Nowe ustalenia ws. koszmaru maltretowanego Kamila. Wstrząsający widok na przystanku
8-letni Kamil z Częstochowy był maltretowany przez swojego ojczyma Dawida B. Dziecko było kopane, przypalane papierosami, rzucane na gorący piec i polewane wrzątkiem. Nowe ustalenia ws. koszmaru chłopca przedstawiła "Gazeta Krakowska". Okazuje się, że już w 2022 roku rodzinie założono Niebieską Kartę, a Kamil uciekał z domu, gdy mieszkał z rodziną w Olkuszu. "W listopadzie 2022 roku został znaleziony na przystanku autobusowym w samej piżamie. Wychłodzony trafił do szpitala" - czytamy.
8-letni Kamil z Częstochowy zmarł w poniedziałek rano w szpitalu w Katowicach. Chłopiec od ponad miesiąca był leczony w tamtejszym Górnośląskim Centrum Zdrowia Dziecka. - Kamilek zmarł dziś rano. Bezpośrednią przyczyną śmierci chłopca była postępująca niewydolność wielonarządowa. Doprowadziła do niej poważna choroba oparzeniowa i ciężkie zakażenie całego organizmu, spowodowane rozległymi, długo nieleczonymi ranami oparzeniowymi - poinformował rzecznik placówki Wojciech Gumułka.
Chłopiec w domu był bity, przypalany papierosami, rzucany na rozgrzany piec i polewany wrzątkiem. Miał złamania obydwu rąk i nogi, które według lekarzy powstały prawdopodobnie miesiąc przed tym, jak trafił do szpitala. Dawid B., ojczym chłopca, przyznał się, że maltretował 8-latka, ale odmówił składania wyjaśnień. Został tymczasowo aresztowany.
Jak donosi “Gazeta Krakowska”, sygnały o tym, że w rodzinie Kamila nie dzieje się dobrze, dochodziły już wcześniej, gdy rodzina mieszkała w Olkuszu (od sierpnia 2022 do lutego 2023). Policja wielokrotnie przyjeżdżała do domu chłopca, który kilka razy uciekł. Później wracał, chociaż w listopadzie 2022 roku został znaleziony na przystanku autobusowym w samej piżamie. Wychłodzony trafił do szpitala.
Działania MOPS-u ws. maltretowanego Kamila
Sprawą zajmował się MOPS w Olkuszu, który trzy razy powiadomił sąd rodzinny o zaniedbaniach wobec dzieci (Kamil miał rodzeństwo - red.). Wdrożono procedurę Niebieskiej Karty, a w Sądzie Rejonowym toczyło się postępowanie o umieszczenie dzieci w domu dziecka lub rodzinie zastępczej. Jak zaznacza “Gazeta Krakowska”, ani dzielnicowy, ani nikt z MOPS-u nie zauważył przemocy w rodzinie ani oznak znęcania się nad dziećmi. “Coś niepokojącego musiało się jednak dziać, bo inaczej olkuski sąd nie wydałby, w marcu tego roku, postanowienia o ograniczeniu władzy rodzicielskiej Magdalenie B. i Dawidowi B.” - czytamy.
Rodzina wróciła jednak do Częstochowy, a cała dokumentacja miała zostać przekazana do MOPS-u w tym mieście. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Częstochowie zdementował jednak te doniesienia. „MOPS w Olkuszu w dniu 1 marca 2023 r. jedynie poinformował o powrocie rodziny dziecka na teren miasta Częstochowy. Przekazania dokumentacji dot. pomocy społecznej, jaką rodzina Kamila M. była objęta w Olkuszu, nie dokonano do dnia śmierci dziecka" - przekazali portalowi RadioZET.pl urzędnicy z MOPS-u w Częstochowie.
Ostatni raz pracownik socjalny złożył wizytę w domu rodziny Kamila rano 29 marca. Nie widział jednak chłopca, bo ten był w szkole. Prawdopodobnie tego dnia po południu lub wieczorem ojczym zadał Kamilowi obrażenia, z powodu których dziecko trafiło później do szpitala.
Sprawa wyszła na jaw dzięki biologicznemu ojcu chłopca, panu Arturowi, który na początku kwietnia przyszedł odwiedzić syna i zastał go w ciężkim stanie. - Twarz miał całą zmasakrowaną. Rączki, nóżki. Jego ubrania były przyklejone do ciała. Kamil leżał zwinięty przy piecu. Wyglądał jak wyrzucony papierek na ulicę - mówił w programie Uwaga! TVN.
Maltretowany Kamil
Z relacji biologicznego ojca Kamila wynika, że matka chłopca Magdalena B. okłamywała go, gdy pytał o syna. Twierdziła, że Kamilek został poparzony herbatą przez młodszego brata. To samo pisała partnerce ojca chłopca, pani Ewie. Gdy kobieta poprosiła ją o zdjęcia, matka chłopców bała się je wysłać. “Twój mąż powie kuratorce lub zgłosi do MOPS-u". Pani Ewa zapewniała ją, że tego nie zrobi, mówiła, że chciała z mężem zobaczyć Kamila w święta. W końcu otrzymali fotografie, na których było widać poparzonego Kamila. Zabrali go do szpitala i zgłosili sprawę.
8-letni Kamil nie żyje. Ostatnie namaszczenie i słowa ojca
Pan Artur regularnie odwiedzał Kamila w szpitalu. Kilka dni przed śmiercią stan chłopca gwałtownie się pogorszył, więc jego ojciec pożegnał się z nim już 6 maja. - Lekarze poprosili mnie, bym mówił do synka, że to pomoże. Przytuliłem go. Potrzymałem za rączkę. (...) Kamilek płakał, on słyszał, co do niego mówię. Zobaczyłem łzy na jego oczach - mówił w sobotę w rozmowie z “Faktem”. Jak wówczas dodał, serce chłopca było wydolne tylko na trzy procent, a mózg nie pracował. Dziecko zmarło w poniedziałek o godz. 6 rano.
W związku z tą tragedią pojawiają się nie tylko pytania o winę ojczyma oraz matki, ale także skuteczność systemowej ochrony dzieci przed przemocą w Polsce. “(…) Ile jeszcze dzieci musi umrzeć, żeby to państwo zainteresowało się ich losem???!!!! Kamil z Częstochowy, Kinga z Dąbrowy, Hania z Kłodzka i inni. Gdzie jest ustawa o systemowej analizie zbrodni, gdzie jest Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak, Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej...ryczeć mi się chce” - napisał na Twitterze reporter TOK FM Michał Janczura, który w swojej pracy dziennikarskiej zajmował się m.in. sprawą pieczy zastępczej w Polsce.
O tym, że tragedii można było zapobiec, mówiła na początku kwietnia przyrodnia siostra Kamila. - MOPS i kurator to zlekceważyli, wszyscy po kolei - skarżyła się w rozmowie z "Faktem" Magdalena Mazurek.
Sekcja zwłok Kamila z Częstochowy
Sprawę bada Prokuratura Okręgowa w Częstochowie. - Sekcja zwłok zostanie przeprowadzona 10 maja w Zakładzie Medycyny Sądowej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach - powiedział rzecznik Prokuratury Okręgowej w Częstochowie Tomasz Ozimek. Jak dodał, w sekcji, którą przeprowadzą lekarze medycyny sądowej, weźmie udział prokurator i policyjny technik kryminalistyki.
- Po uzyskaniu wstępnych wyników sekcji zwłok będą podejmowane decyzje dotyczące zmiany zarzutów przedstawionych podejrzanym w sprawie Dawidowi B. i Magdalenie B. - zaznaczył rzecznik prokuratury. Przed sądem stanie też Aneta J., ciotka Kamila oraz jej mąż Wojciech J. Prokuratura przedstawiła im zarzuty nieudzielenia dziecku pomocy.
Częstochowski sąd zdecydował, że najmłodsze dzieci, które mieszkały z Dawidem i Magdaleną B., trafią do pieczy zastępczej, a starsze do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Magdalena B. ma szóstkę dzieci – dwójkę najmłodszych z obecnym mężem Dawidem B., a czwórkę pozostałych z innymi dwoma mężczyznami. Najstarsze z dzieci ma 11 lat, a najmłodsze urodziło się w ubiegłym roku.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET