"To prawdziwa katastrofa". Nad Bałtykiem już tego nie ukrywają
Aktualny sezon letni miał być najlepszym od lat dla nadmorskich hotelarzy. Jak się okazuje, sytuacja nad Bałtykiem wcale nie jest tak dobra, jak mogłoby się wydawać. Jednodniowi turyści i brak dłuższych rezerwacji to zmora przedsiębiorców prowadzących hotele nad polskim morzem.
Jednodniowi turyści nad Bałtykiem
Mogłoby się zdawać, że obecny sezon letni układa się doskonale dla hotelarzy. Nad polskim Bałtykiem widać tłumy turystów, zarówno z Polski, jak i zagranicy. Okazuje się jednak, że duża część turystów przyjeżdżających nad morze decyduje się na bardzo krótkie lub wręcz jednodniowe pobyty. Ta sytuacja jest widoczna m.in. w Międzyzdrojach, gdzie właściciele pensjonatów odnotowują bardzo małe obłożenie swoich ośrodków. - U mnie z frekwencją jest bardzo słabo, bo jest na poziomie 30 proc. Teraz u nas pojawiają się tacy "jednodniowcy": przyjeżdżają rano i wyjeżdżają następnego dnia wieczorem. Ludzie chyba nie mają pieniędzy - mówi "Faktowi" pan Krzysztof, jeden z nadmorskich przedsiębiorców. Inni hotelarze podzielają jego opinię i mówią wprost: "To prawdziwa katastrofa".
Nie tylko hotelarze, ale także właściciele restauracji skarżą się na niższe obroty, niż zakładano na początku sezonu. Polacy nie chcą wydawać pieniędzy na drogie jedzenie w knajpach i często sami przygotowują posiłki. W smażalniach najczęściej można zobaczyć Niemców, których stać na świeżą rybę z Bałtyku - Trudno mi określić, ilu z naszych klientów stanowią goście zza naszej zachodniej granicy, ale w sezonie mogą stanowić połowę wszystkich turystów, natomiast po wakacjach są zdecydowaną większością - mówi "Faktowi" pan Kacper, który prowadzi stoisko z wędzonymi rybami. Niemcy chętnie korzystają również z innych charakterystycznych atrakcji nad polskim morzem, takich jak muzea, oceanaria czy kolejki turystyczne. - Niemcy ratują nam sezon w Międzyzdrojach i gdyby nie oni, to byłoby naprawdę cienko - tłumaczy "Faktowi" pani Izabela, która sprzedaje bilety na kolejkę turystyczną.
Hotelarze muszą zmienić strategię
Według ekspertów branży turystycznej polscy hotelarze nie powinni dziwić się nowym wakacyjnym trendom. Wysokie ceny zarówno w ośrodkach wypoczynkowych, jak i knajpach skutecznie odstraszają Polaków przed dłuższym pobytem nad Bałtykiem. - Turystyka zmienia się na naszych oczach i nie możemy mieć pretensji do klientów, że częściej od tygodniowych wypadów preferują weekendowe city-breaki czy za to, że w czasie bardziej niepewnej pogody preferują wypoczynek w większych kurortach niż mniejszych miejscowościach (...) W dobrej kondycji są duże hotele i duże kurorty. Gorzej radzą sobie kwatery na wynajem i mniejsze pensjonaty. Turyści szukają nad morzem atrakcji, które będą dla nich alternatywą dla niepewnej pogody - wyjaśnia Hanna Mojsiuk, prezeska Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
Niewątpliwie problem jednodniowych turystów jednak istnieje i jest najbardziej dotkliwy dla małych hotelarzy. Ci znajdują się w martwym punkcie, ponieważ nie mogą obniżyć cen, tym samym rezygnując z większej liczby odwiedzających. - W soboty i niedziele plaże oraz górskie szlaki wypełniają tłumy, bo do gości pensjonatów czy hoteli dołączają mieszkańcy danego regionu oraz turyści jednodniowi (...) Coraz głośniej o tej tendencji na forach branżowych. Turyści rezygnują z noclegów i organizują jednodniowy wypad nad morze czy nad jezioro - przyznaje Agnieszka Rzeszutek, ekspertka portalu Nocowanie.pl.
Dołącz do grupy "Szczecin, Pomorze Zachodnie. Informacje i wydarzenia"
Źródło: Radio ZET/ Fakt/ Północna Izba Gospodarcza/ Nocowanie.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET