Powódź tysiąclecia. Czy katastrofalny scenariusz z Wrocławia może się powtórzyć w Warszawie?
- Wały przeciwpowodziowe są zawodne. Jak budujemy się, czy mieszkamy na równinie zalewowej, to warto mieć świadomość, że cała pierwsza kondygnacja naszego domu może zostać zalana. A jak dom stoi blisko wału przeciwpowodziowego, na dodatek w miejscach, gdzie istnieje ryzyko jego przerwania, to dom może zostać doszczętnie zniszczony - mówi w wywiadzie dla RadioZET.pl geomorfolog dr Grzegorz Wierzbicki.
Mateusz Kapera: 12 lipca mija kolejna rocznica powodzi tysiąclecia, która nawiedziła Wrocław w 1997 roku. Zginęło w niej 56 osób. Szkody materialne szacowano w miliardach. Nie minęło 13 lat, a w 2010 roku część kraju ponownie znalazła się pod wodą. Czy dziś mogą powtórzyć się w Polsce takie wielkie powodzie?
Dr Grzegorz Wierzbicki, geomorfolog z Instytutu Inżynierii Środowiska, Katedry Inżynierii Wodnej i Geologii Stosowanej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie: - Zazwyczaj ludzie zapominają o takich zjawiskach jak ekstremalna powódź, chociaż zdarzają się one regularnie i cyklicznie. Powodzie były, są i będą.
Ludzie dość skutecznie nauczyli się izolować od nich przez budowę wałów przeciwpowodziowych. Wtedy wiele wezbrań w rzece przechodzi z grubsza niezauważonych przez ludzi mieszkających na terenie zalewowym. Prowadzi to do fikcyjnego poczucia bezpieczeństwa, że wały nas ochronią przed każdym wezbraniem. A może przyjść tak wysokie, że wały zostaną przerwane, albo w ogóle woda przeleje się górą.
Nie ma takiego wału, z którym woda nie da sobie rady?
- Nie ma.
Możemy przewidzieć, że dojdzie do powodzi?
- Jest czas, kiedy można ją przewidzieć. Opad deszczu musi znacznie przekraczać pewną normę dla danego miesiąca. Często jest to poziom rzędu ponad 100, czy nawet 200 mm w ciągu doby, czy czasem w ciągu kilku godzin. Jeśli pada na dużym obszarze i długo, to zachodzą warunki, w których może formować się fala wezbraniowa. Jak mówimy o Warszawie, to mamy przynajmniej kilka godzin, nawet około tygodnia, żeby obserwować to, co dzieje się w Karpatach.
Bo to w potokach górskich w Karpatach formuje się wezbranie opadowe. Woda z tamtejszych licznych potoków i rzek łączy się. Następnie na Wiśle tworzy się wielka fala wezbraniowa, która zwłaszcza na nizinach potrafi przynieść duże zniszczenia. Natomiast nie wiemy, kiedy takie wezbranie będzie: za miesiąc, dwa, a może za dziesięć lat. Tego nie da się w żaden sposób przewidzieć.
To, że nie pada w Warszawie nie oznacza, że nie ma ryzyka powodzi?
- Zgadza się. Opady w Warszawie nie mają większego wpływu na to, co dzieje się na Wiśle, bo woda przechodzi tranzytem z południa Polski, z Karpat. Ulewne opady w Warszawie mogą spowodować lokalne podtopienia. W obszarach miejskich, silnie zurbanizowanych, dzieje się to często, ale to nie jest powódź na rzece, gdzie woda nie mieści się w korycie i wylewa się na równinę zalewową.
Jak możemy się zabezpieczyć przed powodzią? Wspomniał pan o wałach, które jednak nie dają 100 proc. gwarancji, że powstrzymają wodę.
- Tradycyjną metodą zabezpieczania się przed powodzią było budowanie domostw, planowanie pól uprawnych czy wszelkiej infrastruktury z dala od tej części doliny rzecznej, która jest zalewana. Czyli od równiny zalewowej. W Polsce tak było przez wieki. Holendrzy, przybysze z Fryzji, z pogranicza Holandii i Niemiec, zaczęli zagospodarowywać tereny zalewowe i uczyć się żyć z powodzią. Potrafili nawet czerpać korzyści z tych wezbrań.
Względnie niedawno dzięki rozwojowi technicznemu, możliwościom przemieszczania wielkich mas ziemnych i konstruowaniu różnych budowli hydrotechnicznych człowiek nauczył się izolować od powodzi. Ale bywa to zawodne. Mamy do czynienia z fałszywym poczuciem bezpieczeństwa. W takich miejscach, gdzie presja urbanizacyjna jest olbrzymia, jak w Warszawie, siłą rzeczy taras zalewowy jest zabudowywany. Zwłaszcza jak są wały przeciwpowodziowe, które stwarzają złudne poczucie bezpieczeństwa.
Na terenach zalewowych w wielu polskich miastach, nie tylko w Warszawie, powstają kolejne osiedla. Nie powinno się tam budować?
- Wybudować można wszystko i wszędzie. To zależy tylko od tego, jaka jest presja i możliwości techniczne. Oczywiście można budować na równinie zalewowej, ale trzeba liczyć się z tym, że może to wszystko zostać zalane. Może nie w perspektywie jednego ludzkiego życia, ale może się zdarzyć, że będzie kilka wielkich powodzi w krótkim odstępie czasu.
W Warszawie, zwłaszcza na prawym brzegu Wisły, poniżej Śródmieścia, jest sytuacja dla mnie zadziwiająca. Eksperci zakładają, że tam jest taras wyższy nadzalewowy, ale są tam też wały przeciwpowodziowe. Nie buduje się ich na wyższych tarasach. Co więcej są tam liczne i świeże ślady wezbrań. Wydaje się, że błędnie może być ocenione - nawet przez fachowców - to, gdzie mamy do czynienia z terenami zalewowymi w dolinie Wisły w Warszawie.
Oczywiście równina zalewowa, o której mówimy, jest precyzyjnie wyznaczona. Nasze doświadczenia z badania Wisły i Bugu w innych odcinkach wskazują jednak na to, że prawdopodobnie w czasie zimowych, zatorowych wezbrań wody wkraczały na wyższe tarasy, które teoretycznie są bezpieczne.
Co to jest taras zalewowy?
- Taras zalewowy, zwany też równiną zalewową, to część dna doliny rzecznej. Położony jest zdecydowanie powyżej koryta rzeki i jej brzegów. Upraszczając, teren ten jest płaski i delikatnie pochylony w stronę koryta rzeki. W czasie każdego wezbrania powinien być zalewany przez wody występujące z rzeki. Mówimy tu o naturalnym krajobrazie, gdzie nie ma miast czy budynków. Znaczna część Warszawy jest zlokalizowana w dolinie Wisły na wyższych tarasach, ale pewna część także na tarasie zalewowym.
Opracował pan mapę geomorfologiczną doliny Wisły w Warszawie. Co z niej można odczytać? W jakim celu pan ją stworzył?
- Trafiłem na pomysł opracowania jej, bo nie do końca rozumiałem, jak zbudowana jest dolina Wisły w Warszawie, gdzie mamy tę równinę zalewową i co się dzieje na wyższych tarasach nadzalewowych. Niebieską barwą jest zaznaczone, gdzie mamy do czynienia w Warszawie z równiną zalewową. Czyli obszarem, który w czasie każdego wezbrania, nawet nie bardzo wielkiego, byłby zalewany, gdyby nie wały przeciwpowodziowe.
Z mapy wynika, że zalane byłyby dzielnice, takie jak np. Wilanów, który jest gęsto zabudowany. Są tu nie tylko osiedla apartamentowców, ale również domy jednorodzinne. Zagrożony jest jednak nie tylko Wilanów.
- Gdyby nie było wałów przeciwpowodziowych, doszłoby do zalania tych terenów i domostw w czasie wezbrań. I tu mówimy m.in. o większości Wilanowa, Siekierkach czy większości Pragi-Południa. W Śródmieściu jest już przełom rzeczny, czyli gwałtownie zwęża się dolina i koryto rzeki. Równina zalewowa zanika. W takich miejscach jest szczególne zagrożenie, że duże ilości wody mogą się nie zmieścić i wtargnąć na wyższe tarasy, teoretycznie nadzalewowe. Praga-Północ i Targówek są położone na takim tarasie nadzalewowym i nikt raczej nie zwraca uwagi na to, że wezbrania wody mogą się tam pojawić.
Między Pragą-Północ, Targówkiem a Ząbkami i Rembertowem są ślady przepływu wód wezbraniowych - takie boczne koryta powodziowe. Szczególne ich zagęszczenie pojawia się w Parku Leśnym Bródno i później ciągnie się przez Białołękę obniżeniem między wydmami. Zagęszczenie tych form, ich świeżość i liczba wskazują, że wielokrotnie, regularnie musiały tu występować zjawiska wkraczania wód wezbraniowych na wyższe tarasy.
Idąc w dół Wisły, czyli na północ, wychodzimy z przełomu rzecznego i znowu rozszerza się równina zalewowa. W tym obszarze są Łomianki. Tzw. Łomianki Dolne są narażone na zalanie, ale większość tego miasta jest na wyższym tarasie, który jest zdecydowanie bezpieczniejszy. Chociaż tam też są ślady wezbrań. Lokalizacje tuż przed przełomem rzecznym i poniżej niego są szczególnie narażone na przerwanie wałów przeciwpowodziowych. I to nie musi być ekstremalnie wielkie wezbranie, które spowoduje, że woda będzie się przelewać powyżej wałów.
Jakie to są lokalizacje?
- Powyżej granic Warszawy, w okolicach rzeki Jeziorki. Czyli wsie Obórki, Kępa Oborska i Kępa Zakrzewska. Jak tam zostaną przerwane wały, to Wilanów Dolny też jest automatycznie zalewany. Kolejne takie miejsca, idąc w dół rzeki czy w stronę centrum, to okolice Siekierek na lewym brzegu Wisły. Na praskim brzegu Wisły jest to osiedle Las przy moście Siekierkowskim. Dodatkowo na północ od Śródmieścia jest bardzo duże zagęszczenie form erozyjnych związanych z przerwaniem naturalnych wałów przykorytowych w Łomiankach.
Dziwi się pan, że ludzie mieszkają na tych terenach?
- Ludzie, którzy tam mieszkają, nie mają innego wyjścia. Muszą wierzyć w skuteczność wałów przeciwpowodziowych. Jak nie ma wezbrań, to wielu mieszkańców zapewne zapomina, że mieszkają na tarasie zalewowym.
Myśli pan, że są tacy mieszkańcy, którzy nie mają w ogóle pojęcia o tym, że mieszkają na terenach zalewowych?
- Trzeba byłoby zrobić ankietę wśród takich ludzi, porozmawiać z nimi. Natomiast w Warszawie wydaje mi się, że ponad połowa mieszkańców - zwłaszcza ci, którzy nie pochodzą z tych terenów - może nie mieć pojęcia, że mieszka w dnie doliny rzecznej na tarasie zalewowym. Czyli na tym najniższym poziomie, który byłby w czasie każdego wezbrania zalewany gdyby nie wały przeciwpowodziowe.
Starsi mieszkańcy - a jest tam jeszcze trochę rolników - na pewno to wiedzą. Ponieważ za ich życia być może nie było tam wezbrania, to zagrożenie minimalizują. Każdy kolejny rok, kiedy nie było dużego wezbrania na Wiśle, usypia czujność i zmniejsza świadomość ludzi.
Pan ze swoją wiedzą zamieszkałby na tych terenach?
- Akurat mieszkam na wysoczyźnie polodowcowej. Natomiast nie ukrywam, że gdyby mój dom z jakiegoś powodu przestał istnieć i pojawiłaby się okazja kupienia taniej działki czy domu na tarasie zalewowym, to podjąłbym takie ryzyko.
Mimo wszystko?
- Dobrze jest patrzeć szeroko na ten problem. W miejscach o bardzo suchym klimacie, gdzie rzeki płyną tylko okresowo, nie buduje się mostów przez rzekę, tylko przekracza się je brodami. Droga asfaltowa przechodzi przez takie suche koryto i co kilka lat jest niszczona przez wezbranie, a następnie odbudowywana. Trzeba szacować, na ile nasza działalność może zostać skutecznie przez przyrodę zniszczona.
Wały przeciwpowodziowe są bardzo dobrym środkiem hydrotechnicznym. Trzeba jednak pamiętać o tym, że są zawodne. Jak budujemy się, czy mieszkamy na równinie zalewowej, to warto mieć świadomość, że cała pierwsza kondygnacja naszego domu może zostać zalana. A jak dom stoi blisko wału przeciwpowodziowego, na dodatek w miejscach, gdzie istnieje ryzyko przerwania wału, to może zostać doszczętnie zniszczony przez procesy erozji i akumulacji. Wtedy nie będzie już co odbudowywać.
W ostatnich lata zmagamy się bardziej z suszą niż z rosnącymi opadami deszczu. To oznacza, że na tę chwilę nie musimy się obawiać powodzi w Polsce?
- W ostatniej dekadzie brakuje wezbrań, a nawet wyższych stanów wody w rzekach w takich miesiącach jak maj, czerwiec, lipiec czy sierpień, kiedy to powinny być albo ulewne deszcze związane z burzami, albo bardzo długo rozlegle padające deszcze. Mamy tzw. niżówki. W korycie rzeki odsłaniają się powierzchnie, które zawsze są zalane wodą. Piaszczyste łachy, które są w korycie, zwiększają swoje rozmiary. Wkracza na nie roślinność. I rzeczywiście wtedy mało kto myśli o powodzi czy o wezbraniu.
Natomiast to są krótkotrwałe zmiany i nigdy nie wiadomo, kiedy dojdzie do powrotu do naturalnej sytuacji. Czyli że w czerwcu, lipcu, niekiedy jeszcze w sierpniu, bardzo dużo pada. Wezbrania nigdy nie były regularne, bo zdarzały się zawsze suche lata.
Czyli powódź może przyjść nawet w przyszłe lato.
- Nawet tego lata. Za dwa, trzy tygodnie mogą się pojawić takie opady, które sprawią, że za miesiąc będzie powódź.
Dr Grzegorz Wierzbicki – specjalista z zakresu geomorfologii, geografii fizycznej, geologii i hydrogeologii oraz glacjologii. Zajmuje się m.in. przyrodniczymi uwarunkowaniami powodzi, podtopień i zdarzeń ekstremalnych. Jest wykładowcą Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, pracuje w Instytucie Inżynierii Środowiska, Katedrze Inżynierii Wodnej i Geologii Stosowanej. Współautor mapy geomorfologicznej doliny Wisły w Warszawie, która, wraz z publikacją naukową, dostępna jest pod adresem: https://doi.org/10.1080/17445647.2020.1866698
- Gdzie jest burza? Są czerwone alerty. Kolejny dzień z pogodowym armagedonem
- Świat, który znamy, może zatonąć. Naukowcy już wiedzą, kiedy Malediwy znajdą się pod wodą
- Ekstremalne zjawiska pogodowe, które czekają Polskę. Czy noce tropikalne okażą się codziennością?
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET