Pacjenci z problemem od 1 października. Szpitale nie dostają pieniędzy
Już od 1 października część szpitali może ograniczyć planowe zabiegi, a wizyty w przychodniach specjalistycznych przenieść nawet na przyszły rok. Wszystko przez to, że Narodowy Fundusz Zdrowia nie płaci za tak zwane nadwykonania, czyli operacje, zabiegi i porady ponad zakontraktowane limity. W kasie NFZ brakuje na to 5 miliardów złotych. Reporter Radia ZET Mateusz Kasiak odwiedził szpital w Lubartowie, który z tego powodu jest w dramatycznej sytuacji.
Pacjenci: to skandal, patologia, nie chcą nam robić badań
Walczymy o utrzymanie SOR-u, brakuje nam pieniędzy na normalne funkcjonowanie – przyznaje w rozmowie z Radiem ZET Artur Szczupakowski, dyrektor naczelny szpitala w Lubartowie w województwie lubelskim. Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Lubartowie o jedyna placówka ochrony zdrowia w prawie stutysięcznym powiecie. Dyrektor mówi wprost, że nie ma już za co leczyć, bo czeka na zaległe 3 miliony złotych z NFZ za drugi kwartał. – Musieliśmy na razie do końca roku zawiesić pracę oddziału chirurgii. Pacjenci przyjmowani są albo w poradni, albo rozsyłani do sąsiednich szpitali: do Parczewa, Łęcznej, Lublina i Łukowa, co oczywiście obciąża tamtejsze oddziały – tłumaczy.
– To skandal – nie kryje oburzenia pani Krystyna, która ze złamaną nogą czeka na pomoc w szpitalu. – Co mam panu powiedzieć. Zapisy tylko do października, a ja potrzebuje na cito – mówi reporterowi Radia ZET Mateuszowi Kasiakowi.
– To jest patologia, co się tu dzieje – dodaje inna pacjentka, pani Anna. – Albo odsyłają nas do innych szpitali, albo nie zapisują, albo przyjmują na piętnaście minut. Wzięli mnie na SOR z urazem klatki piersiowej. Ledwo przyjęli i już miałam lek przeciwbólowy i wypis. Podobno nie ma lekarzy – mówi. – W domu nie byłam pewna, co ze mną będzie. Po dwóch tygodniach kontrola w poradni, nie wiedziałam, czy do tego czasu przeżyję – przyznaje.
Wtóruje im pacjentka oddziału ortopedii: – Będziemy się teraz tułać po innych szpitalach. Przyjdzie nam po prostu umierać. Gdzie pan nie wejdzie, jest pusto. Na chirurgii pustki. Na pediatrii pustki. Badań nie chcą robić. Ja czekałam pół roku na zabieg, a teraz mówią, że nie wiadomo, czy się dostanę – komentuje.
– Wszędzie trzeba jechać na własny koszt. To około sto złotych w jedną stronę i do nawet stu kilometrów – mówią nam inni pacjenci. – Co ze starszymi ludźmi? Z dziećmi? – pytają.
Trudna sytuacja szpitali
Prezes Ogólnopolskiego Związku Szpitali Powiatowych Waldemar Malinowski alarmuje od dawna, że płatności za nadwykonania za drugi kwartał uregulowane są tylko w kilku województwach: zachodniopomorskim, lubuskim, pomorskim, kujawsko-pomorskim i wielkopolskim. – Tymczasem kończy się trzeci kwartał i szpitale nie dostają kolejnych pieniędzy. Ponadto NFZ nie zapłacił w całej Polsce także za świadczenia limitowane. To między innymi ortopedia czy programy lekowe – wskazuje w rozmowie z Radiem ZET.
Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej, nie ma wątpliwości: – Grozi to dalszym zadłużaniem się i ograniczaniem dostępu do leczenia. Terminy wizyt będą przekładane, bo nie wiadomo, kiedy i czy w ogóle szpitale dostaną pieniądze. To będzie dylemat, co i jak limitować, co ograniczać. Będzie to wielki dylemat dyrektorów szpitali – zaznacza. – Na pewno najbardziej ucierpią na tym pacjenci, którzy będą musieli szukać szpitala, który ich przyjmie, a w końcu będą musieli leczyć się prywatnie – ocenia.
NFZ nie ma na spłatę nadwykonań za drugą połowę roku już około 5 miliardów złotych. Tymczasem wiele szpitali w całej Polsce czeka cały czas na pieniądze za pierwszą część roku, aby móc leczyć pacjentów ponad zakontraktowane limity. Poinformował o tym ostatnio prezes NFZ Filip Nowak. Na tej liście jest także szpital w Lubartowie, który musi ostro zaciskać pasa, bo przekroczył już 116 proc. kontraktu, a to oznacza, że zagrożone są inne świadczenia. To między innymi praca oddziału ratunkowego, pediatrii czy badań diagnostycznych. – Trwa walka o SOR, bo brakuje nam lekarzy. Nasze zapasy i finansowe, i kadrowe są na wyczerpaniu – słyszymy.
Pielęgniarka: słychać, że będą zwolnienia. Wszyscy się boją
Zdaniem dyrektora Szczupakowskiego do końca roku szpital nie powinien przyjąć ani jednego pacjenta. – Po prostu nie dostaliśmy na to pieniędzy – wzrusza ramionami. – Można powiedzieć, że w tej sytuacji powinniśmy przyjmować pacjentów przez dziewięć miesięcy, a od października powiedzieć im, żeby szukali pomocy gdzie indziej – wyjaśnia. – Co więcej, może też dojść do takiej sytuacji, że personel odmówi leczenia, bo za pracę należy się godna płaca, a ja nie mogę zagwarantować nikomu, że w październiku będę miał na pensję. Nikt nie chce pracować za darmo – dodaje. I tu słyszymy, że lekarstwem na brak pieniędzy mogą być kolejne ograniczenia przyjęć i zwolnienia personelu, i to jeszcze w tym roku. – Już wiemy, ile osób powinno stracić pracę. To będą osoby z każdego szczebla, także lekarze, bo nasz plan naprawczy zakłada też zawieszenie pracy kolejnego oddziału – stwierdza dyrektor.
W tym szpitalu pracuje pani Natalia. Jest pielęgniarką. Jak mówi reporterowi Radia ZET, cięcie etatów jest tylko kwestią czasu, bo już od kilku miesięcy pensja nie przychodzi na czas. – Dostajemy ją z dużym opóźnieniem. Ciągle słychać, że będą zwolnienia. Wszyscy się boją. Tu nie chodzi ani o pacjentów, ani o nas. Zostanie trzy, cztery oddziały i po szpitalu – mówi. Obawy o rodzinę ma też matka jednej z pracownic szpitala. – Córka pracuje tam na ortopedii przez wiele lat. Ma dwoje dzieci. Ona jakoś musi utrzymać rodzinę. To, co tu się dzieje, jest karygodne – słyszymy.
Doktor Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektorka Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego przypomina, że NFZ ma kłopoty z wypłatami za nadwykonania nie od dzisiaj. Ale w tym roku dług wobec szpitali nabrał ekstremalnych rozmiarów – zwraca uwagę.
Rząd PiS pozwolił, NFZ miał zapłacić. Zabrakło pieniędzy
Jak wynika ze sprawozdania finansowego NFZ, Fundusz zamknął ubiegły rok ze stratą na poziomie 16 miliardów złotych. W następnym roku – według szacunków samego Funduszu – może to być ponad 25 miliardów złotych, co jeszcze bardziej może zaburzyć pracę szpitali. Grozi to między innymi wstrzymaniem programów lekowych i brakiem finansowania ważnych terapii.
Jak mówi doktor Gałązka-Sobotka, te problemy to między innymi pokłosie niefortunnych decyzji rządu Prawa i Sprawiedliwości.
Mowa między innymi o obciążeniu NFZ różnymi dodatkowymi kosztami. To, co do tej pory finansowało Ministerstwo Zdrowia, na przykład darmowe leki dla seniorów i kobiet w ciąży czy świadczenia wysokospecjalistyczne, na skutek decyzji poprzednich władz oddano pod finansowanie z budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia. Rząd PiS zapewnił również szpitale, że mogą leczyć pacjentów poza zakontraktowane limity. NFZ miał za wszystko zapłacić. Tymczasem, zdaniem doktor Gałązki-Sobotki, Fundusz „utracił płynność i zdolność prognozowania”.
NFZ odpowiada: robimy wszystko, żeby zabezpieczyć leczenie pacjentów
Z kłopotów finansowych zdaje sobie sprawę również sam Narodowy Fundusz Zdrowia. Jak tłumaczy w rozmowie z Radiem ZET Paweł Florek, dyrektor Biura Komunikacji i Promocji NFZ, rokrocznie rośnie koszt składki zdrowotnej. – Ale jednocześnie koszty działania systemu rosną szybciej, dlatego nasze możliwości finansowe są mniejsze, niż miało to miejsce po ustąpieniu pandemii COVID-19, gdy dysponowaliśmy rezerwami, kiedy leczenie finansowało państwo, nie NFZ – mówi Florek.
W tej chwili Fundusz robi wszystko, żeby zabezpieczyć leczenie pacjentów i opłacić wszystkie szpitalne nadwykonania – zapewnia.
– Dzięki decyzji Minister Zdrowia Izabeli Leszczyny do NFZ trafiło dodatkowo ponad 1,6 miliarda złotych. To środki z dotacji MZ dla NFZ. Będą one włączone do planu finansowego Funduszu i zostaną przekazane do oddziałów wojewódzkich NFZ z przeznaczeniem na świadczenia nielimitowane. Przypomnę również, że we wrześniu 2024 roku oddziały NFZ otrzymały także fundusze z obligacji. Mowa o 3,1 miliarda złotych – dodaje.
Trzeba jednak zaznaczyć, że aby uniknąć katastrofy, szpitalom potrzebny jest kolejny zastrzyk gotówki, bo pieniądze, które ma teraz NFZ, pozwolą zapłacić jedynie za część drugiego kwartału i to nie wszystkim szpitalom.
Czy będzie dotacja z Ministerstwa Zdrowia?
NFZ nie ma nadal pieniędzy na drugą część roku. Wypełnienie 5 miliardów złotych dziury budżetowej uzależnione jest od kolejnej dotacji z Ministerstwa Zdrowia.
Dyrektor Biura Komunikacji NFZ przyznaje, że budżet Funduszu od dawna jest obciążony. Jako jeden z głównych powodów wymienia między innymi ustawę podwyżkową, które pochłania znaczną część budżetów szpitali.
– Nie da się ukryć, że realizacja ustawy o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia i przekazanie do finansowania przez NFZ części świadczeń, za które jeszcze do 2022 roku płacił budżet państwa, na przykład ratownictwo medyczne, są sporym obciążeniem dla budżetu NFZ. Zresztą – w kontekście ustawy podwyżkowej – o wysokich kosztach tej regulacji mówią sami dyrektorzy szpitali – zaznacza Florek.
Jak ustaliło Radio ZET, już wkrótce o trudnej sytuacji finansowej w ochronie zdrowie ze środowiskiem szpitalnym ma rozmawiać premier Donald Tusk i ministra Izabela Leszczyna.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET