“Zostałem wrobiony w zabójstwo”. Rażące błędy biegłego, brak twardych dowodów i motywu zbrodni
- Policjant powiedział mi, że nie szukali innego sprawcy, bo mieli mnie - mówi Andrzej Rater, skazany za zabójstwo byłego starosty świdnickiego. Latem 2017 roku mężczyzna zaprosił swoich przyjaciół na imprezę z okazji narodzin wnuczki. Nad ranem, odkrył, że przed jego domkiem letniskowym leżą zwłoki mężczyzny. Ofiara miała skatowaną twarz, jakby ktoś znęcał się nad nią całą noc. Okazał się nią uczestnik imprezy - Wiesław Jaworski, były starosta świdnicki. Policja od początku podejrzewała Ratera o dokonanie zbrodni.
Grudzień 2020 roku, Sąd Okręgowy w Lublinie. 57-letni Andrzej Rater czeka na wyrok w sprawie zabójstwa byłego starosty świdnickiego Wiesława Jaworskiego. Oskarżony mężczyzna jeszcze niedawno wiódł spokojne życie. Prowadził sklepy zoologiczne i hodował egzotyczne zwierzęta. Na swojej posesji, w pod lubelskim Franciszkowie, otworzył nawet mini-zoo.
- Przychodziły do niego dzieci ze szkół i przedszkoli, aby zobaczyć zwierzęta - wspomina Barbara, żona Andrzeja Ratera. Dodaje, że mąż bardzo kocha zwierzęta: - Jego pasją było hodowanie nietypowych zwierząt, jak kucyki szetlandzkie, czy alpaki.
70-letni Wiesław Jaworski był bliskim przyjacielem Andrzeja Ratera. Mężczyźni często spotykali się i służyli sobie pomocą. Wraz z rodzinami wspólnie wyjeżdżali na wakacje, odwiedzali się i zapraszali na wesela swoich dzieci. - Przyjaźń była bardzo zażyła - mówi Barbara.
17 czerwca Andrzej Rater zaprosił swojego przyjaciela Wiesława na działkę, na której urządzał imprezę alkoholową z okazji narodzin wnuczki. Moment był tym bardziej szczególny, że na świat przyszła pierwsza wnuczka Raterów. - Wyczekiwana od 5 lat - uśmiecha się jej babcia, Barbara.
Andrzej Rater hodował zwierzęta. Do dziś kucami szetlandzkimi zajmuje się jego żona, Barbara.
To nie był pierwszy taki wypad Andrzeja i Wiesława, żeby wspólnie spędzić czas przy whisky. Tym razem dołączyło do nich jeszcze dwóch kolegów. Impreza szybko się rozkręciła, alkohol lał się strumieniami, ale było spokojnie. Towarzystwo dużo żartowało i dobrze się bawiło. Jak zeznają później świadkowie, Andrzej często wychwalał przyjaźń z Wiesławem i komplementował przyjaciela. Po kilku godzinach spotkanie opuścili dwaj koledzy mężczyzn. Od tego momentu zostali sami. Andrzej poszedł spać do domku, a Wiesław siedział jeszcze chwilę na werandzie - tak przynajmniej zeznał w śledztwie Andrzej.
Nad ranem, Rater obudził się i dostrzegł leżące przed domkiem letniskowym ciało. Okazało się, że były to zmasakrowane zwłoki mężczyzny. - Podniosłem je i oparłem o werandę. Krew kapała z nosa ofiary, on nie wyglądał jakby zginął od jednego uderzenia. Był mocno pobity - mówi po sześciu latach od zdarzenia Andrzej Rater, który dziś odbywa karę więzienia za zabójstwo Jaworskiego.
Andrzej powiadomił policję, która chwilę po przyjeździe ustaliła, że ofiarą jest jego jego przyjaciel, Wiesław Jaworski. Rater natychmiast został zatrzymany, a wkrótce prokurator oskarżył go o zabójstwo. Mężczyzna nie przyznał się do winy. W areszcie odwiedziła go żona.
- Zadała pani pytanie mężowi, czy to zrobił? - pytam Barbarę Rater
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo wiem, że tego nie zrobił - odpowiada stanowczo kobieta.
3 grudnia 2020 roku, Sąd Okręgowy w Lublinie uznał Andrzeja Ratera za winnego zabójstwa Wiesława Jaworskiego i skazał go na 13 lat pozbawienia wolności. Sąd apelacyjny podzielił tę decyzję z tym, że zaostrzył karę dla Ratera do 15 lat. Mimo że w sprawie pojawiło się wiele wątpliwości. Dlaczego oskarżony miał zabić swojego bliskiego przyjaciela? Co dokładnie wydarzyło się feralnej nocy? Dlaczego opinia biegłego z zakresu analizy śladów krwawych była wielokrotnie uzupełniana? Co wspólnego ze śmiercią Wiesława Jaworskiego ma mężczyzna, który kilka miesięcy później dokonał zabójstwa zadając podobne obrażenia ofierze?
Aby poszukać odpowiedzi na te pytania zajrzeliśmy do akt śledztwa w sprawie zabójstwa Wiesława Jaworskiego. Porozmawialiśmy ze skazanym za tę zbrodnię Andrzejem Raterem i odwiedziliśmy jego żonę, Barbarę. Na koniec przeprowadziliśmy także wywiad z Kacprem Choromańskim - ekspertem od analizy śladów krwawych, bo to właśnie krew jest kluczowa w tej tragicznej historii.
W sprawie zabójstwa Wiesława Jaworskiego jest dużo wątpliwości i znaków zapytania. Zacznijmy od początku.
Motyw
Andrzej Rater i Wiesław Jaworski przyjaźnili się od wielu lat. Wynika to nie tylko z zeznań skazanego i jego żony, ale również rodziny ofiary. Wiesław został zaproszony na świętowanie narodzin wnuczki Andrzeja. Na imprezie byli również dwaj koledzy obu mężczyzn. Pili sporo alkoholu, ale spotkanie przebiegało w przyjaznej i bezkonfliktowej atmosferze. Z zeznań świadków wynika, że Rater wychwalał Jaworskiego i dawał wiele dowodów sympatii wobec niego. Żadna z osób przesłuchiwanych w czasie śledztwa nie wspomniała, aby Andrzej i Wiesław byli kiedykolwiek skonfliktowani, czy pokłóceni.
Wyrok w sprawie zabójstwa Wiesława Jaworskiego zapadł w Sądzie Okręgowym w Lublinie.
Mężczyzna nie miał problemów z alkoholem. Z opinii środowiskowych nie wynikało, aby był widywany w stanie upojenia alkoholowego. Rater po spożyciu alkoholu nigdy nie był agresywny. Mimo to sąd na podstawie opinii psychologicznej uznał, że alkohol zadziałał rozdrażniająco na Andrzej Ratera, co skończyło się śmiertelnym pobiciem Wiesława Jaworskiego. Powstaje także pytanie, czy kompletnie pijany mężczyzna (nad ranem miał prawie 1,5 promila alkoholu, a do zdarzenia miało dość między północą a 2 w nocy), zdecydowanie lżejszy i mniejszy od ofiary, mógłby ją tak skatować?
- Po alkoholu mogą chęci zostać a nie siła - teoretyzuje Andrzej Rater i dodaje: - On był ode mnie przynajmniej 20 kg cięższy. Nawet jakbym chciał, to nie dałbym mu rady.
Obcy
Andrzej Rater zeznał, że w czasie spotkania na działce pojawili się nieproszeni gości. Mężczyzna miał ich wyprosić. Nie pamięta szczegółów tej sytuacji ze względu na dużą ilość wypitego alkoholu. Za to śledczy zabezpieczyli pod jego paznokciami ślady biologiczne nieznanych osób. Być może należały one do nieproszonych gości.
Ślady niezidentyfikowanych osób ujawniono także na ręczniku zawieszonym na werandzie domku. Natomiast na rękojeści zabezpieczonego noża kuchennego ujawniono materiał biologiczny pochodzący od co najmniej trzech osób. Niektóre ślady zawierają mieszaninę DNA Wiesława Jaworskiego oraz innych ludzi, którzy nie pojawili się w ogóle w aktach śledztwa. To może oznaczać, że na działce, na której feralnej nocy zginął Wiesław Jaworski były jeszcze inne osoby, które mogły mieć związek ze śmiercią byłego starosty.
Dowodem na obecność obcych ludzi na działce Ratera w noc zabójstwa mają być poprzestawiane rzeczy.
Teoria ta stała się bardziej wiarygodna w obliczu wydarzeń, które miały miejsce kilka miesięcy po śmierci Wiesława Jaworskiego. W noc z 30 listopada na 1 grudnia 2017 roku doszło do brutalnego zabójstwa pracownika stacji benzynowej w Kolonii Pałecznicy. To miejscowość położona niespełna 20 km od miejsca, w którym zginął Wiesław Jaworski.
Napadu na stację paliw dokonały trzy młode osoby. Dawid S. zaatakował 58-letniego pracownika uderzając go kilkukrotnie trzonkiem od siekiery. Następnie ukradł mu 140 zł i uciekł pozostawiając go nieprzytomnego bez pomocy. Kilka dni później mężczyzna zmarł w szpitalu, a cała trójka została zatrzymana. Po roku od napadu Dawid S. usłyszał wyrok 25 lat pozbawienia wolności za brutalne zabójstwo pracownika stacji benzynowej.
Przyczyną śmierci 58-letniego mężczyzny były obrażenia głowy. Ofiara napadu miała krwiaki na całej głowie oraz połamane kości czaszki. Brutalność ataku i rozległe obrażenia ofiary przypominały okoliczności śmierci Wiesława Jaworskiego. Czy skazany za zabójstwo pracownika stacji paliw Dawid S. miał coś wspólnego ze śmiercią byłego starosty świdnickiego? Zarówno na etapie postępowania przygotowawczego w sprawie zabójstwa Jaworskiego, jak i przed sądem odwoławczym, obrońcy Andrzeja Ratera wnosili o porównanie tych dwóch zbrodni. Adwokat Ratera mecenas Jacek Przeciechowski chciał, aby śledczy sprawdzili, gdzie logował się telefon m.in. zabójcy pracownika stacji paliw, w noc kiedy zginął Wiesław Jaworski.
To mogłoby rozwiać wątpliwości, czy Dawid S. miał coś wspólnego ze śmiercią byłego starosty świdnickiego. Prokurator prowadzący śledztwo oddalił jednak wniosek mecenasa Przeciechowskiego stwierdzając, że służy jedynie do przedłużenia postępowania. Kilka dni później prokurator Rafał Majka zamknął śledztwo oskarżając Andrzeja Ratera o zabójstwo Wiesława Jaworskiego. Również sąd odwoławczy nie był zainteresowany zweryfikowaniem, czy osoby, które napadły na stację benzynową miały coś wspólnego ze śmiercią Wiesława Jaworskiego.
- Nie porównali tych dwóch spraw, bo chodziło, o to, żeby szybko zamknąć sprawę. Mamy przecież winnego na podwórku. Po co drążyć? To zajmie dużo czasu - ironizuje żona skazanego, Barbara Rater.
Krew
Głównym dowodem przeciwko Andrzejowi Raterowi były ślady krwi ofiary na jego odzieży. Nie było ich wiele biorąc pod uwagę znaczne obrażenia głowy Wiesława Jaworskiego, co podkreślano nawet w opinii zakładu medycyny sądowej.
"Osoba, która przyczyniła się do jego zgonu powinna mieć ślady krwawe zarówno na odzieży, jak i na odkrytych częściach ciała, ale pamiętać należy o tym, że z całości materiału dowodowego wynika, iż ktoś zmywał ślady krwawe w łazience posesji".Tyle, że fragment o zmywaniu śladów krwawych w łazience okaże się nieprawdą. Przejdziemy do tego za chwilę.
Ustalenia zakładu medycyn sądowej nie przeszkodziły jednak prokuraturze i sądowi stwierdzić, że krew ofiary na odzieży Ratera znalazła się w czasie walki między mężczyznami. Oskarżony nie zgadzał się z tym i wyjaśniał przed sądem, że gdy nad ranem zobaczył leżące ciało przed domkiem, to podniósł je i oparł o werandę. To wtedy krew Jaworskiego mogła zostać przeniesiona na ubranie Andrzeja Ratera. Mechanizm powstania śladów krwi na miejscu zbrodni lub na uczestnikach zdarzenia może rozstrzygnąć analityk śladów krwawych. Pomaga on śledczym i sądowi ustalić, co wydarzyło się na miejscu zbrodni bazując na śladach krwi. Rozmawiamy z jednym z nich. Kacper Choromański do ekspert w dziedzinie analizy śladów krwawych z międzynarodowymi kwalifikacjami. Jest biegłym przy Sądzie Okręgowym w Warszawie.
Jak tłumaczy Choromański, do rzetelnego przeprowadzenia analizy potrzebne są zdjęcia śladów krwawych wykonane metodą mikroskopową. Problem jest jednak taki, że takimi zdjęcia nie dysponowali śledczy, ani biegły opiniujący w sprawie zabójstwa Wiesława Jaworskiego.
- Jest dla mnie oczywistym to, że trzeba wykonać zdjęcia mikroskopowe, żeby się przyjrzeć z bliska, jak krew reagowała z odzieżą. Na pierwszy rzut oka, patrząc z oddali, może się coś wydawać rozpryskiem, podczas gdy z bliska, jak się dokładnie przyjrzymy, to faktycznie plama krwi może być okrągła, ale jest to ślad kontaktowy a nie rozpryskowy. Dlaczego? Bo ktoś dotknął rozprysk, który był na innej powierzchni. Do takiej weryfikacji potrzebne są jednak zdjęcia mikroskopowe - tłumaczy analityk śladów krwawych, Kacper Choromański.
Spodnie Andrzej Ratera. Kółkiem zakreślono miejsca, w którym ujawniono ślady krwi.
Ekspert podkreśla, że odzież zbudowana jest ze specyficznych włókien, co ma duży wpływ na analizę powstania plamy krwi. - Taki materiał nie jest prosty, a trójwymiarowy. Włókna posiadają swoje właściwości, specyficzne cechy fizykochemiczne - wyjaśnia.
Kontrowersji wokół krwi ofiary jest jednak więcej. Sąd wykluczył, na podstawie opinii biegłego, że Andrzej Rater mógł pobrudzić się krwią Wiesława Jaworskiego nad ranem, kilka godzin po zgonie mężczyzny. Według biegłego, wtedy krew Jaworskiego była już skrzepnięta. Przeczą temu jednak zdjęcia z policyjnych oględzin ciała ofiary, czy z prosektorium. Według Choromańskiego, krew była płynna. Zna szczegóły sprawy, bo jest autorem prywatnej opinii, którą zamówił obrońca Andrzeja Ratera.
- Krew mogła być płynna, bo świadczą o tym zdjęcia z oględzin miejsca zwłok. Widzimy rękawiczki, które są na początku po prostu czarne. Natomiast potem, z każdą chwilą pracy z tymi zwłokami, zaczynały się pokrywać krwią. Z ran na twarzy ofiary sączy się i cieknie krew, co tworzy nowe ślady.
Również zdjęcia z prosektorium świadczą o tym, że krew ofiary była płynna nawet dwie doby od zgonu. - Kiedy denat leży już na stole sekcyjnym, widać na blacie ślady skapnięć krwi, które powstały w wyniku przemieszczania zwłok. Twierdzenie, że krew była skrzepnięta w chwili śmierci ofiary jest po prostu nieporozumieniem - oburza się Choromański.
Na ścianie łazienki w domku letniskowym Andrzeja Ratera śledczy ujawnili ślad krwi, który miał być zmywany. Okazało się to nieprawdą. To właśnie o tym śladzie była mowa w cytowanej wyżej opinii zakładu medycyny sądowej.
- Jeden z tych problematyczny śladów, to był ślad kontaktowy, który był w łazience na ścianie niechłonnej. Został on ujawniony przy pomocy chemiluminescencji i skategoryzowany, jako ślad zmywany, czyli że ktoś coś dotknął, a potem to intensywnie zmywał. Podczas, gdy tak naprawdę nie ma podstaw do tego - mówi ekspert.
Dowodem przeciwko Raterowi miała być także krew ofiary ujawniona w umywalce i syfonie przy pomocy luminolu - substancji chemicznej wykorzystywanej w poszukiwaniach śladów krwi. Zdaniem biegłego wydającego opinię do sprawy, Andrzej Rater po dokonanym zabójstwie umył ręce, aby pozbyć się dowodów zbrodni. Faktycznie, na umywalce zabezpieczono ślady genetyczne ofiary, ale nie była to… krew.
- Luminol przy spryskaniu tego miejsca święcił. To oznacza, że może być tam krew, ale nie musi. Proszę pamiętać, że luminol nie tyle "działa" z krwią, co reaguje na żelazo. I nie tylko, bo też z silnymi utleniaczami, czyli popularnym Domestosem, czy chlorem. Wszystko to będzie świeciło. Także niektóre grzyby. Dlatego używanie luminolu w łazience może być bardzo zwodnicze - wyjaśnia Choromański.
Dopiero, gdy laboratorium przebadało próbki materiału genetycznego z umywalki okazało się, że nie ma tam krwi. Podczas procesu doszło jednak do kuriozalnej sytuacji. - W trakcie rozprawy mamy informację, że to nie szkodzi, że test specyficzny wykluczył krew, bo... luminol wskazał, że to jest krew. To jest pomieszanie z poplątaniem! Nie na tym polega algorytm postępowania, czy chociażby próba logicznego myślenia - mówi analityk śladów krwawych.
Biegły
W czasie procesu powołany przez sąd biegły kilkukrotnie uzupełniał swoją opinię. Twierdził, że krew ofiary została przeniesiona na odzież Ratera w czasie walki lub tuż po śmierci Wiesława Jaworskiego. W procesie odwoławczym utrzymywał, że na odzieży oskarżonego były rozpryski krwi. Uważał wtedy, że określenie rodzaju rozprysku jest obarczone niepewnością. Tyle że w poprzednich opiniach kategoryzował ujawnione rozpryski krwi wskazując, że są one uderzeniowe, czyli mogące powstać, np. podczas walki. Inny razem wykluczał, że mogą mieć charakter rozprysków zrzutowych - powstałych np. przy ściekaniu krwi z narzędzia zbrodni.
- Inaczej będzie wyglądał rozprysk krwi, skapnięcie, czy ślad kontaktowy. One będą miały inną charakterystykę i cechy, ale to można zabezpieczyć przy pomocy zdjęć mikroskopowych, co w tej sprawie nie zostało zrobione. Dlatego, jeżeli chodzi o kwestię naukową, nie można powiedzieć, jak te ślady powstały. Chciałbym usłyszeć, kto w 100 proc., oprócz sądu, byłby w stanie powiedzieć, jakie były konkretne ślady na tej odzieży, bazując na zdjęciach w aktach sprawy. Moim zdaniem nikt - uważa Kacper Choromański.
Ślady ujawnione przy pomocy chemiluminescencji. Ślady mają charakter kontaktowy nie ma oznak zmywania powierzchni.
Brak konsekwencji biegłego podnoszony był również przy ocenie wielkości plam krwi na spodniach Andrzeja Ratera. To ważne, bo nawet milimetrowe różnice w ich rozmiarze mogą wyjaśnić, czy krew została przeniesiona w wyniku walki między napastnikiem a ofiarą.
Według obrońców Ratera, opinie biegłego były niejasne, sprzeczne i błędne. Dlatego składając apelację wnioskowali o dopuszczenie dowodu z opinii innego biegłego z zakresu analizy śladów krwawych. Sąd odwoławczy nie przychylił się jednak do tego wniosku. Ocenił, że w sprawie nie zachodzą podstawy do powołania innego biegłego, gdyż dotychczas sporządzone opinie nie były ze sobą sprzeczne, a wszelkie wątpliwości zostały wyjaśnione. Co prawda, sąd uznał, że opinia nie była kategoryczna, ale mimo to zasługiwała na uwzględnienie, bez konieczności powoływania innego biegłego z zakresu analizy śladów krwawych.
Andrzej Rater przegrał w obu instancjach. Sąd odwoławczy zaostrzył mu karę z 13 do 15 lat pozbawienia wolności za zabójstwo Wiesława Jaworskiego. Rodzina Raterów nie poddaje się. Za pośrednictwem pełnomocników złożyła kasację od wyroku. 10 maja 2023 roku nad sprawą pochyli się Sąd Najwyższy.
- Co będzie, jak Sąd Najwyższy nie uwzględni kasacji? - pytam Barbarę, żonę Andrzeja.- Nie odpuścimy. Będziemy walczyć dalej w Strasburg - zapowiada.
W Strasburgu mieście się Europejski Trybunał Praw Człowieka. To międzynarodowy sąd, który powołany jest do rozpatrywania skarg osób twierdzących, że naruszone zostały ich prawa we własnym kraju.
Siedzina Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu.
Bezdyskusyjnym jest fakt, że Andrzej Rater został prawomocnie uznany za winnego dokonania zabójstwa Wiesława Jaworskiego. Skazany, jak i jego rodzina, ma jednak pełne prawo domagać się sprawiedliwości i korzystać z wszystkich dostępnych praw i możliwości dochodzenia niewinności. Tym bardziej, że proces miał charakter poszlakowy, a ilość wątpliwości i pytań pozostawionych bez odpowiedzi przez śledczych i sędziów jest zaskakująca dla wielu ekspertów z zakresu kryminalistyki. Materiał dowodowy zebrany w sprawie nie był jednoznaczny, a akt oskarżenia został oparty praktycznie w całości na opinii biegłego, która w procesie sądowym była wielokrotnie uzupełniania i podważana przez obrońców oskarżonego. W końcu, sędziowie nie dopuścili wniosków dowodowych obrońców oskarżonego, co na pewno nie przysłużyło się do rozwiania wątpliwości, co do rzetelności prowadzonego postępowania prokuratorskiego i sądowego.
Mecenas Michał Kałużny, pełnomocnik Andrzeja Ratera, adresowane do Sądu Najwyższego pismo kasacyjne zakończył słowami wybitnego starożytnego filozofa, Arystotelesa:
„Każdy z nas wolałby raczej uwolnić winnego, niż skazać niewinnego... Wolelibyśmy bowiem uznać każdego raczej za niewinnego, nawet jeśli stawiane zarzuty były prawdziwe, niż skazać go, gdyby prawdziwe nie były. W razie wątpliwości trzeba wybrać to, co naraża na mniejszy błąd”.
O sprawie zabójstwa Wiesława Jaworskiego posłuchasz również w podcaście kryminanlnym Radia ZET "Materiał dowodowy". Zaprasza Mateusz Kapera.
"Materiał dowodowy" to reporterski podcast kryminalny Radia ZET przygotowywany przez dziennikarza Mateusza Kaperę. Przybliżamy słuchaczom najciekawsze sprawy kryminalne, które wydarzyły się w Polsce. Odkrywamy nowe fakty i rozmawiamy z rodzinami nie tylko ofiar, ale także oprawców. Nowe odcinki, co dwa tygodnie na player.radiozet.pl, kanale Youtube Radia ZET i najpopularniejszych platformach streamingowych.
Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET