"Prędkość wody szalona", powódź w Hiszpanii. Śmiercionośny cyklon Dana pustoszy Walencję i Andaluzję
Rośnie tragiczny bilans powodzi w Walencji i Andaluzji. Zginęło już ponad 60 osób, ale władze spodziewają się większej liczby ofiar. Służby wykorzystują drony, aby zlokalizować zaginionych. Przynoszące ulewy burze mają trwać w Hiszpanii do czwartku. W niektórych miejscach w ciągu kilku godzin ilość wody przekroczyła wartość, która spada w ciągu całego roku.
- 17 zdjęć Zobacz galerię
Powódź w Hiszpanii następstwem cyklonu Dana
Hiszpania od wtorku mierzy się z poważnymi skutkami cyklonu Dana. Kraj ogarnęła powódź. Najbardziej ucierpiały: Andaluzja na południu kraju, Walencja na wschodzie oraz Kastylia La-Manche, szczególnie prowincję Albacete. Szef regionalnego rządu Walencji Carlos Mazón potwierdził w środę rano, że na zalanych obszarach znaleziono kilka ofiar śmiertelnych. Wiadomo już, że zginęło ponad 60 osób. Wszystko wskazuje na to, że tragiczne statystyki będą rosnąć. - Mamy do czynienia z bezprecedensową sytuacją, której nikt nie pamięta - ocenił Mazón.
W niektórych miejscach spadło nawet 400 litrów deszczu na metr kwadratowy w ciągu kilku godzin. W wyniku powodzi w Walencji zawieszono ruch kolejowy, w tym szybkie połączenie ze stolicą kraju - Madrytem. W mieście nie kursuje również metro. Ponadto w kilku gminach zawieszono w środę zajęcia w szkołach, zamknięte zostały parki i cmentarze, a w związku z tym, iż pasy startowe lotniska w Walencji zostały całkowicie zalane, część lotów przekierowano, a niektóre zostały odwołane. Woda dostała się m.in. do domu opieki i sądu w walenckim mieście Carlet.
W rozmowie z dziennikiem "El Mundo" mieszkańcy Walencji opowiadali o potężnym żywiole. Mężczyzna, który zdołał się uratować, opisuje, jak woda zerwała mu ubranie oraz że na ramionach ma siniaki i zadrapania. - Prędkość, z jaką płynęła woda, była szalona - dodał.
Walencja i Andaluzja pod wodą
Na nagraniach opublikowanych w internecie widać, jak woda i błoto zalewają ulice. Żywioł porywa zaparkowane samochody. Carlos Mazón powiedział podczas konferencji prasowej, że niektórzy mieszkańcy pozostają odizolowani. - Jeśli służby ratunkowe nie przybyły, to nie z powodu braku środków, ale z powodu problemu z dostępem - oznajmił, dodając, że dotarcie do niektórych obszarów było "absolutnie niemożliwe". Pracownicy służb ratunkowych na trudnodostępnych terenach używają więc dronów, aby odnaleźć zaginione osoby.
Wielu mieszkańców Walencji spędziło noc na dachach swoich domów lub wyższych budynków, czekając na ratunek. W związku z tym, że numer alarmowy jest niezwykle oblegany, osoby potrzebujące pomocy zgłaszają się na infolinie radia i lokalnych telewizji. Ministra obrony Margarita Robles poinformowała, że w prowincji Walencja rozmieszczono ponad 1000 żołnierzy z jednostek do zadań ratunkowych. Według służb meteorologicznych burze w Hiszpanii mają trwać do czwartku.
Źródło: Radio ZET/"El Mundo"