Rosja rekrutuje sabotażystów spośród graczy online. “Między nimi zawiązuje się nić braterstwa”
- Ekonomia niektórych gier pozwala na zakup złota czy artefaktów. Okazuje się, że to może być również zapłata za działania sabotażowe w rzeczywistości. Dzięki temu służby nie muszą płacić gotówką ani kryptowalutą - mówi w rozmowie z RadioZET.pl były szef polskich jednostek Interpolu i Europolu, a dziś wicedyrektor Centrum Badań nad Bezpieczeństwem Transgranicznym Akademii WSB prof. Tomasz Safjański.
Według raportu The International Institute for Strategic Studies liczba rosyjskich akcji sabotażowych w Europie wzrosła niemal czterokrotnie w latach 2023-2024. Sytuacja wojenna w Ukrainie wpłynęła na zmianę działania służb specjalnych Federacji Rosyjskiej. Wykorzystują one w działaniach sabotażowych przypadkowe osoby i kryminalistów bezpośrednio niepowiązanych z Rosją.
- Zastąpili oni profesjonalnych i szkolonych przez wiele lat agentów służb specjalnych - mówi profesor Tomasz Safjański, były funkcjonariusz służb policyjnych.
Safjański wraz z innymi pracownikami Akademii WSB od dwóch lat prowadzi projekt naukowy dotyczący dywersji i sabotażu. Rozmawiamy z nim m.in. o tym, jak dziś werbują Rosjanie i jak zmieniła się strategia wywiadowcza Federacji Rosyjskiej.
Mateusz Kapera: W ostatnich latach nasiliły się ataki sabotażowe inspirowane przez Federację Rosyjską. Z ustaleń służb wynika, że wykonawcami tych działań często są osoby, które nie miały powiązań z rosyjską agenturą. Rosjanie zmienili strategię działania?
Prof. Tomasz Safjański: - Mamy do czynienia z zupełnie nowym zjawiskiem, które do tej pory w świecie rywalizacji służb specjalnych nie występowało. Federacja Rosyjska dokonała prywatyzacji i kryminalizacji działań sabotażowych i dywersyjnych. To znaczy, że w tych działaniach wykorzystuje przypadkowych cywili, tzw. agentów proxy, oraz kryminalistów. Zastąpili oni profesjonalnych i szkolonych przez wiele lat agentów służb specjalnych. To, co się dzieje, możemy porównać do powstania startupu, ale w sferze służb specjalnych. Charakteryzuje się on, po pierwsze, innowacyjnością, czyli wykorzystywaniem nieetatowych funkcjonariuszy służb specjalnych, po drugie, kryminalizacją, czyli wykorzystywaniem przestępców oraz skalowalnością, dzięki której łatwo można atakować nowe cele, nie ponosząc zwiększonych kosztów.
Oczywiście za tym idzie pewne ryzyko operacyjne. Bazując na nieprofesjonalnym sabotażyście, służby nie wiedzą, czy on się w pewnym momencie nie wycofa, albo czy nie spartoli ataku sabotażowego. Taka osoba może nie tylko rozmyślić się, ale nawet zgłosić się do służb, informując, że weszła w relację z obcym wywiadem.
Jak taka osoba mogłaby to zrobić? Pójść do biura Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i opowiedzieć o współpracy?
- Są różne możliwości. Na przykład w zeszłym roku ABW uruchomiła na kanale Telegram specjalnego chatbota, przez którego można poinformować służby, że ktoś próbował nas zwerbować albo już to zrobił.
Dlaczego Rosjanie zrezygnowali ze swoich szkolonych agentów?
- Nie zrezygnowali sami z siebie. Był okres, że z Europy wydalono ponad 800 osób, które podejrzewano o pracę agenturalną na rzecz Federacji Rosyjskiej. Chodzi o kadrowych oficerów rosyjskich służb specjalnych. Rosjanie skorzystali z tzw. doktryny środków aktywnych. To jest stara doktryna, która jest cały czas stosowana przed Federacją Rosyjską. Polega na wykorzystywaniu różnych rozproszonych środków, które są dostępne już na miejscu działań: od “pożytecznych idiotów” po przestępców, a także przypadkowo pozyskane osoby. To się sprawdza, bo jest jak rozsypanie worka piasku w salonie - możemy wszystko posprzątać, ale jakieś drobiny zawsze zostaną. Te drobiny to właśnie przypadkowi sprawcy lub kryminaliści. Są jak zapałki. Kiedy jedna przestaje się palić, zapala się drugą. I tak właśnie Rosja podpala Europę. Europol nazywa to taktyką dzięcioła. Mały ptak zadaje kilkaset tysięcy drobnych uderzeń w pień drzewa. Może je na tyle osłabić, że ono pęknie.
Rozumiem, że tym drzewem jest Europa.
- Rosji chodzi właśnie o takie mikrouderzenia sabotażowe, czyli podpalenie magazynu, rozkręcenie torów, przecięcie kabli. Liczba i nieprzewidywalność tych działań mają osłabić i zachwiać zachodnimi państwami.
W co najczęściej Rosjanie uderzają?
- We wszystkie przestrzenie: od powietrza przez ląd, po morze i głębiny morskie, a także cyberprzestrzeń.
Jakie kraje są najbardziej narażone?
- Przeprowadziłem badania dotyczące podpaleń z inspiracji Federacji Rosyjskiej. W Polsce dobrym przykładem jest Marywilska 44, gdzie na zlecenie wrogich nam służb podpalono olbrzymie magazyny. Takich podpaleń w Unii Europejskiej zidentyfikowałem 48 w latach 2022-2025. Z czego najwięcej było w Polsce i Wielkiej Brytanii, po 12 podpaleń. W Wielkiej Brytanii został podpalony samochód i mieszkanie premiera Keira Starmera. To pokazuje, że podpalane są nie tylko magazyny, ale także prywatne nieruchomości polityków.
Agenci proxy dokonali tych podpaleń?
- Tak. W tych wszystkich przypadkach byli to obywatele Ukrainy, bo oni są najbardziej narażeni na manipulacje rosyjskich służb. Z punktu widzenia Federacji Rosyjskiej są dobrym celem także z powodu ich motywacji. Robią to głównie z przyczyn materialnych. Dodatkowo Rosjanie nie przejmują się tym, że sabotażyści mogą wpaść. Jeżeli zostaną ustaleni, to Rosja nie traci, tylko mimo wszystko zyskuje, bo pogłębiają się podziały między Polakami, Brytyjczykami a Ukraińcami.
Europa jest podatna na ataki sabotażowe?
- Nie ma strategii skutecznej obrony przeciwko tym działaniom. Służby specjalne nie są w stanie rozpoznać i zapobiec wszystkim atakom. To jest właśnie efekt nowej strategii rosyjskich służb. Kiedyś służby mogły skupić się na konkretnych, wytypowanych osobach. Teraz każdy może współpracować z rosyjskimi wywiadem.
Formy rekrutacji też uległy ewolucji?
- Tak. Chciałbym zwrócić uwagę na młodzież. W tej chwili popularnym kanałem werbunku stały się gry online, np. Counter-Strike (gracze wcielają się w antyterrorystów i terrorystów) lub World of Tanks (symulacja bitew pancernych). Po pierwsze, skupiają wielu graczy z Rosji. Po drugie, zapewniają możliwość poufnych rozmów między użytkownikami. Służby nie są w stanie kontrolować wszystkich czatów. Po trzecie, ekonomia tych gier pozwala na zakup złota czy tzw. skinów (nakładek graficznych), czy innych artefaktów (np. noży). Okazuje się, może to być zapłata za pewne działania sabotażowe w rzeczywistości. Zaczyna się od prostych rzeczy: sfotografuj coś lub przenieś. Za to młody gracz dostaje np. skina w Counter Strike'u, który ma określoną wartość w grze. Dzięki temu służby nie muszą płacić mu gotówką ani kryptowalutą. Wystarczy wymiana tego typu wirtualnych elementów, żeby młodego człowieka złapać w sieci służb. Dzisiaj, żeby zostać agentem obcego wywiadu, wystarczy smartfon i gra online.
Złapani w sieć służb gracze są tego świadomi?
- Nie zawsze mają świadomość, co tak naprawdę robią, ale o to właśnie chodzi służbom. Żeby te działania fragmentaryzować: zrób zdjęcie, kup coś, przenieś, czy przechowaj. To się może nieraz układać w bardzo niebezpieczny, z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa, scenariusz, który może skutkować materializacją ataków sabotażowych.
Wydaje się to bardzo niebezpieczną formą werbunku, bo chodzi o młodych, podatnych na manipulację ludzi.
- Są pewne społeczności graczy, które spędzają ze sobą bardzo dużo czasu. Zawiązuje się między nimi nić braterstwa. Na przykład w World of Tanks są tak zwane klany, które tworzą się wokół osoby albo idei. Walczą one na wirtualnych polach bitewnych. Wtedy tworzy się między graczami przyjaźń i braterstwo, które są później podstawą do tego, żeby zlecić komuś jakieś zadanie. Na początku może być nawet pozornie niezwiązane z sabotażem, ale im dalej w las, tym więcej drzew. Zadania okazują się coraz bardziej złożone, aż dochodzi do akcji sabotażowych.
Dla młodych ludzi niebezpieczne mogą być też takie komunikatory jak Telegram, które służą do prowadzenia rekrutacji agentów.
- Często się o nim mówi, ale zostając w temacie gier, mamy jeszcze Discorda - platformę dla społeczności graczy online. Ona również jest trudna do inwigilacji przez służby. Natomiast to nie jest tak, że jesteśmy bezbronni. Jeżeli każdy może być sabotażystą, to służby mogą bardzo łatwo zastawiać pułapki, czyli tak zwane distinct operations. Funkcjonariusze wszystkich służb w Unii Europejskiej podszywają się pod sabotażystę, albo pod zleceniodawcę sabotażu i wywieszają ogłoszenia. Dzięki temu wychwytują tych, którzy przejawiają chęci dokonania sabotażu.
Jak rozpoznać ogłoszenie, które de facto jest próbą werbunku?
- Cechą charakterystyczną jest łatwy zarobek. Przykładowo, za zrobienie zdjęcia trakcji kolejowej dostajesz 200 euro. Takich pieniędzy za tak proste zadanie nigdzie indziej nie dostaniemy. Trzeba być też czujnym, gdy jesteś pracownikiem jakiejś instytucji. Jeżeli ktoś, nawet z grona znajomych, zacznie nas wypytywać o dane osobowe, czy inne wrażliwe informacje, to powinna zapalić się nam czerwona lampka.
Ważne jest też proaktywne działanie. Na co powinniśmy zwrócić uwagę, gdy dobry znajomy zachowuje się w inny sposób?
- Często w telefonach osób współpracujących z obcymi służbami możemy podejrzeć zdjęcia krytycznej infrastruktury, np. mostów czy trakcji kolejowej. To znak, że taka osoba nieprzypadkowo zadaje nam różne osobliwe pytania.
Ze względu na wojnę w Ukrainie nasiliły się akcje sabotażowe w Polsce i innych krajach europejskich. Będzie to eskalować?
- Tak. Teraz mamy fazę wojny, ale jak ona się zakończy, wejdziemy w fazę kryzysu. Z okopów, zarówno z jednej, jak i drugiej strony wyjdą setki tysięcy żołnierzy. Będą cierpieć na różne traumy, ale będą także mieć wiedzę i kompetencje posługiwania się bronią czy materiałami wybuchowymi. Część żołnierzy może trafić do Polski albo Niemiec. Nawet ci ukraińscy będą podatni na werbunek służb rosyjskich. Mogą być rozczarowani nową sytuacją, tym jak zostali potraktowani lub będą buzować w nich różne negatywne emocje. Nie bez znaczenia będzie też kwestia finansów i utrzymania rodzin w nowych realiach.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET