Nauczyciel z uczniem wybierze lektury. Polonista wyjaśnia, co się zmieni na jęz. polskim po reformie

6 min. czytania
28.11.2025 08:17
Obserwuj nas na Google

- Jak pierwszy raz przeczytałem nową podstawę programową, to uznałem, że jest to podstawa, o jakiej marzyłem, jak ze snu, bo oddaje inicjatywę nauczycielowi, daje mu swobodę, jakiej nigdy wcześniej nie miał. Ale może to pogłębić nierówności społeczne między uczniami - komentuje propozycję nowej podstawy programowej Bartłomiej Rosiak, polonista z Łodzi.

Lekcja w szkole
fot. Piotr Mecik/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Które lektury będą obowiązkowe w podstawówkach.
  • Jakie obszary opisano w nowej podstawie programowej.
  • Jakie są potencjalne wady nowej podstawy programowej według polonisty.

Od września 2026 roku do szkół wchodzi reforma edukacji nazywana Kompasem jutra. Zmiany mają objąć najpierw klasy pierwsze i czwarte w podstawówkach. MEN przedstawiło właśnie projekty podstawy programowej m.in. z języka polskiego. Spytaliśmy nauczyciela tego przedmiotu, jak ocenia zaproponowane zmiany.

- Jak pierwszy raz przeczytałem nową podstawę programową, to uznałem, że jest to podstawa, o jakiej marzyłem, jak ze snu. Dlaczego? Bo oddaje inicjatywę nauczycielowi, nie krępuje go. To wielki przełom, bo minister Anna Zalewska wprowadziła podstawy, w których narzucała, co, jak, a nawet kiedy nauczyciel ma omówić – to pierwsza kwestia, na którą zwrócił uwagę Bartłomiej Rosiak, nauczyciel języka polskiego z Łodzi. Idealnie jednak nie będzie. - Ta wolność i inicjatywa po stronie nauczyciela to miecz obosieczny, ma plusy i minusy – dodaje zaraz.

Reforma edukacji. Jaka lista lektur w podstawówkach?

Polonista za przykład podaje tu obszar, który zazwyczaj wzbudza największe zainteresowanie i dyskusję, czyli lektury. Według zaproponowanej podstawy programowej uczniowie z klas IV-VI obowiązkowo będą czytać:

  • wybrane fragmenty Biblii, 
  • mity greckie, 
  • baśnie i legendy,
  • "Mazurka Dąbrowskiego" 
  • "Rotę". 

W klasach VII i VIII obowiązkowe ma być zapoznanie się z:

  • trenami i fraszkami Kochanowskiego, 
  • bajkami Krasickiego, 
  • utworami Adama Mickiewicza („Dziady” cz. II, „Reduta Ordona”, „Śmierć Pułkownika”, inwokacja „Pana Tadeusza” oraz wybrana ballada)
  • „Balladyną” Juliusza Słowackiego, 
  • nowelą Prusa lub Sienkiewicza (do wyboru), 
  • „Kamieniami na szaniec” Aleksandra Kamińskiego, 
  • wybranymi utworami Sławomira Mrożka,
  • wybranymi opowiadaniami Idy Fink.

Na tym doświadczeń czytelniczych nie koniec, ale teraz to nauczyciel wraz z uczniami ma wybierać pozostałe teksty „zróżnicowane tematycznie i gatunkowo”. A jest z czego, bo zaproponowana lista przykładowych tekstów do omówienia w podstawówce zawiera ponad 100 pozycji. - Tego nigdy nie było u nas i to jest novum na plus. Teraz mamy o wiele dłuższą listę lektur obowiązkowych i do tego „inne lektury wskazane przez nauczyciela – porównuje Rosiak.

Kanon lektur skrojony pod ucznia

Nowa podstawa skłania więc do tego, by z różnymi klasami na tym samym poziomie omawiać trochę inne lektury, bo w każdej klasie są inne dzieci, z innymi problemami. - Czyli z jednej strony wybrane przez nas teksty mają być pretekstem do rozmowy o rodzajach, gatunkach literackich, ale z drugiej strony mają też dotykać obszarów życia ważnych dla uczniów jak: dom, rodzina, przyjaźń, miłość. Ale istotne jest tutaj słowo „na przykład”. Czyli jeśli będę mieć w klasie problem używek, to dobiorę lekturę, w której te używki się pojawiają i ten utwór staje się pretekstem do rozmów psychoterapeutyczno-wychowawczych - mówi Rosiak.

Redakcja poleca

Jak tłumaczy, do tej pory też można było tak pracować, ale wymagało to nagimnastykowania się. - A nie ma drugiego bardziej wychowawczego przedmiotu niż język polski. Polonista lepiej zna uczniów niż wychowawca, bo widzi codziennie i rozmawia z nimi na tematy życiowe - zaznacza nauczyciel. Według niego w zaproponowaną listę lektur tchnięto też ducha współczesności, nie brakuje tam bowiem tekstów współczesnych, które należą do kanonu literatury popularnej. - To też mi się podoba, bo poprzednia podstawa elitaryzowała literaturę, a pomijała inne dziedziny sztuki jak teatr czy film – ocenia polonista.

Jednocześnie zaznacza, że nigdy nie potępiał dzieł kanonicznych i dalej ma zamiar je omawiać, bo uważa, że są ważne. - Kiedy z liceów usunięto „Romea i Julię”, omawiałem ten utwór z siódmoklasistami, bo nie wyobrażałem sobie absolwenta, który nie wie, dlaczego ludzie w Weronie robią zdjęcia balkonu. Jestem pewnie w mniejszości, ale uważam, że wiedza jest wartością i to, że można coś wyszukać za pomocą AI, nie zwalnia nas ze znajomości kodu kulturowego – tłumaczy. Dlatego np. martwi go, że po zmianach nie ma nic o powieści historycznej, a tę też powinno się poznać.

Z drugiej strony to że konkretne tytuły nie są narzucone, może okazać się minusem. - Nowa podstawa jest idealna, ale dla świetnego polonisty, który musi być obyty w świecie literatury, kultury współczesnej i niesamowicie otwarty na uczniów, bo to w porozumieniu z nimi będzie dobierał lektury. Takich nauczycieli u nas nie brakuje, ale też nie każdy, kto kończy studia polonistyczne, jest świetnie przygotowany do pracy w szkole – wyjaśnia Rosiak. Stąd, jak przewiduje, będą się pogłębiały nierówności społeczne między uczniami - tych ze świetnych szkół ze świetnymi nauczycielami i tych, którzy tyle szczęścia nie mieli.  

Na języku polskim w podstawówce edukacja medialna

Propozycja podstawy programowej z języka polskiego została podzielona na siedem obszarów. Oprócz praktyk lekturowych to: komunikacja, odbiór, świadomość językowa, tworzenie wypowiedzi, autorefleksja i tworzenie tożsamości oraz elementy edukacji medialnej. Do tej pory mieliśmy kształcenie literacko-kulturowe i językowe. - Potem zgodnie z modą dodano samokształcenie, ale było to puste, niewiele znaczące hasło, bo wpisano tam np. że uczeń korzysta ze słowników, czy bierze udział w konkursach – stwierdza Rosiak.

Redakcja poleca

Jak zauważa, nowa podstawa kładzie duży nacisk na praktykę, np. z językoznawstwa, bo do tej pory to był kurs gramatyki opisowej języka polskiego. - W końcu ktoś doszedł do wniosku, że teoretyczna wiedza o tym, na czym polega np. utrata dźwięczności w głosie, nie prowadzi do tego, że uczeń się swobodnie wypowiada. Wiedza teoretyczna, strukturalistyczna się na to nie przekłada. Żeby dobrze pisać, trzeba po prostu dużo pisać – mówi. Czy teraz ten obszar się poprawi? Znów zdaniem polonisty wszystko będzie zależało od nauczyciela. Na pewno teraz treści teoretyczne zostały okrojone, co – przy takiej same liczbie godzin polskiego - daje przestrzeń na warsztaty redakcyjne, na tworzenie i ćwiczenie.

Nowością są też elementy edukacji medialnej, do której dotychczas nawiązywano głównie przy okazji rozróżniania manipulacji i perswazji. - Tylko znów gdybyśmy w ramach eksperymentu pokazali polonistom film i zapytali się, czy autorem jest AI czy nie, to nie wiem, czy wszyscy potrafiliby na to pytanie odpowiedzieć. Ten obszar wymaga otwartej głowy od polonisty – mówi Rosiak. On sam w piątych klasach przy omawianiu „Pana Samochodzika” skupiał się na fragmencie, w którym dziennikarka napisała artykuł o skarbie templariuszy i cały kraj rzucił się na poszukiwania tego skarbu. - To był pretekst do dyskusji o odpowiedzialności dziennikarskiej, ale też do analizy wywiadów i pokazania, jak np. niektórzy goście w programach uciekają od odpowiedzi – wspomina.

Nowa podstawa z języka polskiego. Plusy i minusy

Eksperci proponują też co najmniej jedną w roku obowiązkową wizytę ucznia w teatrze, a także tydzień projektowy. - Przywracamy to, co było w gimnazjum. Projekt edukacyjny uczył takich kompetencji jak planowanie, realizowanie zamierzonych zadań, ewaluacji, także cieszę się, że do tego wrócimy – mówi polonista. Ale jak dodaje, znów będzie to wymagało tego, żeby być aktywnym nauczycielem. Podręcznik nie będzie już wyrocznią. Nauczyciel sam będzie musiał wykazywać się inicjatywą. Z jednej więc strony nowy program daje wielkie szanse, a z drugiej je odbiera.

Stąd Rosiak jest przekonany, że będą szkoły, w których nic się nie zmieni, w których język polski będzie kompletnie rozbity. - Dlatego ta podstawa jest trochę schizofreniczna, bo daje swobodę nauczycielom, jakiej nigdy wcześniej nie mieliśmy, ale też wymaga ogromnej tytanicznej pracy od nas – mówi.

Nie ukrywa, że martwi go jeszcze jedna kwestia, czyli egzamin ósmoklasisty. Obecna podstawa z bardzo jasnymi, konkretnymi zagadnieniami była dobra do egzaminowania. - Teraz tego nie mamy, pytanie, czy i jaka pójdzie za tym zmiana w egzaminie – zastanawia się Bartłomiej Rosiak. Projekt podstaw programowych trafił do do konsultacji publicznych. Te mają potrwać do 18 grudnia.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET