Burza w sieci po publikacji zdjęć ciała Grzegorza Borysa. "To się nie klei"
Internauci wyrażają swoje wątpliwości w sprawie zwłok Grzegorza Borysa po tym, jak do sieci wyciekły drastyczne zdjęcia jego ciała. "Sprawa grubymi nićmi szyta", "nic się tu nie klei" - to tylko niektóre z opinii internautów, które znajdziemy w sieci. Innego zdania jest jednak były policjant Andrzej Mroczek, który stwierdził, że wygląd zwłok nie jest dla niego zaskoczeniem.
20 października Polską wstrząsnęła historia z Gdyni, gdzie 44-letni żołnierz związany z marynarką wojenną Grzegorz Borys miał w brutalny sposób pozbawić życia swojego 6-letniego synka, a następnie uciec i ukryć się na terenie Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego. Niemalże natychmiast rozpoczęła się obława za podejrzanym, która trwała 18 dni. Zakończyła się w poniedziałek 6 listopada, kiedy to służby znalazły ciało Grzegorza Borysa w zbiorniku Lepusz.
Wyciekły zdjęcia ciała Grzegorza Borysa. Burza w sieci
Dokładne przyczyny tego, w jaki sposób zginął 44-latek wyjaśniła sekcja zwłok. Prok. Grażyna Wawryniuk przekazała, że bezpośrednią przyczyną śmierci Grzegorza Borysa było utonięcie. Dodała, że na jego ciele znalazły się też rany postrzałowe na skroniach oraz nacięcia na nadgarstkach i udach. Wcześniej jednak do sieci wyciekły drastyczne zdjęcia zwłok Grzegorza Borysa. Z nieoficjalnych informacji Wirtualnej Polski wynika, że mógł je wykonać i udostępnić członek ekipy poszukiwawczej. Ten wątek będzie teraz wyjaśniać prokuratura.
Fotografie pojawiły się m.in. w mediach społecznościowych, gdzie wzbudziły wiele kontrowersji. Nie brakuje komentarzy internautów, którzy dopatrują się w całej sprawie drugiego dna. "W tym temacie jest wiele pytań i zagadek, ale pewnie się nie dowiemy, jak było naprawdę" - pisał jeden z internautów.
Internauci mówią o „nieścisłościach”
"Sprawa od samego początku grubymi nićmi szyta. Dla mnie nic się tu nie klei. 15 dni poszukiwań przez 1000 policjantów, psy. To albo nieudolna praca policji, albo on już nie żył, albo miał nie żyć" - komentowała inna z internautek.
Komentujący dopatrują się na zdjęciach nieścisłości, takich jak guz na głowie, ślady krwi na twarzy czy brak zarostu, który - jak twierdzą - powinien się pojawić u Grzegorza Borysa po tylu dniach przebywania w lesie. Warto jednak nadmienić, że na ten moment nie ma oficjalnej informacji na temat tego, kiedy zginął Grzegorz Borys i jak długo jego ciało leżało w wodzie. Te wątpliwości rozwieje dopiero sekcja zwłok.
„Nie szukajcie sensacji tam, gdzie jej nie ma”
Oczywiście są też osoby, które kontrują tego rodzaju domysły. "Jeśli ktoś śledził uważnie wątek od początku, potrafi czytać ze zrozumieniem i chociaż w stopniu umiarkowanym łączyć ze sobą fakty, to nie powinien nawet próbować wymyślać dziwnych teorii" - brzmi jeden z komentarzy.
"Nie szukajcie sensacji tam, gdzie jej nie ma" - pisał inny z internautów.
Ekspert: Wygląd zwłok Grzegorza Borysa nie jest zaskoczeniem
Do tematu zdjęć odniósł się w rozmowie z Onetem Andrzej Mroczek, były policjant, który pracował w wydziale do Walki z Terrorem Kryminalnym i Zabójstw oraz służbach specjalnych, a obecnie jest zastępcą dyrektora Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas. Ten zaznaczył, że "na tym etapie śledztwa, takie fotografie nie powinny się znaleźć w obiegu publicznym".
Ekspert wyjaśnił też, że "wygląd zwłok Grzegorza Borysa nie jest dla niego zaskoczeniem". - Jeżeli temperatura wody, w której leżą zwłoki oscyluje w granicach 5-6 stopni, zmiany gnilne u topielca mogą wystąpić nawet po miesiącu. W niektórych przypadkach jest tak, że nawet zwłoki po kilku miesiącach wyglądają tak, jak na tym zdjęciu - powiedział.
Podkreślił też, że na podstawie samych zdjęć nie można stwierdzić, kiedy zginął Grzegorz Borys. - On mógł wskoczyć do akwenu już po tym, gdy został znaleziony plecak. Mógł się tam również znaleźć bezpośrednio po ucieczce z miejsca zabójstwa - powiedział.
Źródło: Radio ZET/Onet
- Beczki z trującą "czerwoną wodą" pod Warszawą. Jest odpowiedź ministra Sasina
- Wirus dengi przeniknął do Europy. Jego związek z covidem zaskakuje
- Kosiniak-Kamysz ujawnia skalę rozmów z PiS. „Były telefony”
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET