`

Francja nad przepaścią. Rząd po raz kolejny upadnie? “Premier trochę się przeliczył”

6 min. czytania
05.09.2025 06:02
Obserwuj nas na Google

- Popularnością nie cieszy się zarówno rząd, jak i Emmanuel Macron, który w tej chwili odnotował około 15 proc. poparcia. To jak dotąd najgorszy wynik, nawet niższy niż w czasie protestów tzw. żółtych kamizelek - wyjaśnia w rozmowie z RadioZET.pl Amanda Dziubińska, analityczka ds. Francji Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych. Za kilka dni może ponownie dojść do zatrzęsienia francuską sceną polityczną.  

fot. GAIZKA IROZ/AFP/East News

8 września we francuskim parlamencie odbędzie się głosowanie nad wotum zaufania dla rządu premiera Francoisa Bayrou. W tle toczy się spór polityczny o przyjęcie budżetu na kolejny rok. Obóz rządzący planuje olbrzymie cięcia wydatków co, zdaniem jego polityków, ma uratować Francję z gospodarczej katastrofy. Francoisa Bayrou nie ma jednak w parlamencie wystarczającej liczby zwolenników tego pomysłu. Nawet we własnych szeregach. Do tego dochodzi sprzeciw opozycji, która ostrzy sobie zęby na przejęcie władzy. Wszystko wskazuje na to, że zanim dojdzie do głosowania nad budżetem, rząd Bayrou nie uzyska od parlamentu wotum zaufania. 

"Zagłosujemy przeciwko wnioskowi o wotum zaufania. Tylko rozwiązanie parlamentu da Francuzom szansę zdecydować o swojej przyszłości" -  grzmi na X Marine Le Pen, liderka skrajnie prawicowego Zjednoczenia Narodowego. 

“Nasi parlamentarzyści muszą zdecydować, czy są po stronie chaosu, czy po stronie odpowiedzialności” - odpowiada szef rządu. 

Redakcja poleca

Francja zmaga się nie tylko z politycznym impasem, ale również olbrzymim długiem publicznym w wysokości 3,2 bln euro. Kryzysu dopełnia brak zaufania społeczeństwa do rządzących. O powodach wielkiego kryzysu politycznego i gospodarczego nad Sekwaną rozmawiamy z analityczką ds. Francji Amandą Dziubińską z Polskiego Instytutu Międzynarodowego. 

Mateusz Kapera: Co jest powodem głosowania nad wotum zaufania dla rządu Francoisa Bayrou, które ma odbyć się już 8 września? 

Amanda Dziubińska, PISM: - To jest decyzja samego premiera, żeby ubiegać się o wotum zaufania. Zaskoczyła ona nawet jego ministrów poinformowanych dopiero tuż przed konferencją prasową premiera. Wcześniej Bayrou omówił ten krok z prezydentem Emmanuelem Macronem.  Powodem jest zaostrzająca się krytyka opozycji, niełatwa sytuacja negocjacyjna, spory oraz wątpliwości innych partii politycznych co do tego, jak powinien wyglądać budżet na kolejny rok.  

Mamy sytuację dość podobną do tej sprzed roku, kiedy stery po przyspieszonych wyborach parlamentarnych przejął Michel Barnier. Wówczas również najtrudniejszym wyzwaniem było skonstruowanie budżetu, który uzyskałby szerokie poparcie w rozdrobnionym parlamencie. 

Tym razem również takiego poparcia brakuje. François Bayrou zdecydował się więc poprosić izbę o wyrażenie zaufania dla jego rządu. To strategiczny manewr mający zapewnić polityczną jasność i potencjalnie uchronić przed trudną debatą nad budżetem 2026. Bayrou podjął się niepopularnych działań na rzecz ograniczenia wydatków. Być może był również przekonany, że zdoła do tego czasu przekonać partie polityczne, które wykraczają poza wspólny rdzeń rządowy. 

Możliwe, że premier trochę się przeliczył. Chciał zapobiec powtórce z zeszłorocznej katastrofy, gdy rząd upadł podczas głosowania nad jedną z ustaw budżetowych. Jednak na ogół o wotum zaufania prosi się wtedy, kiedy jest się pewnym zwycięstwa. Jeśli premier wyszedł z takiego założenia, to może się okazać, że był to ruch niezbyt fortunny. 

Szef francuskiego rządu obroni się w poniedziałkowym głosowaniu? 

- To trudne zadanie. Istnieje nawet wątpliwość, czy premier uzyska zaufanie wśród wszystkich członków partii współtworzących rząd. Kilkunastu deputowanych waha się, czy stanąć w obronie premiera. W najgorszym scenariuszu Bayrou mógłby uzyskać jedynie około 185 głosów w 577-osobowym parlamencie. To zdecydowanie za mało. Opozycja obejmująca szeroki obóz lewicowy i skrajną prawicę, dysponuje łącznie około 330 mandatami, co zwiększa ryzyko upadku rządu.  

Sądzę, że prezydent Emmanuel Macron, który w tym tygodniu zaangażował się w ratowanie sytuacji, zakłada, że 8 września rząd Bayrou upadnie. Prezydent będzie miał jednak więcej opcji niż tylko decyzję o kolejnym przedterminowym rozwiązywaniu Zgromadzenia Narodowego. 

Jaki plan ma prezydent Emmanuel Macron? 

- Macron zabiega o to, by obóz rządowy zaczął rozmawiać z socjalistami i rozważył pewne ustępstwa w sprawach budżetowych na korzyść lewicy. Celem jest uniknięcie sytuacji, w której jedynym wyjściem byłoby rozwiązanie parlamentu. Macron będzie natomiast musiał ponownie rozpocząć poszukiwania nowego premiera.  

Wydawało się, że kością niezgody jest przede wszystkim budżet i sytuacja finansowa Francji, a wychodzi na to, że chodzi głównie o władzę.  

- To przykład klasycznej rozgrywki politycznej. Obok deklaracji o chęci realizacji swoich postulatów każda partia chce także zwrócić się do swojego elektoratu, skonsolidować go, bądź powiększyć bazę wyborczą, utrzymać spójność w ramach koalicji, jeśli w takiej jest, i chronić wewnętrzne interesy. 

Redakcja poleca

Przykładem takiego postępowania są propozycje skrajnej prawicy dotyczące budżetu, które mają wzmocnić własną pozycję wśród określonej grupy wyborców, na przykład tych sceptycznych wobec migracji. Jednym z flagowych pomysłów jest chociażby ograniczenie finansowania świadczeń zdrowotnych dla migrantów. Jest to część szerszej strategii Zjednoczenia Narodowego. Marine Le Pen wykorzystuje debatę budżetową do umocnienia swojej pozycji przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku. Łączy retorykę antyimigrancką z obietnicami obniżek podatków dla klasy średniej, co ma przyciągnąć niezadowolonych wyborców centroprawicy. 

Francuskie media grzmią o opłakanej sytuacji gospodarczej Francji. Rząd chce wprowadzić w budżecie olbrzymie cięcia. Rzeczywiście jest tak źle? 

 - Cięcia są konieczne, by poprawić stabilność finansów publicznych. Wynikają również z konieczności spełnienia unijnych kryteriów. Francja nie może pozwolić sobie na utrzymywanie deficytu na poziomie blisko 6 proc. PKB jak w ubiegłym roku. 

Choć nie jest to jeszcze kryzys na miarę Grecji, który poważnie zagrażałby francuskiej gospodarce, to rząd musi szukać dodatkowych źródeł finansowania lub sposobów na ograniczenie wydatków. Propozycje, takie jak zniesienie dwóch dni świątecznych, zamrożenie podwyżek emerytur, świadczeń socjalnych czy wprowadzenie jakiejś formy opłaty solidarnościowej dla osób lepiej zarabiających, spotkały się z szeroką krytyką i sprzeciwem partii opozycyjnych. Lewica i związki zawodowe oskarżają Bayrou’ego o atak na prawa pracownicze, podczas gdy skrajna prawica, w tym Zjednoczenie Narodowe, krytykuje nowe podatki jako obciążenie dla klasy średniej. Strajkami grożą związki zawodowe. 

Jak francuskie społeczeństwo zapatruje się na te cięcia? 

- Negatywnie.  Zdecydowana większość Francuzów sprzeciwia się proponowanym cięciom, obawiając się pogorszenia sytuacji socjalnej. Ale negatywne nastroje dotyczą nie tylko budżetu. Społeczeństwo nie popiera działań rządu. Ostatnie sondaże mierzące popularność polityków pokazują, że ani rząd, ani prezydent Macron nie cieszą się sympatią. Jeśli chodzi o prezydenta, jest ono na poziomie około 15 proc.. To wynik nawet niższy niż w podczas protestów tzw. żółtych kamizelek. 

To pokazuje wyraźnie, jak niechętne jest francuskie społeczeństwo wobec rządzących i samego premiera François Bayrou. Korzysta na tym skrajna prawica, która domaga się przyśpieszonych wyborów i wzywa do rezygnacji Macrona z urzędu prezydenta. To drugie jest jednak mało prawdopodobne. 

Francja ma dług publiczny na olbrzymim poziomie - 3,2 bln euro. Co do niego doprowadziło? 

 - Francja od lat zwiększa zadłużenie. Jedną z przyczyn są wysokie wydatki publiczne. Francja jest znana jako państwo, które ma rozbudowany system socjalny, który pochłania znaczną część budżetu państwa, często przekraczając dochody. Dotyczy to zwłaszcza wysokich emerytur, ale także rozbudowanej opieki zdrowotnej, edukacji czy pomocy socjalnej. Trzeba również pamiętać, że we Francji mamy do czynienia ze starzejącym się społeczeństwem przy niższej liczbie osób aktywnych zawodowo.  

W ostatnich latach sytuację pogarsza niski wzrost gospodarczy.  Prognoza na ten rok zakłada wzrost PKB na poziomie zaledwie 0,8 proc. To wynik gorszy niż wielu innych rozwiniętych gospodarek, bo ogranicza dochody podatkowe, utrudniając równoważenie budżetu. 

Innym charakteryzującym elementem gospodarki Francji są wysokie koszty pracy i mała elastyczność rynku, co ogranicza konkurencyjność firm i może wpływać również na zdolność redukcji długu. Budżet obciążają dodatkowo koszty obsługi długu, a w obliczu przedłużającego się impasu politycznego w parlamencie trudno jest rządowi przeprowadzić głębokie reformy polityki fiskalnej. 

Podobnie było za poprzednich rządów? 

- Kolejne rządy unikały głębokich strukturalnych reform, takich jak zmiany w systemie podatkowym czy w administracji publicznej. Francję charakteryzują częste i masowe protesty społeczne, których władze chcą uniknąć. Ponadto w ostatnich latach europejskie kryzysy gospodarcze, w tym globalne spowolnienie i skutki kryzysu energetycznego, negatywnie wpłynęły  na francuską gospodarkę.  

Kłopoty francuskiego rządu oznaczają również problemy dla prezydenta Emmanuela Macrona? 

- Prezydent Macron sprawuje urząd do 2027 roku i nie zamierza skracać kadencji. Presja polityczna, która jest na niego wywierana ze strony skrajnej prawicy i lewicy domagających się jego ustąpienia, nie stanowi dla niego żadnego argumentu. Macron co prawda notuje znaczący spadek w sondażach już od dłuższego czasu, ale w sytuacji, w której i tak nie będzie mógł się ubiegać o trzecią kadencję, ma to ograniczony wpływ na jego dalszą karierę polityczną.  

“Rok temu złożyliśmy wniosek o impeachment (postawienie głowy państwa w stan oskarżenia - przyp. red.) Emmanuela Macrona. Zrobimy to ponownie 23 września” - zapowiedział lider skrajnie lewicowej Francji Niepokornej. Macron nie obawia się działań politycznego rywala? 

- Wiedząc, jak funkcjonuje francuska klasa polityczna i jaką wagę niesie ze sobą przyjęcie wniosku o impeachment prezydenta, nie spodziewam się, żeby większość polityków go poparła. Pozbawienie w ten sposób urzędu Macrona jest bardzo mało prawdopodobnym scenariuszem, wręcz graniczy z political-fiction. 

Natomiast prezydent w najbliższym czasie będzie musiał powrócić do wewnętrznej gry politycznej. Wycofywał się z niej ostatnio na rzecz zdecydowanie większej aktywności na arenie międzynarodowej. Zdawał sobie sprawę, że tam może znacznie więcej zdziałać niż w kraju, w którym nie dysponuje samodzielną i stabilną większością w parlamencie. Teraz Macron będzie musiał więcej uwagi poświęcić sytuacji wewnętrznej i po raz kolejny podjąć rozmowy z partiami rządzącymi, a być może też pośredniczyć w negocjacjach z partiami opozycyjnymi. Jego celem jest uniknięcie scenariusza ponownego rozwiązania parlamentu.  

Będzie to zadanie trudne.  Macron będzie musiał podjąć rozmowy na temat potencjalnego następcy Francoisa Bayrou na stanowisku premiera. Stawką jest przede wszystkim przyjęcie budżetu. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET