Martwe zwierzęta w fundacji. "Nie byłem w stanie zliczyć". Prokuratura ujawnia szczegóły
Prokuratura zakończyła postępowanie przeciwko Joannie W., szefowej Fundacji "Toruńska Kocia Straż". Wiosną ubiegłego roku w siedzibie organizacji znaleziono łącznie 37 martwych zwierząt. Prokuratura Rejonowa Toruń Centrum - Zachód skierowała wniosek do sądu o umorzenie postępowania karnego. Biegli psychiatrzy stwierdzili, że kobieta "w chwili czynu miała zniesioną zdolność rozpoznania jego znaczenia i pokierowania swoim postępowaniem".
- Prokuratura zakończyła postępowanie w sprawie szefowej Fundacji "Toruńska Kocia Straż". W marcu ubiegłego roku w jej siedzibie znaleziono 37 martwych zwierząt
- Zgodnie z opinią biegłego psychiatry Joanna W. "miała zniesioną zdolność rozpoznania znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem"
- Prokurator złożył wniosek o umorzenie postępowania karnego i zastosowanie środków zapobiegawczych, m.in. terapii i zakazu zajmowania stanowisk w zarządach fundacji zajmujących się opieką nad zwierzętami
Martwe zwierzęta w siedzibie Fundacji "Toruńska Kocia Straż"
Toruńska prokuratura zdecydowała o skierowaniu do sądu wniosku o umorzenie postępowania karnego przeciwko Joannie W., szefowej Fundacji "Toruńska Kocia Straż". Śledczy badali, czy kobieta złamała przepisy ustawy o Ochronie zwierząt. Te, które znajdowały się po opieką fundacji, były utrzymywane w fatalnych warunkach. Zwierzęta były zaniedbane, wychudzone, a w pomieszczeniach, w których się znajdowały, panował nieporządek. Podczas interwencji policji w marcu ubiegłego roku w lokalu znaleziono także zwłoki 36 kotów i jednego psa.
"Joanna W. przesłuchana w charakterze podejrzanej nie przyznała się do popełnienia zarzucanego jej czynu i złożyła obszerne wyjaśnienia, w których podała, że pozostaje w sporze z przedstawicielem Toruńskiego Towarzystwa Ochrony Praw Zwierząt. Zaprzeczyła, jakoby utrzymywała odebrane jej zwierzęta w niewłaściwych warunkach" - czytamy w komunikacie opublikowanym przez prok. Andrzeja Kukawskiego, rzecznika prasowego Prokuratury Okręgowej w Toruniu.
W postępowaniu kluczowa okazała się być opinia biegłych psychiatrów, którzy stwierdzili, że Joanna W. "w chwili czynu miała zniesioną zdolność rozpoznania jego znaczenia i pokierowania swoim postępowaniem". Śledczy ustalili zatem, że do przestępstwa nie doszło, zgodnie z art. 31. Kodeksu karnego. Prokurator domaga się jednak zastosowania wobec Joanny W. środków zapobiegawczych, w tym terapii oraz zakazu zajmowania stanowisk w zarządach fundacji, stowarzyszeń oraz innych podmiotów zajmujących się opieką nad zwierzętami lub ich hodowlą, a także zakazu prowadzenia działalności gospodarczej związanej z opieką nad zwierzętami lub ich hodowlą. Decyzja w tej sprawie należy teraz do Sądu Rejonowego w Toruniu.
"Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem". Makabryczne odkrycie w fundacji w Toruniu
Makabrycznego odkrycia w siedzibie Fundacji "Toruńska Kocia Straż" przy ul. Gagarina w Toruniu dokonano w marcu ubiegłego roku. Po sygnałach o nieodpowiednich warunkach, w jakich przechowywane są zwierzęta, do budynku próbowało dostać się Toruńskie Towarzystwo Ochrony Praw Zwierząt. Początkowo jednak policja nie udzieliła mu wsparcia. Dopiero kolejnego dnia udało się wejść do środka, po decyzji wydanej przez ówczesnego prezydenta Torunia Michała Zaleskiego. Joanna W. zabarykadowała się w budynku i drzwi musieli wyważyć strażacy.
- Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem, na taką skalę. W pomieszczeniu, w którym spała pani Joanna, była pościel, zabawki dziecięce. Kilka metrów dalej pierwsze zwłoki kota, odchody pokryte białym nalotem pleśni. I więcej martwych zwierząt: jeden duży kot, a reszta była tak ułożona, że nie byłem w stanie ich nawet zliczyć - mówił wtedy w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" prezes TTOPZ Piotr Korpal. Odkryto wtedy zwłoki łącznie 37 zwierząt - 36 kotów i psa. Znajdowały się w kartonach i lodówce - były poowijane w foliowe worki. Uratować udało się 12 kotów i 9 psów, które trafiły do Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Toruniu.
"W lokalu zajmowanym przez fundację panował skrajny nieporządek; odczuwalny był fetor odchodów zwierzęcych oraz woń rozkładających się zwłok zwierzęcych, zaś zwierzęta, znajdowały się w stanie zaniedbania, brudu i w większości przypadków były wychudzone" - czytamy w komunikacie toruńskiej prokuratury. Joannie W. groziło nawet do 3 lat więzienia. Kobieta po nagłośnieniu sprawy tłumaczyła ją trudną sytuacją finansową fundacji i podkreślała, że zwierząt "nikt przecież nie zabił celowo".
Źródło: Radio ZET / Prokuratura Okręgowa w Toruniu
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET