Protesty w Wielkiej Brytanii. Kto chce zbić polityczny kapitał na brutalnej zbrodni?

5 min. czytania
07.08.2024 08:20
Obserwuj nas na Google

- Ktoś mógłby powiedzieć, że Wielka Brytania płonie, bo dochodziło do podpaleń podczas protestów. Z drugiej strony w większości miast nikt nie wyszedł nawet na ulice - komentuje ostatnie wydarzenia na Wyspach Brytyjskich Katarzyna Sobiepanek z portalu UKpolitics po polsku. Jak dotąd zatrzymano blisko 400 manifestantów.

- Z jednej strony skala protestów maleje, a z drugiej zmienia swoje oblicze. Pojawiają się grupy skrajnie prawicowych osób, które cały czas są mobilizowane poprzez Telegram czy inne media społecznościowe. Oprócz nich zauważa się również coraz silniejsze kontrmanifestacje, które skupiają osoby wściekłe na to, co dzieje się w ostatnich dniach na ulicach - mówi Katarzyna Sobiepanek, twórczyni portalu UKpolitics po polsku poświęconego polityce na Wyspach Brytyjskich.

Redakcja poleca

Kolejne protesty odbyły się w poniedziałek wieczorem w Plymouth i Birmingham. W tym pierwszym mieście doszło do starć pomiędzy demonstrantami a policjantami, którzy oddzielali ich od kontrmanifestantów. Pomimo że ok. 150 funkcjonariuszy oddzielało od siebie obie grupy, uczestnicy  antyimigranckiego protestu rzucali kamieniami, butelkami i innymi przedmiotami, odpalali race. Policja poinformowała późnym wieczorem, że obrażenia odniosło kilku funkcjonariuszy, uszkodzony został też policyjny radiowóz. Z kolei w Birmingham zaatakowany został jeden z pubów. 

Śmierć trzech dziewczynek. “Trzeba bronić naszego kraju”

Falę protestów, które zazwyczaj przeradzają się w zamieszki, wywołało zabicie w poniedziałek 29 lipca w Southport koło Liverpoolu przez mającego rwandyjskie korzenie 17-letniego Axela Rudakubanę trzech kilkuletnich dziewczynek uczestniczących w kursie jogi i tańca dla dzieci. Protesty, które gromadzą głównie zwolenników skrajnej prawicy, mają charakter antyimigrancki i antyislamski, co jest związane z pojawiającymi się tuż po zabójstwie fałszywymi doniesieniami, jakoby sprawca był muzułmańskim azylantem.

- W mediach społecznościowych zaczęły się pojawiać różnego rodzaju fałszywe informacje na temat domniemanej narodowości sprawcy. Pojawiały się wymyślone imiona podejrzanego i zaczęto nakręcać spiralę pod tytułem “trzeba bronić naszego kraju”. I pod tym hasłem część ludzi wyszła na ulicę - tłumaczy Sobiepanek.

Wielu z uczestników protestów jest pijana lub pod wpływem środków odurzających. Rzucają w policjantów butelkami i innymi przedmiotami.

- Oni są bardzo mocno pobudzeni. Nie jest to taka ludzka złość wynikająca z faktu, że ktoś popełnił brutalną zbrodnię. Hasła, które się pojawiają na tych demonstracjach, są zdecydowanie rasistowskie. Pojawia się bardzo wiele wulgarnych słów wobec muzułmanów, osób o innym kolorze skóry, czy po prostu Pakistańczyków - wyjaśnia Sobiepanek.

“To nie są ataki w sprawców przemocy”

W Southport odbyło się w poniedziałek wieczorem czuwanie w intencji ofiar nożownika. Tym razem odbyło się ono spokojnie i nie doszło do żadnych incydentów.

- Lokalna społeczność, w przeciwieństwie do uczestników protestów organizowanych przez skrajną prawicę, reaguje zupełnie inaczej. Poniedziałkowe spotkanie w Southport jest tego najlepszym przykładem. To był milczący protest przeciwko przemocy, a nie taka na inne społeczności.

Redakcja poleca

Według ekspertki manifestacje, które organizuje skrajna prawica, nie są wymierzone w winnego śmierci młodych dziewczynek.

- Te ataki są zdecydowanie wymierzone w różnego rodzaju lęki i strachy, które w tym społeczeństwie gdzieś się pojawiły. Dodatkowo one są wymierzone przeciwko różnym społecznościom, a nie przeciwko sprawcom przemocy - uważa nasza rozmówczyni.

Policja poinformowała, że spośród ośmiorga dzieci ranionych przez Rudakubanę, w szpitalu pozostaje tylko jedno.

“Potęgowanie strachu przed imigrantami”. Politycy grają na emocjach

W poniedziałek premier Keir Starmer po posiedzeniu rządowej rady ds. sytuacji kryzysowych poinformował, że praca wymiaru sprawiedliwości w sprawach karnych zostanie przyspieszona. Sądy, do których trafiają uczestnicy zamieszek, będą czynne dłużej. Podkreślił też, że każdy, kto podsyca agresję w internecie, będzie traktowany tak samo surowo jak osoby, które robią to w realnym świecie.

Rzecznik Starmera skrytykował wypowiedź Elona Muska, miliardera i właściciela platformy X, który napisał, że po zamieszkach w Wielkiej Brytanii „wojna domowa jest nieunikniona”. 

„Nie ma usprawiedliwienia dla takich komentarzy. Każdy, kto podżega do przemocy w internecie, będzie musiał stawić czoła pełnej sile prawa. Platformy internetowe ponoszą odpowiedzialność” – oświadczył rzecznik.

Zdaniem Katarzyny Sobiepanek nie tylko część środowiska celebrytów, ale również polityków próbuje wykorzystywać kryzysową sytuację do własnych celów.

- Mówimy o partii Reform i Nigelu Farage’u, a także o części bardzo skrajnej Partii Konserwatywnej i Suelli Braverman - wylicza Sobiepanek i dodaje: - Potęgowanie strachu przed imigrantami, czy sianie paniki wydaje im się dobrym pomysłem na to, żeby zjednać sobie niektórych wyborców. 

Prawicowi politycy zaczęli zarzucać premierowi Keirowi Starmerowi, że policja bardziej pobłażliwie traktuje ekscesy lewicowych manifestantów niż te popełniane przez uczestników antyimigranckich protestów.

Redakcja poleca

- To  jest zupełnie inna skala i inny wydźwięk tych protestów. Skrajna lewica dokonuje takich aktów, jak wylewanie farby w różnych miejscach. Według mnie to jest bardzo głupie, ale dużo mniej szkodliwe społecznie niż to, co robi strona przeciwna - mówi ekspertka.

Przypomnijmy, że w Rotherham demonstranci, biorący udział w antyimigranckich protestach, zebrali się koło hotelu Holiday Inn, w którym w przeszłości umieszczeni zostali nielegalni imigranci. Zebrani zaatakowali policjantów pilnujących budynku, rzucając w ich m.in. krzesłami i innymi przedmiotami. Później grupa osób przedarła się przez kordon policyjny i weszła do wnętrza hotelu, próbując go podpalić. Wybite zostały także okna w budynku. Co najmniej jeden policjant odniósł obrażenia.

W niektórych miastach miały miejsce także kontrmanifestacje, które przeważnie były liczniejsze. Do najpoważniejszych burd doszło w Liverpoolu, gdzie demonstranci rzucali kamieniami, butelkami i puszkami w policjantów, a dwóch funkcjonariuszy trafiło do szpitala, oraz w Bristolu i Nottingham, gdzie doszło do starć między zwolennikami skrajnej prawicy i lewicowymi kontrmanifestantami.

Starmer może spać spokojnie. Ekspertka: “Brytyjczycy są po stronie rządu”

Dokładnie miesiąc temu, 5 lipca, Keir Starmer - lider Partii Pracy, która wygrała przeprowadzone dzień wcześniej wybory do Izby Gmin - objął urząd premiera Wielkiej Brytanii. Jedną z pierwszych ogłoszonych przez niego decyzji było to, że jego rząd nie będzie realizował umowy z Rwandą o odsyłaniu do tego kraju nielegalnych imigrantów, co w zamyśle rządzącej wcześniej Partii Konserwatywnej miało zniechęcać kolejnych przed podejmowaniem nielegalnych przepraw. Zamiast tego Starmer zapowiedział utworzenie nowej formacji do walki z gangami zajmującymi się przemytem imigrantów.

 - Według ostatniego sondażu, 49% Brytyjczyków uważa, że uczestnicy tych protestów powinni zostać potraktowani surowiej. Wydaje mi się, że na ten moment społeczeństwo brytyjskie jest jeszcze po stronie rządu - twierdzi Sobiepanek.

Jak zauważa ekspertka, długofalowo sytuacja może się odwrócić przeciwko szefowi rządu.

- Na dłuższą metę ta sytuacja ma potencjał do zachwiania poparciem rządu, czy do wywołania jakichś wewnętrznych konfliktów. Społeczność muzułmańska czy azylanci, to jest bardzo duża grupa, która jest w tej chwili atakowana. Oni wszyscy się po prostu boją i oczekują od rządu, że będzie mocniej i szybciej reagował na to, co się dzieje - analizuje.

Konserwatyści ostrzegali, że likwidacja programu rwandyjskiego spowoduje zwiększony napływ imigrantów, jednak statystyki na razie tego nie potwierdzają. W okresie od 5 lipca do 4 sierpnia włącznie przez La Manche nielegalnie przepłynęło 3596 osób na 62 łodziach, podczas gdy w tym samym okresie 2023 roku było to 3561, a rekordowym 2022 roku – 4711.

Służby prześwietlą media społecznościowe. “Boty obcych mocarstw”

Premier Starmer spotkał się w sobotę z kilkoma ministrami ze swojego gabinetu, w tym ze swoją zastępczynią oraz minister spraw wewnętrznych i minister sprawiedliwości, aby omówić zakłócenia porządku publicznego i niepokoje obserwowane w miastach w ostatnich dniach. 

Po spotkaniu oświadczył, że policjanci "mają nasze pełne wsparcie w podejmowaniu działań przeciwko ekstremistom na naszych ulicach, którzy atakują funkcjonariuszy policji, zakłócają działalność lokalnych firm i próbują siać nienawiść poprzez zastraszanie społeczności".

- Służby mają również badać, czy za sianie nienawiści w mediach społecznościowych odpowiedzialne były również boty (program komputerowy wykonujący zautomatyzowane działania - przyp. red.) obcych mocarstw. Oczywiście to potrwa, bo bardzo trudno to będzie ustalić, ale na pewno jest to krok w dobrą stronę - ocenia Sobiepanek.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET