`

Polska chce bronić się przed wojną jak Finlandia. Rewolucja lekiem na lata zaniedbań?

8 min. czytania
15.10.2025 06:02
Obserwuj nas na Google

- Polska ma zapóźnienia w zakresie obrony cywilnej od połowy lat 90. - mówi generał Bogusław Pacek. - Ale to, co teraz się dzieje, to jest tak naprawdę rewolucja - ocenia specjalista od ochrony ludności i obrony cywilnej Aleksander Fiedorek. Pytamy ekspertów, czy Polska ma wystarczające zdolności obronne i czy rządzący mają plan, aby je zwiększyć. 

fot. Filip Naumienko/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak Polska przygotowuje się na potencjalny atak ze strony Rosji.
  • Dlaczego modernizacja systemów obronnych wymaga czasu i nakładów finansowych.
  • Co zmieniły nowe przepisy dotyczące obrony cywilnej w Polsce od 2025 roku.
  • Jakie fińskie rozwiązania w zakresie ochrony ludności mogą być wzorem dla Polski.

Temat wybuchu wojny między NATO a Rosją wraca co kilka miesięcy, a nawet tygodni. Otwarcie o konflikcie mówi się m.in. w Niemczech. Szef niemieckiej Federalnej Służby Wywiadowczej Martin Jaeger przestrzega, że atak ze strony Rosji może nastąpić w dowolnym momencie. Wcześniej do mediów wyciekły tajne dokumenty Bundeswehry, które zakładały wybuch konfliktu latem 2025 roku.

Redakcja poleca

Według generała Bogusława Packa Polska przygotowuje się w szybkim tempie do tego, aby obronić się przed ewentualną agresją Rosji. - Prowadzimy modernizację wojsk i zwiększamy ich liczebność. Do tego podnosimy limity przyjęć w akademiach, które przygotowują oficerów. Rozwijamy też elementy związane z cyberprzestrzenią w wojsku. Uzupełniamy braki w rezerwach mobilizacyjnych, czy wprowadzamy szkolenia mobilizacyjne – wylicza w rozmowie z RadioZET.pl były komendant główny Żandarmerii Wojskowej.

Obudowa polskich systemów obronnych. “To wymaga czasu”

Generał nie ukrywa jednak, że  Polska wciąż jest w procesie osiągania pełnych zdolności obronnych. Kluczowe jest ukończenie projektu “Tarczy Wschód” czy wzmocnienie obrony powietrznej. Na rozwiązanie wszystkich problemów związanych z polską obronnością potrzebny jest czas i spory nakład finansowy.

- Polska nie może wydawać więcej na obronność niż niespełna 5 proc. PKB. W żadnym innym kraju nie udało się rozwinąć systemów obronnych z dnia na dzień. To wymaga czasu - tłumaczy Bogusław Pacek.

Rodzi się jednak pytanie, czy Polska nie za późno rozpoczęła odbudowę zdolności obronnych. Do pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę doszło na początku 2022 roku, ale już kilka lat wcześniej Rosjanie dali znać o swoich imperialistycznych zamiarach.

- Siły i potencjał militarny zwiększa się szybko albo znacznie, gdy występują realne zagrożenia.  Nikt nie spodziewał się, że Rosja zaatakuje Ukrainę i będzie groziła nie tylko Europie Środkowej, ale i Zachodniej.  Gdybyśmy od 2022 roku siedzieli z założonymi rękami, to moglibyśmy dziś krytykować poczynania rządzących, ale tak nie jest - uważa Pacek.

Bez wątpienia dużo gorzej od zdolności militarnych wygląda dziś polska obrona cywilna. Tak naprawdę jeszcze niedawno praktycznie nie istniała. - Polska ma zapóźnienia w zakresie obrony cywilnej od połowy lat 90. Wtedy odpowiedzialność za obronę cywilną przeszła z rąk wojskowych na cywilne. Przez kolejnych wiele lat zmniejszyły się zdolności w zakresie ochrony ludności i obrony cywilnej, bo nic nie budowano ani modernizowano - wyjaśnia generał Pacek.

“Rewolucja” w systemie obrony cywilnej i ochrony ludności?

Zgodnie z przepisami obowiązującymi do 2022 r. Szefem Obrony Cywilnej Kraju był Komendant Główny Państwowej Straży Pożarnej. Następnie w życie weszła ustawa z 11 marca 2022 r. o obronie ojczyzny, która uchyliła wcześniejsze przepisy o obronie cywilnej. Dopiero po prawie trzech latach udało się przywrócić do porządku prawnego obronę cywilną w Polsce, dzięki ustawie  o ochronie ludności i obronie cywilnej.

Nowe przepisy obowiązują od stycznia 2025 roku. Co udało się zrobić w tym czasie? Samorządy otrzymały pieniądze na realizację zadań związanych z ochroną ludności i obroną cywilną. Kilka tygodni temu rząd udostępnił “Poradnik bezpieczeństwa”, z którego można dowiedzieć się, jak zachowywać się w wypadku wojny. W marcu premier Donald Tusk zapowiedział powszechne szkolenia wojskowe, które mają wkrótce wejść w życie.

- To, co teraz się dzieje, to jest tak naprawdę rewolucja, której nie było u nas od 30 kilku lat - ocenia w rozmowie z RadioZET.pl Aleksander Fiedorek ze Stowarzyszenia Instytut Budownictwa Ochronnego.

Do dziś jednak Polacy nie wiedzą, gdzie mogą się schronić na wypadek ataku z powietrza. Schronów z prawdziwego zdarzenia w Polsce praktycznie nie ma, a te, które powstały w czasach PRL-u, nie nadają się do użytku. - Problemu z obroną cywilną nie można sprowadzać do braku schronów, bo na ich budowę potrzebne są miliardy złotych i mnóstwo czasu na ich powstanie.  Po wprowadzeniu ustawy o ochronie ludności i obrony cywilnej rząd podjął intensywne działania w zakresie edukacji.  Czy tempo jest wystarczające? Trudno to ocenić, bo to jest proces, który musi potrwać. Nie zbuduje się ochrony ludności w pięć czy 10 minut - mówi Pacek. Wtóruje mu ekspert Aleksander Fiedorek:

- Jeśli nie zaczniemy odbudowywać tego systemu, to nigdy nie ruszymy się z miejsca. Z punktu widzenia obrony cywilnej ostatnie 30 lat było okresem straconym. Nie robiliśmy nic pozytywnego. Dobrze, że wprowadza się przepisy wykonawcze, które umożliwią realizację nowej ustawy - podkreśla ekspert.

Polska jak Finlandia? “Finowie są lepiej przygotowani”

Kiedy Polska będzie dysponować wystarczającymi zdolnościami w zakresie ochrony ludności i obrony cywilnej? Na to pytanie żaden z ekspertów, z którymi rozmawialiśmy, nie zna odpowiedzi. - W Finlandii dojście do poziomu ponad 80 proc. schronów, które ochroniłoby ludność przed atakami, zajęło kilkadziesiąt intensywnych lat prac. Czy u nas zajmie to mniej? Trudno powiedzieć - odpowiada Fiedorek.

Finlandia jest prekursorem w dziedzinie ochrony ludności i obrony cywilnej. Kraj ten w okresie zimnowojennym znalazł się w trudnym położeniu. W wyniku II wojny światowej obronił swoją niepodległość, ale nieformalnie uznawany był bardziej za część bloku wschodniego niż zachodniego. Finów ze Związkiem Radzieckim łączył traktat o przyjaźni i współpracy z klauzulą wojskową.

Redakcja poleca

Fińska polityka była ukierunkowana na marginalizację znaczenia tego traktatu i zachowanie możliwie jak największej swobody. Rząd prowadził politykę neutralności, ale połączoną ze zbrojną: powszechna służba wojskowa czy inwestycje zbrojeniowe.

- Finowie obawiali się, że w razie konfliktu ogólnoeuropejskiego czy globalnego do ich kraju wkroczą wojska Związku Radzieckiego. Poważnym ryzykiem były uderzenia powietrzne czy nawet atomowe wymierzone w terytorium Finlandii - wyjaśnia w rozmowie z RadioZET.pl analityk w Zespole Bezpieczeństwa i Obronności Ośrodka Studiów Wschodnich Piotr Szymański.

Nieodzownym elementem tej polityki były inwestycje w ochronę ludności i obronę cywilną. Znakiem rozpoznawalnym dla Finlandii stały się schrony. - System obrony cywilnej rozbudowywany był tam od kilkudziesięciu lat. W okresie, gdy cały zachód koncentrował się na wystawieniu kontyngentów do operacji pozaeuropejskich w Iraku czy Afganistanie, Finowie nie zapomnieli o swoim położeniu i pryncypiach obrony narodowej. Budowali kolejne schrony, w tym ten, który powstał przeszło 20 lat temu i dziś jest pokazywany w mediach jako przykład tego systemu - mówi Szymański specjalizujący się w polityce obronnej krajów nordyckich.

Schron Merihaka w Helsinkach, stolicy Finlandii, wykopany został w granitowej skale. Zajmuje powierzchnię 14 750 metrów kwadratowych. Obiekt można przekształcić w schron dla 6 tys. osób w mniej niż 72 godziny. To w pełni funkcjonalna budowla ochronna. Wyposażona w źródło zasilania awaryjnego, urządzenia filtrowentylacyjne, system wykrywania skażeń i asortyment potrzebny do przeżycia kilku dni pod ziemią. To jeden z najnowocześniejszych schronów. W całej Finlandii schronów dla cywilów jest około 50 tysięcy.

- Oprócz schronów publicznych  powstają też prywatne. Jeżeli inwestycja spełnia określoną powierzchnię, deweloperzy są zobowiązani do tego, żeby na osiedlu bloków mieszkalnych wybudować schron - opowiada Szymański.

Czy Polska wybuduje “własną Merihakę”? -  U nas nigdy nie powstanie dokładnie taki sam schron, jak Merihaka w Helsinkach - rozwiewa wątpliwości Fiedorek.

Dlaczego? Powód jest prosty.  Merihaka jest schronem wykonanym w skale. Budowa geologiczna Polski wyklucza możliwość budowy takiego schronu np. w okolicach stolicy Polski. Nie oznacza to jednak, że nad Wisłą nie mogą powstać inne budowle ochronne.

- W niektórych jednostkach samorządu terytorialnego prowadzone są prace nad przygotowaniem dokumentacji projektowej dla podobnych obiektów. Na przykład kilku kondygnacyjnych garaży podziemnych, które będą w okresie zagrożenia pełniły funkcję schronu. Będą to całkiem spore obiekty mogące pomieścić nawet kilka tysięcy osób - mówi Fiedorek.

Polska chce dążyć do tego, co osiągnęła Finlandia. Poradnik na wypadek wojny, który przygotował polski rząd, bazował na publikacjach z krajów nordyckich. Kilka dni temu Akademia Pożarnicza współorganizowała międzynarodową konferencję “Ochrona ludności i obrona cywilna w Finlandii i w Polsce 2025”, na której pojawili się przedstawiciele fińskiego rządu. Była to okazja do porównania systemów obronnych.

- Nie da się ukryć, że w kwestii schronów Finowie są lepiej przygotowani od nas. Wynika to z tego, że w Polsce doszło do wieloletnich zaniedbań - przyznaje w rozmowie z RadioZET.pl prorektor ds. Kształcenia i Studentów Akademii Pożarniczej prof. Tomasz Zwęgliński.

Budowa nowych obiektów jest kluczowa w systemie ochrony ludności i obrony cywilnej. Ważne jest jednak również budowanie świadomości w społeczeństwie o istnieniu takich miejsc, które na co dzień służą do innych celów. W czasie pokoju schrony w Finlandii pełnią funkcje parkingów, boisk czy miejsc spotkań.

- Fińscy obywatele wiedzą, gdzie są schrony czy miejsca ukrycia, bo na co dzień z nich korzystają. Jednocześnie mają pełną świadomością, że są to miejsca, do których należy kierować się w przypadku ataków z powietrza - mówi prof. Zwęgliński.

Polacy nie wiedzą, gdzie można się schronić na wypadek wojny. Rząd wciąż pracuje nad specjalną mapą z oznaczeniami miejsc ukrycia. Poprzednia okazała się nieudanym projektem, bo wskazuje miejsca, które nie spełniają norm bezpieczeństwa.

- To jest pokłosiem tego, że wiele z tych obiektów jest zaniedbanych. Przez wiele lat był problem z administrowaniem tymi obiektami. Były one zapomniane. Teraz dzięki ustawie próbujemy to zmienić. Trwa inwentaryzacja obiektów, które nadają się do odtworzenia. Jest ich całkiem sporo. Zostało zleconych około 4000 zleceń na wizytację obiektów. Będziemy ustalać, ile miejsc można dostosować do obowiązujących przepisów - zapewnia Zwęgliński.

Jak zaznacza prorektor, konferencja była też okazją do wymiany doświadczeń.  - Podobnie jak Finowie, też mamy coś do zaoferowania.  Prezentowaliśmy swoje podejście do miejsc ukrycia i schronów. Z dużym zainteresowaniem spotkało się to, jak precyzyjnie określamy w warunkach technicznych to, czym ma być ukrycie, a czym schron – mówi ekspert.

Polacy nie chcą ginąć za ojczyznę?

To, co może okazać się najtrudniejsze w odbudowaniu polskiej obrony cywilnej i systemu ochrony ludności, to przekonanie do niej obywateli. - Wszystko zależy od tego, czy społeczeństwo będzie miało świadomość wagi tych przedsięwzięć. A także tego, jak duże pieniądze trzeba w to zainwestować. - mówi Fiedorek.

Przeszkodą może okazać się brak zaufania społeczeństwa do rządzących i głęboka polaryzacja społeczeństwa, która utrudnia komunikację w kryzysowych sytuacjach. - To wynika przede wszystkim z zaszłości historycznych. Polacy od wieków stawali w kontrze do władzy i do dziś nam to pozostało.  Skrupulatnie patrzymy na ręce władzy. Wielu Polaków z góry zakłada, że zrobi lepiej - mówi generał Pacek.

W Finlandii tego problemu nie ma. Przynajmniej w kwestii obrony kraju. Czterech na pięciu Finów twierdzi, że w razie potrzeby broniłoby swojego kraju. - Finowie planują dowieźć do miliona liczbę przeszkolonych rezerwistów. To imponuje w całej Europie i świecie, dlatego, że kraj liczy 5,5 miliona mieszkańców - mówi Piotr Szymański.

Z badania IBRiS dla Radia ZET wynika, że 49,1 proc. respondentów nie stawiłoby się do obrony Polski w razie zagrożenia wojną, a 44,8 proc. deklaruje gotowość do walki. Badanie przeprowadzono w dniach 13–14 września 2025 roku, na reprezentatywnej próbie 1067 Polaków.

- Musimy przestać funkcjonować w okresie radosnego pokoju, a zacząć zdawać sobie sprawę z tego, że wojna jest tu za rogiem - przestrzega Aleksander Fiedorek.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET