Wojenne szkolenie w podziemiach „pod ministrów”, a oddział bez łóżek. Pracownicy szpitala: „Szopka”
Szkolenia z medycyny taktycznej w podziemiach szpitala, inscenizacja wojennych warunków dla dziennikarzy i przesłanie: potrzebujemy pieniędzy na inwestycje. Tak wyglądała konferencja dotycząca bezpieczeństwa w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym nr 4 w Lublinie. W tym czasie połowa jednego z oddziałów stała pusta. A podobne pokazy dyrektor innego szpitala w mieście przypłacił stanowiskiem.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były cele zorganizowanej konferencji i ćwiczeń w szpitalu uniwersyteckim w Lublinie.
- Dlaczego część oddziału rehabilitacji w szpitalu pozostaje pusta.
- Co będzie obejmować modernizacja podziemi szpitala w Lublinie.
- O jakie pieniądze na remonty walczą lecznice w kraju.
- To była po prostu kampania medialna, której cel był jasny. Zdobyć pieniądze na remont podziemi szpitala. Mamy SAFE, trzeba szykować się na wojnę, do wzięcia jest duża kasa, więc trzeba pokazać, jak jesteśmy świetni. A to, że w innych częściach szpitala stoją puste sale, że zabrano z nich łóżka, już jest nieważne - mówi RadioZET.pl jeden z lekarzy z USK nr 4 w Lublinie.
Tak komentuje Konferencję Symulacji i Edukacji Medycznej oraz panel dotyczący bezpieczeństwa, które odbyły się na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie dwa tygodnie temu. Władze uczelni i szpitala zorganizowały ćwiczenia w podziemiach. Prorektor UM prof. Kamil Torres zapowiadał, że to przygotowanie także na czas wojny i kryzysy. - Nikt nie dodał, że łóżka, na których leżeli „ranni”, zabrano wcześniej z innych oddziałów, na przykład z rehabilitacji, która ma ogromne potrzeby i musi odsyłać pacjentów z kwitkiem - twierdzi nasz rozmówca.
Dwa tygodnie minęły, łóżka dalej stoją w podziemnych korytarzach
Na dowód pokazuje zdjęcia pustych sal oddziału rehabilitacji i zapełnionego łóżkami korytarza podziemnego, w którym symulowano wojenne warunki. Żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnych ubrani w hełmy wozili pacjentów, którymi byli studenci UM i personel, udzielali pomocy, wspólnie z medykami wykonywali zabiegi ratujące życie. Z bliska mogli to obserwować dziennikarze.
- Zabrakło tylko wyjących syren i dymu, jak to było w szpitalu wojskowym. Do dziś blisko 30 łóżek z oddziałów stoi w podziemiach, mimo że od ćwiczeń minęły już dwa tygodnie. A połowa rehabilitacji jest pusta - relacjonuje lekarz.
Pusty oddział rehabilitacji USK 4 w Lublinie
Podczas konferencji, o której wspomina, prof. Torres przekonywał, że żyjemy w nietypowych czasach, a szpitale zdecydowanie „mogą być przedmiotem pierwszego zainteresowania obcej siły”. - W związku z tym prowadzenie i zapewnianie świadczeń zdrowotnych w niekonwencjonalnych warunkach, na przykład w tych korytarzach, stanowi m.in. dobre zabezpieczenie personelu medycznego, ale także umożliwia udzielanie świadczeń pacjentom - tłumaczył dziennikarzom w połowie maja prof. Torres.
Z kolei Kamila Ćwik, dyrektorka USK 4 w Lublinie podkreślała, że modernizacja podziemnych korytarzy, szacowana ponad 40 mln zł pozwoli na przepływ pacjentów między dwoma sąsiadującymi ze sobą szpitalami i wykorzystanie pomieszczeń także podczas wojny. W ramach inwestycji trzeba wykonać m.in. nową wentylację, uszczelnić i wzmocnić ściany, udrożnić przejścia. Dyrektorka tłumaczyła, że w szpitalu wiedzą, jak to zrobić, bo współpracują i wymieniają doświadczenie z osobami z pogrążonej w wojnie Ukrainy. Natomiast ćwiczenia z żołnierzami Wojsk Obrony Terytorialnej są prowadzone regularnie.
„Wyglądało jak ustawka”. Szpitale walczą o miliony na inwestycje
Osoba, która uczestniczyła w konferencji, przyznaje, że wszystko wyglądało dość dziwnie. - Powiedziałbym, że momentami dość groteskowo. Te ćwiczenia można było przeprowadzić w każdym innym miejscu, bo same władze uczelni i szpitala przyznawały, że po przebudowie podziemia będą wyglądały zupełnie inaczej. Mają być przystosowane do sytuacji, gdyby na powierzchni były prowadzone działania wojenne. Wyglądało to na trochę jak ustawka. Próba pokazania, że walczą o pieniądze. A chętnych na zaaranżowanie podziemi na schrony, w których można byłoby wykonywać zabiegi jest przecież dużo - tłumaczy uczestnik konferencji.
Przypomina też, że na podobne konferencje i ćwiczenia dziennikarzy, nie tak dawno zapraszała dyrekcja Szpitala Wojskowego w Lublinie. Jedne z nich odbyły się w styczniu. Zakurzone i brudne i ciasne piwnice lecznicy z zapalonym czerwonym światłem miały obrazować wojenne warunki. Wojewoda lubelski Krzysztof Komorski (KO) cieszył się ze stworzenia sali symulacyjnej pola walki w warunkach frontowych.
Jednak w kwietniu Onet ujawnił, że w Zakładzie Medycyny Pola Walki i Katastrof, który miał być nowoczesnym centrum szkoleniowym, nie ma ani odpowiedniej infrastruktury, ani wyposażenia, ani doświadczonej kadry. Placówka przyznała portalowi, że nie osiągnęła pełnej gotowości. Do tego doszedł konflikt o Bank Krwi, który komendant szpitala płk. Aleksandra Michalskiego, planował zlikwidować. W efekcie wicepremier i szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz odwołał komendanta.
Nasi rozmówcy przekonują, że w USK 4 wyglądało to podobnie. Nie było tylko, kurzu, syren i czerwonych świateł. - Dyrekcja szpitala i prorektor UM bronili się, jak mogli, żeby nie powiedzieć, że próbuje stworzyć zakład medycyny pola walki. Wiadomo, że tutaj muszą być spełnione konkretne wymagania. Pytani skąd wziąć pieniądze na inwestycje mówili jedynie, że „z ministerstwa”. Nie wiadomo, z którego. Skąd mieli łóżka? Wyglądały na w miarę nowe, pewnie bali się, że jak wezmą stare z magazynu i to pójdzie w świat, to będzie wstyd - opisuje uczestnik konferencji.
RadioZET.pl pod koniec ubiegłego roku informowało, że rząd w trybie pilnym planuje stworzyć sieć szpitali i placówek medycznych przystosowanych na wypadek kryzysu czy wojny. Wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk przyznawał wówczas, kluczowym elementem jest budowa podziemnych szpitali i schronów, wzorowana na doświadczeniach ukraińskich. MON w tym roku ma przeznaczyć na to 5 miliardów złotych.
Dyrektorka szpitala: Nie robiliśmy tego, żeby zdobyć pieniądze
Osoba z lubelskiego szpitala dodaje, że wszystkie lecznicze na wschodzie kraju „puszą się” i próbują udowodnić, że to właśnie one zasługują na ministerialne wsparcie. - Kompletną bzdurą jest zapraszanie terytorialsów, jeżdżenie łóżkami po korytarzach, które nie nadają się do czasów wojennych. W naszym szpitalu zrobili taką samą szopkę jak w wojskowym. Tylko tam mieli jakieś podziemia, piwnice, a u nas są najzwyklejsze korytarze łączące szpital z pralnią. Jakby coś tam spadło, jakiś pocisk, to się po prostu zawali. A to, że pół rehabilitacji stoi puste, ludzie nie mogą się dostać na oddział, nikogo nie obchodzi - twierdzi jeden z lekarzy.
O to, czy łóżka, które wykorzystano do ćwiczeń, zabrano z oddziału rehabilitacji, pytamy kierownika kliniki prof. Tomasza Blicharskiego. Pokazujemy mu też zdjęcia. Blicharski przyznaje, że pół oddziału jest dziś puste. - O szczegółach nie chcę rozmawiać, nie jestem upoważniony do udzielania komentarzy. Proszę zwrócić się z tymi pytaniami do dyrekcji - ucina prof. Blicharski.
Szpitalne łóżka w podziemiach USK 4 w Lublinie
Z pytaniami dotyczącymi przenoszenia łóżek i pustych sal szpitalnych zwracamy się więc do dyrektorki USK 4 w Lublinie Kamili Ćwik. - Proces zmian liczby łóżek na oddziale rehabilitacji został zapoczątkowany już półtora roku temu. Oddział tylko w ubiegłym roku wygenerował dziewięć milionów złotych straty. NFZ nie zapłacił nam 600 tys. zł za nadwykonania. Dlatego, w celu ograniczenia dalszego pogarszania się sytuacji finansowej, musieliśmy zredukować liczbę miejsc. Obecna liczba jest wystarczająca. Ostatnie zmiany, jakie zaszły na oddziale, miały miejsce w marcu tego roku i polegały na dołożeniu czterech łóżek. Na czas ćwiczeń nie przenosiliśmy stąd żadnych łóżek, mamy ich sporo w magazynie. Nie wiem, dlaczego ktoś tak zestawił te dwie rzeczy - mówi Kamila Ćwik.
Jednocześnie przyznaje, że połowa oddziału to same sale, bez łóżek i wyposażenia. - Rzeczywiście oddział miał dwa skrzydła i jedno z nich obecnie jest puste. Pełni rolę skrzydła roboczego. Mamy zaplanowane remonty w innych częściach szpitala, w ich trakcie będziemy przenosili tu pacjentów, właśnie z innych oddziałów - dodaje dyrektorka USK 4 w Lublinie.
Dlaczego szpital organizował symulacje w przestrzeniach, które nie spełniają kryteriów schronu, ani nie są w odpowiedni sposób przygotowane do działań wojennych? I czy dyrekcja lecznicy w ten sposób nie chciała przekonać rządu, do tego, że potrzebuje pieniędzy na inwestycje? Podobnie zresztą jak robią to inne szpitale. - Podczas konferencji pokazaliśmy ćwiczenia, które już od dłuższego czasu wykonujemy we współpracy ze studentami i WOT-em. Zdajemy sobie sprawę z tego, że przestrzeń, w której były wykonywane to podziemne korytarze, a nie profesjonalne schrony. Nie ogłaszaliśmy, że jest to klinika czy zakład medycyny pola walki. Nie aspirujemy do takiej funkcji. Przestrzeń, w której prezentowaliśmy ćwiczenia, wymaga modernizacji, przebudowy, żeby w przyszłości pełnić funkcję. Chcieliśmy po prostu podzielić się ciekawą inicjatywą, jaka odbywa się w szpitalu. Nie robiliśmy tego, żeby zdobyć pieniądze – zapewnia Kamila Ćwik.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET