Nieodpowiedzialne zachowania w czasie powodzi. "Były też w 97., ale jest jedna różnica"
- Dom ma być ostoją bezpieczeństwa i miejscem, gdzie ludzie mają się schować przed tym, co zagraża ich życiu. Ale w tej sytuacji to właśnie dom, jako budynek, może zagrażać ich życiu - o tym, jak przekonać ludzi do ewakuacji i w jaki sposób zarządzać zbiorowymi emocjami w rozmowie z RadioZET.pl opowiada psycholog i ratownik górski Tomasz Kozłowski.
Mateusz Kapera: W jaki sposób przekonać do ewakuacji ludzi z miejsc zagrożonych powodzią?
Tomasz Kozłowski*: - Nie ma jednej odpowiedzi. Inaczej będziemy mówili do młodych ludzi, a inaczej do starszych, którzy mieszkają na swojej ojcowiźnie z pokolenia na pokolenie. Oni nie chcą tego opuścić, bo to jest symbol całego ich życia i bezpieczeństwa.
Problem psychologiczny polega właśnie na tym, że dom ma być ostoją bezpieczeństwa i miejscem, gdzie mają się schować przed tym, co zagraża ich życiu. Ale w tej sytuacji to właśnie dom, jako budynek, może zagrażać ich życiu. I to jest niezwykle trudna sytuacja. Jeżeli będziemy się odnosić do kolejnych pokoleń, czyli będziemy im mówić: „zróbcie to dla dzieci, dla wnuków, pokażcie im dobry przykład, żeby oni też potrafili ratować swoje życie”, to może to byłoby dla starszych ludzi takim elementem, który mógłby ich do tego zachęcić. Mówiąc krótko, dla starszych osób najważniejsza jest rodzina i to jest argument, którego używałbym w rozmowach o ewakuacji.
Natomiast młodzi ludzie mają jeszcze wiele możliwości i bardzo często nie są związani z jednym miejscem. Zresztą już wiele lat temu pokazała to emigracja młodych ludzi do miast. Ich na pewno o wiele łatwiej jest przekonać niż starsze osoby.
Mamy też przypadki, kiedy to młode osoby odmawiają ewakuacji. W jaki sposób ich przekonać?
- Powtarzać, że może to być moment, który zmieni ich życie, zamiast zakończyć. Namawiać ich do tego, żeby dali sobie szansę. Oczywiście, to nie jest tak, że straszyłbym ich. Raczej starał się pokazać, że mają jeszcze wiele rozwiązań, a nie tylko i wyłącznie to jedno, czyli pozostanie w domu.
Czy w takich chwilach te osoby są w stanie myśleć sensownie o innych rozwiązaniach?
- Osoba w kryzysie psychologicznym nie widzi ani przeszłości, ani przyszłości. Jeżeli w ogóle patrzy w przyszłość, to widzi ją tylko i wyłącznie w czarnych barwach. Dlatego mówiąc do takich osób, trzeba się skupić na jak najbliższej przyszłości, a nie na bardzo daleko idących rozwiązaniach.
Czy wiek to jedyny czynnik determinujący opór przed ewakuacją?
– Zapewne łatwiej będzie rozmawiać z osobami lepiej wykształconymi i takimi, które swoją przyszłość zawodową widzą w różny sposób. Trudniej będzie z ludźmi, którzy są przywiązani do miejsca zamieszkania wyłącznie dlatego, że mają tam na przykład uprawy roślin, co jest ich jedyną formą zarobku.
Pracując jako ratownik, spotykał się pan z sytuacją, że ludzie w tragicznym położeniu mimo wszystko odmawiali pomocy?
- Doświadczałem takich sytuacji, że ludzie nie chcieli, żeby ich ratować. Miałem sytuację w górach, gdzie pewien człowiek odmówił pomocy, a miał złamaną nogę. Tak naprawdę ratownicy nigdy nie wiedzą, jaka jest tego realna przyczyna. Powody mogą być różne. Na przykład, ktoś może coś przed nami ukrywać Inna sprawa, że człowiek w kryzysie psychologicznym może być w szoku i niezbyt trafnie oceniać swoje położenie czy możliwości. Zawsze te dramatyczne decyzje mają miejsce wtedy, kiedy człowiek przecenia swoje możliwości, co do poradzenia sobie z żywiołem, albo po prostu nie zdaje sobie sprawy, jak silny jest ten żywioł.
Ludzka głupota?
- Nie użyłbym takiego określenia.
Lekkomyślność?
- Ludzie są mocno zdezorientowani w takich sytuacjach i mogą nie rozumieć tego, jak dramatycznie jest ich położenie. Są mocno związani z poczuciem bezpieczeństwa, jakie daje im dom.
Lekkomyślność na pewno pojawia się w zachowaniu osób, które z bliska nagrywają telefonami rwącą rzekę. Robią to mimo komunikatów służb nakazujących ewakuację. Dlaczego ludzie, mimo że widzą, jak niebezpieczny jest ten żywioł, zachowują się tak nieodpowiedzialnie?
- Myślę, że takie nieodpowiedzialne zachowania były widoczne również w czasie powodzi w 1997 roku. Dziś różnica polega na tym, że ludzie chcą nie tylko zobaczyć, co się dzieje, ale również nagrać i wrzucić to do mediów społecznościowych. W obu przypadkach mamy do czynienia z chęcią zobaczenia czegoś nietypowego i ciekawego. Teraz dochodzi jednak jeszcze chęć zaistnienia w mediach społecznościowych.
Media społecznościowe nie pomagają w takich kryzysowych sytuacjach?
- Być może właśnie dzięki temu, że w mediach społecznościowych informacje pojawiają się dość szybko, to wiele osób właśnie nie pojedzie na miejsce powodzi, bo zobaczy w sieci, jak wygląda sytuacja. Trudno jest ocenić, jaki realny wpływ mają media społecznościowe. Na pewno wchodzenie na wał przeciwpowodziowy i robienie sobie zdjęć może się skończyć dramatycznie. Brałem kiedyś udział w akcji ratowniczej, bo pewien człowiek chciał sobie zrobić zdjęcie na Śnieżnych Kotłach. Niestety, spadł i zginął.
Trudno powiedzieć, co kieruje takimi ludźmi. Myślę, że pewną rolę gra brak wiedzy specjalistycznej i niezrozumienie tego, jaka jest dynamika tego żywiołu. W takiej powodzi przelewają się miliony ton wody i mogą człowieka porwać jak piórko.
Do Wrocławia fala powodziowa ma dotrzeć w środę. Władze miasta uspokajają, że są gotowe na żywioł. Wielu mieszkańców obawia się jednak scenariusza z 1997 roku. W jaki sposób mają poradzić sobie z tymi emocjami i nie doprowadzić do wybuchu paniki?
- Słyszę, jak w mediach mówi się, że nie została jeszcze zaleczona trauma związana z powodzią w 1997 roku. Tyle że miała ona miejsce 27 lat temu! Minęło jedno pokolenie. Może być tak, że są osoby, które wciąż noszą w sobie traumę, ale nie możemy mówić, że jest ona powszechna, a tym bardziej że dotyczy dwudziestoparolatków.
*Tomasz Kozłowski - psycholog, specjalista ds. wsparcia psychologicznego w sytuacjach kryzysowych oraz pomocy psychosocjalnej w masowych zdarzeniach traumatycznych, mówca motywacyjny i doświadczony szkoleniowiec. Ratownik Karkonoskiej Grupy GOPR (instruktor ratownictwa górskiego). Instruktor podczas szkoleń Wojska Polskiego, Policji i Służb Specjalnych. Członek roboczego zespołu wsparcia psychologicznego dla służb i organizacji ratowniczych Departamentu Zarządzania Kryzysowego i Spraw Obronnych MSWiA. Na prośbę MSWiA udzielał pomocy psychologicznej uchodźcom z Libanu w lipcu 2006 r. Psycholog Polskiej Misji Medycznej. V-ce Prezes Zarządu Polskiego Towarzystwa Interwencji Kryzysowej.
Źródło: Radio ZET
- Widmo wielkiej powodzi wróciło do Wrocławia. "Odruchowo spoglądam pod ten wiadukt"
- "Sytuacja staje się dramatyczna". Kradzieże i szabrownictwo, mieszkańcy nie chcą opuszczać domów
- "Heroiczna walka" w Nysie. Niesamowite sceny, tak miasto przetrwało noc
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET