`

Przestępcy i recydywiści na polskich drogach. Jak z nimi walczyć? “Ludzie mają dosyć”

6 min. czytania
23.10.2024 13:01
Obserwuj nas na Google

- Przez 15 lat mógłbym jeździć pijany i nikt nawet nie skontrolowałby mnie. Czego zatem ma się obawiać statystyczny kierowca, który siada za kierownicą po alkoholu? - oburza się Arkadiusz Kuzio z Akademii Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w Szczecinie. Zaostrzanie przepisów ma sens, ale tylko pod warunkiem, że będą one egzekwowane. Policja musi kontrolować kierowców, a sądy skutecznie karać przestępców drogowych.

W ciągu ostatnich miesięcy w Polsce doszło do kilku wstrząsających wypadków drogowych. Najgłośniejszy miał miejsce w Warszawie ponad miesiąc temu.  Pijany Łukasz Ż. pędząc volkswagenem arteonem Trasą Łazienkowską uderzył z ogromną siłą w tył forda. Samochodem podróżowała rodzina z dziećmi. Na miejscu zginął 37-letni ojciec. Matka i dzieci trafili do szpitala. Domniemany sprawca wypadku uciekł do Niemiec. Tam został zatrzymany. Na koncie miał pięć orzeczonych zakazów prowadzenia pojazdów mechanicznych.

Redakcja poleca

Ponad rok temu doszło do innego szokującego wypadku. Na autostradzie A1 w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego w tragicznym wypadku zginęła trzyosobowa rodzina. Ich samochód stanął w płomieniach po tym, jak uderzyło w niego bmw Sebastiana M. Śledczy ustalili, że mężczyzna jechał z prędkością 253 kilometrów na godzinę. Zbiegł do Dubaju. Polski wymiar sprawiedliwości wciąż nie jest w stanie sprowadzić go do kraju.

Zero tolerancji dla kierowców pod wpływem alkoholu

Zdaniem Arkadiusza Kuzio z Akademii Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego za obniżenie poziomu bezpieczeństwa na polskich drogach odpowiadają głównie dwa czynniki - alkohol i prędkość. W 2023 roku kierowcy pod wpływem alkoholu byli sprawcami 1 600 wypadków drogowych (co stanowi 7,6% wszystkich wypadków), w wyniku których zginęło 251 osób (13,3% ofiar śmiertelnych) i odniosło obrażenia 1 741 osób (7,2% rannych).

- Wiemy, że od 15-20 lat statystyki utrzymują się na tym stałym poziomie. To oznacza, że musimy zacząć wszystko robić od zera, a więc wprowadzić zerową normę alkoholu dla kierowców, tak jak jest to w innych państwach Europy.  

Zredukowanie normy alkoholowej miałoby powstrzymać osoby siadające za kierownicą następnego dnia po imprezie. Tacy kierowcy często błędnie zakładają, że o poranku są już trzeźwi. - Gdyby miał świadomość, że limit dopuszczalnego alkoholu we krwi jest zerowy, a nie 0,2 promila, to wątpię, czy podejmowałby ryzyko utraty prawa jazdy - uważa Kuzio.

Recydywiści zmorą na polskich drogach. Zwalczanie? “Tylko nieuchronność kary więzienia”

W ten sposób nie da się zwalczyć alkoholików, którzy notorycznie siadają za kierownicę mimo utraconych uprawnień. Ich jazda z zatrzymanym prawem jazdy to konsekwencja braku działań organów procesowych. Arkadiusz Kuzio ma prosty sposób na walkę z takimi kierowcami.  Może ich powstrzymać jedynie nieuchronność kary więzienia.

- Jeżeli ktoś ma zatrzymane prawo jazdy prawomocnym wyrokiem sądu i po raz kolejny został złapany za kierownicą, to sąd od razu powinien zastosować karę, którą zasądził w zawieszeniu. Taki kierowca jest przestępcą i recydywistą. 

Według mecenasa Arkadiusza Szymańskiego z kancelarii Zemła Szymański Adwokaci system prawa karnego w tym zakresie jest niemalże kompletny. W zależności od rodzaju popełnionego czynu oraz jego skutków sprawcom grozi realne zagrożenie – w tym wieloletnie pozbawienie wolności. Zakaz prowadzenia pojazdów w przypadku sprawców kierujących pod wpływem alkoholu orzekany jest obligatoryjnie.

Redakcja poleca

- Można zastanowić się nad wprowadzeniem czasowego zakazu wobec recydywistów popełniających wielość wykroczeń w ruchu lądowym, jednakże to rozwiązanie niekoniecznie musi służyć zapobieganiu wypadkom - mówi adwokat.

Złamanie zakazu prowadzenia pojazdów jest przestępstwem, zagrożonym karą od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Mimo to wiele wypadków powodowanych jest przez sprawców, wobec których orzeczono zakaz. 

- W mojej ocenie to właśnie w tym zakresie ustawodawca powinien szukać dodatkowej dolegliwości. W przypadku popełnienia tego przestępstwa powinno stosować się np. obligatoryjny przepadek samochodu lub równowartości mienia - twierdzi Szymański.

Prędkość zabija. “Najniebezpieczniejsze są drogi krajowe i wojewódzkie”

W marcu 2024 roku do polskiego porządku prawnego wprowadzono surowsze przepisy dotyczące m.in. konfiskaty samochodu kierowcom prowadzącym po alkoholu. Warszawski ruch miejski Miasto Jest Nasze zaproponował, żeby zabierać pojazdy również tym, którzy łamią sądowe zakazy. Kuzio wątpi w powodzenie tego pomysłu.

- Dziś ten system konfiskaty aut w ogóle nie działa. Zatrzymywane są dokumenty, a samochody są przekazywane najbliższej rodzinie. Dzieje się tak dlatego, że nie ma parkingów i nie ma kto ponosić kosztów parkowania tych pojazdów na czas postępowania.

Zbyt szybka jazda jest jednym z głównych czynników powodujących wypadki drogowe w Polsce. Obecne przepisy mówią, że kierowca, który przekroczy dopuszczalną prędkość w terenie zabudowanym o przynajmniej 51 km/h musi liczyć się z utratą prawa jazdy. Kuzio już podczas prac nad wprowadzeniem tego przepisu apelował o pójście jeszcze dalej w zaostrzaniu limitów prędkości.

- Mój pomysł był nieco szerszy. W sytuacji, gdy poziom bezpieczeństwa nie poprawiałby się, to w kolejnym roku utrata prawa jazdy na trzy miesiące obowiązywałaby po przekroczeniu dozwolonej prędkości w terenie zabudowanym o 41 km/h. Jeżeli i to nie pomogłoby, to z każdym rokiem limit zmniejszany byłby o 10 km/h. I tak do skutku - tłumaczy ekspert.

Kuzio chciał, żeby kierowcy tracili prawo jazdy za przekroczenie dozwolonej prędkości o min. 51 km/h również w terenie niezabudowanym. To miałoby poprawić bezpieczeństwo na drogach. - Jeżeli dzisiaj przyjrzymy się statystykom to bardzo dużo wypadków drogowych mamy na drogach krajowych i wojewódzkich. Te są dzisiaj bardzo niebezpieczne. 

Niemieckie przepisy wzorem do naśladowania?

Kolejny poważnym problemem na polskich drogach jest przejeżdżanie na czerwonym świetle. Kierowcy, zamiast zachować szczególną ostrożność przy dojeżdżaniu do skrzyżowania, przyśpieszają, aby przejechać na żółtym świetle, czy tuż po tym, jak zaświeci się czerwone. 

- Gdy dochodzi do kontaktu z drugim pojazdem, to mamy do czynienia często ze śmiertelnym zdarzeniem drogowym. W Niemczech za wjazd na skrzyżowanie na czerwonym świetle tracimy prawo jazdy na miesiąc - mówi szef Akademii Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego w Szczecinie.

Jak twierdzi nasz rozmówca, kierowcy najbardziej boją się utraty uprawnień, a nie punktów karnych czy mandatów. To dobry moment dla polityków, aby zaostrzyli przepisy na wzór tych obowiązujących w Niemczech.

- Społeczeństwo ma tego wszystkiego dosyć i nikogo z polityków nie będzie oskarżało o działania ponad wymiar. Zgodzą się na zaostrzenie, bo to wpłynie na poprawę bezpieczeństwa. Warto to wykorzystać - mówi Kuzio.

“Zabójstwo drogowe” powstrzyma piratów? “Nie zmieni nic w nastawieniu ludzi”

Po śmiertelnym wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie Ministerstwo Sprawiedliwości rozważa wprowadzenie do kodeksu przestępstwa “zabójstwa drogowego”. Dla Arkadiusza Kuzio to kwestia czysto prawna, bez odzwierciedlenia w rzeczywistości. - Co to zmieni w nastawieniu ludzi? Myślę, że kompletnie nic - odpowiada przekonująco.

Mecenas Arkadiusz Szymański również zastanawia się nad sensem wprowadzenia nowej kwalifikacji przestępstwa. Według mecenasa już dziś niektóre zdarzenia drogowe są kwalifikowane jako zabójstwo z zamiarem ewentualnym.

- Są przecież prawomocne wyroki za zabójstwo, które zostało dokonane np. w trakcie ucieczki przed policyjnym pościgiem. Sądy wprost w swych uzasadnieniach zaczynają taką możliwość rozważać, np. w sytuacji wyścigów drogowych - mówi adwokat.

Jego zdaniem jedyną zaletą wprowadzenia nowego typu przestępstwa jest chwilowe nagłośnienie problemu. To nie jest jednak cel polityki karnej w zakresie uchwalanych przepisów. Szymański podkreśla, że to, co powinno się zrobić w pierwszej kolejności to uzmysłowić kierowcom, jakie są konsekwencje ich nieodpowiedzialnego zachowania za kierownicą.

- Jeśli ktoś pędzi przez miasto samochodem z prędkością 200 km/h, to musi wiedzieć, że jest to pocisk, nad którym nie może zapanować i ewentualnie kogoś zabić. Możemy to porównać do strzelania z broni do celu na zatłoczonym chodniku, jeden zły ruch i ktoś traci życie.

Według eksperta od bezpieczeństwa ruchu drogowego zmiany w przepisach są skuteczne, gdy przeprowadzane są regularnie i zaostrzane za recydywę. System prawny musi być tak przygotowany, aby kierowcy byli świadomi restrykcji.

 - Z badań wynika, że zmiany w przepisach są zapamiętywane przez kierowców do 8 miesięcy. Jeżeli w tym czasie nie ponieśli konsekwencji, czyli nie zostali zatrzymani za przekroczenie prędkości lub nie utracili prawa jazdy, to zapominają o nowych restrykcjach i wracają do swoich starych nawyków - mówi Arkadiusz Kuzio.

Dodatkowym problemem jest brak wystarczających działań ze strony policji drogowej. Na nic zdadzą się restrykcyjne przepisy, jeżeli nie będzie miał kto ich egzekwować.

- Jak możemy mówić o podnoszeniu bezpieczeństwa, skoro zarówno pan, jak i ja przez wiele lat nie byliśmy kontrolowani przez policję. Przez 15 lat mógłbym jeździć pijany i nikt nawet tego nie skontrolowałby. Czego zatem ma się obawiać statystyczny kierowca, który siada za kierownicą po alkoholu? - pyta retorycznie ekspert.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET