Wrocław szykuje się na najazd turystów. "Ileż można?", "Koszmar dla introwertyków"

3 min. czytania
05.12.2024 13:11
Obserwuj nas na Google

W piątek władze Wrocławia spodziewają się tłumów - nie tylko mieszkańców, ale i turystów. Na popołudnie zaplanowano bowiem oficjalne rozświetlenie choinki na rynku, dodatkowo w mieście pojawi się kultowa świąteczna ciężarówka Coca-Coli. - Rynek zwykle omijam szerokim łukiem o tej porze roku, bo nie da się przecisnąć. A co dopiero jutro - mówi portalowi RadioZET.pl Weronika, mieszkanka stolicy Dolnego Śląska.

Jarmark we Wrocławiu
fot. Krzysztof Kaniewski/REPORTER

We Wrocławiu zjawią się tłumy turystów

Sam Jarmark Bożonarodzeniowy na wrocławskim rynku przyciąga mnóstwo osób. W pierwszy weekend otwarcia przybyło tu ok. 200 tys. odwiedzających. Tłumów w stolicy Dolnego Śląska władze spodziewają się również w piątek (6 grudnia). Na ten dzień zaplanowano bowiem kilka różnych atrakcji. "Od godz. 16:30 w rynku czekają nas mikołajkowe atrakcje - pojawi się Mikołaj z elfami, a o 17:00 rozbłyśnie choinka. Dodatkowo na Placu Wolności od godz.17:30 swój przystanek ciężarówki oraz koncert organizuje Coca-Cola. Centrum miasta będzie tętnić życiem nie tylko za sprawą mieszkańców, ale również odwiedzających nasze miasto turystów" - przekazuje Urząd Miejski Wrocławia. Niektórzy mieszkańcy są jednak dość sceptycznie nastawieni do zimowej "mocy atrakcji". 

- Jestem zmęczona. Mieszkam praktycznie w samym centrum miasta i dopiero zimą przypominam sobie, dlaczego to był tak zły pomysł - mówi portalowi RadioZET.pl Weronika, 30-letnia mieszkanka Wrocławia. - Turyści mają frajdę z jarmarku świątecznego, na pewno sporo mieszkańców też - ale ja (i wielu moich sąsiadów) jesteśmy w tej drugiej grupie, której co roku kręci się w głowie na samą myśl o grudniu i styczniu. Rynek zwykle omijam szerokim łukiem o tej porze roku, bo nie da się przecisnąć. A co dopiero jutro. Najbardziej współczuję osobom, które mieszkają w samym rynku, bo to już musi być istna katorga - dodaje Weronika.

"Wielu mieszkańców skarży się na tłumy"

Z kolei Konradowi, który przeprowadził się do Wrocławia z Białegostoku blisko miesiąc temu, tłumy na jarmarku świątecznym nie przeszkadzają. - Wrocław to jedno z najciekawszych i najpiękniejszych miast w Polsce. Przede wszystkim urzeka mnie ilość barwnych oraz interesujących miejsc, takich jak restauracje, bary o określonej tematyce oraz publiczne wydarzenia. Niedawno rozpoczął się słynny wrocławski jarmark bożonarodzeniowy, na którym będę już po raz drugi w życiu. Wielu mieszkańców skarży się na tłumy, jednak dla mnie nie stanowią one problemu - mówi nam Konrad, mieszkaniec stolicy Dolnego Śląska. - To popularne wydarzenie, samo w sobie tętni życiem, więc moim zdaniem wszystko jest tak, jak być powinno. Sam nie lubię gwaru i zatłoczonych miejsc, ale wszystko zależy od okoliczności. Tego typu atrakcje są właśnie po to, by przyciągać jak najwięcej ludzi. Poza tym tak naprawdę nie do końca wiadomo, ilu jest wśród odwiedzających jarmark wrocławian, a ilu turystów. W mieście wiele miejsc na co dzień jest przecież zatłoczonych - dodaje Konrad.

Nieco bardziej sceptyczne nastawienie do jarmarku świątecznego we Wrocławiu ma Marta, 25-letnia mieszkanka wrocławskiego Nadodrza. - Rozumiem turystów, którzy zachwycają się jarmarkiem. Zwłaszcza rodziny z dziećmi przyjeżdżające tu w sobotę lub niedzielę. Pochodzą po stoiskach, porobią kilka zdjęć, spróbują smakołyków. Ale czym się zachwycają mieszkańcy, to nie mam pojęcia. Jarmark jest fajny przez pierwszy tydzień, żeby wczuć się w zimowo-świąteczną atmosferę. Z każdym kolejnym dniem zaczyna jednak coraz bardziej irytować, bo ileż można chodzić wokół rzędów tych samych stoisk? - pyta retorycznie Marta. - Właściwie "chodzić" to za dużo powiedziane, tam trzeba się przeciskać i przepychać łokciami przez tłumy. Koszmar dla introwertyków, nie polecam - dodaje Marta.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET