`

„Pracują za trzech, rujnują kręgosłupy”. Protest pod siedzibą Dino w Krotoszynie

3 min. czytania
25.05.2026 13:04
Obserwuj nas na Google

„Pracują za trzech, tracą zdrowie, a zarobki ledwo przekraczają najniższą krajową” – alarmują uczestnicy pikiety pod centralą Dino w Krotoszynie. Trzydniowy protest ma nagłośnić trudną sytuację personelu w marketach tej sieci. Choć spółka pod presją wcześniejszego strajku zaoferowała symboliczną podwyżkę, pracownicy mówią o ogromnych brakach kadrowych i zapowiadają walkę do skutku.

Manifestacja pracowników Dino
fot. Tomasz Wojtasik

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego pracownicy Dino protestują pod siedzibą firmy w Krotoszynie.
  • Jakie są główne zarzuty związane z warunkami pracy w Dino.
  • Co mówią organizatorzy pikiety na temat kar nałożonych na Dino.
  • Jakie są oczekiwania pracowników wobec zarządu Dino.

Krotoszyn. Pikieta pod siedzibą Dino

Pod siedzibą Dino w Krotoszynie trwa właśnie protest związany ze złymi warunkami pracy i niskimi płacami, które panują w supermarketach tej sieci. Przewodniczący związku OPZZ Konfederacji Pracy w Dino Wojciech Jendrusiak w rozmowie z Radiem ZET powiedział, że pikieta potrwa nieprzerwanie przez 72 godziny. - Wszystko przez to, że zarząd ignoruje pracowników - dodał. 

- Przez te trzy dni będziemy podkreślać problemy, z jakimi mierzą się pracownicy. Będą nas odwiedzać osoby zatrudnione, jednak bardziej po godzinach, bo wiemy, że pracownicy po prostu się boją [...] Nie liczymy na dużą frekwencję, bo ostatni strajk ostrzegawczy pokazał, że ludzie są zastraszani. Okazało się, że kierownicy regionalni straszyli bezpośrednio utratą pracy i zwolnieniami dyscyplinarnymi za udział w strajku ostrzegawczym - mówił. 

- Zaraz przyjedzie do nas Katarzyna Kliwierska, która została zwolniona za to, że upominała się o przestrzeganie przepisów prawa, bo w jej markecie było zimno i zgłaszała to wielokrotnie przełożonym, ale oni nie reagowali, więc pojechaliśmy tam i wtedy była ta akcja z Adrianem Zandbergiem - dodał. 

„Wierzymy, że spółka zacznie przestrzegać prawa"

Jendrusiak wprost stwierdził, że spółka łamie prawo i nie ponosi w związku z tym adekwatnych konsekwencji. W jego ocenie kary nakładane przez Państwową Inspekcję Pracy są kuriozalnie niskie. - To 1300 złotych kary może odstraszyć osiedlowy sklep zatrudniający dwie osoby, ale nie firmę, która osiąga setki tysięcy złotych zysków. Nawet sam główny inspektor pracy się z tego śmieje, ale mówi, że takie są realia, a zmian na horyzoncie nie widać - ocenił. 

Redakcja poleca

- Wierzymy, że nasze działania spowodują, że ten pracodawca, ta spółka zacznie przestrzegać prawa, że pan Biernacki nie będzie stał ponad prawem, bo teraz nie pojawia się na spotkaniach, nie przyjmuje od nas zaproszeń. Czuje się, jakby był ponad prawem - mówił. Podkreślał też, że pikieta w Krotoszynie to dopiero początek, a w planach są kolejne akcje protestacyjne - włącznie ze strajkiem generalnym. 

Pracownicy „tracą zdrowie"

Podkreśla też, że pracownicy Dino są przeciążeni swoimi obowiązkami. - Oni pracują za trzech, tracą swoje zdrowie. Do nas piszą pracownicy, którzy mają zrujnowane kręgosłupy i za swoją ciężką pracę otrzymują pensję, która ledwo przekracza najniższą krajową - powiedział. 

Organizatorzy manifestacji oczekują przede wszystkim podwyżek dla pracowników. - Oczekujemy podwyżek o 900 zł. Wcześniej przeprowadziliśmy strajk ostrzegawczy i Dino delikatnie pękło, bo z dnia na dzień zaproponowano podwyżkę o 300 zł. To jest jednak niewystarczające. Domagamy się też zwiększenia zatrudnienia, bo braki kadrowe są ogromne - poinformował. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET