"Raz ją widziałem z dzieckiem", "wolę nic nie mówić". Sąsiedzi w szoku po śmierci 26-letniej Natalii
Policja i prokuratura badają przyczyny oraz okoliczności śmierć 26-letniej Natalii. Matka kilkuletniej dziewczynki została w niedzielę znaleziona martwa w mieszkaniu. Jej dziecka tam wówczas nie było. Radio ZET zapytało prokuraturę o szczegóły sprawy, a "Fakt" przepytał sąsiadów kobiety.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czyje ciało znaleziono w jednym z mieszkań w Tarnowie.
- Kiedy zostanie przeprowadzona sekcja zwłok zmarłej.
- Co w rozmowie z dziennikarzami mówi prokuratura, a co sąsiedzi kobiety.
Tarnów. Ciało 26-latki znalezione w mieszkaniu
Makabrycznego odkrycia dokonano w jednym z mieszkań przy ulicy Krzyskiej w Tarnowie (woj. małopolskie). W niedzielne popołudnie znaleziono tam ciało 26-latki. Sprawa jest dość tajemnicza, a policja i prokuratura nie udzielają na razie bardziej szczegółowych informacji. Wiadomo, że żadna hipoteza ws. przyczyny i okoliczności śmierci kobiety nie została wykluczona. Policjanci przeszukali już okolice budynku, na miejscu pracował też pies tropiący.
Zostało wszczęte śledztwo, ale prokuratura odmawia na razie nawet podania informacji, w jakim kierunku jest ono prowadzone. Jak przekazała w rozmowie z Radiem ZET Barbara Glazer-Podobińska z Prokuratury Rejonowej w Tarnowie, śledczy oczekują na rezultaty sekcji zwłok, która ma zostać przeprowadzona w poniedziałek. - Nie mogę też zdradzić nic na temat ewentualnej kwalifikacji czynu, ponieważ to także będzie zależało od wyników sekcji - dodała.
Sąsiedzi w szoku. "Wolę nic nie mówić"
O nowych wątkach w sprawie napisał "Fakt". 26-latka miała na imię Natalia, a w bloku przy ul. Krzyskiej mieszkała z kilkuletnią córeczką. Wiadomo jednak, że w momencie tragedii dziewczynki nie było w domu, gdyż wcześniej została odwieziona do dziadków. Przez weekend Natalia nie kontaktowała się z rodziną, więc z wizytą udał się do niej zaniepokojony brat. To właśnie on zastał w mieszkaniu zwłoki siostry i zaalarmował policję. Ponoć drzwi wejściowe nie zostały zamknięte na zamek.
Sąsiedzi są w szoku, ponieważ nic nie usłyszeli, żadnych krzyków ani wołania o pomoc. - Wolę nic nie mówić. Tu naprawdę zrobiło się strasznie - powiedziała "Faktowi" kobieta mieszkająca na tym samym piętrze. - Raz tylko widziałem ją z dzieckiem, wysiadała z taksówki. Przetrzymałem jej drzwi. Uśmiechnęła się do mnie. I teraz tylko ten uśmiech został - relacjonował dziennikowi mężczyzna, który mieszka w tym samym budynku, ale na parterze.
Źródło: Radio ZET/Przemek Taranek/Fakt.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET