"W nocy słucham, czy już do nas nie strzelają". "Pustka, cisza i strach" przy granicy
Co jakiś czas przejedzie samochód albo transport wojskowy i to wszystko. W nocy słucham, czy już do nas nie strzelają - mówiła w rozmowie z "Super Expressem" mieszkanka Serpelic, położonych przy polsko-białoruskiej granicy. Sytuacja jest trudna również ze względu na brak turystów, którzy co roku przyjeżdżali tam na wakacje. Obecnie "jest ich jak na lekarstwo".
Granica polsko-białoruska. Problemy mieszkańców w związku z kryzysem migracyjnym
Sytuacja na polsko-białoruskiej granicy wciąż jest napięta - zagrożenie związane z kryzysem migracyjnym odczuwają nie tylko wojskowi, którzy ochraniają granice RP. Mieszkańcy przygranicznych miejscowości mówią o problemach i strachu, który odczuwają w związku z kryzysem.
"Super Express" rozmawiał z mieszkańcami miejscowości Serpelice, położonej zaledwie 6 km od białoruskiej granicy. Do miasta przez lata zjeżdżali turyści, którzy chcieli odpocząć od miejskiego zgiełku i wypocząć na łonie natury. Obecnie jest jednak zgoła inaczej - miasto świeci pustkami.
"Takiej biedy jeszcze nie było"
Powodem jest właśnie sytuacja na polsko-białoruskiej granicy. Lokalna społeczność nie kryje obaw. - Słabo teraz z handlem. Wszystko zaczęło się psuć, jak doszło do wojny między Rosją a Ukrainą. Ludzie boją się także emigrantów szturmujących polską granicę. Efekt: mamy niewielu kupujących - łumaczy Marta Halimoniuk, ekspedientka ze sklepu w centrum miejscowości, cytowana przez "Super Express".
Jerzy Czyż, właściciel szkoły jeździeckiej, tłumaczy, że swój biznes prowadzi od ponad 20 lat. - Takiej biedy jeszcze nie było. Turystów jest jak na lekarstwo. Nie stać mnie już na utrzymanie wierzchowców i myślę, by część koników sprzedać. Z obawą myślę o przyszłości. Co będzie jak rozpęta się wojna z Białorusią? Kto wie, czy jakaś zabłąkana rakieta nie uderzy w moje budynki i zakończy życie moje i moich koni - mówi mężczyzna.
"W nocy słucham, czy już do nas nie strzelają"
Jednak brak turystów to nie jedyny problem lokalnych mieszkańców. - Codziennie ze strachem słucham wiadomości. Niby mówią, by się nie martwić, ale zawsze czarne myśli przychodzą do głowy. Ruscy nie przejmowali się i napadli na Ukrainę, a Łukaszenka to ta sama liga. Nasza miejscowość opustoszała, bo letnicy omijają nas dużym łukiem. Po prostu nie chcą odpoczywać w miejscu, w którym w każdej chwili coś się może wydarzyć - mówiła w rozmowie z "SE" jedna z kobiet.
- Przeżyłem tu wiele, ale nigdy nie bałem się o następny dzień - mówi "Super Expressowi" miejscowy. - Co dziś tu mamy? Pustkę, ciszę i strach, który unosi się w powietrzu. Kiedyś był tu gwar. Aż miło było patrzeć na uśmiechnięte buzie dzieciaków. Organizowano kajakowe wycieczki po Bugu, zawody wędkarskie i nocne ogniska. A teraz? Co jakiś czas przejedzie samochód albo transport wojskowy i to wszystko. W nocy słucham, czy już do nas nie strzelają - dodaje.
Źródło: Radio ZET/"Super Express"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET