Terapeuta, jednoosobowe biuro podróży, a czasem falochron. „Nauczyciel nie jest od wszystkiego”
Nauczyciel zamiast przekazywać wiedzę, powinien wspierać w jej zdobywaniu i w rozwoju. Jeśli ma uczyć, to nie tylko dat i definicji. Co do tego nie ma większych wątpliwości. Ale oprócz tego nauczyciel dziś jest często terapeutą, księgowym i mediatorem. Kim powinien być we współczesnej szkole?
Monika, nauczycielka wychowania przedszkolnego, podsumowuje zeszły rok szkolny: - Uczyłam jednego chłopca pić z kubka, bo mama cały czas karmiła go butelką, żeby nie brudził ubrań. Kolejnemu chłopcu tłumaczyłam, że musi wołać wcześniej, że chce do toalety, a nie po tym, jak zrobi siku. Mamie kolejnej dziewczynki próbowałam wyjaśnić, że jak jej córka wyleje sok, to musi posprzątać. Chociaż kobieta uważała, że to moje zadanie.
Agnieszka, nauczycielka polskiego w podstawówce: - To, że jestem specjalistką, nie wystarcza. Ciągle muszę udowadniać, że nią jestem – mówi. Przy okazji zmienia się w kuriera, gdy wiezie dwie torby książek do szkoły, konserwatora, gdy po raz kolejny rzutnik w jej klasie się zepsuje, artystką plastyczką, gdy przygotowuje z klasą przedstawienia i psycholożką, bo ma uczniów po epizodach depresyjnych i samookaleczeniach.
Do tego – co ją najbardziej drażni - powinna być zakonnicą. A nawet bardziej świętą od zakonnicy. - Panuje przekonanie, choć na głos to nigdy nie padło, że nie wolno wrzucać na instagrama czy facebooka zdjęć z wakacji w kostiumie kąpielowym. Nie daj Boże, żeby jakiś rodzic zobaczył mnie też z drinkiem na mieście – mówi.
Małgorzata, nauczycielka biologii w liceum, przez pierwsze dwa miesiące roku szkolnego zazwyczaj czuje się jak logistyk, bo stara się ułożyć obowiązki i plan zajęć przy 15 nadgodzinach i trzech klasach maturalnych (tak było przynajmniej rok temu, gdy druga biolożka odeszła na emeryturę). Potem jest protokolantką i sekretarką, bo dokumentów idących za uczniem zanim ubywać, to przybywa. Po drodze zdarza jej się być psycholożką i seksuolożką, bo z rodzicami o wielu rzeczach młodzież nie porozmawia tak jak z nią. - Oczywiście dla niektórych jestem złym policjantem, który robi sprawdzian za sprawdzianem i czepia się, jak ktoś ściąga. A potem czuję się jak pracownik na taśmociągu, sprawdzając setkę klasówek – mówi.
Pod koniec roku szkolnego przemienia się już tylko w jednoosobowe biuro podróży, bo wciąż chce jeździć z uczniami na wycieczki, egzaminatora na czas matur i jeszcze bardziej wprawną psycholożkę, gdy stres maturalny i wizja wymarzonych studiów medycznych niektórych nastolatków wręcz zwala z nóg. - I byle dociągnąć do ferii czy wakacji – stwierdza.
Do tego dyrektorka jednej z krakowskich podstawówek dopisałaby wychowawcom klas funkcję falochronów i mediatorów. - Jeśli jeden rodzic w klasie uważa, że jego dziecko jest najlepsze, niewinne, a wszystkie pozostałe wraz z rodzicami są złe, to wychowawcy starają się po pierwsze załagodzić sytuację, a po drugie chronić pozostałe dzieci i rodziców – opowiada. Niestety, obserwowała już niejedną taką sytuację i niejednego nauczyciela przez to straciła. - Zwolnili się, bo ile można zbierać gromy od wszystkich, a z drugiej strony być od wszystkiego – mówi.
Stąd Dariusz Martynowicz, polonista, Nauczyciel Roku 2021, gdy myśli o tym, jakiej zmiany najbardziej wyczekuje w nowym roku szkolnym, od razu odpowiada: - Czekam na wizję tego, kim ma być nauczyciel i jaki ma być nauczyciel w XXI wieku.
Nauczyciel psychologiem, urzędnikiem, logopedą...
Psycholog, pedagog, logopeda, urzędnik, rodzic, albo jednoosobowe biuro podróży. Swoje funkcje, zadania i wyzwania nauczyciele mogą długo wymieniać. Gdy oczekiwań jest aż nadto, to, jak mówią, rozmywa się właściwy zakres kompetencji i obowiązków. Po drugie często trudno jest być w swojej dziecinie na bieżąco, wymyślać nowe metody pracy, albo – w wypadku polonistów - iść do teatru albo czytać nowinki literackie, gdy od tego skutecznie non stop coś odciąga.
- Jadąc na pięciodniową wycieczkę, pokazując świat swoim uczniom, nauczyciel nie powinien myśleć o tym, jak zrekompensować sobie braki w pensji wynikające z tego, że nie mógł np. zrealizować nadgodzin – podaje przykład Martynowicz. Tym samym wraca do rządowego programu „Podróże z klasą”, w ramach którego MEN dofinansuje wycieczki uczniom, ale o wynagrodzeniu dla nauczycieli już zapomniało. - Idea programu bardzo mi się podoba, ale znów potraktowano nauczycieli jak wolontariuszy. Kompletna klapa – podsumowuje.
Po takich sytuacjach, jak mówi Agnieszka, zwyczajnie nie ma się już ochoty świecić dobrym przykładem przy rozkrzyczanych nastolatkach i nieprzyjemnych rodzicach. - Ministerstwo bardzo dużo mówi o dobrostanie uczniów. Natomiast gdzieś w tym wszystkim pomijany jest dobrostan nauczycieli – dodaje Edyta Książek, polonistka z Częstochowy, i zaznacza: - Absolutnie nie zgadzam się z tym, że nauczyciel ma być od wszystkiego i odpowiedzialny za wszystko. Tak nie powinno być.
Jak zmienia się zawód nauczyciela?
A jak powinno być? Zdaniem Martynowicza nauczyciel powinien uczyć, być pedagogiem i towarzyszem młodego człowieka. Dr Joanna Leek z Wydziału Nauk o Wychowaniu Uniwersytetu Łódzkiego nacisk położyłaby szczególnie na ten drugi element, czyli towarzyszenie młodemu człowiekowi. - Rola nauczyciela przechodzi z kształcenia, na rzecz wychowywania, wspierania w rozwoju społecznym, kulturowym i akademickim, towarzyszeniu w procesie kształcenia – stwierdza ekspertka.
Dzieje się to za sprawą przemian technologicznych, pokoleniowych i kulturowych. Od kiedy dziecko internet ma niemal zawsze pod ręką, nauczyciel przestał już być głównym źródłem informacji. Skrócił się też dystans w relacjach między osobami starszymi a młodszymi. Wiele zmieniła też pandemia, kiedy to uczniowie musieli przejąć odpowiedzialność za organizację swojej nauki. - Dlatego tak ważne są szkolenia i zmiana profilu kształcenia nauczycieli, którzy w większości są osobami 40, 50 plus. Proces zdobywania kwalifikacji nauczycielskich przeszli więc 20,30 lat temu. Nauczyciele, podobnie jak uczniowie, potrzebują wsparcia – mówi dr Leek.
Bartek Rosiak, polonista, swoją pracę widzi podobnie, to znaczy z dziećmi stara się projektować działania wychowawcze. Ale jednocześnie uważa, że nie da się nauczyć bycia nauczycielem, bo nauczyciel to jest osobowość. - Wiedzę można nabyć, zapomnieć, uzupełnić, ale 90 proc. sukcesu w tym zawodzie należy od osobowości – jak mówi. - Zawód nauczyciela jest wymagający pod względem wykształcenia, przygotowania pedagogicznego, ale również mentalnego. Każdy może być nauczycielem, ale żeby wytrwać w tym zawodzie, to trzeba mieć pewne uwarunkowania osobowościowe – zgadza się Książek.
Nauczyciel oczami rodziców i uczniów
Zdają się to potwierdzać rodzice, którzy słysząc pytanie, kim dziś powinien być nauczyciel, od razu widzą konkretne twarze pedagogów swoich dzieci. - Powinni być tacy jak anglistka mojej córki – opowiada Monika, mama siódmoklasistki. O anglistce mówi: powód, dla którego warto chodzić do tej szkoły. - Kobieta power. Wymyślała gry, kazała instalować specjalne apki i nagle moje dziecko, któremu angielski totalnie nie wchodził do głowy, odblokowało się – wspomina. - Niewątpliwie ten zawód powinien być zawodem twórczym, kreacyjnym – dodaje.
- Powinni być tacy jak wychowawczyni mojego syna – stwierdza z kolei Aleksandra, mama szóstoklasisty. - Jej się chce. Jest wymagająca, trzyma dyscyplinę, ale ma indywidualne podejście do uczniów. Widać, że lubi tę pracę. Jest na swoim miejscu – opowiada. Bartek, licealista, ma nieco bardziej gorzkie doświadczenia. - Nauczyciel powinien przede wszystkim nie przeszkadzać – stwierdza i wylicza: w rozwoju, w pasji, w uprawianiu sportu.
Nie ukrywa, że często, niestety, trafiał na takich, którzy nie zwracali uwagi na jego historyczne zamiłowania i humanistyczny umysł. Musiał tak samo mocno uczyć się na klasówkę z matematyki, czy fizyki, a po odrabianiu lekcji był już tak wykończony, że o np. siłowni czy nauce na olimpiadę nie było mowy. - Chciałbym, że nauczyciel uczył rozumienia języka, komunikacji, krytycznego myślenia, a nie dat i definicji. Patrzył na mnie jak na człowieka, a nie jak na maturzystę. Matura jest ważna, ale na niej świat się nie kończy – dodaje Przemek, przyszłoroczny maturzysta.
Wiele osób jego zdaniem przez to wychodzi ze szkoły z obrzydzeniem na naukę. Zalety edukacji ludzie poznają dopiero, jak zaczynają sami czytać, sami się rozwijać. - Nauczyciel powinien być osobą, która nie będzie kazać czytać książek, ale rozbudzi do nich miłość – stwierdza. Mówi o tym nieprzypadkowo, bo w liceum miał szczęście do polonistki, która jego – umysł ścisły – potrafiła zainteresować literaturą i językiem.
Dlatego jak podkreśla Martynowicz, im więcej będzie działań na rzecz autonomii nauczyciela tak, żeby mógł on decydować o doborze środków dydaktycznych, o tym, jak ocenia, co ocenia, tym więcej takich pasjonatów, artystów będzie w tym zawodzie. Na razie, zdaniem polonisty, nauczyciel w tym wszystkim jest trochę ubezwłasnowolniony systemem, w którym funkcjonuje. - Ciągle oceniamy, sprawdzamy wiedzę, bo dopasowujemy się do systemu - to zdaniem Martynowicza przede wszystkim trzeba zmienić. - Musi być to też praca atrakcyjna pod kątem finansowym i wizerunkowym – dodaje.
Bartek Rosiak, polonista, zaznacza, że wbrew temu co się dzieje w oświacie, nauczyciele są wolnymi ludźmi. - Realizuję w pełni podstawę programową, ale mogę dodać lektury wybrane przez nauczyciela – mówi i podaje przykład: - Gdy czuję, że w klasie jest problem - depresja, samookaleczanie - nie chcę robić uczniom pogadanki. Sprytnie wybieram tekst do omawiania, gdzie dany problem się pojawia i patrzę na reakcję klasy. Jak tylko pozwala się dzieciom na dyskusję, wyjdzie się poza schemat, to wiele rzeczy można zauważyć. Jak mówi, dyrekcja, samorząd, kuratorium czy MEN daje mu jedynie pewne ramy prawne, natomiast to on decyduje, w jaki sposób to zrobi.
Nauczyciel w Europie
Co do podstawowego zadania, czyli wspierania w rozwoju, kształceniu, nauczyciele (poza wątkiem o wolności i autonomii) są zgodni. Co do pozostałych funkcji jednoznacznej odpowiedzi nie ma. - Wszystkie role, które wymieniają nauczyciele, jak psycholog, pedagog, logopeda, mediator, wiążą się ze wspieraniem w rozwoju, w kształceniu – uważa dr Leek i podaje przykład: - Wycieczki to rozwój społeczny. 80 proc. szkół znajduje się poza dużymi ośrodkami miejskimi. Jeżeli dzieci nie pojadą ze szkoły na wycieczkę, to tracą okno na świat. Wycieczki pełnią funkcję integracyjną.
Dalej wylicza: - Nauczyciele zabraniając smartfonów, będąc przy tym być może czasem uważani za złych policjantów, rozwijają funkcje społeczne u dzieci, bo te nie mogą już siedzieć z nosami w telefonach, tylko rozmawiać, bawić się.
Badaczka zdaje sobie sprawę z nadmiernej biurokracji i frustracji z niej wynikającej, ale z drugiej strony zwraca uwagę na to, że uczeń, zwłaszcza w czasach tak częstych migracji, przechodzenia ze szkoły do szkoły, potrzebuje dokumentacji. - Zawód nauczyciela jest zawodem wielofunkcyjnym i wielozadaniowym. Nie da się tego diametralnie zmienić - mówi. Polska pod tym kątem, jak mówi i jak wynika z badań, nie jest wyjątkiem. Podobne funkcje nauczyciel pełni w innych krajach Unii Europejskiej. - Te przeobrażenia roli nauczyciela, funkcji szkoły podążają za europejskimi trendami – dodaje i podkreśla, że jest też grupa nauczycieli, która na zadania poza czysto edukacyjne, patrzy pozytywnie.
Nauczyciel specjalista
Agnieszka, polonistka, przyznaje, że na rozmowach z uczniami, w których jej się zwierzają, w których czasem przyjmuje rolę terapeutki a czasem mamy, mogłaby spędzać godziny. Gdyby tylko ktoś zdjął z niej całą papierologię, wypełnianie tych samych rubryk co roku i pisanie sprawozdań, których nikt nie czyta, odczułaby ulgę.
Gdy do Małgorzaty, biolożki, w lipcu przychodzą absolwenci, chwaląc się wynikami matur i dostaniem się na studia, wie, że bycie złym policjantem i praca na taśmociągu z klasówkami była po coś. Gdy dawni uczniowie odwiedzają ją już wiele lat po skończeniu szkoły, wciąż pamiętają i doceniają wspólnie spędzony czas, tym bardziej uświadamia sobie, że mimo wszystko nie zamieniłaby tej pracy na inną. Nie ukrywa, że rzeczywiście trudno jej sobie wyobrazić swoją pracę bez tych wszystkich dodatkowych ról. Żeby to pogodzić, poszłaby więc w drugą stronę: mniej uczenia i przekazywania ogromnych podstaw programowych, a więcej rozmowy, praktyki i wychowania.
Monika, nauczycielka wychowania przedszkolnego, liczy, że najbliższy rok szkolny będzie taki jak dwa lata temu. - Rodzicom powtarzałam, że mogę im pomóc w wychowaniu ich dzieci, ale to oni wychowują – mówi. Rodzice to rozumieli, współpracowali, a ona była w stanie np. wziąć swoją grupę na każdą wycieczkę. Pod wpływem rodziców zdecydowała się pójść na studia podyplomowe z neurologopedii. - Jedna z mam spytała mnie, jak powinna pracować z synem, który miał duże wady mowy. Nie wiedziałam do końca, a chciałam wiedzieć, stąd kolejne studia. Ta mama przyszła do mnie, bo traktowała mnie jak specjalistę, który wie, co ma robić – mówi.
Źródło: Radio ZET
- Za rok nowy przedmiot w podstawówkach i szkołach średnich. Eksperci walczyli o niego od lat
- Super smartwatch, zostanie youtuberem i praca zdalna. O czym dziś marzą dzieci?
- Fatalne wyniki matury z polskiego. "To nieporozumienie. Jeden błąd dyskwalifikuje całą pracę"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET