`

Ustalenia Radia ZET ws. śmierci płetwonurka, który szukał Grzegorza Borysa

4 min. czytania
10.11.2023 06:54
Obserwuj nas na Google

Płetwonurek Bartosz Błyskal, który zmarł tragicznie w trakcie poszukiwań Grzegorza Borysa, mógł wzywać pomoc, jedynie szarpiąc za tzw. kablolinę. Jak dowiedział się reporter Radia ZET Miłosz Gocłowski, centrala łączności podwodnej wykorzystywana w takich sytuacjach była zepsuta i od kilku tygodni znajdowała się w naprawie. Okoliczności śmierci strażaka mają zbadać dwa specjalnie powołane w tym celu zespoły. Sprawą zajmuje się także prokuratura.

płetwonurek zginał szukając grzegorza borysa
fot. Karol Makurat /REPORTER

Tragedia rozegrała się 1 listopada w trakcie obławy na Grzegorza Borysa podejrzanego o zabójstwo swojego 6-letniego syna. Poszukiwania prowadzono w Trójmiejskim Parku Krajobrazowym, gdzie według ustaleń służb ukrywał się 44-letni mężczyzna. Specjalistyczna Grupa Ratownictwa Wodno-Nurkowego z Gdańska, do której należał 27-letni płetwonurek Bartosz Błyskal, otrzymała polecenie od komendy wojewódzkiej straży pożarnej, by na wniosek policji po raz kolejny przeszukać zbiornik Lepusz.

Nurkowie sprawdzali to miejsce dwa dni wcześniej. Według ustaleń Radia ZET ponowne przeszukanie akwenu miało mieć związek z nowymi okolicznościami dotyczącymi poszukiwań Borysa.

Lepusz nie jest zwykłym stawem i do nurkowania w nim niezbędne są odpowiednie umiejętności oraz właściwy sprzęt. W wielu miejscach jest zarośnięte, ma muliste dno, po jego powierzchni pływają wyspy torfowe. Pod jedną z takich wysp 6 listopada znaleziono ciało poszukiwanego Grzegorza Borysa. Nie jest wykluczone, że inna mogła okazać się śmiertelną pułapką dla Bartosza Błyskala.

Redakcja poleca

Restrykcyjne zasady i rozporządzenie ministra

W ocenie specjalistów od nurkowania, z którymi rozmawiał reporter Radia ZET Miłosz Gocłowski, właśnie przez takie pływające wyspy nurkowanie w zbiorniku Lepusz można traktować jak schodzenie pod wodę w tak zwanych przestrzeniach zamkniętych. Zasady dotyczące pracy nurków cywilnych w trudnych warunkach są bardzo restrykcyjne. Określa je ustawa z 17 października 2003 roku o wykonywaniu prac podwodnych. Jednak płetwonurkowie służący w straży pożarnej nie podlegają jej przepisom. Ich dotyczy rozporządzenie MSWiA z 25 maja 2004 roku, zgodnie z którym:

„W przypadku prowadzenia prac podwodnych w przestrzeniach zamkniętych oraz na akwenach, na których występuje kra lodowa, w celu zapewnienia bezpieczeństwa nurków wymaga się dodatkowych przedsięwzięć, uwzględniających pragmatykę służbową, w szczególności:

1) zastosowania sprzętu do autoasekuracji, oświetlenia i łączności;

2) zastosowania dwóch niezależnych źródeł mieszaniny oddechowej;

3) wykonywania prac przez nurków posiadających dodatkowe przeszkolenie w tym zakresie”.

Centrala łączności podwodnej była zepsuta

Rzecznik Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku, brygadier Jacek Jakóbczyk, poinformował, że zmarły tragicznie Bartosz Błyskal miał uprawnienia młodszego nurka MSWiA. Potwierdził również, że łączność z płetwonurkiem z powodu awarii sprzętu odbywała się jedynie fizycznie przez tak zwaną kablolinę, ponieważ centrala łączności podwodnej wykorzystywana w takich sytuacjach była zepsuta i od kilku tygodni znajdowała się w naprawie.

Poza tym, jak wynika z ustaleń reportera Radia ZET, Błyskal miał mieć ze sobą tylko jedno źródło mieszaniny oddechowej. Oznacza to, że płetwonurek zszedł pod wodę z jedną butlą, a w razie niebezpieczeństwa mógł wzywać pomoc jedynie szarpnięciami za przewód asekuracyjny.

Jakóbczyk zastrzegł jednocześnie, że zadanie postawione przed Błyskalem miało dotyczyć – zgodnie z poleceniem kierującego pracami podwodnymi w miejscu poszukiwań Borysa – sprawdzenia tylko tak zwanej części otwartej zbiornika, to jest wzdłuż brzegu i wysp. A co za tym idzie, jak tłumaczył rzecznik gdańskich strażaków, nadzwyczajne środki bezpieczeństwa określone w rozporządzeniu MSWiA, dotyczące „prowadzenia prac podwodnych w przestrzeniach zamkniętych”. w tym przypadku nie musiały być zachowane.

Według nieoficjalnych informacji, do jakich dotarło Radio ZET, Bartosz Błyskal po raz ostatni schodził pod wodę, mając zapas powietrza na koło 20-25 minut. Akcja ratunkowa trwała ponad godzinę.

Dwa zespoły i prokuratura zbadają okoliczności tragedii

Po tragedii w zbiorniku Lepusz straż pożarna ma powołać dwa zespoły, które ocenią akcję. Pierwszy to tak zwany zespół powypadkowy, w którym znajdzie się wskazany przez Komendę Główną Państwowej Straży Pożarnej biegły posiadający szczegółowe kompetencje – nurek instruktor. Powołanie takiego zespołu wynika z rozporządzenia MSWiA.

Drugi zespół zostanie utworzony na wniosek pomorskiego komendanta wojewódzkiego PSP. Oceni zastosowaną taktykę poszukiwań i protokół powypadkowy.

Sprawą zajmuje się także Prokuratura Okręgowa w Gdańsku. Jak przekazała rzeczniczka prokuratury Grażyna Wawryniuk, postępowanie jest początkowej fazie, więc o szczegółach ustaleń nie można jeszcze mówić. Wiadomo jedynie ze wstępnych wyników sekcji zwłok Bartosza Błyskala, że mężczyzna nie utonął, ale zmarł wskutek niewydolności krążeniowo-oddechowej.

Jak wyjaśnił w rozmowie z reporterem Radia ZET jeden ze szczecińskich lekarzy, „takie rozpoznanie mogłoby sugerować, że zgon nastąpił na przykład na skutek zawału serca bądź braku powietrza do oddychania. Zakładając, że 27-letni mężczyzna był dopuszczony do tego typu prac, musiał mieć świeże świadectwo lekarskie. Można więc prawdopodobnie wykluczyć zawał jako przyczynę śmierci. Stąd z dużym prawdopodobieństwem zgon nastąpił na skutek uduszenia” – ocenił medyk.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET