Problemy ze sprzętem polskich strażaków. Złamana drabina i walka o grube miliony. "Patowa sytuacja"
Strażackie samochody z 42-metrowymi drabinami od dwóch i pół roku stoją nieużywane w garażach. Po kilku wypadkach komendant główny zdecydował się wycofać je z użytku w obawie o bezpieczeństwo strażaków. Producent nie zgadza się z zarzutami. Spór o strażacki sprzęt wart ponad 50 mln zł utknął w martwym punkcie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co dzieje się z 16 samochodami z 42-metrowymi drabinami kupionymi blisko pięć lat temu przez straż pożarną od firmy Rosenbauer?
- Dlaczego sprzęt o wartości około 50 mln zł od dwóch i pół roku stoi nieużywany w garażach?
- Na jakim etapie jest spór między strażą pożarną a firmą Rosenbauer i jakie są oczekiwania straży pożarnej w sprawie sprzętu?
Strażak z Lublina: - Dla mnie to jest sytuacja nie do pojęcia. Wydaliśmy ogromne pieniądze na ten sprzęt. Publiczne i unijne. Mieliśmy dostać świetny sprzęt, który ratuje życie. Tymczasem proszę zobaczyć. Ten nowoczesny wóz z ogromną, 42-metrową drabiną już od dwóch i pół roku stoi nieużywany w garażu. I nic nie wskazuje na to, że sytuacja się zmieni.
Kolejny strażak: - Mieliśmy duże oczekiwania: będzie profesjonalnie, nowocześnie, europejsko. Byliśmy pozytywnie nastawieni. Zwłaszcza że opinie o firmie w straży były dobre. Produkuje świetne ubrania ochronne, hełmy. Drabin nie mieliśmy. I w zasadzie nie mamy, bo używać ich nie możemy.
Wkrótce minie dwa i pół roku odkąd 16 wozów z 42-metrowymi drabinami zakupionymi przez Państwową Straż Pożarną od firmy Rosenbauer zostało wycofanych z użycia. Wszystkie kurzą się w garażach jednostek PSP na terenie całego kraju. Władze straży walczą z producentem. A strażacy ani myślą o używaniu sprzętu, dopóki nie będą mieli stuprocentowej pewności, że jest bezpieczny. Gra idzie o dziesiątki milionów złotych. Konkretnie 50 mln.
42-metrowy problem
Przetarg na dostawę 20 pojazdów z drabinami jesienią 2019 roku ogłosiła Komenda Wojewódzka PSP w Toruniu. Wygrała go austriacka firma Rosenbauer. Zaoferowała 13 pojazdów z 42-metrowymi drabinami (L42A-XS) oraz siedem mniejszych (32-metrowych) za kwotę 48,6 mln zł. Było to pierwsze tak duże zamówienie u tego producenta. Nowe pojazdy miały trafić do 19 komend powiatowych i miejskich w całej Polsce.
Jednak z 42-metrowymi drabinami od początku był problem. Umowę na dostawę pojazdów podpisano w marcu 2020 roku. Zgodnie z nią siedem miesięcy później miały być w Polsce. Jak ustaliliśmy, na parkingu w podwarszawskich Palmirach, gdzie Rosenbauer ma siedzibę, pojawiły się z poślizgiem. Nie pojechały jednak do komend, które miały zasilić, bo, jak się okazało, nie przeszły pozytywnie badań w Centrum Naukowo-Badawczym Ochrony Przeciwpożarowej (CNBOP). To państwowy instytut, który sprawdza i wydaje świadectwa dopuszczenia sprzętowi strażackiemu. Eksperci uznali, że drabiny Rosenbauera nie spełniają norm. Szczegółów ani firma, ani CNBOP nie ujawniły.
W związku z tym Rosebnauer trzykrotnie prosił o przedłużenie terminu dostawy. Straż pożarna się na to zgodziła. Z naszych ustaleń wynika, że na początku opóźnienia tłumaczono pandemią COVID-19, później problemami z certyfikacją. Ostatecznie Rosenbauer uzyskał niezbędne świadectwa z CNBOP dla swoich drabin. Pojazdy przekazano do komend PSP w marcu 2021 roku.
Kolejne trzy 42-metrowe drabiny straż pożarna dokupiła pod koniec 2022 roku. Zapłaciła za nie ok. 10 mln zł. W sumie do komend trafiło 16 pojazdów. Otrzymały je komendy w Chełmie, Inowrocławiu, Kędzierzynie-Koźlu, Krakowie, Lublinie, Lubinie, Łomży, Myszkowie, Ostrołęce, Ostródzie, Pile, Piotrkowie Trybunalskim, Rzeszowie, Suwałkach, Świnoujściu i Zielonej Górze.
Seria wypadków z drabinami Rosenbauera
Po tym nastąpiła seria wypadków. Do pierwszego doszło w październiku 2021 roku w jednostce w Lublinie. Podczas ćwiczeń drabinę rozłożono do maksymalnej wysokości. W koszu było dwóch strażaków. Nagle najwyższe przęsła niebezpiecznie wygięły się w lewą stronę. Strażakom udało się ewakuować z kosza i zejść. - Wyglądało to naprawdę niebezpiecznie. Jesteś na wysokości ponad 40 metrów i nie masz praktycznie żadnych zabezpieczeń. Jedna chwila i cię nie ma - opowiada RadioZET.pl lubelski strażak, pokazując zdjęcia z akcji.
Wygiętej drabiny nie można było złożyć. Zrobił to dopiero wezwany na miejsce serwis. Pojazd zabrano na naprawę do fabryki Rosenbauera w Karlsruhe. Dotarliśmy do listu z sierpnia 2022 roku, w którym firma odnosi się do zarzutów strażaków. Czytamy w nim, że "Nigdy nie było i nie ma zagrożenia dla bezpieczeństwa w przypadku żadnego z naszych urządzeń dostarczanych do Polski." Ostatecznie Urząd Dozoru Technicznego wydał certyfikat, że drabina jest sprawna. Przez kilka miesięcy była nawet w użyciu.
Później były bardziej spektakularne wypadki, o których rozpisywały się lokalne i ogólnopolskie media. W październiku 2022 roku w porcie Hamad w Katarze tamtejsi strażacy prowadzili ćwiczenia przed zbliżającymi się Mistrzostwami Świata w Piłce Nożnej. W koszu na maksymalnej wysokości było trzech około 30-letnich strażaków. Drabina produkcji Rosenbauera złamała się i przewróciła na pobliski budynek. Wszyscy mężczyźni zginęli.
Ostatni z poważnych wypadków wydarzył się 30 stycznia 2023 roku w Inowrocławiu. Podczas ćwiczeń drabinę Rosenbauera rozłożono do wysokości blisko 40 metrów. Ta w pewnym momencie się złamała. Do uszkodzenia doszło na łączeniu drugiego i trzeciego przęsła. Na szczęście nikomu nic się nie stało, bo przed ćwiczeniami dowódca zdecydował, że zamiast strażaków do kosza włożone zostaną ważące 400 kg worki z sorbentem. To o 100 kg mniej niż wynosi maksymalny udźwig.
Jeszcze tego samego dnia centrala Rosenbauera w Karlsruhe w Niemczech wydała ogólnoświatowe oświadczenie, w którym zaleciła, by wspomnianych drabin używać tylko do wysokości 32 metrów. Ale ówczesny komendant główny PSP gen. Andrzej Bartkowiak, także 30 stycznia 2023, zdecydował o całkowitym wyłączeniu z użytkowania wszystkich 42-metrowych drabin Rosenbauer L42A-XS do wyjaśnienia sprawy. Tak zaczęła się walka strażaków z austriacką firmą. Walka o bezpieczeństwo i miliony złotych.
Straż i Rosenbauer przerzucają się ekspertyzami. "Jest pat"
- Zaraz minie dwa i pół roku od wydania decyzji przez poprzedniego komendanta głównego, a my nadal nic nie wiemy. W firmie jest na ten temat cisza, panuje zmowa milczenia. Samochody, z których każdy jest warty ponad trzy miliony złotych, stoją w garażu i się kurzą. Do dziś nie można ich używać. Zresztą nikt się do tego nie pali, patrząc na to, co się działo. Ale skoro poszły na to publiczne pieniądze, to ktoś powinien albo naprawić sprzęt, albo go zabrać i oddać pieniądze - denerwuje się osoba z kierownictwa jednej z komend PSP w rozmowie z RadioZET.pl.
Od lutego 2023 trwa przerzucanie się pismami i opiniami. Z dokumentów, do których dotarliśmy, wynika, że Rosenbauer po analizie "czarnej skrzynki" sprzętu z Inowrocławia uznał, iż drabina działała poprawnie i oznajmił, że sprzęt może być bezpiecznie użytkowany. Komendanta głównego te zapewnienia nie przekonały.
Dodatkowo CNBOP w marcu 2023 cofnęło świadectwa dopuszczenia dla 42-metrowych drabin. Zleciło też przeprowadzenie szczegółowej analizy firmie Komes z Wrocławia zajmującej się badaniami wytrzymałości różnego rodzaju konstrukcji. Ta uznała, że drabiny wykonano niezgodnie z deklaracją producenta.
Rosenbauer wykonał swoje testy przeciążeniowe, na podstawie których stwierdził, że wszystko jest w porządku, wbrew ustaleniom zawartym w raporcie firmy Komes. Zlecił też kolejną analizę ekspertom z firmy A&O Expert, która podważyła opracowanie Komesu. Chcieliśmy poznać szczegóły tego raportu, ale firma Rosenbauer nam go nie udostępniła.
Jak się dowiedzieliśmy, w komendzie głównej doszło też do kilku spotkań z przedstawicielai Rosenbauera, ale nie przyniosły one przełomu w sprawie.
Straż pożarna: drabiny nie są bezpieczne
W tym czasie zmieniali się komendanci główni PSP. Każdy jednak stał na stanowisku, że tłumaczenia Rosenbauera są niewystarczające. Na początku ubiegłego roku komendy, w których są 42-metrowe drabiny, zwróciły się do producenta o naprawę z tytułu rękojmi. W marcu 2024 roku Rosenbauer uznał te roszczenia za bezzasadne.
- Konkluzje zawarte w raporcie, jaki otrzymaliśmy od niezależnej firmy, były jasne. Drabiny nie są bezpieczne. Aby takie były, trzeba wymienić dwa lub trzy górne przęsła. Tego oczekiwaliśmy od Rosenbauera, ale oni próbowali to podważyć. Cały czas stoję na stanowisku, że firma powinna albo naprawić drabiny albo oddać pieniądze. Ale decyzje należą już do nowego kierownictwa - mówi RadioZET.pl gen. bryg. Andrzej Bartkowiak, były komendant główny PSP, odwołany ze stanowiska na początku 2024 roku.
- Sytuacja jest patowa. Nikt nie podejmie decyzji, żeby sprzęt wrócił do służby, bo ryzyko jest zbyt duże. Trudno oczekiwać, że Rosenbauer odda nam pieniądze bez walki. Podczas spotkań w komendzie głównej mówimy swoje, oni swoje. Trudno w jakikolwiek sposób zbliżyć stanowiska - dodaje osoba z komendy głównej PSP znająca kulisy sporu. Zaznacza, że nie jest tak, że bez tych 16 drabin system się zawali. - W całym kraju mamy około 700 drabin, więc poprzesuwaliśmy je między komendami. Tu jednak chodzi o dwie kluczowe sprawy: po pierwsze publiczne pieniądze, po drugie bezpieczeństwo strażaków. Dlatego łatwo nie odpuścimy – zapowiada.
Spór o drabiny. Strony nabrały wody w usta
Były komendant główny PSP przyznał, że za jego kadencji rozważano nawet zerwanie umowy z Rosenbauerem i wystąpienie do sądu o zwrot pieniędzy wydanych na drabiny ze względu na to, że dostarczony sprzęt miał nie odpowiadać parametrom określonym w przetargu. Jednak do tego nie doszło.
Jak ustaliliśmy, w ubiegłym roku konflikt przeniósł się do Prokuratorii Generalnej. To instytucja zajmująca się mediacjami i polubownym rozwiązywaniem sporów, których stroną są m.in. państwowe jednostki. Od tego czasu wszystkie strony nabrały wody w usta.
RadioZET.pl wysłało szereg pytań do komendy głównej PSP, wojewódzkiej komendy w kujawsko-pomorskim, która organizowała pierwszy przetarg na zakup 42-metrowych drabin, CBNOP, firmy Rosenbauer i Prokuratorii Generalnej. Chcieliśmy wiedzieć, na jakim etapie jest spór, co było przyczyną wypadków z udziałem drabin oraz jak strony widzą rozwiązanie sporu.
Odpowiedzi są niemal identyczne. "Obecnie sprawa prowadzona jest z udziałem Prokuratorii Generalnej RP i żadne informacje w tej kwestii nie mogą być udzielone w związku z art. 38 ust. 1 ustawy z dnia 15 grudnia 2016 r. o Prokuratorii Generalnej Rzeczypospolitej Polskiej" - taką odpowiedź RadioZET.pl otrzymało od st. bryg. Karola Kierzkowskiego, rzecznika prasowego komendanta głównego PSP oraz st. bryg. Małgorzaty Jarockiej-Krzemkowskiej, rzeczniczki kujawsko-pomorskiego komendanta wojewódzkiego PSP.
Wspomniany artykuł ustawy dotyczy tajemnicy postępowania prowadzonego przed Prokuratorią Generalną. Także jej przedstawiciel nie zdradza, na jakim etapie jest postępowanie. - Mogę jedynie wskazać, że Państwowa Straż Pożarna oraz spółki grupy Rosenbauer prowadzą postępowanie mediacyjne w Sądzie Polubownym przy Prokuratorii Generalnej RP. Ponieważ mediacja objęta jest ustawową tajemnicą, na obecnym etapie nie możemy przekazać bardziej szczegółowych informacji dotyczących kwestii objętych pytaniami - informuje Wojciech Murawski, dyrektor Departament Prawa Deliktowego w Prokuratorii Generalnej. Nie wiadomo też, na jakim etapie jest postępowanie mediacyjne i kiedy może się skończyć.
Takie samo stanowisko zajęło też Centrum Naukowo-Badawcze Ochrony Przeciwpożarowej, które zapytaliśmy o badania, testy i ekspertyzy prowadzone przez instytut. St. bryg. dr inż. Paweł Janik, dyrektor CNBOP-PIB, odpisał, że ze względu na prowadzone postępowanie nie może udzielić odpowiedzi na te pytania.
Rosenbauer traci kontrakty. Strażacy chcą mieć sprawny sprzęt
Pytania dotyczące awarii 42-metrowych drabin oraz bezpieczeństwa ich użytkowania zadaliśmy również firmie Rosenbauer Polska. Członkini zarządu Anna Malec także poinformowała RadioZET.pl, że na obecnym etapie, ze względu na trwające postępowanie, firma nie może odpowiedzieć na nasze pytania.
Po wypadkach i wycofaniu sprzętu Rosenbauer zaczął tracić kolejne zlecenia od straży pożarnej. Najpierw, w 2023 roku, komenda wojewódzka w Olsztynie wykluczyła z przetargu ofertę firmy na zakup 40-metrowej drabiny, mimo że była najniższa. Opiewała na 3,6 mln zł. Wybrano droższy sprzęt oferowany przez Fire-Max, przedstawiciela firmy Magirus w Polsce. W uzasadnieniu powołano się na sprawę wypadku z Inowrocławia. Odwołanie Rosenbauera nic nie dało.
Jesienią 2023 roku komenda w Toruniu zerwała wartą 3,5 mln zł umowę za zakup 42-metrowej drabiny dla komendy w Grudziądzu. Takiej samej jak te wycofane z użytku. Jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, powodem miał być brak świadectwa dopuszczenia z CNBOP. Rosenbauer proponował wydłużenie terminu odbioru sprzętu, ale strażacy nie chcieli o tym słyszeć.
W styczniu 2024 na podobny krok zdecydowała się komenda wojewódzka we Wrocławiu, do której Rosenbauer miał dostarczyć samochód z 30-metrową drabiną za 4,9 mln zł. Z naszych nieoficjalnych ustaleń wynika, że on także nie miał odpowiednich dokumentów z CBNOP. Stąd odstąpienie od umowy. Oficjalnie nikt tego nie potwierdza, bo strażacy ze wszystkich komend dostali zakaz wypowiadania się o jakimkolwiek sprzęcie Rosenbauera, w związku z toczącym się postępowaniem. Rzecznicy wojewódzcy we wszystkich sprawach odsyłają do komendy głównej.
Jednak w komendzie głównej także nie chcą komentować poszczególnych decyzji. Rzecznik Kierzkowski dopytywany o oczekiwania wobec Rosebanuera odpowiada krótko: - Z naszej strony sprawa od samego początku jest jasna. Chcemy mieć sprawny sprzęt w jednostkach. Taki, co do którego nie będzie żadnych obaw o użytkowanie. Strażacy ratując czyjeś życie, nie mogą podczas akcji drżeć o własne.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET