`

Bodzentyn na skraju bankructwa. "Pożyczamy od rodziców na emeryturze"

10 min. czytania
19.12.2024 06:06
Obserwuj nas na Google

- Liczyliśmy, że za dwa, trzy dni pensja wpłynie. Mijał jeden miesiąc, drugi i nic. Jak długo mamy pożyczać pieniądze? Z czego zapłacić za opał? Idą święta. Chcielibyśmy swoim najbliższym zrobić chociaż jakiś mały prezent na Boże Narodzenie - opowiadają z rozgoryczeniem nauczyciele z Bodzentyna. Tutejsi pracownicy szkół i zakładu usług komunalnych od listopada pracują bez pensji. A wszystko przez skłóconych radnych.

Bodzentyn
fot. JACEK BORON/REPORTER

Na bodzentyńskim rynku pustki. Choć na sąsiednich parkingach brakuje wolnych miejsc, to spacerowiczów trudno dostrzec. Jest dosyć chłodno, w dodatku mamy środek tygodnia, zbliża się południe. Wszyscy w pracy. Tylko pod sklepem alkoholowym stali bywalcy trzymają wartę.

- Wie pani, co się dzieje w gminie? - zagaduję kobietę wychodzącą z przyległej do rynku kwiaciarni.
- Cały Bodzentyn wie, co się dzieje i dlaczego. Dla nikogo nie jest to tajemnicą. Niefajnie, jak cała Polska o nas mówi - odpowiada.
- A co mówi? - dopytuję.
-  Że jesteśmy niezaradni, bezradni albo Bóg wie co jeszcze.

37 lat pracy i pierwsza taka sytuacja

Bodzentyn, położony w samym sercu Gór Świętokrzyskich, między Kielcami a Ostrowcem Świętokrzyskim, zamieszkuje ponad 11 tysięcy osób. W ostatnim czasie polityka brutalnie weszła z butami w ich życie. I to nie ta duża, z Warszawy, którą określa się wojną polsko-polską. Od dwóch miesięcy wypłat nie dostają tu pracownicy gminnych szkół i Przedsiębiorstwa Usług Komunalnych. To efekt braku współpracy organów samorządowych, trudnej sytuacji finansowej gminy oraz niezrealizowania planu naprawczego. Z tego powodu premier Donald Tusk zawiesił 5 grudnia burmistrza oraz Radę Miasta i Gminy Bodzentyn. O taką decyzję do premiera wnioskował wojewoda świętokrzyski Józef Bryk.

Bodzentynem w najbliższym czasie ma rządzić komisarz. Przejmie on obowiązki zawieszonego burmistrza i rady. Jego głównym zadaniem będzie przywrócenie prawidłowego funkcjonowania jednostki. Ale w przypadku tej gminy o normalności na razie mówić nie można. - Pracuję w szkole 37 lat. To jest pierwsza taka sytuacja, żeby pensja nie została wypłacona – opowiada Beata Łapka, która od 38 lat pracuje w szkolnictwie i praktycznie od zawsze w podstawówce w Świętej Katarzynie, w gminie Bodzentyn. Uczy w klasach 1-3, w starszych prowadzi zajęcia z informatyki.

Redakcja poleca

Jej mama była nauczycielką i dyrektorką. Ojciec też uczył. W ich ślady poszła nie tylko Beata, ale także jej siostra, brat, a także córka, która pracuje w szkole średniej. Nawet teściowie to licealni pedagodzy. -  Wybrałam ten zawód nie dla pieniędzy. Myślałam, że coś dobrego zrobię w życiu, że nauczę czegoś te dzieci, że pokażę im piękno świata – tłumaczy Beata. Misja misją, ale z czegoś trzeba żyć.

Nauczyciele i pracownicy obsługi szkoły – w zdecydowanej większości kobiety - o braku pensji dowiedzieli się tak naprawdę, gdy spojrzeli na swoje konta bankowe. Nikt ich wcześniej nie uprzedził. Były tylko plotki i doniesienia lokalnych mediów, że sytuacja w gminie jest trudna.

- Liczyliśmy, że za dwa lub trzy dni, ewentualnie za tydzień, pensja wpłynie - wspomina Beata. Tak się jednak nie stało. Wynagrodzenia nie było za listopad, ani za grudzień. Są też tacy, którzy nie dostali pieniędzy za ponadwymiarowe godziny w październiku. Nikt z Urzędu Miasta Gminy Bodzentyn nie kwapił się, żeby wyjaśnić sytuację, zapytać, czy ktoś potrzebuje wsparcia w trudnym czasie. Jedynym źródłem informacji o sytuacji były oficjalne komunikaty publikowane przez urzędników w internecie.

Jak długo mamy pożyczać pieniądze?

Tylko Beata ma odwagę mówić otwarcie i pod nazwiskiem o dramatycznej sytuacji, w której znalazły się nauczycielki i obsługa szkół w gminie Bodzentyn. Jest tuż przed emeryturą, ma poparcie ZNP i chęć do walki o prawa nauczycieli. Nie bez znaczenia jest także jej rodzinna, nauczycielska tradycja. Pozostali pracownicy proszą o anonimowość.

Zofia*: Jestem wdową. Mam córkę na studiach w Warszawie. Nie mam już oszczędności. Do tego wszystkiego muszę spłacać potężny kredyt hipoteczny.
Maria*: Ja i mój mąż od 25 lat jesteśmy nauczycielami. Mamy na utrzymaniu dzieci. Chodzą do liceum, ale zaraz pójdą na studia. O kredycie na dom i samochód szkoda nawet wspominać. Nie mamy z czego żyć. Jak długo mamy pożyczać pieniądze od rodziców, którzy mają niską emeryturę?
Katarzyna*: Boję się o przyszłość swojej rodziny. Mam troje dzieci i ubezpieczenie zdrowotne tylko do końca grudnia.

O przyszłość boją się też nauczycielki w wieku przedemerytalnym. - Czy będzie odprawa, jak niebawem odejdziemy? - pytają. Młodszych i starszych frapuje to samo: co będzie dalej?  - Nie wiemy, na czym stoimy. Może dostaniemy pensję w styczniu, może w lutym. Nikt nie rozmawia z nami na ten temat. Prosilibyśmy, wręcz żądamy, żeby nas poważnie traktowano. Nie jest łatwo żyć w świecie drożyzny, szczególnie przed świętami Bożego Narodzenia. Chcielibyśmy swoim najbliższym zrobić chociaż jakiś mały prezent - mówi kolejna nauczycielka.

Redakcja poleca

Przygotowania do świąt, czy sprawienie bliskim prezentu pod choinkę, wydają się i tak najmniejszym problemem. Jest zima. Trzeba kupić opał i opłacić rachunki, w tym prąd i gaz. Te są znacznie wyższe niż latem. - Teraz te wszystkie opłaty się kumulują. Nie mamy pieniędzy, żeby je uiścić - żalą się pracownicy szkoły. Najtrudniej mają ci, którzy są samotni - nie mają partnerów, czy bliskich. Nie lepiej jest w domach, gdzie oboje żywiciele rodziny pracują w szkołach. - Mój mąż na szczęście ma inny zawód. Żartuje, że jestem teraz na jego utrzymaniu. Chce mnie podnieść na duchu - mówi Beata.

14 godzin pracy? Za darmo

Mimo braku wynagrodzenia za pracę szkolna kadra nie porzuca swoich obowiązków. - Wczoraj byliśmy na całodniowej wycieczce. 14 godzin w pracy. Wyjechaliśmy o godz. 7.30, do domu wróciliśmy na godz. 21. Nikt nie powie dzieciom, że nie pojedziemy, bo nie mamy wypłaty - opowiadają nauczyciele.
- Dlaczego nie? - pytam.
- Bo  każdy wie, że ma jechać. Dzieci się bardzo cieszą na takie wyjazdy. Pojechaliśmy do Mandorii (park rozrywki - przyp. red.). Fajna sprawa - odpowiada Beata i dodaje: - Nie tylko uczymy i wychowujemy dzieci, ale także się nimi opiekujemy. Czasami jesteśmy dla nich drugimi rodzicami. Dzieci przychodzą do nas, przytulają się, zwierzają. Bywa, że więcej powiedzą nam niż mamie czy tacie.  Naprawdę bardzo solidnie pracujemy.
- I nie dostajecie za to pieniędzy?
- Nie wiemy, czy kiedykolwiek je dostaniemy – przyznaje Beata.

Porozmawiać o sprawie zgadza się dyrektorka szkoły. Nie chce jednak, aby rozmowa była rejestrowana, ani żeby cytować jej wypowiedzi, chociaż nie jest winna całej sytuacji. W krótkiej rozmowie mówi tylko, że sytuacja jest bardzo przykra, położenie pracowników dramatyczne, ale nic z tym nie da się zrobić. Trzeba czekać. Dopytuję, dlaczego nie wypowie się oficjalnie, ale nie otrzymuję precyzyjnej odpowiedzi. Dopiero później od jednej z mieszkanek Bodzentyna słyszę, że niektórzy mogą bać się poprzedniego burmistrza. Pochodzi z tej samej miejscowości. Stąd też inni pracownicy szkoły chcą pozostać anonimowi. I tutaj wchodzimy w politykę.

Polityczny pat

7 kwietnia 2024 roku Dariusz Skiba musiał ustąpić z urzędu burmistrza miasta i gminy Bodzentyn. Przegrał wyborczy pojedynek z Dominikiem Dudkiem, który uzyskał ponad 54 proc. głosów mieszkańców. Skiba otrzymał ponad 45 proc. Obaj kandydaci nie należą do żadnej partii politycznej. Związany z Dudkiem klub “Wspólne Dobro” nie ma większości w Radzie Miasta. Mają ją radni opozycyjnego klubu “Przyjazna Gmina Bodzentyn”. Skiba był zresztą ich kandydatem na burmistrza w wyborach. Nowy burmistrz Dominik Dudek po wyborach zapoznał się z finansami gminy i wyliczył deficyt sięgający 23 milionów złotych. Mimo że budżet na 2024 rok był na plusie.

Dominik Dudek umówił się ze mną na spotkanie, aby porozmawiać o sytuacji w gminie. Odwołał je dzień przed. Obiecał, że porozmawia, jak wróci z wyjazdu służbowego. Tak się jednak nie stało. “Po stronie dochodów były wpisane wirtualne kwoty” - wyjaśniał we wrześniu reporterowi Telewizji Polskiej. Tym samym obwinił za kryzysową sytuację poprzedniego burmistrza, który zaplanował budżet. Dariusz Skiba bronił się, tłumacząc w mediach, że nie startowałby w wyborach, gdyby wiedział, że gmina stoi nad finansową przepaścią. Wyjaśnienia Dudka odbiera jako próbę ucieczki od odpowiedzialności za działania, które podejmuje jako burmistrz.

Redakcja poleca

Regionalna Izba Obrachunkowa wezwała gminę do wdrożenia planu naprawczego. Jego realizacja miała ustabilizować sytuację finansową. Najpierw rada miejska musiała go jednak uchwalić, a do tego nie doszło. Opozycyjni wobec burmistrza radni z klubu "Przyjazna Gmina Bodzentyn" bojkotowali sesje, uniemożliwiając podejmowanie jakichkolwiek uchwał, m.in.tej dotyczącej pensji dla nauczycieli.

W budżecie na rok 2024 niedoszacowane zostały wydatki na oświatę, stąd też burmistrz chciał dokonać zmian w budżecie - przesunąć środki zaplanowane na wydatki w innych sektorach na wypłaty dla nauczycieli. Do tego potrzebna jest jednak uchwała. Radni nie przychodzili, więc nie można było legalnie przesunąć tych pieniędzy. Inni pracownicy budżetówki np. pracujący w urzędzie gminy dostają pensje, bo wydatki na nie zostały poprawnie zaplanowane.

Burmistrz nazwał działania opozycyjnych radnych “paraliżującymi” samorząd. Złożył nawet doniesienie do prokuratury. Agnieszka Barcikowska, przewodnicząca rady miasta i gminy Bodzentyn oraz członkini klubu "Przyjazna Gmina Bodzentyn", na antenie TOK FM tłumaczyła kontrowersyjne działania opozycyjnych radnych. “Tego planu naprawczego, w tej gminie, w ogóle nie powinno być. Nie wyrażamy zgody na jego wprowadzenie. Gdyby pan burmistrz chciał z nami współpracować od samego początku, to myślę, że bylibyśmy dziś w zupełnie innym miejscu”. Do porozumienia między opozycyjnymi radnymi a burmistrzem nie doszło, w efekcie wojewoda zawnioskował do premiera o powołanie komisarza, na co Donald Tusk się zgodził. Pieniędzy jednak na wszystkie zaległości jak nie było, tak nie ma.

Co o tym politycznym pacie sądzą mieszkańcy? -  Jestem oburzona całą sytuacją. Dziwię się panu wojewodzie, że się tak zachowuje. Przecież doskonale wie, że jest to wina tylko i wyłącznie opozycyjnych radnych - mówi Mariola, mieszkanka Bodzentyna. Nie wierzy, że radni bojkotują sesje, bo nie mieli czasu – jak twierdzą - zapoznać się z planem naprawczym.

- Bojkotują tylko dlatego, że nie podoba im się, że ich kandydat nie został burmistrzem - nie ma wątpliwości Mariola.
- Czyli to zagrywka polityczna?
-  To jest zwykła zemsta na burmistrzu. Personalny atak. Tyle że najbardziej cierpią nauczyciele, pracownicy zakładu komunalnego i wszyscy mieszkańcy gminy - odpowiada.

Oprócz 155 nauczycieli i kilkudziesięciu pracowników obsługi szkół pensji od dwóch miesięcy nie dostają również ludzie zatrudnieni w Przedsiębiorstwie Usług Komunalnych w Bodzentynie. Już od czerwca otrzymywali częściowe wynagrodzenie. Kondycja finansowa spółki jest fatalna. Zaległości w płatnościach sięgają około 2 milionów złotych.

Pusta kasa, remont stoi

Jadę dalej, do Wzdołu Rządowego, małej wsi będącej częścią gminy. Tutaj życie toczy się wokół sąsiadujących ze sobą: kościoła, sklepu i szkoły wraz z przedszkolem. Nastroje są podobne do tych w Bodzentynie. - Nie chcemy komisarza, tylko naszego burmistrza. Wybraliśmy go w demokratycznych wyborach. Dlaczego nikt nie bierze tego pod uwagę? - mówią mieszkanki wsi. Pracownicy tutejszego zespołu szkół również nie dostają wypłat.

Redakcja poleca

Do gabinetu dyrektora tej placówki nie jest łatwo trafić. Pokój znajduje się na pierwszym piętrze tuż nad nieodseparowaną halą sportową. Drogę do niego utrudnia zbudowany z kilku ławek sekretariat przypominający bardziej barykadę niż biuro. - Najgorzej jest, gdy najmłodsze dzieci mają WF na hali. Straszny pisk - uśmiecha się sekretarka, przekładając w dłoniach banknoty. W gabinecie dyrektora nie jest lepiej. Zamiast dyplomów na ścianach i kwiatów na parapecie, dokoła walają się segregatory, pudła i upchane gdzie się da sprzęty biurowe. Czajnik odnalazł swoje miejsce na podłodze w kącie przy drzwiach.

- Cała ta kryzysowa sytuacja wpływa również na odbiór remontowanej części szkoły. Dopóki nie wyjaśni się sytuacja w gminie, to musimy pracować w takich warunkach - tłumaczy Roman Pytel, dyrektor placówki. Najbardziej martwią go jednak dzieci, które nie mogą przechodzić przez remontowany łącznik między budynkami. - Ze względu na to, że budynek nie jest odebrany, dzieci muszą wychodzić na zewnątrz, żeby przejść z jednej części budynku do drugiej. Jak jest minusowa temperatura i opady, to takie przejście nie należy do przyjemności. Dzieci zaczynają chorować - martwi się Pytel. 

Oprócz remontu szkoła ma ten sam problem, co pozostałe placówki - pieniądze dla pracowników, a raczej ich brak. W Zespole Szkół we Wzdole Rządowym pracuje 39 nauczycieli i 18 osób z obsługi. Od dwóch miesięcy nie widzieli pensji. Dyrektor nie tryska optymizmem. Wszystko wskazuje na to, że pensji nie będzie również za styczeń. - W tej chwili sytuacja jest bardzo trudna, ale po trzech miesiącach będzie dramatyczna – przestrzega.

Jak na wolontariacie

- To jest pierwsza taka sytuacja w mojej 20-letniej karierze nauczycielskiej - podkreśla  Aleksandra Idzik, nauczycielka języka angielskiego w szkole we Wzdole Rządowym. Ostatnią pensję dostała w październiku. W szkole pracuje od września. - Na szczęście jakoś sobie radzę, ale w pewnym momencie oszczędności się skończą – mówi. I co wtedy? - Wtedy będę myślała o zmianie pracy, najprawdopodobniej – nie ukrywa. Anglistka pracowała także w innych miejscach. Dzięki bardzo dobrej znajomości języka angielskiego próbowała swoich sił m.in. w handlu zagranicznym. Nauczanie to jednak jej największa pasja. Rezygnacja z zawodu byłaby bardzo trudną decyzją. - Zawsze chętnie i z dużym sentymentem powracałam do szkoły. Głównie ze względu na dzieci – opowiada.

Budżety pracowników lekko podreperowały pieniądze z rezerwy Funduszu Socjalnego. Nauczyciele dostali też jednorazowe zapomogi ze  Związku Nauczycielstwa Polskiego. - Może nie zaspokoją wszystkich potrzeb, ale są zastrzykiem finansowym dla nauczycieli, którzy są członkami związku. Ale nie wszyscy do niego należą - przypomina Pytel. Tu też mimo ponurych nastrojów nikt nie zamierza porzucić swoich obowiązków. - Wszyscy pracują. Nikt nie mówi, że jeśli w kolejnym miesiącu nie dostaniemy wynagrodzenia, to odchodzimy od tablicy i przestajemy prowadzić zajęcia. Chciałbym za to wszystkim podziękować - oświadcza dyrektor.

Wczesnym popołudniem szkołę opuszczają pracownicy kuchni. Zatrzymuję ich w drodze do domu, kilkanaście metrów od placówki. Chcą rozmawiać, ale też anonimowo. Wolą unikać kolejnych problemów. - Wszyscy mówią o nauczycielach, ale o obsłudze ani słowa. Też tu pracujemy i nie dostajemy pieniędzy - mówi jedna z pracownic. - Praca na kuchni jest bardzo ciężka, a teraz pracujemy jak na wolontariacie. Średnio to motywujące, tym bardziej, że idą święta - żali się kolejna. Inna dodaje: -  Jesteśmy w tej dobrej sytuacji, że mamy mężów, którzy pracują. Ale są osoby, które żyją tylko z jednej pensji, której zresztą nie mają.

Zawsze na czas. Do dziś

Rozmówczynie kierują mnie do takiej kobiety. Od wielu lat pracuje ona w szkole jako pracownik obsługi. Sama utrzymuje dom. Mąż jest bez pracy. Dostała już upomnienia za niezapłacone media. Boi się jednak rozmawiać pod nazwiskiem.

- Czego się pani boi?
- Że stracę pracę - odpowiada.
- Tą, za którą nie otrzymuje pani pieniędzy?
- W moim wieku nie znajdę już niczego innego. Został mi rok do emerytury. Pracuję tutaj blisko 30 lat.
- Przez te wszystkie lata zdarzyło się, by pensja nie przyszła na czas?
- Nigdy. Do dziś.

Burmistrz Bodzentyna Dominik Dudek 16 grudnia poinformował, że szkoły jeszcze tego samego dnia otrzymają pieniądze na zaległe wynagrodzenia dla nauczycieli. Jednocześnie przestrzegł dyrektorów, że wykorzystanie tych środków może „naruszać dyscyplinę finansów publicznych”. By je wypłacić potrzebna jest bowiem wspomniana uchwała rady gminy i zmiany w planach finansowych szkół. Bez tego dyrektorzy mogliby zostać ukarani za wypłatę pieniędzy. Jak poinformował Zbigniew Błasiński, prezes Okręgu Świętokrzyskiego ZNP w rozmowie z „Głosem Nauczycielskim”, po jego licznych interwencjach u wojewody i prezesa RIO wypłaty wynagrodzeń dla pracowników szkół w Bodzentynie jednak ruszyły. Na razie tylko za listopad.

W środę, 18 grudnia, rzeczniczka wojewody świętokrzyskiego poinformowała, że komisarzem w Bodzentynie została Anna Leżańska, była wicestarosta skarżyska. Obowiązki burmistrza i rady gminy obejmie jednak dopiero 8 stycznia, gdy uprawomocni się decyzja premiera o zawieszeniu tych organów.

*Zmieniłem imiona rozmówczyń.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET