`

Tomek zmarł w trakcie policyjnej interwencji. Byli mundurowi znów na ławie oskarżonych

5 min. czytania
18.12.2025 06:02
Obserwuj nas na Google

- Każda rozprawa jest rozdrapywaniem ran. Wraca ból, cierpienie, wracają emocje. Mam żal do całego wymiaru sprawiedliwości, że to tak długo trwa. Ale wierzę, że tym razem wyrok będzie sprawiedliwy – mówi Anna Kramek-Khadka. Przed sądem od nowa rusza proces policjantów oskarżonych o nieumyślne spowodowanie śmierci jej brata.

Proces sądowy
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie błędy popełnił sąd pierwszej instancji w sprawie Tomasza Kramka.
  • Dlaczego proces byłych policjantów rozpoczyna się od nowa.
  • Co ujawniają nagrania z monitoringu dotyczące interwencji policjantów.
  • Które dowody są kluczowe w procesie przeciwko policjantom.

Finału sprawy nie doczekali rodzice Tomasza Kramka. Matka zmarła we wrześniu 2023 roku, ojciec - trzy tygodnie temu. Siostra Tomasza od samego początku uczestniczy we wszystkich rozprawach, jest oskarżycielką posiłkową. Jak mówi w rozmowie z RadioZET.pl, oczekuje tylko jednego: sprawiedliwości.

- Wszystkich nas ta sprawa bardzo dużo kosztowała. Rodzice nie mogli się pogodzić ze śmiercią Tomka. Moje dzieci, które były z nim bardzo zżyte, także. Często oglądamy stare zdjęcia, rozmawiamy, ta pamięć cały czas w nas jest. A każda rozprawa wiąże się z rozdrapywaniem ran i cierpieniem. Chciałabym, żeby to się już zakończyło. Ale zakończyło sprawiedliwym wyrokiem. Może to przywróci nam spokój – opowiada Anna Kramek-Khadka.

Śmierć podczas policyjnej interwencji. Proces rusza od nowa

W piątek, 19 grudnia, przed Sądem Rejonowym Lublin-Wschód w Świdniku na nowo rozpocznie się proces byłych już policjantów - Arkadiusza K. oraz Wojciecha K. - oskarżonych o przekroczenie uprawnień i nieumyślne spowodowanie śmierci 36-letniego Tomasza Kramka. To efekt decyzji Sądu Okręgowego w Lublinie, który pod koniec września tego roku uchylił wyrok pierwszej instancji. A w zasadzie go zmiażdżył.

Sędzia Włodzimierz Śpiewla wypunktował szereg błędów popełnionych przez sąd pierwszej instancji. W ustnym uzasadnieniu tłumaczył, że część materiału dowodowego została przeinaczona lub pominięta. Opinię biegłego z zakresu taktyki i techniki interwencji korzystną dla oskarżonych określił "chybioną i nieprofesjonalną". Z kolei opinię biegłego, która pokazywała błędy policjantów, uznał za "spójną, logiczną i fachową".

Sąd Okręgowy uznał, że obaj policjanci podczas interwencji przekroczyli uprawnienia, a konsekwencją takiego działania była śmierć Tomasza Kramka. Interwencję policjantów określił jako "brutalną", "nadmiarową", i "nieprawidłową", a użyte do zatrzymania środki przymusu jako "niewspółmierne" do okoliczności.

Ponieważ obaj mundurowi zostali uniewinnieni w pierwszej instancji, w apelacji nie można było ich skazać. Dlatego proces ruszy od początku. Stanowiska oskarżycieli oraz obrony się nie zmienią. Prokuratura oraz Anna Kramek-Khadka, która jest oskarżycielką posiłkową, będą domagali się skazania policjantów. Obrońcy będą starali się udowodnić, że ich klienci są niewinni.

Redakcja poleca

Doświadczeni policjanci sobie nie poradzili

Mówiąc o żalu do wymiaru sprawiedliwości, siostra Tomasza Kramka zwraca uwagę, że sprawa ciągnie się ponad pięć lat. 36-latek zmarł w Lublinie ponad koniec sierpnia 2020 roku. Pojechał do w odwiedziny do wujka. Po wyjściu, już na ulicy, zaczął zachowywać się agresywnie. Zaczepiał przechodniów, krzyczał i był pobudzony. Jedną z kobiet kopnął.

Na interwencję nieoznakowanym radiowozem pojechali doświadczeni policjanci – aspirant sztabowy Arkadiusz K. oraz sierżant sztabowy Wojciech K. Pierwszy w służbie od 22 lat, drugi - od ośmiu. Mimo tego mieli problem z zatrzymaniem Tomasza. Nie mogli do dogonić, nie pomogło rozpylenie gazu. Dopiero w bramie Agencji Mienia Wojskowego przy ul. Łęczyńskiej udało się obezwładnić pobudzonego mężczyznę. Choć wówczas nie stawiał już oporu. Mimo tego Wojciech K. najpierw uderzył go w wyskoku z łokcia w okolice twarzy. Później policjanci rzucili go na ziemię, przyduszali kolanami do ziemi i założyli kajdanki. Wtedy Tomasz zaczął się dusić, a po chwili przestał oddychać. Mimo podjętej reanimacji zmarł.

Większą część interwencji (w tym uderzenie, rzucenie na ziemię i przyduszanie) zarejestrowały kamery monitoringu. O tym, że Tomasz wzywał pomocy, a policjanci nie reagowali, mówili też świadkowie. Tych było sporo, bo interwencja odbywała się na chodniku przy ruchliwym skrzyżowaniu w godzinach szczytu, gdy wielu kierowców stało, czekając na zmianę świateł.

Z akt sprawy wynika też, że Tomasz Kramek od 2006 roku leczył się na schizofrenię paranoidalną. Według siostry choroba objawiała się tym, że słyszał różne głosy lub do siebie mówił. Mimo tego był aktywny, pracował doraźnie, pomagał w opiece nad siostrzeńcami i siostrzenicą. Wcześniej nie był agresywny. A przynajmniej nie wynika to z dokumentacji medycznej, ani policyjnej. Do próbujących go zatrzymać policjantów krzyknął, że jest chory psychicznie.

Anna Kramek-Khadka w sądzie ze zdjęciem brata
Fot. Piotr Kozłowski/RadioZET.pl
Anna Kramek-Khadka w sądzie ze zdjęciem brata

Prokuratura, BSW i biegły punktują błędy policjantów

Te okoliczności wzbudziły kontrowersje oraz zainteresowanie prokuratury. Policja na początku przekonywała, że wszystko odbyło się zgodnie z procedurami. Później jednak zespół Biura Spraw Wewnętrznych nabrał wątpliwości. Śledczy zauważyli, że relacja Wojciecha K. nie zgadza się z zapisem monitoringu z kamery. Uznali, że policjanci najprawdopodobniej w niewłaściwy sposób zastosowali środki przymusu bezpośredniego. Chodzi o użycie siły oraz założenie kajdanek. Gdy ruszyło postępowanie dyscyplinarne, obaj policjanci poszli na długie zwolnienia. Do służby już nie wrócili.

Na niewłaściwe użycie środków przymusu bezpośredniego zwracał też uwagę pierwszy z biegłych od taktyki i techniki interwencji powołany przez sąd pierwszej instancji. Z kolei biegły lekarz wskazał, że śmierć nastąpiła najprawdopodobniej w mechanizmie asfiksji restrykcyjnej, czyli "niewydolności krążeniowo-oddechowej występującej w sposób nagły u osoby w stanie pobudzenia psychoruchowego, któremu towarzyszy utrudnienie wykonywania oddechów, np. w wyniku przymusowego unieruchomienia".

Nad sprawą pochyliło się też biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, które analizowało okoliczności śmierci 111 osób, które w latach 2018-2023 zmarły podczas policyjnych interwencji. Sprawa Tomasza Kramka jest jedną z nielicznych, która znalazła swój finał w sądzie.

Redakcja poleca

"Chciałabym, żeby nasze cierpienie już się zakończyło"

Mimo tego sędzia Dorota Wiśniewska, która wydała wyrok w pierwszej instancji, zignorowała zdecydowaną większość przesłanek wskazujących na to, że policjanci popełnili błędy. Nie wzięła pod uwagę opinii pierwszego biegłego od taktyki i techniki interwencji. Uznała nawet, że uderzenie pokrzywdzonego łokciem było uzasadnione. Przychyliła się do drugiej – korzystnej dla oskarżonych. Sąd apelacyjny nie zostawił na tym uzasadnieniu suchej nitki.

- Liczę, że tym razem sąd weźmie pod uwagę to, co zostało ustalone w apelacji. I na nim będzie się opierał cały tok postępowania. Wierzę i mam nadzieję, że tym razem wyrok będzie sprawiedliwy. Mam takie odczucie, że sprawa za pierwszym razem została potraktowana po macoszemu. Nie chciałabym, żeby to się powtórzyło – podsumowuje Anna Kramek-Khadka.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET