`

Po awanturze skuli ją kajdankami i przewieźli na dołek. Radna chce dużego odszkodowania od policji

5 min. czytania
19.05.2026 12:02
Obserwuj nas na Google

Ponad 170 tys. zł za niesłuszne zatrzymanie przez policję i przewiezienie jej do izby zatrzymań domagała się miejska radna z Lublina. To efekt rodzinnej awantury, której była główną bohaterką. Sąd nie miał wątpliwości, że byłej działaczce Polski 2050, obecnie w Centrum, pieniądze się nie należą. Powód jest prozaiczny.

Kajdanki policyjne
fot. ARKADIUSZ ZIOLEK/East News

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Co było powodem interwencji policji w domu lubelskiej radnej.
  • Dlaczego Magdalena Szczygieł-Mitrus złożyła zawiadomienie przeciw policji.
  • Jakie były przyczyny oddalenia wniosku o zadośćuczynienie przez sąd.
  • Dlaczego sprawę wyboru radnej do rady miasta bada prokuratura.

- Sąd wniosek oddala. Kosztami obciąża skarb państwa. Zgodnie z treścią artykułu 555 Kodeksu postępowania karnego wniosek o zadośćuczynienie i odszkodowanie z tytułu zatrzymania należy złożyć w ciągu roku od dnia zwolnienia. Pani wnioskodawczyni została zwolniona 6 lipca 2023, wniosek wpłynął 24 stycznia 2025. Minął rok, w związku z tym sąd wniosek odrzucił - uzasadniał wtorkowy (19 maja) wyrok sędzia Piotr Łaguna.

Decyzja jest nieprawomocna. Lubelska radna Magdalena Szczygieł-Mitrus nie chciała go komentować. Dziennikarzy prosiła o uszanowanie prywatności, bo jak przekonywała, w sądzie była osobą prywatną, a wydarzenia, które zaprowadziły ją na salę rozpraw, miały miejsce przed objęciem mandatu. Jednak tło interwencji, połączone z wyborczymi deklaracjami ówczesnej działaczki Polski 2050 oraz wątpliwości dotyczące jej mandatu, zasługują na przedstawienie sprawy opinii publicznej.

Interwencja w domu pod Lublinem, kajdanki i izba zatrzymań

Chodzi o interwencję policji w domu 42-letniej dziś Magdaleny Szczygieł-Mitrus, która od ponad dwóch lat jest radną rządzącego Lublinem klubu prezydenta Krzysztofa Żuka. Szczygieł-Mitrus była członkinią Polski 2050. Nieco ponad miesiąc temu zmieniła polityczne barwy. Przeszła do stowarzyszenia Centrum Polska, które tworzą byli działacze partii Szymona Hołowni.

Sama interwencja miała miejsce blisko trzy lata temu, 6 lipca 2023 roku, gdy Szczygieł-Mitrus radną jeszcze nie była. Sprawę szczegółowo opisał jesienią 2025 roku portal Jawny Lublin. Policję do domu w podlubelskiej Turce miał wezwać mąż radnej. Dwuosobowy patrol z komisariatu w Niemcach zatrzymał kobietę na podstawie przepisów dotyczących znęcania się fizycznego lub psychicznego. Szczegółów nie podajemy ze względu na dobro dzieci. Policjanci wszczęli też procedurę Niebieskiej Karty (dotyczy podejrzeń przemocy domowej), a na koniec założyli kobiecie kajdanki i przewieźli do pomieszczenia dla osób zatrzymanych w Lublinie, czyli na tzw. „dołek”.

Szczygieł-Mitrus spędziła tam 39 godzin. Na tym etapie nie miała zastrzeżeń do policjantów. W kolejnych miesiącach trwała procedura związana z Niebieską Karta. Pod koniec października 2023 kobieta rozmawiała dzielnicową z komisariatu w Niemcach. Przedstawiła inną od policjantów wersję wydarzeń z lipca. Niebieskiej Karty ostatecznie jej nie założono.

Redakcja poleca

Kandydatka, która che pomagać, przekonała wyborców

Sytuacja diametralnie zmieniała się, gdy Magdalena Szczygieł-Mitrus dostała się do Rady Miasta Lublin. W wyborach startowała z list prezydenta Żuka, który pod swoim szyldem zbudował komitet związany z różnymi środowiskami: Koalicją Obywatelską, PSL, Lewicą, lokalnym Wspólnym Lublinem oraz Polską 2050.

Szczygieł-Mitrus była przedstawicielką tej ostatniej. Dostała „jedynkę” w okręgu obejmującym dzielnice Czuby i Węglin. Było to możliwe dzięki wsparciu byłego szefa Polski 2050 Szymona Hołowni oraz byłego senatora Jacka Burego, blisko współpracującego wówczas zarówno z Hołownią, jak i Żukiem.

W kampanii wyborczej Szczygieł-Mitrus, która wcześniej była dzielnicową radną, przekonywała, że ważne są dla niej sprawy kobiet i że chce pomagać tym, które znajdują się w trudnej sytuacji życiowej. W programie wyborczym obiecywała działania na rzecz przeciwdziałania dyskryminacji, wyrównywania szans oraz wsparcia zdrowia psychicznego dzieci i młodzieży. Zdobyła ponad cztery tysiące głosów. To jeden z najlepszych wyników w mieście.

W radzie miasta Szczygieł-Mitrus zasiada w komisji oświaty. Prezydent powołał ją też do Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, m.in. ze względu na wsparcie osób zmagających się z przemocą. Radna ma certyfikat potwierdzający jej kwalifikacje.

Szczygieł-Mitrus jest miejską radną
Fot. Radio ZET
Magdalena Szczygieł-Mitrus po wyjściu z sali sądowej

Radna obejmuje mandat i przechodzi do kontrataku

W lipcu 2024, dwa miesiące po objęciu mandatu, radna złożyła w prokuraturze zawiadomienie wobec policjantów. Zarzucała im przekroczenie uprawnień i niedopełnienie obowiązków. Prokuratura przestępstwa się nie dopatrzyła. W październiku 2024 roku umorzyła sprawę. Radna się jednak nie poddała. Zaskarżyła decyzję do sądu. Przekonywała w niej, że policjanci nie wysłuchali jej dokładnie i podczas interwencji pominęli część faktów. Przekonywała też, że w trakcie interwencji mąż próbował wytłumaczyć sytuację.

Szczygieł-Mitrus podkreślała, że ma nienaganną opinię, co potwierdzają zeznania sąsiadów. Wspominała o swoim zaangażowaniu społecznym, którego potwierdzeniem jest znakomity wynik w wyborach do rady miasta. Pisała o nieprawidłowościach ze strony funkcjonariuszy oraz „przemocy silniejszego wobec słabszego”.

Zażalenia radnej sąd nie uwzględnił. Uznał, że analiza dokumentów nie wykazała nieprawidłowości ze strony policjantów, a sama skarżąca oprócz kwestionowania podstawy zatrzymania, nie miała uwag do prowadzonej interwencji. Natomiast wszczęcie procedury Niebieskiej Karty w takiej sytuacji jest standardem.

W zawiadomieniu do prokuratury radna zgłosiła też uwagi do konwojujących ją policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji. Ale i w tym przypadku śledztwo umorzono. Zażalenie również nie zostało uwzględnione. Ostatnią z możliwości dla radnej była więc walka w sądzie. Szczygieł-Mitrus w styczniu 2025 roku pozwała skarb państwa, który reprezentował Komendant Miejski Policji w Lublinie. Domagała się 21,5 tys. złotych odszkodowania oraz 150 tys. zł zadośćuczynienia za niesłuszne zatrzymanie.

Redakcja poleca

Policja: Interwencja i dalsze czynności prowadzone zgodnie z procedurami

Podinsp. Kamil Gołębiowski, rzecznik KMP w Lublinie, przekonuje portal RadioZET.pl, że podczas interwencji oraz w trakcie zatrzymania kobiety dochowano wszystkich procedur. „W związku z interwencją, a później skargą, która wpłynęła na policjantów, w Komendzie Miejskiej Policji w Lublinie przeprowadzone zostały czynności wyjaśniające. Podjęcie interwencji, jej przebieg, a także dalsze czynności z osobą zatrzymaną były przeprowadzone w sposób prawidłowy i zgodny z przepisami. Potwierdzeniem tego faktu jest również decyzja prokuratora o umorzeniu postępowania wobec funkcjonariuszy oraz postanowienie Sądu Rejonowego w Świdniku o oddaleniu zażalenia” - pisze Gołębiowski.

Pytany o założenie kajdanek kobiecie tłumaczy, że jednym z celów tego działania jest „zapewnienie bezpieczeństwa doprowadzenia”. Komenda nie uznaje roszczenia radnej o zadośćuczynienie i odszkodowanie.

Decyzją sędziego Łaguny proces toczył się z wyłączeniem jawności. Chodziło o interes prywatny radnej oraz szczegóły policyjnej interwencji. Także uzasadnienie wyroku odczytano za zamkniętymi drzwiami. Radna Szczygieł-Mitrus po wyjściu z sądowej sali nie chciała odpowiedzieć na pytanie, czy odwoła się od wyroku, dlaczego domagała się wysokiego odszkodowania oraz w jaki sposób policjanci mieli złamać przepisy.

(Pod)miejskie radne pod lupą prokuratury

To nie jedyna sprawa z Magdaleną Szczygieł-Mitrus. Po publikacjach Jawnego Lublina prokuratura sprawdza, czy ona oraz czwórka innych radnych z klubu prezydenta Żuka (Marta Gutkowska, Kamila Florek, Monika Kwiatkowska i Anna Ryfka) nie złamały prawa w czasie wyborów samorządowych w 2024 roku. Portal udowodnił, że cała piątka nie mieszkała w Lublinie, a w podmiejskich posiadłościach. To sprzeczne z Kodeksem wyborczym. Według niego rani powinni stale zamieszkiwać na terenie gminy, w której zostali wybrani.

Sprawą wygaszenia mandatów zajmował się wojewoda lubelski Krzysztof Komorski (KO), w przeszłości zastępca prezydenta Żuka. Nie dopatrzył się naruszenia przepisów. Teraz postępowanie prowadzi prokuratura, która analizuje sprawę pod kątem artykułu 248 Kodeksu karnego mówiącego, że osoba, która w związku z wyborami organu samorządu terytorialnego używa podstępu celem nieprawidłowego sporządzenia list kandydatów lub głosujących, protokołów lub innych dokumentów wyborczych albo referendalnych podlega karze pozbawienia wolności do lat trzech.

Radne konsekwentnie nie przyznają się do winy i zapewniają, że mieszkają w Lublinie. W tzw. międzyczasie jedna z nich sprzedała mieszkanie w jednej z podlubelskich gmin. Prokuratorskie postępowanie trwa.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET