Polacy w USA po decyzji Trumpa. "Mam nadzieję, że trafię do więzienia tylko na kilka godzin"
- Nie godzę się na to, żeby nazywano mnie przestępcą. Przez 25 lat Amerykanie żyli z moich podatków - mówi 43-letnia Ewa. Do USA wyjechała w wieku 18 lat w poszukiwaniu lepszego życia. Mimo że nigdy nie trafiła do policyjnej kartoteki, według Białego Domu jest przestępczynią. Podobnie jak dziesiątki tysięcy Polaków za oceanem.
Ewa wraz z mężem i dwoma synami mieszka w USA od 25 lat. Po osiągnięciu pełnoletności wyjechała za ocean. Chwilę później dołączył jej partner. Ślub wzięli w Stanach. W nich urodzili się dwaj synowie - jeden ma 14 lat, drugi 19. Ewa amerykańską granicę przekroczyła na wizie turystycznej. Mogła na niej przebywać w USA przez sześć miesięcy.
- Rodzice powiedzieli, że będę mieć lepsze życie za wielką wodą. Kiedy przyjechałam, było jednak ciężko z pracą, bo już wtedy napłynęło wielu Europejczyków i nie tylko. Dostępne były najgorsze prace, czyli sprzątanie i praca na budowach – wspomina pochodząca z okolic Tarnowa Ewa.
Nie wystarczy już skrucha i tysiąc dolarów
Liczyła, że po wygaśnięciu wizy turystycznej będzie mogła starać się o zieloną kartę, która gwarantuje legalny pobyt. Nie zdążyła. Do 30 kwietnia 2001 roku funkcjonował w amerykańskiej ustawie imigracyjnej paragraf 245(i), który umożliwiał nielegalnym imigrantom nabycie zielonej karty bez opuszczania kraju, ale po zapłaceniu tysiąca dolarów kary. Dodatkowo trzeba było złożyć wniosek o sponsorowanie przez pracę lub rodzinę.
- Nawet jeżeli ktoś wjechał do Stanów nielegalnie, ale zapłacił karę, poprosił o wybaczenie i wyraził skruchę, mógł ubiegać się o zieloną kartę - tłumaczy mecenas Magdalena Grobelski, która prowadzi w Chicago kancelaria specjalizująca się w prawie imigracyjnym.
Szansę na legalizację pobytu stracili imigranci, którzy przyjechali po 30 kwietnia 2001 roku, także osoby, które przekroczyły granicę z USA wcześniej, ale z różnych przyczyn nie złożyły dokumentów do urzędu imigracyjnego. Ewa zdecydowała się zostać, licząc na amnestię w kolejnych latach.
- Nigdy już nie została otwarta droga do legalizacji. Mimo że mogłam wziąć tutaj ślub, otrzymać Social Security Number (w uproszczeniu: odpowiednik polskiego numeru PESEL - przyp. red.), wyrobić prawo jazdy, to wciąż jestem nielegalną imigrantką - bulwersuje się Ewa i dodaje: - Płacimy normalnie podatki, rozliczamy się ze wszystkiego. Mąż otworzył swoją firmę hydrauliczną, ja - serwis sprzątający. Mamy tutaj nieruchomości. Żyjemy jak każdy Amerykanin.
Po wykreśleniu paragrafu 245(i) z prawa imigracyjnego Polka miała jeszcze dwie możliwości zalegalizowania swojego pobytu. Pierwsza to małżeństwo. - Mogłam rozwieść się ze swoim mężem i udawać małżeństwo z amerykańskim obywatelem. Takiej drogi nie chcieliśmy wybrać - tłumaczy Ewa.
Druga to czekanie na ukończenie przez syna 21. roku życia. Dziecko może sponsorować rodziców pod warunkiem, że urodziło się na amerykańskiej ziemi. - Najłatwiejsza i najprostsza droga. Za dwa lata mój syn może podpisać sponsoring i po kilkumiesięcznym procesie zalegalizuję swój i męża pobyt - mówi Ewa.
Dwa lata to jednak sporo czasu. Tym bardziej że prezydent Donald Trump w błyskawiczny sposób zabrał się za nielegalnych imigrantów. Głównym celem są kryminaliści i osoby z nakazem deportacji. Strach wśród Polaków wzrósł jednak po ostatniej wypowiedzi rzecznika prezydenta, który stwierdził, że każdy nielegalny imigrant jest przestępcą. - Nie godzę się na to, by nazywano mnie przestępcą. Przez 25 lat Amerykanie żyli z moich podatków, a mimo tylu lat pracy nie należą mi się żadne profity państwowe, bo jestem tutaj nielegalnie - odpowiada stanowczo kobieta.
Panika wśród Polonii. “Telefony łamią serce”
Według polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych w USA może przebywać nielegalnie nawet 30 tys. Polaków. - Dzisiaj dostałam ponad 40 telefonów od samych Polaków. I każdy z tych telefonów łamie serce, bo naprawdę ludzie się boją - mówi mecenas Grobelski.
Najwięcej z nich znajduje się w stanie Illinois. W Chicago mieszka największa Polonia na świecie - prawie 1,8 mln polskich imigrantów. To miasto jest też głównym celem administracji Trumpa w egzekwowaniu przepisów imigracyjnych. W ostatnich dniach w “Wietrznym Mieście” miały miejsce naloty policji imigracyjnej. Głównie aresztowano osoby z nakazem deportacji i przeszłością kryminalną. Przerażeni są jednak wszyscy.
- Ludzie dzwonią i pytają, czy bezpiecznie jest iść do pracy, czy do sklepu. W większości są to osoby, które od lat płacą podatki i nie mają kryminalnej przeszłości. Mimo to boją się, a wręcz są przerażeni. Próbujemy ich trochę uspokoić - mówi Anita Folta, asystentka prawna w kancelarii prawnej Kurczaba&Brozek w Chicago.
Po kolejnych doniesieniach o aresztowaniach i deportacjach nielegalnych imigrantów wielu z nich stara się uregulować swój status. - Ludzie pytają nas, co mają robić, kiedy zatrzyma ich policja imigracyjna i jakie są ich prawa. Chcą szybko składać dokumenty do urzędu imigracyjnego, żeby mieć je w trakcie rozpatrywania w razie, gdyby zostało wszczęte przeciwko nim postępowanie - mówi Folta.
Dlaczego nie zrobili tego wcześniej? Większość Polaków podaje te same powody: oczekiwania na kolejną amnestię i złe rady bliskich czy znajomych. Często słyszeli od bliskich przebywających od jakiegoś czasu w USA: “nie rób nic, bo my jesteśmy bez statusu i da się jakoś przeżyć, w końcu na pewno wprowadzą amnestię”.
Bywały też bardziej absurdalne porady. “Nie składaj dokumentów, bo będziesz na świeczniku. Zostawisz urzędnikom wszystkie swoje dane” - wspomina opowieści klientów Anita Folta z kancelarii Kurczaba&Brozek. - W dzisiejszych czasach wszystko jest widoczne, szczególnie w Stanach - dodaje.
Droga do legalizacji? Amerykański ślub, dzieci lub pracodawca
W ostatnich dniach w szkole młodszego syna Ewy nie pojawiła się połowa uczniów. Rodzice, którzy w Stanach są nielegalnie, boją się posyłać dzieci do szkół, czy nawet wychodzić na ulice. Polka wylicza, że 30 proc. znajomych jest w podobnej sytuacji, co ona. Z każdym rokiem ta liczba maleje. - Przyjeżdżając do USA 25 lat temu, poznałam ludzi w podobnym wieku. Osiedlaliśmy się, zakładaliśmy rodziny. W zależności od tego, kiedy mieli dzieci, mogą cieszyć się legalnym pobytem - tłumaczy kobieta. Dla Ewy i jej męża, a także wielu innych nielegalnych imigrantów, urodzone w USA dzieci są ostatnią deską ratunku.
- Muszą państwo poczekać jeszcze dwa lata, zanim syn skończy 21 lat. Co będzie, jeżeli za kilka dni zostaną państwo aresztowani przez policję imigracyjną? - pytam.
- Mam nadzieję, że trafię do więzienia tylko na kilka godzin lub dni. Liczę, że podczas procesu sędzia będzie łaskawy i pozwoli nam poczekać te dwa lata w USA - odpowiada Ewa.
- A jak nie pozwoli? - dopytuję.
- Zapewne zostaniemy deportowani.
Problem w tym, że to w Stanach toczy się ich życie. W Polsce wszystko sprzedali. Nie mają domu, bliskich i znajomych. Starszy syn mógłby zostać, ale młodszego musieliby wziąć ze sobą i szukać mu nowej szkoły. Trudno byłoby mu kontynuować edukację w Polsce ze względu na to, że jego podstawowym językiem jest amerykański. - Nasze życie jest w USA. Tutaj mamy swój dom, rodzinę i znajomych. Polska pozostała w sercu. Chciałabym ją odwiedzić, ale nie mogę w niej żyć. Nie mam tam nikogo i nic - żali się Ewa.
Imigranci mieszkający od lat w USA starają się robić wszystko, aby znaleźć rozwiązanie swojej dramatycznej sytuacji. Czasami się udaje. - Mamy przypadki, że ktoś z rodziny, na przykład mama, złożył kiedyś do urzędu imigracyjnego petycję rodzinną, z którą jednak nic dalej nie zrobiono. Było to jednak przed 2001 rokiem, więc nawet teraz takie osoby mogą skorzystać ze starych przepisów. Wystarczy zapłacić tysiąc dolarów kary i starać się o zieloną kartę - wyjaśnia Folta.
W teorii najbardziej pewnym sposobem na zalegalizowanie pobytu wydaje się małżeństwo z amerykańskim obywatelem. Do kancelarii dzwonią jednak osoby, które zdecydowały się na taki krok, ale mimo to wciąż nie mają uregulowanego statusu. Powodem jest brak złożenia papierów do urzędu imigracyjnego przez partnera z zalegalizowanym pobytem. - Czasami są nieświadomi tego, jak bardzo pomogłoby to osobie, która jest nielegalnie w USA. Myślą, że to jest coś błahego i niepotrzebnego, bo wiele osób tak żyje. Być może boją się też, że w ten sposób uzależniają od siebie drugą osobę, której nie są do końca pewni - zastanawia się Folta.
W najgorszej sytuacji są osoby, które przekroczyły granicę nieleganie, np. przez Meksyk czy Kanadę. Nie dostaną zielonej karty, nawet gdy będą sponsorowani przez dzieci. Oznacza to, że do końca życia będą przebywać nielegalnie w USA. W najgorszym wypadku zostaną deportowani. - Miałam konsultację z małżeństwem, które mogłoby już przejść na emeryturę, zainwestowało duże pieniądze w dom i biznesy. Para dowiedziała się, że ich syn nie będzie mógł ich sponsorować. Do końca życia jego rodzice będą przebywać nielegalnie w Stanach. Nie dostaną też emerytury. To jest bardzo przykra sytuacja - opowiada mecenas Magdalena Grobelski z Chicago.
Biały Dom nie oszczędzi Polaków w USA
W Chicago i okolicach w ostatnich dniach odbyły się policyjne naloty i zatrzymania, ale nielegalni imigranci w USA, którzy nie mają przeszłości kryminalnej, jak na razie mogą spać spokojnie. Donald Trump na pierwszy cel wybrał inną grupę imigrantów. - Nowa administracja skoncentrowana jest na osobach, które mają nakaz deportacji, ale wciąż nie opuściły kraju. Następni wyłapywani są imigranci z rekordem kryminalnym - twierdzi Grobelski.
To się jednak może szybko zmienić. Rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt poinformowała, że akcja deportacyjna obejmie wszystkich nielegalnych imigrantów przebywających na terytorium USA. Również Polaków. Washington Post donosił, że szefowie biur terenowych ICE (policja imigracyjna) zostali zobligowani do dokonywania 75 aresztowań dziennie. Ma to się przełożyć na ok. 1500 zatrzymań każdego dnia. ICE wspierają agenci FBI. Od służb imigracyjnych roi się w amerykańskich miastach.
- Wystarczy, że ktoś znajdzie się w złym miejscu o złym czasie i zostanie zapytany przez policję o status imigracyjny. Jeżeli nie będzie miał możliwości uzyskania legalnego pobytu, to wtedy może się rozpocząć wobec niego procedura deportacyjna - przestrzega Folta. Ryzyko aresztowania wisi nad każdą osobą z nieuregulowanym statusem imigracyjnym. W tym nad 30 tys. Polaków. - Gdy policja imigracyjna wkracza do domu, w którym mieszka osoba z nakazem deportacyjnym, to aresztować może także tych, którzy nie mają rekordu kryminalnego, ale są w USA nielegalnie - wyjaśnia prawniczka.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET