Pierwsze lekcje edukacji zdrowotnej. O co pytają rodzice, co interesuje uczniów?
Spotkania na żywo, online, rozmowy na wywiadówkach i przez e-dziennik - nauczyciele postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i szczegółowo informują rodziców i uczniów, o co tak naprawdę chodzi w edukacji zdrowotnej, nowym szkolnym przedmiocie. Pierwsze lekcje już za nimi. - Część klasy otworzyła oczy szeroka ze zdumienia, gdy poznała program, bo w mediach słyszała zupełnie coś innego - opowiada jedna z nauczycielek.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie są reakcje uczniów i rodziców na nowe zajęcia.
- Jak wyglądały pierwsze lekcje edukacji zdrowotnej
- Jaka jest frekwencja uczniów na zajęciach z edukacji zdrowotnej.
- Tuż po rozpoczęciu roku szkolnego wystosowałam jako dyrektorka szkoły i jednocześnie nauczycielka edukacji zdrowotnej list do rodziców, w którym opisałam, co to za przedmiot, wymieniłam kręgi tematyczne i umiejętności, które się tam zdobywa i dodałam link do podstawy programowej – wylicza Bożena Będzińska-Wosik, dyrektorka SP nr 81 w Łodzi. W liście napisała też, że jeżeli ktoś przed podjęciem decyzji potrzebuje więcej szczegółów, to zaprasza na rozmowę.
Na razie takich pytań nie było. - Wiem, że niektórzy już wcześniej zapoznali się z podstawą programową, bo na rozpoczęciu roku szkolnego pytali wychowawców: "ale o co chodzi w całej tej dyskusji? Ten przedmiot jest potrzebny" – opowiada dyrektorka. W SP nr 81 rozmowy o edukacji zdrowotnej planowane są jeszcze na najbliższych zebraniach z rodzicami. Tak jak w większości szkół.
Edukacja zdrowotna. Rodzice rozmawiają z nauczycielami
Nowy przedmiot, chociaż nieobowiązkowy, za sprawą polityków prawicy i wtrącania się niektórych biskupów i księży, wywołał niemałe kontrowersje, a co za tym idzie wątpliwości wśród rodziców, czy warto, żeby dzieci na niego chodziły. Nauczyciele starając się uspokoić emocje i wyjaśnić wszystkie nieprawdziwe informacje krążące w sieci na temat nowego przedmiotu, oprócz rozmów na wywiadówkach organizują nieraz też osobne spotkania poświęcone edukacji zdrowotnej.
- Uznaliśmy, że trzeba stworzyć rodzicom szansę na zapoznanie się z programem, ale też odpowiedzieć na to, co się dzieje w przestrzeni medialnej – mówi Radosław Potrac, pedagog specjalny, nauczyciel wspomagający z SP nr 30 w Warszawie, Nauczyciel Roku 2023, a od września także nauczyciel edukacji zdrowotnej.
Spotkania zorganizowano zarówno dla rodziców uczniów klas 4-6, jak i 7-8. Część zebrań odbyła się na żywo, część online. Pytań nie brakowało. - Rodzice funkcjonują w przestrzeni medialnej, więc pytali o to, co tam wyczytali. Przede wszystkim więc padały pytania o komponent dotyczący dojrzewania i edukacji seksualnej, więc prezentowałem to, co znajduje się w rozporządzeniu, w dzienniku ustaw, jakie są konkretne tematy, co uczeń powinien umieć – wylicza nauczyciel.
Rodzicom pokazał, że cały przedmiot ma 10-11 działów, więc jeśli chodzi o liczbę lekcji związanych z edukacją seksualną, na której koncentruje się prawa strona sceny politycznej, to poświęcone jej będą zaledwie jedna, dwie lekcje. - Zupełnie więc inaczej jest to przedstawiane w przestrzeni publicznej. Część rodziców wcześniej już czytała podstawę programową, była przygotowana, ale dla sporej grupy te informacje były zupełnie nowe, po raz pierwszy usłyszeli konkrety – opowiada Potrac.
Poza tematami poruszanymi na zajęciach rodziców interesowała też techniczna organizacja lekcji, bo dzieci muszą pogodzić edukację zdrowotną z zajęciami dodatkowymi, na które często uczęszczają. - Starałem się wyjaśnić wszystkie niejasności. Wyszliśmy frontem do rodziców, żeby rozwiać ich obawy, uspokoić ich – dodaje Radosław Potrac. Frekwencja dopisała, w każdym ze spotkań uczestniczyła zdecydowana większość rodziców. - Edukacja zdrowotna jest przedmiotem, w którym obecność rodziców jest niezwykle ważna. On jest realizowany w szkole, ale fajnie byłoby, żeby rodzice współpracowali przy realizacji tego przedmiotu i byli stroną, która stoi obok nauczycieli i mówi: macie się czuć bezpiecznie, jesteśmy za tym, żebyście uczyli dzieci tych umiejętności, które przydadzą się im w trudnych sytuacjach – stwierdza Radosław Potrac.
Edukacja zdrowotna. Co chcą wiedzieć uczniowie?
Magdalena, nauczycielka biologii i edukacji zdrowotnej w jednym z łódzkich liceów, na razie ma za sobą rozesłanie do rodziców zarysu tematów, które będą poruszane na nowym przedmiocie wraz z podstawą programową. - Dużo fake newsów krąży na ten temat, więc trzeba je wyjaśnić. Zresztą problematyka dotycząca fake newsów też ma być poruszana na edukacji zdrowotnej – komentuje biolożka. Przed nauczycielką jeszcze zebranie z rodzicami klas pierwszych, w którym planuje uczestniczyć, by szczegółowo przedstawić nowy przedmiot. - Mam nadzieję, że będzie zainteresowanie, że rodzice będą ciekawi i będą chcieli poznać konkrety – mówi.
Jest przekonana, że najwięcej będzie właśnie zależało od takich bezpośrednich rozmów nauczyciel- rodzice, a nie od tego, co się pojawia w mediach. Dlatego spotkanie z rodzicami planuje zacząć od tego, że gdy składamy sobie życzenia, to zazwyczaj zaczynamy od zdrowia. To pokazuje, co jest dla nas ważne. Tak zaczęła też pierwszą lekcję z edukacji zdrowotnej. Nie obyło się też do odniesień do głośnego wywiadu telewizyjnego, w którym politycy mieli problem z tym, by wyjaśnić, czym się różni owulacja od okresu.
- 99 proc. młodzieży słyszało o tym wywiadzie, rozeszło się to lotem błyskawicy. Odwołuję się więc do tego i mówię: "zobaczcie, jak to jest, do czego prowadzi niewiedza". Mam nadzieję, że to pomoże i ich zachęci do uczestnictwie w edukacji zdrowotnej – mówi Magdalena. Gdy nauczycielka punkt po punkcie przedstawiała program przedmiotu i opowiadała, dlaczego jest ważny, widziała, jak część uczniów otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. - Byli zaskoczeni, że tematy nie są związane wyłącznie z seksualnością, jak to się przewija w mediach – wspomina.
A o co pytały dzieci z podstawówek? - Czy będzie na koniec ocena z tego przedmiotu na świadectwie. Odpowiadałam, że ocenę wystawi wam życie, jak będziecie umieli dbać o swoje zdrowie, to życie wam wystawi szóstkę – opowiada Bożena Będzińska-Wosik. Magdalena zachęcała też swoich uczniów, żeby przeczytali podstawę programową razem z rodzicami, bo spośród jej klas na razie nikt do niej samodzielnie nie sięgnął. Nauczycielka zachwycona jest przede wszystkim ostatnim rozdziałem o systemie ochrony zdrowia. - Przecież to właśnie tu można uczyć, żeby ludzie nie trafiali na SOR, bo chodzili tydzień z bólem zęba, żeby wiedzieli, w jaki sposób przeprowadzić rozmowę z lekarzem, jak działa internetowe konto pacjenta. Można te lekcje realizować metodą projektu. Tylko, żeby ktoś dał nam szansę – mówi.
Jaka frekwencja na edukacji zdrowotnej?
Akurat klasa, z którą miała pierwsze zajęcia, zjawiła się na nich w pełnym składzie. Ale już w dniu rozpoczęcia roku szkolnego niektóre osoby pytały, jak można zrezygnować. - Jedna cała klasa już mi zadeklarowała, że będzie się wypisywać z zajęć. Spytałam, czy wiedzą chociaż, jakie treści będą tam przedstawiane. Nie wiedzieli i niekoniecznie byli zainteresowani, ale powiedziałam, że i tak im je przedstawię – opowiada Magdalena.
Nauczycielka już wcześniej, kiedy ogłoszono, że zajęcia będą jednak nieobowiązkowe, przewidziała, że w szkołach ponadpodstawowych będzie dominowało podejście: „skoro nieobowiązkowe, to nie chodzę”. - Rodzic myśli, że dla dobra dziecka wypisze je, żeby miało mniej godzin w szkole, ale kiedy tę wiedzę zdobyć jak nie teraz? - pyta retorycznie nauczycielka. Na razie w jej szkole plan lekcji obowiązuje przez dwa tygodnie. Jeśli trzeba będzie tworzyć grupy międzyoddziałowe z powodu niskiej frekwencji na edukacji zdrowotnej, to plan będzie modyfikowany.
W podstawówkach frekwencja, zgodnie z przewidywaniami, zapowiada się o wiele lepiej. - W klasie córki było 13 osób z 21, także jak na Lublin całkiem sporo – stwierdza Patryk, tata siódmoklasistki. - Córce pierwsza lekcja się bardzo podobała. Pracowali w grupach, rozmawiali o fobiach. Dowiedziałem się od niej, że skolinofobia to strach przed szkołą – opowiada.
Bożena Będzieńska-Wosik na razie przyjęła tylko trzy rezygnacje. Podejrzewa, że pozostali uczniowie na edukację zdrowotną będą chodzić. Na jej zajęcia stawiła się cała klasa. - Na razie przedstawiałam dzieciom, jak będziemy pracować, że będą działania praktyczne, kampanie, projekty – opowiada. Żeby jak najlepiej przedstawić dzieciom zagadnienia, zdecydowała, że w kolejnym semestrze lekcje dotyczące ruchu, zdrowego stylu życia będzie prowadził wuefista.
W SP nr 30 w Warszawie na razie rodzice przekazują informacje o ewentualnym wypisaniu dziecka z przedmiotu. Dopiero wtedy dyrekcja ma przesłać propozycje godzin i terminów lekcji, a rodzice widząc plan, będą mieli czas, żeby podjąć ostateczną decyzję, czy termin im odpowiada.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET