Od września szkoła po nowemu? Eksperci: "Slogany", "zaczynamy od końca"

5 min. czytania
01.09.2026 06:02
Obserwuj nas na Google

MEN zapewnia, że nowa szkoła to "więcej praktyki, mniej teorii". Część ekspertów nie kryje jednak obaw. - To placebo legislacyjne. Działania o charakterze czysto proceduralnym, nie jakościowym - ocenia w rozmowie z RadioZET.pl prof. Bogusław Śliwerski z Uniwersytetu Łódzkiego. 

Sala szkolna
fot. Tomasz Kawka/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Zmiany w edukacji od 1 września.
  • W założeniu polska szkoła stawia teraz na 3 K, czyli komunikację, kooperację i kreatywność.
  • Część ekspertów ostrzega przed "placebo legislacyjnym" i niedostatecznym przygotowaniem nauczycieli.

Od 1 września zaczną obowiązywać nowe podstawy programowe - we wszystkich przedszkolach oraz w klasach I i IV szkoły podstawowej. - Kierunek zmian jest prosty: więcej praktyki, rozumienia i działania, większe bezpieczeństwo, mądrzejsze korzystanie z technologii i szkoła lepiej przygotowana do rzeczywistych potrzeb dzieci - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Ewelina Gorczyca, rzeczniczka Ministerstwa Edukacji Narodowej. 

W kolejnych latach reforma - realizowana pod hasłem "Kompas Jutra" - będzie stopniowo obejmowała następne roczniki. Na czym dokładnie polega? I jakie są jej słabe punkty? 

Quiz: Lektury szkolne, które teraz czytają twoje dzieci i wnuki. Wiesz, jak zmienił się kanon lektur?

Screen Filmpolski.pl
1/15 Jaką decyzję podjęto w sprawie "Pana Tadeusza" Adama Mickiewicza w kanonie lektur obowiązkowych?

Jaka ma być nowa szkoła? Zasada 3K  

Dr Joanna Dobkowska z Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego, współautorka podstawy programowej do edukacji wczesnoszkolnej zapewnia, że to rewolucja w myśleniu, bo nowa podstawa w centrum stawia ucznia. - Zgodnie z nowoczesnymi poglądami pedagogicznymi zakłada, że to dziecko konstruuje swoją wiedzę, poznając świat. A może to robić tylko wtedy, jeśli to, co je otacza, jest ciekawe, motywujące, inspirujące oraz, co jest drugim podstawowym warunkiem, odbywa się poprzez działanie. Nie tylko słuchanie - mówi. 

Inaczej niż w XIX wieku, kiedy wierzono, że nauczyciel to człowiek z wielkim lejkiem, który wlewa wiedzę do głów uczniów. Nauczyciel jest aktywny, uczniowie bierni. - Teraz wiadomo, że najskuteczniej uczymy się wtedy, kiedy jesteśmy aktywni, pracujemy w zespołach, badamy rzeczywistość - dodaje dr Dobkowska. Dlatego sama mówi nie o zmianie podstawy programowej, a zmianie programowej. 

Tyle teoria. W praktyce: aktywność uczniów w pierwszej klasie nie będzie ograniczać się do oglądania rysunków czy zdjęć wiewiórki w podręczniku. Dzieci wyjdą do parku, by zobaczyć ją na żywo. Będą obserwować jej zachowanie, opisywać wygląd, robić rysunkowe notatki. Poszukają informacji w różnych źródłach. Porównają zdjęcia różnych typów wiewiórek. Spróbują w grupie poszukać odpowiedzi na pytanie: dlaczego mają puszysty ogon. 

To oznacza, że nauczanie to już nie tylko relacja nauczyciel-uczeń, ale uczeń-uczniowie, uczniowie-inni dorośli. - Rola nauczyciela? Ma zachęcać do tego, by dzieci wymieniały się informacjami, wykonywały zadania w parach, zadawały pytania, podejmowały różne role w mniejszych lub większych grupach - tłumaczy prof. Małgorzata Żytko z Wydziału Pedagogicznego UW. To pod jej kierunkiem powstała nowa podstawa programowa edukacji wczesnoszkolnej. 

Redakcja poleca

W założeniu polska szkoła ma teraz uczyć także komunikować się z innymi, w tym mówić o potrzebach i emocjach. Współpracować, w tym budować zespół, dbać o siebie i innych. Krytycznie i kreatywne myśleć. W skrócie: 3 K, czyli komunikacja, kooperacja i kreatywność.

- I gdzie ta rewolucja?! Przecież wielu pedagogów uczy tak już od lat - zauważamy.

- Zgoda, warto dzielić się dobrymi praktykami, ale nadal jest wiele do zmiany w tym zakresie - odpowiada prof. Żytko. I dodaje, że w praktyce często głównym źródłem aktywności bywa praca z podręcznikiem lub bierne uczenie się. 

Zapisy pozwalają na wprowadzenie zmian metodycznych małymi krokami. Nawet jeśli nauczyciel zmieni na początku jedną, dwie rzeczy, to także będzie realizować założenia nowej podstawy. - To bezpieczna zmiana, choć sięga głęboko - podkreśla dr Dobkowska.

Szkoła po nowemu. "Stąpanie po kruchym lodzie"

Przygotowanie nowej podstawy programowej poprzedziła analiza różnych systemów nauczania, także z Australii i Nowej Zelandii. Inspirujące były przede wszystkim rozwiązania z Walii czy Irlandii. Prof. Żytko: - Charakterystyczne jest dla nich odejście od podziału na przedmioty na rzecz zintegrowanych obszarów nauki i doświadczenia. To m.in.: nauki humanistyczne, ekspresyjne dziedziny sztuki, komunikacja, czy STEAM, który łączy pięć dziedzin: nauki przyrodnicze, technologię, inżynierie, sztukę i matematykę. Poza tym duży nacisk kładzie się na edukację obywatelską, i to od najmłodszych lat. 

Mimo zagranicznych wzorców zmiany budzą niepokój ekspertów. Prof. Żytko przyznaje, że wprowadzane są w "dość szybkim" tempie, brakuje pilotażu (Walia wdrożyła pierwszy etap reform w latach 2016-2022) i porozumienia ponad podziałami politycznymi. - Wypracowano już kilka rozwiązań w Europie: Finlandia ma ponadpartyjny pakt dla edukacji, a Szwecja, Holandia czy Estonia instytucje-bufory - wskazuje.

Inna rzecz, że sami pedagodzy też nie są w pełni przygotowani do zmian. - Najpierw powinna się odbyć reforma kształcenia nauczycieli, dopiero potem należałoby modyfikować podstawę programową. A tak zaczynamy od końca - zastrzega prof. Żytko. 

Redakcja poleca

Środowisko mówi też o zmianach punktowych, przeciążeniu i dodatkowych obowiązkach przy braku dostatecznej gratyfikacji (przyszłoroczne podwyżki mają wynieść 3 proc.). - Weźmy dla przykładu interdyscyplinarną przyrodę. O ile trudno było do tej pory znaleźć biologa, to teraz znaleźć biologa, który ogarnie geografię, chemię i fizykę, fizykę będzie jeszcze trudniej. Przy pensji 5,6 tys. zł? To oburzające - przyznaje prof. Bogusław  Śliwerski, kierownik Katedry Teorii Wychowania Uniwersytetu Łódzkiego. 

Ocenia też, że tydzień projektowy to "gra" i "stąpanie po kruchym lodzie". Tym bardziej, że przygotowanie modułów zajęć interdyscyplinarnych wymaga nie tylko kreatywności, ale też zaplecza technicznego. I tak np. w szkołach niemieckich są w tym celu zatrudniani specjaliści od mediów. Nauczyciel przychodzi do nich i mówi: "Chcę prowadzić zajęcia dotyczące klimatu, ale z uwzględnieniem matematyki, przyrody i geografii". Ich zadaniem jest przygotowanie odpowiedniego pakietu materiałów, nauczyciela - przełożenie na ciekawą lekcję. 

- To może strzałem w dziesiątkę będzie większy nacisk na języku angielskim na rozmowę. Nie tylko zapamiętywanie zasad gramatyki - nie dajemy za wygraną.

- Super! Ale to ustanawia minister?! Nauczyciele od angielskiego tego nie wiedzą?! To pozorowany ruch nowatorski, także dlatego, że polska młodzież zdaje egzamin z angielskiego na wyższym poziomie niż ten z języka polskiego. A dlaczego? Bo uczy się go poza szkołą - podnosi prof. Śliwerski.

Negatywnie ocenia też zapowiedź ministerstwa, że będzie "mniej uczenia się wyłącznie przez zapamiętywanie". Jak przekonuje, jeżeli ministerstwo deklaruje, że "będzie", to znaczy, że nie wie, że już jest. - Mamy najlepiej wykształconych nauczycieli wczesnej edukacji w Europie. To do Polski przyjeżdżają z pedagodzy nawet ze Szwajcarii, Holandii, Niemiec. Niech resort nie wprowadza w błąd -  podkreśla ekspert.

Redakcja poleca

Reforma MEN to "placebo legislacyjne"

Prof. Śliwerski zmiany zaproponowane przez MEN ocenia wprost jako demagogię i placebo legislacyjne. - To działania o charakterze czysto proceduralnym, nie jakościowym. Jedynie hasła i slogany, które sprowadzają się do komunikatów typu: reagujemy, podnosimy jakość, chronimy uczniów, odciążamy nauczycieli - dopowiada. 

Przekonuje, że zmiana praktyki wymaga nowego podejścia do dydaktyki, w tym też odejścia od systemu klasowo-lekcyjnego, gdzie jest jeden nauczyciel przedmiotu, jedna lekcja i jedna homogeniczna grupa wiekowa. Nie chodzi nawet o to, że dzieci różnią się temperamentem, poziomem aspiracji, zakresem kompetencji. A o syndrom "NiL-u" spopularyzowany przez polskiego psychologa prof. Józefa Kozieleckiego. Gdzie "n" to nuda, która dotyka uczniów najzdolniejszych, którzy w tradycyjnym systemie szkolnym nie otrzymują odpowiednich wyzwań i marnują swój potencjał. A "l" to "lęk", który dotyczy uczniów najsłabszych, którzy czują presję, stres i obawiają się porażki podczas oceniania. 

Dlatego jeśli MEN chce zajęć, których istotą jest też rozwijanie odporności na stres, to efektywniejszy jest choćby podwójny rocznik, radzi nasz rozmówca. Dzieci widzą wtedy, że starszy może być słabszy od młodszego, młodszy sprawniejszy od starszego. - Przecież szkoła powinna służyć i temu, by dzieci uczyły się, co jest silną stroną ich osobowości, a nie by doświadczały ustawicznie tego, że są selekcjonowane, czegoś nie umieją i jest im to stale wytykane. Tak się teraz kształci na całym świecie, tylko nie tylko w Polsce, na Białorusi i w Czechach - podsumowuje prof. Śliwerski.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET