Polski wolontariusz od miesiąca mieszka w metrze w Charkowie. "Coś nie do opisania"
W życiu bym nie przypuszczał, że od 38 dni będę żył w metrze, razem z tymi ludźmi. To jest coś nie do opisania - mówi w rozmowie z Radiem ZET wolontariusz Jakub Jaworski. Polak mieszka pod ziemią razem z grupą 130 osób, które chowają się przed rosyjskimi bombami.
Ponad 130 osób od kilku miesięcy żyje na stacji metra w Charkowie. Ich domy albo zostały zniszczone, albo może się to stać w każdej chwili, bo na dzielnice, w których mieszkali, wciąż spadają rosyjskie bomby.
Polski wolontariusz mieszka w metrze w Charkowie i pomaga ludziom
Choć miasto wiele razy chciało ich przenieść w bezpieczne miejsce, oni sami boją się rosyjskich bomb, więc na zewnątrz wychodzą tylko gdy muszą. Od ponad miesiąca pomaga im i żyje razem z nimi w metrze wolontariusz z Polski, Jakub Jaworski.
- To są całe rodziny, które po prostu zostały pozbawione warunków mieszkalnych poprzez ataki bombowe. Boją się, niektórzy są straumatyzowani i od pierwszego dnia wojny w ogóle nie wyszli na powietrze - opowiada w rozmowie z Radiem ZET.
Pytany, jak to się stało, że znalazł się w Charkowie, Jaworski odpowiada, że po prostu "przyjechał i tak został". - Mieszkam tu, tak jak oni - mówi wolontariusz. Przyznaje, że wielokrotnie próbował przekonać mieszkańców metra do ewakuacji. Gdy to się nie udało, zaczął im pomagać. Codziennie kupuje im wodę, jedzenie i pomaga przygotowywać posiłki.
- W życiu bym nie przypuszczał, że od 38 dni będę żył w metrze, razem z tymi ludźmi. To jest coś nie do opisania - podsumował Jakub Jaworski.
RadioZET.pl/MG/Twitter
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET