`

Niebezpieczne zjawisko na plaży w Wielkopolsce. "Dzieci nie mają szans"

2 min. czytania
29.07.2024 15:27
Obserwuj nas na Google

Trudna sytuacja na kąpielisku "na skarpie" w Przybrodzinie. Z powodu zapadającego się dna ratownicy WOPR odradzają kąpieli. "Grozi utonięciem" - podkreślają.

Kąpielisko Przybrodzin "Na skarpie"
fot. Powidzki Ośrodek Sportu i Rekreacji

Zapadające się dno na Jeziorze Powidzkim w Wielkopolsce

Problem zapadającego się dna na kąpielisku "na skarpie" w Przybrodzinie trwa od kilku lat. Niestety w tym roku sytuacja stała się na tyle poważna, że WOPR Konin podjął decyzję o nieprzyznaniu odbioru. "Odradzamy kąpiel nawet na własną odpowiedzialność, grozi utonięciem" - napisali przedstawiciele WOPR w mediach społecznościowych. W praktyce oznacza to, że kąpielisko nie jest strzeżone, ale na weekendy pojawiają się tu ratownicy.

Do sprawy odniósł się wójt gminy Powidz Jakub Gwit, który zaznaczył, że zapadliska powstają z powodu położenia kąpieliska, rodzaju gruntu oraz spadku poziomu wód. "Wszelkie działania związane z poprawą sytuacji i nadsypaniem dna, wymagają przejścia procedur środowiskowych i wodnych, stosowne wystąpienia już dobre kilka miesięcy temu zostały wystosowane" - zaznaczył.

Redakcja poleca

"Z wody »do kostek« nagle dziura na wysokość bioder"

Niebezpieczne fragmenty kąpieliska zostały oznaczone, ale mimo wszystko kąpiel w tym miejscu nie jest bezpieczna. "Z wody »do kostek« nagle dziura na wysokość bioder. Dziecko byłoby nagle całe pod wodą. Strach pomyśleć, co by się mogło stać, gdyby rodzic nie był w pobliżu" - napisała jedna z internautek. "Dorosły by sobie poradził, ale dzieci nie mają szans" - dodał inny internauta.

"Do najsłabszych nie należę i pływać też coś tam umiem, ale w zeszłym roku jak tam wychodziłem z rowerka, to wpadłem prawie po pas i nie łatwo było się wydostać z tego" - zaznaczył kolejny użytkownik. Brak możliwości kąpieli to duży problem dla lokalnych przedsiębiorców, którzy teraz notują duże straty.

- Od poniedziałku prawie nikogo nie ma, chociaż jest ładna pogoda. Nikt nie przychodzi, bo słyszeli, że kąpielisko zamknięte. Po prostu już ręce nam opadają. Biznes prowadzimy tu już z dziesięć lat. Pracuję tu szósty sezon i pierwszy raz taka sytuacja dramatyczna - opowiada dziennikarzowi "Gazety Wyborczej" Malwina Wabińska, pracownica lodziarni.

Źródło: Radio ZET/WOPR Konin/"Gazeta Wyborcza"

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET