Świat, który znamy, może zatonąć. Naukowcy już wiedzą, kiedy Malediwy znajdą się pod wodą

7 min. czytania
22.04.2024 10:32
Obserwuj nas na Google

Jaki status będą miały państwa, których terytorium zniknie pod wodą i na jaką pomoc będą mogły liczyć osoby przesiedlone ze względów klimatycznych? Sytuacja wymusza współpracę ponad podziałami, bo – jak podkreśla w rozmowie z RadioZET.pl prof. Roberto Rabel, jeśli mikropaństwa wyspiarskie przestaną istnieć, rywalizacja o wpływy na nie stanie się zbędna.

Malediwy mają całkowicie zniknąć
fot. Sergi Reboredo/Associated Press/East News

22 kwietnia obchodzony jest Dzień Ziemi. Tego dnia szczególnie warto przypomnieć, że niektóre narody mierzą się z realnym zagrożeniem utraty swojego miejsca na naszej planecie. Mieszkańcy Malediwów, Kiribati, Tuvalu i Wysp Marshalla są w grupie największego ryzyka, ponieważ ich ojczyzny składają się z atoli. Społeczności te nie mają innej drogi ucieczki niż do państw, które zechcą przyjąć migrantów klimatycznych.

Czym są migracje i uchodźstwo klimatyczne? Czy państwo, które znajdzie się w całości pod wodą, nadal będzie państwem? Okazuje się, że zegar tyka, a społeczność międzynarodowa ociąga się z adaptacją do zmieniających się w (dosłownie) zabójczym tempie warunków.

Państwa, które mierzą się z egzystencjonalnym zagrożeniem. Malediwy mają zniknąć do 2100 roku

Topnienie lodowców to jedna z głównych przyczyn podnoszenia się poziomu mórz i oceanów. Wyspy znajdujące się na stosunkowo niskim poziomie, często w rejonach tropikalnych czy subtropikalnych, są najbardziej narażone na skutki tego procesu. Wzrost poziomu wody może prowadzić do zalania nisko położonych terenów wysp, a w skrajnych przypadkach nawet całkowitego zatopienia. Dla wielu państw wyspiarskich, które są często niewielkie i gęsto zaludnione, takie zmiany mogą być katastrofalne dla infrastruktury, gospodarki i ludności. Wiele z tych mikropaństw podejmuje działania mające na celu przeciwdziałanie zmianom klimatycznym i adaptację do ich skutków.

Redakcja poleca

Jako pierwsze pod wodą mają znaleźć się położone na Oceanie Indyjskim Malediwy. Główne zagrożenia dla tego państwa związane ze zmianą klimatu to wzrost tempa erozji wybrzeży, a także zagrożenia dla zasobów słodkiej wody i osiedli ludzkich oraz dla bezpieczeństwa żywnościowego. Sytuacja klimatyczna na Malediwach jest efektem działalności innych państw, społeczeństw i dużych przedsiębiorstw, ale także codziennych praktyk wyspiarzy, m.in. budowania domów z koralowców, ponieważ drewno jest tam słabo dostępne. Materiał z rafy uzyskano poprzez wysadzenie jej materiałami wybuchowymi, powszechne jest też wykorzystywanie piasku zebranego z plaży do ceremonii religijnych.

Władze zakazały w końcu masowego zbierania piasku, który pogłębia erozję wybrzeża, a także wysadzania rafy, jednak na jej kondycję wpływa gospodarka odpadami. W przeludnionej stolicy – Malé – rocznie zapełnia się dziesiątki tysięcy pojemników na odpady. Śmieci nie są składowane i utylizowane w sposób bezpieczny dla ludzi i środowiska. Część przedostaje się do morza, a część zostaje spalona, co powoduje emisję toksycznych gazów. Szacuje się, że do 2050 roku 80% powierzchni kraju może nie nadawać się do zamieszkania, zaś Malediwy całkowicie znajdą się pod wodą do 2100 roku.

Czy państwa, które znajdą się pod wodą, nadal będą państwami?

W prawie międzynarodowym nie istnieje powszechnie obowiązująca definicja państwa. Są w związku z tym państwa, które uznaje jedynie część innych państw, i właśnie w kategoriach uznania ta rzeczywistość jest rozpatrywana. Przyjmuje się jednak, że aby mówić o państwie, podmiot musi spełniać następujące kryteria: mieć stałą ludność, określone terytorium oddzielone od innych granicą oraz suwerenną władzę zdolną wchodzić w stosunki z innymi państwami.

Państwa znikały z mapy świata przede wszystkim za sprawą podboju czy rozbiorów. Po raz pierwszy stoimy jednak w obliczu zniknięcia terytorium jako części składowej państwa. Czy państwowość takiej jednostki przetrwa? I jaki status przysługuje obywatelom państwa, którego terytorium znajdzie się pod wodą? Okazuje się, że specjaliści są w tej kwestii podzieleni, a prawo międzynarodowe nie jest jeszcze przygotowane na taką sytuację.

Do niedawna w kręgach prawniczych dominowało stanowisko, że państwa tracą swój status po zalaniu ich terytorium. W obliczu pogłębiających się skutków zmian klimatycznych prawnicy międzynarodowi podejmują wysiłki zmierzające do stworzenia kategorii państwa nieterytorialnego. Choć motywacje stojące za utworzeniem tej kategorii są godne pochwały, niesie to ze sobą duże ryzyko, a nawet poważne zagrożenie nadinterpretacją. Zrozumiałe jest, że mikropaństwom zależy na utrzymaniu międzynarodowych korzyści prawnych wynikających ze statusu państwa, takich jak dostęp do sądów międzynarodowych. Wydaje się jednak, że nastałaby fikcja prawna, gdyż w przypadku bycia państwem nieterytorialnym suwerenność na danym terytorium nie byłaby sprawowana, a państwowość ta miałaby jedynie charakter symboliczny.

Są nawet badacze, którzy twierdzą, że dążenia do utrzymania państwowości wynika w tym wypadku z państwowego egoizmu i braku kierowania się interesami społeczeństwa. W przypadku masowych przesiedleń potencjalne państwa przyjmujące nie byłyby skłonne “wchłonąć” migrantów ubiegających się o jakąś państwowość (która podążałaby za migrantami w przypadku utraty terytorium). Eksperci ci sugerują zatem porzucenie tej symbolicznej państwowości na rzecz zapewnienia ludności lepszych warunków zamieszkania w państwie przyjmującym.

Kluczowe pytanie o to, czy państwo zniknie wraz z terytorium, zadaliśmy prof. Roberto Rabelowi z Victoria University of Wellington w Nowej Zelandii.

– W przypadku małych państw wyspiarskich, jeśli rzeczywiście znajdą się pod wodą, prawdopodobnie również znikną jako państwa, ponieważ trudno sobie wyobrazić, aby inne państwa zrzekły się suwerenności nad którymkolwiek ze swoich terytoriów w sposób umożliwiający kontynuację formalną państwowość dotkniętych krajów – przekonuje ekspert, którego państwo wiedzie prym w świadczeniu wielosektorowej pomocy społecznościom wysp Pacyfiku.

– Jednak ich obywatele, którzy stanowią bardzo małą część światowej populacji, prawie na pewno będą mogli przenieść się do innych krajów, które wyrażą chęć przyjęcia ich jako uchodźców klimatycznych. Warto pamiętać, że na całym świecie występowały i prawdopodobnie będą występować większe ruchy wewnętrznie przesiedlonych migrantów klimatycznych przesiedlonych poza granice państwa – ocenia w rozmowie z portalem RadioZET.pl prof. Rabel.

Co z ludnością? Wyjaśniamy, czym są migracje klimatyczne i uchodźstwo klimatyczne

Migracja klimatyczna to ogólny termin obejmujący wszelkie formy migracji związane ze zmianami klimatycznymi, również w pełni dobrowolne, zaś uchodźstwo klimatyczne odnosi się do specyficznego przypadku, gdy migracja jest konieczna ze względu na bezpośrednie zagrożenie dla życia lub niemożność dalszego przebywania w danym miejscu z powodu skrajnych warunków klimatycznych.

Polityczny i prawny dyskurs na temat migracji i uchodźstwa klimatycznego jest bardzo złożony, ale należy wiedzieć, że osoby migrujące ze względu na zmiany klimatu nie są objęte Konwencją Genewską dotyczącą statusu uchodźców z 1951 roku, której celem jest ochrona osób uciekających przed prześladowaniami, wojną lub przemocą. Agencja ONZ ds. Uchodźców (UNHCR) już ma trudności z zapewnieniem odpowiedniego wsparcia 22,5 milionom osób uchodzącym przed wojną i prześladowaniami. Podczas kryzysu uchodźczego w Syrii przyznała, że jest “rozciągnięta do granic możliwości”. Jeżeli UNHCR rozszerzy swoją definicję, aby uwzględnić zupełnie nową kategorię, nie jest jasne, czy istniałaby polityczna zgoda na zapewnienie niezbędnego finansowania.

Najważniejszym skutkiem niewypracowania do tej pory prawnomiędzynarodowej definicji uchodźcy klimatycznego jest to, że ludzie de facto zmuszeni do opuszczenia swoich domów z powodu zmian klimatycznych mogą nie uzyskać oficjalnego statusu uchodźcy, a zatem międzynarodowej ochrony i wsparcia humanitarnego czy finansowego. Niejasny będzie również ich status w przypadku potencjalnego wygaśnięcia państwowości ich ojczyzn – a co za tym idzie, obywatelstwa.

Migracja jako strategia adaptacyjna odnosi się zaś do przemieszczania się całych społeczności po wyczerpaniu się wszystkich innych możliwości adaptacyjnych. Niektórzy badacze nie postrzegają jednak migracji indywidualnych z państw wyspiarskich jako rozwiązania problemu. Twierdzą, że wysiedleni mieszkańcy straciliby wiele praw politycznych i swoją kulturę, a migracje mogą przyczyniać się do konfliktów o charakterze religijnym lub etnicznym. Ludzie z mikropaństw wyspiarskich są bowiem zazwyczaj silnie związani ze swoją ziemią i zwyczajami, dlatego odrzucają przesiedlenia i “etykietę uchodźcy”.

Jedną z najczęściej omawianych strategii jest zakup lub dzierżawa terytorium od innego państwa w celu przeniesienia ludności na nowe terytorium i sprawowania nad nim suwerenności. Wiele lat temu niektóre mikropaństwa zdecydowały się na negocjacje, m.in. Tuvalu z Nową Zelandią i Australią, natomiast władze Kiribati zakupiły 2000 hektarów ziemi na Fidżi. Mało jest jednak prawdopodobne, aby państwo sprzedało lub wydzierżawiło część swojego terytorium innemu państwu (lub narodowi) w obliczu pojawienia się na nim grupy roszczącej sobie prawo do sprawowania suwerennej władzy.

Dla większych państw jest to szansa na wykazanie się

Prof. Roberto Rabel podkreśla, że – biorąc pod uwagę, iż liczba ludności z wysp Pacyfiku, która w ciągu najbliższej dekady prawdopodobnie zostanie wysiedlona w wyniku zmiany klimatu, wynosi poniżej miliona – wyzwanie polegające na “wchłonięciu” ich przez takie państwa jak Australia i Nowa Zelandia nie jest nie do pokonania.

– Zarówno Australia, jak i Nowa Zelandia mają już znaczące mniejszości z wyspiarskich państw Pacyfiku. Na przykład więcej mieszkańców Wysp Cooka, mieszkańców Niue i Tokelau mieszka już w Nowej Zelandii niż na swoich rodzimych wyspach. Obecność stosunkowo licznych mniejszości na wyspach Pacyfiku (około 8% obecnej populacji Nowej Zelandii) oznacza, że przeszkody prawne, gospodarcze, polityczne i kulturowe utrudniające migrację ze względu na zmiany klimatyczne z wysp Pacyfiku są możliwe do pokonania, zwłaszcza jeśli występują przez okres dłuższy niż 10 lat i angażują inne państwa przyjmujące, a także Australię i Nową Zelandię. Chociaż zmiany klimatu stanowią wyzwanie egzystencjalne dla niektórych wysp Pacyfiku pod względem kontynuacji państwowości, ich stosunkowo mała populacja oznacza, że skala tego wyzwania i związanego z nim przemieszczania się ludności jest znacznie większa w innych częściach świata – tłumaczy w rozmowie z RadioZET.pl.

Pomoc państwom wyspiarskim mierzącym się ze skutkami kryzysu klimatycznego nie jest tylko domeną liberalnych demokracji. Aktywnym graczem w regionie są również Chiny, które próbują sobie zjednać mikropaństwa. Ceną jest m.in. poparcie w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, czyli tym organie największej na świecie organizacji, w którym każdy głos jest równy. Relatywnie małym kosztem można pozyskać na jego forum głosy za swoją inicjatywą – lub po prostu zyskać przychylność w stosunkach bilateralnych.

Czy pomoc małym państwom wyspiarskim w obliczu kryzysu klimatycznego jest ważnym aspektem regionalnego wyścigu o wpływy? – Pomoc mikropaństwom Pacyfiku w rozwijaniu odporności i przystosowaniu się do zmian klimatycznych nie jest dominującym aspektem konkurencji geopolitycznej w tym regionie, w przeciwieństwie do obaw dotyczących ewentualnej budowy chińskich baz morskich (np. na Wyspach Salomona – przyp. red.). W rzeczywistości stwarza raczej szansę na współpracę między różnymi podmiotami, w tym Nową Zelandią, Australią, Chinami, USA i Unią Europejską. Na przykład, podobnie jak same państwa wyspiarskie na Pacyfiku, Nowa Zelandia i Australia z radością przyjęłyby większe inwestycje i pomoc ze strony wszystkich państw, w tym Chin, które pomogłyby tym państwom lepiej stawić czoła wyzwaniom związanym ze zmianami klimatycznymi – diagnozuje prof. Roberto Rabel.

– W odróżnieniu od innych wymiarów zwiększonego wpływu Chin w regionie Nowa Zelandia i Australia nie postrzegają pomocy związanej ze zmianą klimatu jako dziedziny, w której muszą konkurować z Chinami. Koncentrują się raczej na zrobieniu wszystkiego, co można zrobić, aby pomóc tym bezbronnym państwom stawić czoła wspólnym wyzwaniom związanym ze zmianą klimatu, które są ogólnie postrzegane jako wykraczające poza konkurencyjne obawy podmiotów zewnętrznych dotyczące bezpieczeństwa narodowego. Przecież jeśli te państwa przestaną istnieć, rywalizacja o wpływy na nie stanie się zbędna – wyjaśnia nowozelandzki specjalista.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET