`

To była najbardziej spektakularna ucieczka z PRL. 40 lat od akcji, którą żyła cała Polska

4 min. czytania
21.11.2025 20:30
Obserwuj nas na Google

Trudno dziś uwierzyć, że minęło już czterdzieści lat od wydarzenia, które śledziła cała Polska i o którym pisały zachodnie gazety. Historia braci Zielińskich – nastoletnich chłopaków z niewielkiej wsi na Podkarpaciu, którzy postanowili wyrwać się zza żelaznej kurtyny — poruszyła serca milionów ludzi i stała się idealnym scenariuszem a film. Jak dziś żyją Adam i Krzysztof Zielińscy?

ucieczka braci Zielińskich
fot. Kadr z filmu "300 mil do nieba"

40 lat od ucieczki Adama i Krzysztofa Zielińskich

Jest noc z 23 na 24 października 1985 roku. 15-letni Adam i 12-letni Krzysztof po cichu ubierają się i wychodzą z domu. Przed wyjściem zostawiają rodzicom krótki liścik: "Kochani rodzice, wiemy, że tą ucieczką sprawiamy Wam wiele kłopotów i przykrości. Nie uciekliśmy dlatego, żeby nam było źle w domu. Mieliśmy pewien powód, aby tak postąpić. Przepraszamy za to. Wrócimy po trzech dniach. Nie niepokójcie się" — napisali chłopcy i poprosili rodziców, by nie wzywali milicji, a ci na to przystali. Ostatecznie nastolatkowie zniknęli nie na trzy dni, a na wiele lat, choć tego jeszcze wtedy nie planowali. Wychodząc z domu w rodzinnym Żyrakowie, chcieli tylko dotrzeć na Zachód — osiągnąć coś, co wtedy było osiągalne tylko dla nielicznych.

Ostatecznie na sukces braci Zielińskich złożyła się nie tylko ich determinacja, ale i wiele zbiegów okoliczności. Przede wszystkim nie wiedzieli nawet, dokąd płynie prom, na którym się znalazła "ich" ciężarówka. Tuż po wjeździe TIR-a na prom mogli wpaść już podczas kontroli, kiedy to celnicy świecili latarkami i oglądali podwozie samochodu. Bracia wyznali zresztą potem, że nie są pewni, czy na pewno strażnik graniczny ich nie widział i po prostu przepuścił. Tego zresztą wieczoru, nietypowo, nie było psa, który z pewnością odkryłby pasażerów na gapę.

Plan braci nie był przemyślany i wiele mogło pójść nie tak. Chłopcy oszczędzili najpierw pieniądze, za które pojechali autobusem do Tarnowa. Stamtąd, już pociągiem, dotarli do stolicy. Na początku chcieli lecieć samolotem z Okęcia do USA, jednak kiedy zobaczyli, jak duża jest kontrola na lotnisku, zmienili plan, zakładając, że nie uda im się dostać do luku bagażowego. I to kolejne zrządzenie losu, bo takiej podróży by na pewno nie przeżyli. Nie wiedzieli, że temperatura w lukach bagażowych spada do kilkudziesięciu stopni poniżej zera... Nastolatkowie nie chcieli ryzykować, że zostaną przymusem odwiezieni do domu, więc zmienili plan: ruszyli nad morze. Potem mówili też, że chodziło o zakład z kolegami — gdyby wrócili do domu, musieliby oddawać 100 dolarów.

Krzysztof Zieliński w 2017 roku w DD TVN
Fot.

Jak trzy dni zamieniły się w lata

"Wrócimy po trzech dniach" — zapewniali rodziców w liściku, choć jeszcze nie wiedzieli, że w kraju nie pojawią się przez lata. Kiedy dotarli do Świnoujścia chcieli dostać się na prom. Wybrali ciężarówkę, której celu podróży nawet nie znali. — To mógł być każdy inny kraj lub nawet inne miasto polskie, bo równie dobrze TIR mógł sobie pojechać do Pucka — mówił po latach młodszy z braci, Krzysztof Zieliński, w rozmowie z Konradem Piaseckim.

Podróż trwała 26 godzin i odbywała się w bardzo niewygodnej pozycji. Kiedy samochód zjechał z promu i zaparkował, a kierowca oddalił się, zmarznięci, głodni i brudni nastolatkowe wreszcie mogli wyjść z ukrycia. Początkowo nie wiedzieli nawet, gdzie są, jednak kiedy zobaczyli piękne auta i oświetlone wille, upewnili się, że ucieczka się udała. Potem przez cale godziny kręcili się po okolicy, oglądając sklepowe witryny i wpatrując się w zadowolonych, uśmiechniętych mieszkańców Ystad. Dwóch umorusanych chłopców nie mogło jednak być w takich okolicznościach niezauważonych. Kiedy natknęli się na policjantów, trafili na komisariat. Gdy ściągnięto tłumacza, chłopcy poprosili o azyl polityczny, a starszy z braci, Adam, opowiadał o złych warunkach w kraju. Kiedy władze PRL zażądały wydania chłopców, Szwedzi odmówili w przekonaniu, że na uciekinierów czeka tam ciężki los. I tak na kilka miesięcy trafili do obozu dla uchodźców, który — jak potem wspominali — był jak raj na ziemi: ciepłe mieszkanie, kieszonkowe i lodówka z jedzeniem — a do tego wolność.

Co robią dziś bracia Zielińscy?

Sprawa błyskawicznie zyskała światowy rozgłos, stając się policzkiem dla komunistycznych władz i stała się osią kultowego filmu "300 mil do nieba", który wyszedł w 1989 roku. Bracia na lata zostali w Szwecji i tam zdobyli wykształcenie oraz pracę: Krzysztof studiował w Sztokholmie i został wykładowcą ekonomii, a Adam zaczął karierę w dużej firmie. Po pewnym czasie odwiedzili ojczysty kraj, jednak na powrót do Polski zdecydował się tylko młodszy z braci, ale zrobił to dopiero po 20 latach od ucieczki. O Adamie Zielińskim wiadomo dziś niewiele, ponieważ chroni on swoją prywatność. Z kolei Krzysztof Zieliński od lat związany jest z aktorką Magdaleną Smalarą, z którą mają 15-letniego już syna — Ludwiga. Mieszkają spokojnie na warszawskiej Pradze.

Źródło: Radio ZET/kultura.onet.pl/ciekawostkihistoryczne.pl/gwiazdy.viva.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET