Zamieszanie z nowym przedmiotem w szkołach. "Wszystko przez polityczną nagonkę"
Wprowadzenie edukacji zdrowotnej do szkół wywołało polityczną burzę, a jej efektem jest drastycznie niska frekwencja. Do Kuratorium w Lublinie spłynęły dane. Okazuje się, że nawet 70 proc. uczniów zrezygnowało z udziału w nieobowiązkowym przedmiocie. Kurator Tomasz Szabłowski wprost stwierdza, że to wynik politycznej nagonki. - Zajęcia powinny być obowiązkowe dla wszystkich - dodaje.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego wielu uczniów rezygnuje z edukacji zdrowotnej.
- Jakie są skutki niskiej frekwencji dla szkół.
- Które czynniki wpływają na zróżnicowaną frekwencję.
- Jak polityka wpływa na decyzje rodziców dotyczące edukacji zdrowotnej.
Edukacja zdrowotna z niską frekwencją
Do Kuratorium Oświaty w Lublinie spłynęły już dane niemal ze wszystkich szkół w województwie. Okazuje się, że z edukacji zdrowotnej wypisało się nawet 70 proc. uczniów. W statystykach widać zależności frekwencji na nowym przedmiocie od typu placówki czy wielkości miejscowości.
Lubelski kurator oświaty Tomasz Szabłowski nie jest zaskoczony tak niską frekwencją. Ocenia przy tym, że jest to przede wszystkim wynik politycznej nagonki. W rozmowie z Radiem ZET z całą pewnością stwierdza, że "edukacja zdrowotna powinna być obowiązkowa dla wszystkich uczniów".
Skąd tak niska frekwencja na edukacji zdrowotnej?
Wicedyrektorka szkoły podstawowej nr 15 w Lublinie, gdzie z edukacji zdrowotnej zrezygnowało 50 proc. uczniów twierdzi, że dzieci chcą mieć po prostu mniej zajęć. - Wielu też wypisywało się dlatego, że kolega czy koleżanka, z którymi się przyjaźnią, nie będzie chodzić na edukację zdrowotną - mówi.
Powodów tak niskiej frekwencji na nowym i nieobowiązkowym przedmiocie z pewnością jest więcej. Przypomnijmy, że trwa postępowanie wobec dyrektora jeden z placówek pod Lublinem, który podczas spotkań informacyjnych z rodzicami wręczał im deklaracje rezygnacji z przedmiotu.
Szkoły mają problem. Muszą łączyć klasy
Jako zachętę do wypisania dzieci z edukacji zdrowotnej część rodziców mogła też odebrać deklarację Karola Nawrockiego. Prezydent w mediach społecznościowych poinformował, że jego syn nie będzie uczęszczał na te zajęcia.
Nawrocki argumentował, że "szkoła to nie miejsce na politykę i ideologię". Odpowiedziała mu ministra edukacji Barbara Nowacka. - Zachęcam do zapoznania się z podstawą programową i do czytania ze zrozumieniem, bo potem wychodzi się na ignoranta - powiedziała.
Sprawa wprowadzenia do szkół edukacji zdrowotnej wywołała niemałe zamieszanie w polskiej polityce. Z jednej strony resort i politycy obozu władzy, którzy zachęcali do udziału w zajęciach i podkreślali ich rolę w edukacji młodzieży, z drugiej prawa strona sceny politycznej, która mówiła o wprowadzaniu ideologii. Efekt? Wspomniana już niska frekwencja na nieobowiązkowych zajęciach i problem dla szkół, które muszą teraz układać plany zajęć i łączyć klasy.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET