Tomasz krzyczał, że jest chory. Zmarł w trakcie interwencji. Byli policjanci skazani

6 min. czytania
30.10.2026 14:09
Obserwuj nas na Google

Sąd skazał byłych policjantów - Arkadiusza K. i Wojciecha K. - na rok więzienia w zawieszeniu za przekroczenie uprawnień i nieumyślne spowodowanie śmierci Tomasza Kramka. Mężczyzna zmarł podczas interwencji funkcjonariuszy w biały dzień, przy ruchliwym skrzyżowaniu. To jednak nie koniec sprawy, która ciągnie się od ponad sześciu lat.

wyrok
fot. Piotr Kozłowski

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jaki wyrok zapadł w sprawie interwencji policji zakończonej śmiercią Tomasza Kramka.
  • Kiedy doszło do interwencji policjantów wobec Kramka.
  • Jak wyrok komentują strony postępowania.
  • Dlaczego proces trwa tak długo.

Sąd uznał byłych policjantów za winnych przekroczenia uprawnień i nieumyślnego spowodowania śmierci zatrzymywanego mężczyzny. Wymierzył im kary roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Wobec obu mężczyzn orzeczono też trzyletni zakaz pełnienia funkcji policjanta. Mają zapłacić po 20 tys. zł odszkodowania siostrze zmarłego Tomasza Kramka. Wyrok zapadł w piątek 30 października w Sądzie Rejonowym Lublin-Wschód w Świdniku. Jest nieprawomocny.

Sędzia Andrzej Skubis w ustnym uzasadnieniu wyroku mówił, że mamy do czynienia z czterema niepodważalnymi faktami. Tomasz Kramek był osobą, która leczyła się psychiatrycznie i przyjmowała leki. W dniu interwencji zachowywał się agresywnie. To była podstawa do interwencji. Drugim niepodważalnym faktem jest ucieczka zatrzymywanego, która zakończyła się przy bramie Agencji Mienia Wojskowego w Lublinie. Trzecim - to, że policjanci zatrzymali i obezwładnili mężczyznę. A czwartym, najgorszym ze wszystkich to, że zmarł.

Siostra zmarłego: Czuję ogromną ulgę

Uzasadnienie sądu sprowadzało się do wyliczenia suchych faktów w sprawie. Sędzia Skubis zauważał, że pierwszy z biegłych z zakresu taktyki i techniki interwencji w swojej opinii pisał, że zachowanie policjantów było nieadekwatne do sytuacji. Szczególnie cios wyprowadzony łokciem przez Wojciecha K. w okolice twarzy poszkodowanego. - Nie ulega wątpliwości, że oskarżeni przekroczyli swoje uprawnienia. Zastosowali nieadekwatne środki, użyli nadmiernej siły do obezwładnienia Tomasza Kramka. Oskarżeni wzajemnie akceptowali swoje działania - wskazywał sędzia Andrzej Skubis.

Dodawał też, że stan psychiczny Tomasza Kramka, jego słowa o chorobie, powinny skłonić policjantów do refleksji nad swoim zachowaniem, które doprowadziło do śmierci mężczyzny. Sąd uznał, że wina oskarżonych nie budzi wątpliwości i nie znalazł też okoliczności łagodzących. Wpływ na dość niski wymiar kary miała wcześniejsza niekaralność obu policjantów, a także prowadzony przez nich ustabilizowany tryb życia. Uznał, że po okresie próby każdy z nich będzie miał szansę udowodnić, że popełniony przez nich czyn miał charkter incydentalny.  

W chwili ogłaszania wyroku Anna Kramek-Khadka, siostra zmarłego Tomasza, która od lat walczy o sprawiedliwość, schowała twarz w rękach. Później długo nie mogła opanować emocji i drżących rąk. Po wyjściu z sali sądowej mówiła RadioZET.pl, że jest usatysfakcjonowana wyrokiem. - Czuję ogromną ulgę, że po tylu latach doczekałam się sprawiedliwego wyroku dla nas. Że to w końcu jest koniec, sprawa się skończyła. Usłyszałam to i oskarżeni usłyszeli, że są winni zarzucanych im czynów - mówiła kobieta łamiącym głosem i z drżącymi rękoma.

Siostra zmarłego podkreślała, że wszystkie rozprawy przywracały wspomnienia dotyczące śmierci brata. - Jeszcze raz odczuwałam to, co wtedy się zdarzyło i przeżywałam to ogromnie, strasznie. Wysokość kary nie ma dla mnie znaczenia. Nie chodziło mi o to, żeby, żeby oskarżeni poszli do więzienia. Ważne było to, żeby wszyscy usłyszeli, że oni są winni. Bo ja to wiedziałam, ja to czułam, ja to wszystko wiedziałam - dodawała Anna Kramek-Khadka.

Byli policjanci skazani
Fot. Piotr Kozłowski
Arkadiusz K. i Wojcich K. podczas odczytywania wyroku

Policyjna interwencja zakończyła się śmiercią

Piątkowy wyrok dotyczy zdarzeń sprzed ponad sześciu lat. Byli funkcjonariusze - aspirant sztabowy Arkadiusz K. i sierżant sztabowy Wojciech K. - zostali oskarżeni o przekroczenie uprawnień i nieumyślne spowodowanie śmierci Tomasza Kramka. 25 sierpnia 2020 roku w Lublinie to oni podjęli interwencję wobec 36-letniego wówczas Tomasza Kramka.

Świadkowie powiadomili służby, bo mężczyzna był agresywny, zaczepiał ludzi, krzyczał i był pobudzony. Jedną kobietę miał popchnąć, inną kopnąć. Na miejsce, nieoznakowanym radiowozem przyjechali nieumundurowani policjanci. Mimo tego, żeby byli doświadczeni (jeden miał za sobą 22 lata służby, a drugi osiem) mieli problem z zatrzymaniem Kramka. Mężczyzna uciekał, krzyknął też, żeby go zostawić bo jest chory. Od lat leczył się na schizofrenię paranoidalną. Jego siostra Anna Kramek-Khadka twierdzi jednak, że nie był agresywny, regularnie przyjmował leki, uczestniczył w terapii i nie było z nim problemów.

Policjanci próbowali obezwładnić mężczyznę gazem. Nie udało się. Później jeden za nim pobiegł, a drugi zajechał drogę radiowozem. 36-latka zatrzymali w bramie Agencji Mienia Wojskowego przy ul. Łęczyńskiej. Było tuż po godz. 15.30, gdy wiele osób kończyło pracę, a znajdujące się w pobliżu skrzyżowanie się zakorkowało. 

Część interwencji policjantów zarejestrowała jedna z kamer monitoringu Na nagraniu widać, jak Wojciech K. z wyskoku zadaje Tomaszowi Kramkowi cios łokciem w okolice twarzy. Następnie łapie go za szyję, unosi i rzuca na asfalt. Z kolei Arkadiusz K. zakłada zatrzymywanemu kajdanki.

Redakcja poleca

Później interwencja przenosi się przed bramę budynku AMW. Widać tylko jej część. Przytrzymywany przez policjantów Tomasz Kramek w pewnym momencie przestaje się ruszać, a policjanci starają się udzielić im pomocy. Utrudniają to jednak kajdanki. Zanim rozpoczną masaż serca, mijają minuty. Na miejsce przyjeżdża też karetka pogotowia, ale na pomoc jest za późno. Tomasz umiera. Biegły określa, że śmierć nastąpiła w efekcie asfiksji restrykcyjnej, czyli niedoboru tlenu, w efekcie uciskania klatki piersiowej przy dużym pobudzeniu osoby zatrzymywanej.

Trzeci wyrok w sprawie interwencji zakończonej śmiercią

Na początku policja przekonywała, że policjanci przeprowadzili interwencję prawidłowo. Jednak wewnętrzne postępowanie wykazało, że popełniono błędy. W efekcie Arkadiusz K. przeszedł na emeryturę. Z kolei Wojciecha K. komendant wydalił ze służby. Błędy wskazał także biegły z zakresu taktyki i techniki interwencji. W związku z tym prokuratura postawiła byłym policjantom zarzuty przekroczenia uprawnień i nieumyślnego spowodowania śmierci. Grozi za to do pięciu lat więzienia.

Sprawa długo nie mogła jednak ruszyć z miejsca. Z powodów proceduralnych proces trzeba było rozpoczynać od nowa w 2024 roku. Toczył się przed Sądem Rejonowym Lublin-Wschód w Świdniku. W maju 2025 roku sędzia Dorota Wiśniewska uniewinniła obu mężczyzn. Wzięła pod uwagę korzystną dla oskarżonych opinię drugiego biegłych oceniającego interwencję. O jego powołanie wnioskowała obrona. Sędzia Wiśniewska zauważyła, że interwencja, w związku z agresywnym zachowaniem zatrzymanego, musiała być skuteczna. I taka była. Z kolei przewidzenie, że przyduszenie mężczyzny może wywołać mechanizm tzw. asfiksji restrykcyjnej było niemożliwe do przewidzenia.

We wrześniu ubiegłego roku Sąd Okręgowy w Lublinie uchylił wyrok pierwszej instancji. A w zasadzie zmiażdżył jego uzasadnienie. Sędzia Włodzimierz Śpiewla wskazał „oczywiste błędy”. Mówił, że część materiału dowodowego została przeinaczona lub pomięta. Opinię biegłego z zakresu taktyki i techniki interwencji korzystną dla oskarżonych nazwał „chybioną i nieprofesjonalną”. Zaś tę, która wskazywała na błędy w postępowaniu policjantów, określił jako „spójną logiczną i fachową”. Sąd Okręgowy nakazał rozpocząć całe postępowanie od początku. 

Proces ruszył od nowa w grudniu ubiegłego roku. Wyrok, który zapadł w piątek 30 października, jest nieprawomocny. Mec. Stanisław Estreich, obrońca jednego z oskarżonych zapowiada złożenie apelacji. - Ta sprawa ma dużo szerszy zasięg. Jest to kwestia odpowiedzi na pytanie, czy możemy się czuć bezpieczni w naszym mieście, w naszym kraju, czy też nie. Czy interwencja policjantów musi się kończyć ławą oskarżonych, czy też nie. I wreszcie - czy funkcjonariusz, który nie jest szkolony, może wiedzieć, że wystąpiło zjawisko asfiksji restrykcyjnej. Badania wykazały, że w zasadzie to zjawisko występuje niespodziewanie w wyniku wysiłku fizycznego i w tej sprawie mamy z tym do czynienia. Eksperci wskazują, że w momencie, kiedy występuje zjawisko asfiksji restrykcyjnej, nie jesteśmy w stanie uratować człowieka, chyba że są to warunki kliniczne i wszyscy oczekujemy na tego rodzaju zjawisko - przekonuje mec. Estreich.

Adwokat dodaje też, że sprawa jest „nieszczęśliwa”. - To nieszczęśliwe zdarzenie dla rodziny pana pokrzywdzonego, której współczujemy. Ale również dla funkcjonariuszy, dwóch policjantów o wzorowej opinii, którzy działali moim zdaniem w interesie publicznym, w interesie nas wszystkich, żebyśmy na ulicach mogli chodzić spokojnie - podsumowuje mec. Stanisław Estreich.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET