“Konsekwencje będą okrutne”. Co zrobi Trump po zaprzysiężeniu na prezydenta USA?
- Trump może być zbudowany swoim zwycięstwem i tym, że właściwie nie ma nikogo równego sobie, kogoś o tak silnej osobowości. Przez to może działać odważnie - przestrzega dr Karol Szulc z Zakładu Polityki Zagranicznej i Zagrożeń Globalnych Uniwersytetu Wrocławskiego. 20 stycznia odbywa się zaprzysiężenie Donalda Trumpa na 47. prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Mateusz Kapera: Trump 2.0 będzie się różnił od Trumpa 1.0?
Dr Karol Szulc, Uniwersytet Wrocławski: - Nie, jeśli chodzi o osobowość. Natomiast warunki, w których będzie działał i możliwości realizowania przez niego nawet najbardziej nieodpowiedzialnych pomysłów, będą większe ze względu na sytuację wewnętrzną. Republikanie zdominowali całą scenę polityczną w Stanach Zjednoczonych. Wygrali wszystko, co mogli wygrać, a Trump wygrał w sposób, którego nikt nie przewidywał. Wszyscy się pomyliliśmy. Ja, na przykład, stawiałem na Harris. Dopuszczałem myśl, że wygra Trump, ale nie aż tak bardzo. A jednak to się stało.
Druga sprawa jest taka, że świat jest jeszcze bardziej zdestabilizowany, niż był wcześniej. Nie ma już prawdziwych polityków-liderów jak Angela Merkel w Niemczech. Teraz jest pustka przywódcza. Trump może być zbudowany swoim zwycięstwem i tym, że właściwie nie ma nikogo równego sobie, kogoś o tak silnej osobowości. Przez to może działać odważnie.
Będzie się mścił?
- Na pewno wewnętrznie. Donald Trump, jak każdy polityk o rysie autorytarnym, autokratycznym, będzie starał się podejmować różne akcje prawne przeciwko sędziom i politykom, którzy występowali przeciwko niemu. Na arenie międzynarodowej nie ma ani przyjaciół ani wrogów. Nie ma nikogo, kto by mu bardzo nadepnął na odcisk, bo on się nie interesuje polityką zagraniczną. Na naszym polskim podwórku pojawiały się sugestie, że Donald Tusk kiedyś coś niemiłego o Trumpie napisał na Twitterze (dziś X - przyp. red.). Nie sądzę, żeby ktokolwiek o tym pamiętał w Stanach Zjednoczonych.
Kto może najbardziej ucierpieć?
- Na pewno będą to sędziowie. Już za poprzedniej kadencji, kiedy Trump miał mniejszą swobodę działania, wszystkie swoje procesy i wyroki nazywał politycznie motywowanymi. Teraz w imię “sprawiedliwości” będzie ich prześladował. Nie sądzę, żeby ruszał w kierunku przeciwników politycznych, czyli Demokratów. Już bardziej prawdopodobne wydaje mi się skupienie na Republikanach, żeby stłamsić ewentualną opozycję w ich obozie. Politycznie jest to bardziej groźne, jeżeli ktoś z naszego obozu występuje przeciwko nam. A wrogów zewnętrznych przecież potrzebujemy.
Jakie konsekwencje czekają m.in. na sędziów?
- Przede wszystkim może ich zdjąć i wyznaczyć nowych. Może wszczynać postępowania karne przeciwko nim, ponieważ będzie miał pełną kontrolę nad Ministerstwem Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych.
Jakie będą to pierwsze decyzje Trumpa po objęciu fotela prezydenckiego 20 stycznia?
- Związane z obietnicami kampanijnymi, np. jeszcze większe zamknięcie granic tak, żeby zostały zabetonowane. Trump obiecywał też masowe deportacje, ale to jest niemożliwe i niewykonalne prawnie, jak i faktycznie. Natomiast może być jakaś pokazówka, w której grupy nielegalnych migrantów będą gdzieś odsyłane.
Trump twierdzi, że pozbędzie się każdego nielegalnego imigranta.
- To jest oczywiście niewykonalne, bo w systemie amerykańskim nie ma żadnej kontroli nad imigrantami. Dlatego na przykład wielu Polaków jest w Stanach Zjednoczonych. Mamy wizję z amerykańskich filmów, według których jak się ląduje na lotnisku w USA, to pojawia się niemiły tzw. oficer imigracyjny i robi wszystko, żebyśmy się nie czuli dobrze przywitani. To jest fakt, ale później nie ma już praktycznie służby, która odpowiadałaby za kontrolowanie, czy ktoś przedłużył 90-dniową wizę, czy został w Stanach, czy wyjechał. Nikt już tego nie kontroluje, dlatego jest tam tak dużo nielegalnych migrantów. Zmiany wymagałaby miliardów dolarów, a przecież cała administracja Trumpa jest za tym, żeby jeszcze mniej pieniędzy przeznaczyć na rząd federalny.
Trump zapowiadał też ułaskawienia osób, które zostały oskarżone o słynny atak na Kapitol. Były to tylko słowa na poczet kampanii, czy rzeczywiście to zrobi?
- Na to jednoznacznie nie umiem odpowiedzieć. Jeśli chodzi o rozkład demokracji i całego zaufania wobec systemu demokratycznego, to jest to absolutna zbrodnia. Trump był prowodyrem tego, co się stało i nie poniósł żadnej konsekwencji. Teraz wygrał wybory. Znaczna większość Amerykanów wybrała go, tak jakby miała gdzieś to, co się tam stało.
To jest człowiek, który próbował obalić demokrację w Stanach Zjednoczonych. I teraz zapowiada, że będzie ułaskawiał przestępców, którzyprzecież wprost mówili przed wyborami, że wezmą karabiny automatyczne i będą strzelać do Demokratów, których uważają za zdrajców. Trump może to zrobić, bo ma swoich wiernych wyznawców, którzy nieważne co się będzie działo, będą na niego głosować. On musi ich utrzymywać w takiej motywacji. Mamy też grupę ludzi, w tym już dość dużą w postaci świeżych imigrantów, którzy chcą się poczuć jak Amerykanie. Chcą żyć mitem amerykańskiego snu i dla nich demokracja jest mniej ważna.
A jeżeli chodzi o gospodarkę? W kampanii często mówił o cłach.
- To też będzie decyzja, która najprawdopodobniej zapadnie, bo będzie na skraju polityki zagranicznej i wewnętrznej. Ta pierwsza ma służyć do pokazania, że on realizuje swoje obietnice. Cła może bardzo szybko i łatwo nałożyć. Natomiast konsekwencje będą okrutne, głównie dla Amerykanów.
Dlaczego?
- Będzie bardzo duży wzrost cen w krótko i średnioterminowym czasie, co spowoduje, że Trump nie będzie mógł zrealizować innej swojej obietnicy, którą przejął zresztą od Demokratów, czyli obniżenia kosztów życia. Jak popatrzymy na bilans handlowy na przykład Stanów Zjednoczonych z dwoma największymi partnerami, czyli Unią Europejską i Chinami, to Amerykanie mają deficyt. Więcej importują niż eksportują. Skoro importują, to znaczy, że pewnych towarów bardzo potrzebują. Jeżeli nałożą cła na import europejskich i chińskich produktów czy usług, to siłą rzeczy importerzy przerzucą koszty na konsumentów. Wzrośnie inflacja, spadnie wartość pieniądza i wszystko będzie droższe. Mamy gotową tragedię gospodarczą.
I wojnę handlową.
- Tę wojnę on już zaczął. Z Europejczykami był jeszcze skłonny rozmawiać. Natomiast jeśli chodzi o pozycję wobec Chin, to tu akurat Trump ma bardziej rację niż jej nie ma. Europejczycy nie chcą do tej pory przyznać, że Chińczycy wobec nas stosują już od dekad nieuczciwe praktyki konkurencyjne. Sztucznie zaniżają wartość swojego pieniądza, stosują dumpingowe ceny, standardy bezpieczeństwa pracowników i ubezpieczeń społecznych praktycznie nie istnieją. Praca dzieci czy praca niewolnicza np. Ujgurów powoduje, że ich produkty są super tanie, ale często marnej jakości. Trump słusznie zdiagnozował ten problem wynikający z globalizacji, że całą produkcję przenieśliśmy do Chin. Uzależniliśmy się od nich, a było to tym łatwiejsze, że Chińczycy stosują nielegalne praktyki konkurencji.
W interesie tak naprawdę całego zachodu byłby wspólny front. Trump chciałby do niego doprowadzić, ale nie umie tego zrobić, bo nie jest dobrym dyplomatą. Natomiast Europejczycy nie rozumieją, albo nie chcą zaakceptować wspólnego frontu, bo w krótkim i średnim terminie spowodowałby wzrost cen. Jeżeli zaczęlibyśmy nakładać cła, to Chińczycy zaczęliby robić to samo.
Czy Stany Zjednoczone za kadencji Trumpa odejdą od zielonej energii?
- Myślę, że nie. Na pewno nastąpi pewne wyhamowanie inwestycji w odnawialne źródła energii. Natomiast ten cały pakiet inwestycyjny w zieloną energię, który zaproponowała administracja Bidena, jest bardzo dobry dla amerykańskiej gospodarki. Widzą to także Republikanie, którzy są wybierani w swoich okręgach wyborczych. W ich stanach te inwestycje są, więc są przeciwni temu, żeby je ograniczać. Natomiast to nie zmienia faktu, że Trump nie musi tego robić, żeby wyborcy mieli przekonanie, że on jednak dokonał odwrotu od inwestycji w zieloną energię.
Wystarczy, że zainwestuje trochę więcej w paliwa kopalniane, a ponieważ wszystkim jest to na rękę, to będzie to też dla Amerykanów korzystne. Europa musiała, z wyjątkiem Węgier i Słowacji, odstąpić od zakupu surowców energetycznych z Rosji. Skądś musimy je brać, a Amerykanie ze względu na to, że nie szanują tak swojego środowiska jak my, wydobywają gaz i ropę z łupków i de facto Stany Zjednoczone są samowystarczalne. Dlatego też Trump może sobie pozwalać na taką dezynwolturę wobec Bliskiego Wschodu. Cokolwiek się tam dzieje, wpływa na ceny ropy, z tym że Stany już od jakiegoś czasu nie są importerem tylko eksporterem ropy, więc im droższa ropa, to będą więcej zarabiać z eksportu swoich źródeł. Mogą tak wewnętrznie sterować ceną, żeby utrzymać amerykański mit, że każdy ma samochód i może dojechać za parę centów gdziekolwiek.
Jak już pan wywołał Europę, to zapytam, czy Trump chce zniszczyć NATO?
- Myślę, że nie. On ma to gdzieś. Sądzę, że on to zostawi swoim doradcom. Natomiast to mu się opłaca też wizerunkowo, bo to jest kolejny element, gdzie Donald Trump, niestety, ma rację. Europejczycy mieli wiele lat na wypełnienie swoich zobowiązań, czyli 2 proc. plus na zbrojenia. Mamy wojnę z Rosją, nie obawiam się tego mówić, bo ta wojna nie jest ukraińsko-rosyjska, a całego zachodu z Rosją. A jak jest wojna, to mówiąc wprost, nie czas żałować róż, kiedy płoną lasy. Gdyby wszyscy podeszli do swoich zobowiązań tak poważnie jak na przykład Polska, to mielibyśmy na tyle dużo potencjału, że Donald Trump i jego nawet ewentualne wycofanie się nie byłoby nam straszne.
Wciąż bez Amerykanów nic nie znaczymy militarnie. Jak wybuchła pełnoskalowa wojna, to przywódcą zachodu stał się prawie 80-letni Joe Biden, bo u nas nie było żadnych przywódców. Ciągle to zaniedbujemy. Wszyscy używają teraz argumentu: teraz się ockniemy, bo Trump nas do tego zmusi. Może jest prostakiem i prymitywem, ale przynajmniej nas do czegoś natchnie, żebyśmy działali. Tylko że to samo mówiono w 2016 roku, jak po raz pierwszy Trump wygrał wybory w USA. No i co się stało? Nic. Wciąż mamy państwa, które nie wydają 2 proc. na zbrojenia. To jest skandal w obecnej sytuacji.
A co z Ukrainą? Trump zapowiadał, że w dobę zakończy wojnę z Rosją.
- Byłby w stanie to zrobić, gdyby podjął jakieś działania. Mógł po prostu sprzedać Ukrainę. Nie wiemy, czy tego nie zrobił, bo może toczyły się jakieś zakulisowe rozmowy.
Jak ta sprzedaż mogłaby wyglądać?
- Z jego niedoszłej administracji wyciekł plan, który zakładał 25 lat zakazu wstępu do NATO dla Ukrainy, postawienie granic tam, gdzie stoją wojska, ograniczenia zbrojenia itd. To jest po prostu przepis na wojnę za 5-10 lat. A co zrobi Trump ostatecznie? Scenariusze są różne. Wielu ludzi widząc to, że Trump zachowuje się jak rozwydrzone dziecko, twierdzi, żeby po prostu podejść go jak dziecko, bo ono ma to do siebie, że można je wykiwać.
W Polsce pojawiają się też głosy, które brzmią dość rozsądnie. Trzeba sprawić, żeby Trump musiał zmusić do czegoś Putina, bo wtedy będzie mógł się poczuć jak szef wszystkich szefów. Jak Putin odrzuci jego propozycję, to wtedy będzie można pokazać Trumpowi, że teraz może dozbroić maksymalnie, jak nikt inny, Ukrainę, która następne zepchnie Rosjan. Wtedy to Trump będzie mógł dyktować warunki Putinowi. Pytanie, czy Trump to dostrzeże i czy będzie mu w ogóle na tym zależało.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET