Incydent dzień po śmierci Kamilka. Musiała interweniować policja
Nowe doniesienia ws. Kamilka z Częstochowy. "Fakt" poinformował o incydencie, do którego miało dojść dzień po śmierci chłopca. Ktoś strzelał w okna mieszkania wujostwa dziecka. Znaleziono 8 śladów po kulach.
Jak podał "Fakt", do incydentu doszło w nocy z poniedziałku na wtorek w ubiegłym tygodniu. Informację potwierdziła Barbara Poznańska, rzeczniczka policji w Częstochowie. Okazuje się, że zawiadomienie na policję wpłynęło 9 maja, czyli dzień po śmierci Kamilka. Osobą, która zgłosiła sprawę, był Wojciech J., czyli wujek maltretowanego chłopca.
Częstochowa. Strzelano do okien mieszkania, w którym mieszkał Kamil z rodzicami
Policja w Częstochowie szuka sprawców lub sprawcy ostrzelania okien mieszkania wujostwa skatowanego 8-latka. W lokalu przy ul. Kosynierskiej mieszkał Kamilek z rodzicami, a także jego wujostwo razem z dwójką dzieci. Według "Faktu", który powołuje się na świadków, strzały nie były przypadkowe i padły z volkswagena golfa przejeżdżającego ul. Kosynierską.
Tabloid informuje, że w szybach pojawiło się łącznie osiem dziur po kulach. Zaraz po tym zdarzeniu Aneta i Wojciech J. oraz dwójka ich dzieci - niepełnosprawny 21-letni syn i drugi 14-letni - mieli opuścić mieszkanie w eskorcie policji. Funkcjonariusze ze względu na bezpieczeństwo rodziny Kamila nie ujawniają, gdzie zatrzymało się wujostwo chłopca. Według informacji "Faktu" mieszkają oni tymczasowo w jednym z ośrodków pomocy społecznej.
Przypomnijmy, zarówno Aneta, jak i Wojciech J. usłyszeli zarzuty w związku ze śmiercią Kamila. Oboje byli świadkami bestialskiego maltretowania dziecka, jednak mu nie pomogli.
8-letni Kamilek nie żyje
Sprawa maltretowania chłopca wyszła na jaw po zgłoszeniu złożonym przez biologicznego ojca dziecka 3 kwietnia. Interweniowała policja. Chłopca z ciężkimi obrażeniami przetransportowano do szpitala śmigłowcem. Lekarze z GCZD mówili 5 kwietnia o jego rozległych oparzeniach: głowy, tułowia oraz kończyn i złamaniach kończyn. Sygnalizowali walkę o życie dziecka i perspektywę jego długiego leczenia.
Ojczymowi dziecka, 27-letniemu Dawidowi B. prokurator zarzucił, że 29 marca usiłował pozbawić życia swojego pasierba, polewając go wrzątkiem i umieszczając na rozgrzanym piecu węglowym. W ten sposób spowodował ciężkie obrażenia ciała - oparzenia głowy, klatki piersiowej i kończyn. Podejrzanemu zarzucono też, że znęcał się nad ośmiolatkiem ze szczególnym okrucieństwem - poprzez bicie, kopanie po całym ciele oraz przypalanie papierosami i spowodowanie u niego licznych złamań kończyn oraz rany oparzeniowe.
Zobacz także: Szokujące doniesienia o matce Kamilka. Wygadał się brat ojczyma
Matka chłopca Magdalena B. jest podejrzana o narażanie swego dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia i zdrowia, a także udzielenia pomocnictwa mężowi w znęcaniu się nad chłopcem. Nie reagowała bowiem na zachowania męża i nie udzieliła dziecku pomocy. Prokuratura zaznacza, że spoczywał na niej szczególny obowiązek opieki nad dzieckiem.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET