czasem trudno było to pogodzić, trzeba było dokonać wyboru. Postawiłem na szkołę. Moja rodzina trochę na tym ucierpiała, ale jestem wdzięczny mojej żonie, dzieciakom, że wspierali mnie w tym.
Po drodze chęci odejścia ze szkoły i powrotu do przemysłu nie było?
- Nie. Jestem zadowolony z etapu życia, w którym jestem. Chociażby tytuł Nauczyciela Roku to potwierdza. Jestem z niego ogromnie dumny.
A nauczyciele są dumni z tego, że są nauczycielami? Niedawno rozmawiałam z nauczycielką wychowania przedszkolnego, która przyznała, że czasem wstydzi się przyznawać, czym się zajmuje.
- Nie mogę mówić za wszystkich, ale ja jestem dumny. Nauczyciel powinien czuć dumę z bycia nauczycielem, bo wpływa na rozwój uczniów, odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu młodych ludzi, w rozwijaniu ich umiejętności, pewności siebie, wartości etycznych. Widząc, jak uczniowie rosną, uczą się, jak osiągają sukcesy, nauczyciel może czuć dumę z tego, że przyczynił się do ich rozwoju. Wiem, że niejednokrotnie uczniowie porównują zarobki nauczyciela z innymi branżami, że przez to być może nie doceniają ich, ale uważam, że możemy kształtować przyszłe pokolenia, możemy być autorytetem i wzorem do naśladowania.
Zanim pokochał pn zawód nauczyciela, jaki zawód był tym wymarzonym?
- Chciałem być lekarzem. Próbowałem dostać się na studia medyczne, nie wyszło i dziś jestem z tego zadowolony. Moja praca jest moją pasją i moją pasją jest moja praca. Mam powołanie, kocham uczyć. Uwielbiam dzielić się swoją wiedzą, uwielbiam kontakt z młodym człowiekiem. Po otrzymaniu tej nagrody dostałem jakieś 600 wiadomości od młodych ludzi z gratulacjami. Jeszcze nie zdążyłem odpisać na wszystkie.
Ma pan jeszcze jakiś szalony pomysł, który chciałby pan zrealizować w szkole?
- Jeżeli chodzi o poziom nauczania, to mam dwa obszary, które chciałbym zmienić. Na pewno należałoby w szkole odejść od testowania i oceniania i zmniejszyć liczebność uczniów w klasie. Dzieci jest za dużo. Trzeba się też skupić na edukacji ekologicznej. Musimy dostosować naukę do procesów transformacji, globalizacji, która zachodzi w świecie. Niedługo na rynek pracy wejdzie pokolenie alfa i wprowadzi rewolucję. Te dzieci same z siebie nie przyjdą posłuchać godzinnego wykładu, bo przeczytają sobie o tym w internecie. One oczekują konkretnej dawki wiedzy w połączeniu z częścią praktyczną tu i teraz, od razu. W dodatku mają mniej wykształcone kompetencje miękkie, więc na nie też powinien położony być większy nacisk.
Niestety, na system edukacji i takie kwestie jak liczebność klas mogę wpływać wyłącznie przez kształtowanie młodych ludzi, mając nadzieję, że kiedyś to oni będą mieli wpływ na system szkolnictwa. Dlatego kiedyś w ramach zajęć organizowałem escape roomy pomagające kształtować kompetencje humanitarne, robiłem zajęcia w terenie. Z uczniami nagrywałem podcasty, organizowałem debaty, w ten sposób w kształceniu zawodowym przemycałem im edukację obywatelską. Organizuję też tematyczne nocki w szkole, czyli oglądamy filmy i potem je analizujemy. Z koleżanką przygotowaliśmy też kiedyś Noc reklamożerców – uczniowie tworzyli wtedy np. spoty telewizyjne i i je prezentowali.
Jest element, którego by pan nie zmieniał w szkole?
- Książki i materiały edukacyjne. Wiem, że technologia cyfrowa jest ważna, ale książka i materiały edukacyjne, które zachęcają do samodzielnej nauki i poszerzania wiedzy, też są bardzo ważne. Uczeń czytając lekturę, inaczej ją przeżyje, zapamięta niż oglądając film czy czytając książkę na tablecie.
A czy dzisiejsze pokolenie jest nauczone szacunku do książki?
- Mam nadzieję, że tak, ale musiałbym ich zapytać i obiecuję, że to zrobię. Moje córki lubią czytać i widzę, że czytają, ale jeżeli chodzi o kształtowanie kompetencji praktycznych, to widzę, że sięgają raczej po media społecznościowe a nie podręczniki.
Z elementów, które na pewno bym zostawił, to jeszcze kąciki relaksacyjne czy pokoje ciszy. Czyli takie miejsca wyciszenia, gdzie uczniowie mogą się zrelaksować, poczytać coś, usiąść w wygodnych fotelach i wykonać zadania. Cenię sobie też w szkole kulturę feedbacku. Zawsze po skończeniu działu pytam uczniów, co im się podobało, co by zmienili, więc dzielenie się swoimi przemyśleniami na pewno musi pozostać. Tak jak wspierający zespół nauczycieli. Bez dobrych relacji z osobami, z którymi pracuję, bez dyrekcji, która daje przestrzeń do organizowania różnych działań, nie osiągnąłbym tego wszystkiego. Nie byłoby tego tytułu.
Dla mnie to jest sukces całej szkoły. Dlatego też ten konkurs traktuję jako promocję zawodu nauczyciela, który powinien być wysoko wśród zawodów z największym prestiżem. Jeżeli nie możemy docenić tej profesji poprzez wynagrodzenie, to chociażby róbmy to przez takie działania jak ta nagroda.
Gabriel Wołosewicz* - nauczyciel chemii i przedmiotów zawodowych w Powiatowym Zespole Szkół im. Maurycego Mochnackiego w Redzie. Jest inicjatorem powołania nowych zawodów w szkole: technik lotniskowych służb operacyjnych, technik eksploatacji portów i terminali oraz technik służb operacyjnych. Jest egzaminatorem aż w pięciu zawodach. Jest współautorem innowacji szkolnej „Lider innowacji i intraprzedsiębiorczości – doradztwo biznesowe”, autorem programu „Planowanie kariery zawodowej drogą do sukcesu na rynku pracy”. Współtworzył zespół zadaniowy „Szkoła przyjazna rodzinie”. Jest inicjatorem Tygodnia Tolerancji, w ramach którego przeprowadził warsztat „Inni to także my – czy jestem tolerancyjnym człowiekiem?”. Jest koordynatorem EPAS- Szkoła Ambasadorem Parlamentu Europejskiego, Szkoła Humanitarna PAH i opiekunem samorządu uczniowskiego oraz Koła Europejskiego.
Źródło: Radio ZET
- Super smartwatch, zostanie youtuberem i praca zdalna. O czym dziś marzą dzieci?
- Kolejny znany nauczyciel żegna się ze szkołą. "Poczułem dużą, przytłaczającą bezsilność"
- "Witamy w domu starców”. W ciągu roku ze szkół znikło 20 tys. najmłodszych nauczycieli
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET