"Pies z kojca nie wyjdzie nigdy". Ekspert alarmuje ws. weta prezydenta Nawrockiego
Nie milkną echa decyzji prezydenta Karola Nawrockiego, który zawetował ustawę łańcuchową zakazującą trzymania psów na uwięzi i jednocześnie przedstawił własny projekt w tej sprawie. Organizacje zajmujące się ochroną zwierząt alarmują, że to krok wstecz, który utrwala wieloletnie patologie i bezkarność “złych właścicieli”. O realnych skutkach weta i o tym, co naprawdę dzieje się na interwencjach, rozmawiamy z Pawłem Artyfikiewiczem, z grupy interwencyjnej Fundacji Viva!, biegłym sądowym z zakresu ochrony i dobrostanu zwierząt.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były argumenty prezydenta przeciw ustawie łańcuchowej.
- Dlaczego propozycja ustawy Nawrockiego jest krytykowana przez prozwierzęce organizacje.
- Co przewidywała zawetowana ustawa dotycząca kojców dla psów.
- Jakie przepisy mogą poprawić sytuację psów
Psy na łańcuchach a bezpieczeństwo żywnościowe. Ekspert o logice argumentów prezydenta
2 grudnia na profilu Kancelarii Prezydenta pojawiło się nagranie, na którym Karol Nawrocki argumentował decyzję o zawetowaniu tzw. ustawy łańcuchowej. - Dziś podpisałem trzy ustawy, a jedną postanowiłem zawetować. Ustawą, którą postanowiłem zawetować, jest tzw. ustawa łańcuchowa. Choć intencja - ochrona zwierząt - jest słuszna i szlachetna, to sama ustawa była źle napisana – stwierdził. Decyzję tłumaczył między innymi tym, że przepisy miałyby uderzyć w rolników i “stygmatyzować polską wieś”.
– Trzeba zwrócić uwagę na kilka poziomów argumentacji prezydenta Karola Nawrockiego- zwraca uwagę Paweł Artyfikiewicz z grupy interwencyjnej Fundacji Viva!, biegły sądowy z zakresu ochrony i dobrostanu zwierząt. - Przede wszystkim prezydent z jakiegoś powodu łączy kwestię łańcuchów, a nawet ustawę o zakazie hodowli zwierząt futerkowych, z rolnictwem i bezpieczeństwem żywnościowym. Te sprawy nie mają ze sobą w ogóle nic wspólnego. Ani zwierząt futerkowych się nie spożywa, ani nie każda osoba, która ma psa na łańcuchu, jest rolnikiem. A nawet jeśli jest - to trzymanie psa na łańcuchu nie ma żadnego związku z zapewnianiem Polakom bezpieczeństwa żywnościowego. To, że prezydent wrzuca rolników do tego worka, jest nawet dla nich krzywdzące - komentuje.
- To nie jest tak, że psy na łańcuchach są tylko na wsi. My w naszej działalności interwencyjnej spotykamy je nawet w Warszawie. Myślę, że prezydent celowo łączy te kwestie, żeby stworzyć wrażenie, że ktoś celowo atakuje rolników, a on ich broni - mówi Paweł Artyfikiewicz.
“Kojce wielkości kawalerki”. Co naprawdę znalazło się w ustawie łańcuchowej?
W zawetowanej ustawie znalazły się minimalne wymiary klatek/kojców dla psów, obowiązujące tylko wtedy, gdy właściciel decyduje się trzymać zwierzę w kojcu. Przepisy nie nakładały obowiązku budowania kojców, lecz precyzowały ich powierzchnię: od 10 do 20 metrów kwadratowych. Mimo to w debacie pojawiła się narracja o “kojcach wielkości kawalerki”. Co ważne - w propozycji Karola Nawrockiego nie pojawiła się definicja kojca ani jego minimalne wymiary.
- Te “kawalerki dla psów” to też jest mocno nietrafione porównanie. O ile człowiek z takiej kawalerki wyjdzie, to pies z kojca prawdopodobnie nigdy. Druga kwestia dotyczy samych wymiarów klatki. To duże uproszczenie legislacyjne, żeby przyjmować kryterium wielkości zwierzęcia do powierzchni wspomnianego kojca. To najprostsze możliwe kryterium, żeby człowiek mógł stosować przepisy w praktyce – a służby je egzekwować. Choć i to nie jest do końca prozwierzęce posunięcie. Należy pamiętać, że o tym, jakiej powierzchni pies potrzebuje, nie decyduje tylko jego wielkość, ale typ rasowy czy indywidualne potrzeby. Te 28 metrów kwadratowych to również nie jest takie oczywiste, bo w realnym życiu łańcuch się plącze i zaczepia. Ta przestrzeń jest mniejsza. To oczywiste kwestie, które ograniczają te “wirtualne” 30 metrów - zaznacza nasz rozmówca.
Kojce a projekt prezydencki. Co Nawrocki wyrzucił z ustawy?
Zawetowana przez prezydenta ustawa przewidywała, że kojec musi posiadać odpowiednie parametry, a jego konstrukcja nie może narażać psa na cierpienie, w tym pozbawiać go światła dziennego. W projekcie Karola Nawrockiego takie zapisy się nie pojawiają. Nie ma w nim definicji kojca, norm powierzchniowych ani warunków konstrukcji.
- Kojce nie są obowiązkowe. W zawetowanej ustawie kojec był alternatywą dla łańcucha, ale nie obowiązkiem. Właściciel może puścić psa luzem, zabrać go do domu, a przede wszystkim – w Polsce nie ma obowiązku posiadania psa. Jeżeli ktoś nie ma możliwości zapewnić zwierzęciu odpowiednich warunków, nie ma obowiązku go posiadać - zaznacza Paweł Artyfikiewicz.
- Ja też często w trakcie interwencji pytam ludzi, którzy mają zwierzęta i przetrzymują je w nieodpowiednich warunkach, po co im ten pies jest potrzebny - szczególnie na łańcuchu. Te odpowiedzi są zwykle podobne. “Pies zawsze był” albo “pies w obejściu musi być”. Podczas gdy zwierzę, które tylko “robi za alarm”, jest droższe w utrzymaniu niż najprostszy alarm czy monitoring za kilkadziesiąt złotych. To tyle ile kosztuje choćby szczepienie psa na wściekliznę, nie mówiąc o jego wyżywieniu czy leczeniu.
- Wracając do tematu kojców: długość łańcucha jest weryfikowalna, ale kojec nie jest zdefiniowany w prawie. Nie obowiązują również normy powierzchniowe. Jedynym kryterium jest to, żeby sposób trzymania psa na uwięzi nie powodował cierpienia. W praktyce wygląda to tak, że jeżeli zwierzę w kojcu może się obrócić czy wstać - to taki kojec jest legalny - wyjaśnia Artyfikiewicz.
- Weto prezydenta Nawrockiego zabetonowuje tę sytuację. W projekcie zabrakło nawet definicji kojca i zapisu o zakazie konstrukcji nieprzepuszczających światła, np. z betonu. Sumując - dużo kwestii będzie się odbywało uznaniowo, tak jak teraz. Mam tu na myśli ściganie prawnie tych "złych" właścicieli przez organy - mówi.
Wyłączenia od zakazu uwięzi w projekcie prezydenta Nawrockiego
Projekt Karola Nawrockiego dopuszcza uwięź, gdy “zwierzę jest niebezpieczne”, “mogłoby wyrządzić szkody”, “jest tu tylko chwilowo”. Podobne argumenty - już po decyzji Nawrockiego - padły w Radiu ZET z ust posła Radosława Fogla, który w rozmowie z Beatą Lubecką w “Trzech pytaniach na koniec dnia” nazwał weto “sensownym”. Organizacje prozwierzęce alarmują, że propozycja Nawrockiego to gotowa lista wymówek, z którą interwenci spotykają się każdego dnia podczas pracy w terenie.
- Prezydent w jednym wystąpieniu mówi, że brak prawa jest gorszy niż martwe prawo, a następnie ogłasza propozycję, która umożliwia obchodzenie przepisów. Ten katalog szerokich wyłączeń to nic innego jak umożliwienie osobom, które trzymały psy na łańcuchach, żeby dalej mogły to robić – wystarczy, że znajdą uzasadnienie.
- Już teraz na interwencjach słyszymy argumenty: że pies jest na uwięzi, bo ucieka lub że ogrodzenie jest nieszczelne. Powodów można wymyślić setki. Dostarczanie ustawowych “gotowych wymówek” mija się z celem. Nie można tworzyć projektu ustawy zakazującej praktyki i jednocześnie umożliwiającej jej obchodzenie – przekonuje nasz rozmówca.
Jak powinna wyglądać skuteczna ustawa, która rzeczywiście spuści psy z łańcuchów?
Po zawetowaniu ustawy łańcuchowej przez Karola Nawrockiego pojawia się zasadnicze pytanie: które przepisy mogą zmienić los psów trzymanych na łańcuchach lub na zbyt małej przestrzeni, a które tylko utrwalą obecny bałagan i cierpienie zwierząt? Wolontariusze biorący udział w interwencjach mówią wprost: działają tylko te rozwiązania i przepisy, które są jasne, konkretne i możliwe do zweryfikowania podczas interwencji.
- Można się posłużyć przykładem nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt z 2012 roku, kiedy łańcuchy wydłużono do 3 metrów. To naprawdę zaczęło działać. Widzieliśmy, że ludzie, nawet bez zaleceń i wcześniejszych kontroli, zaczęli je wydłużać - słyszymy.
- Zero–jedynkowy zapis, że łańcuch ma być nie krótszy niż 3 metry, jest weryfikowalny. Podczas pracy w terenie było widać, że to po prostu działa. Dobra ustawa daje konkrety, ogranicza uznaniowość i umożliwia egzekwowanie prawa. Musimy przyjąć kryteria jak najlepsze dla zwierząt - mówi Artyfikiewicz i dodaje: - Przepisy powinny być narzucone w ustawie lub rozporządzeniu. Prezydent takich furtek nie otwiera. Minimalne powierzchnie, kryteria dla kojców - muszą być jasne. Inaczej mamy chaos prawny. W jednym przypadku sąd, prokurator czy policjant uzna, że dana sytuacja spełnia kryteria do ścigania, a w innej - ktoś uzna inaczej. To jest szereg niebezpieczeństw.
- Mam wrażenie, że zwierzęta stały się kartą w rozgrywkach politycznych między prezydentem a rządem, a jeszcze wplątani w to zostali rolnicy, którzy nie mają z tym wiele wspólnego
- Ustawa, którą odrzucił prezydent Nawrocki, była lepsza niż obecnie obowiązujący system prawny - podsumowuje Paweł Artyfikiewicz.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET