Szpitale nie kontrolują kosztów. Część płaci lekarzom bez sprawdzania czasu pracy
Zadłużenie szpitali publicznych rośnie, tymczasem eksperci wskazują, że wiele placówek ma problemy z kontrolą kosztów. Dane finansowe nie są na bieżąco analizowane, a w wielu szpitalach brakuje systemów pozwalających sprawdzić rzeczywisty czas pracy personelu. - Zdarza się, że podstawą rozliczenia z lekarzem jest przedłożony na koniec miesiąca rachunek, bez sprawdzenia, czy wykazana liczba godzin odpowiada faktycznie wykonanej pracy - powiedział Piotr Magdziarz podczas Europejskiego Forum Samorządowego w Poznaniu.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak szpitale sprawdzają godziny pracy rozliczane przez lekarzy.
- Dlaczego na podstawowe dane do audytu trzeba czekać miesiącami.
- Jak straty i koszty pożyczek napędzają zadłużenie szpitali.
Szpitale toną w długach. Drogie pożyczki pogłębiają problem
Zadłużenie szpitali publicznych sięga dziesiątek miliardów złotych. Dla placówek, których przychody nie wystarczają na pokrycie kosztów, kolejne pożyczki stają się sposobem na utrzymanie bieżącej działalności. Do wydatków na personel, leki czy dostawy dochodzą wówczas koszty obsługi długu, które jeszcze bardziej obciążają finanse.
Samo posiadanie zobowiązań nie oznacza jednak, że szpital jest w złej sytuacji finansowej. Piotr Magdziarz, partner zarządzający Formedis i ekspert ds. restrukturyzacji szpitali, wyjaśnił podczas rozmowy, że kluczowe jest to, czy placówka reguluje je terminowo i czemu służy pozyskane finansowanie.
- Jeżeli wspiera inwestycje i rozwój, może wzmacniać pozycję przedsiębiorstwa. Problem pojawia się wtedy, gdy, jak w przypadku większości zadłużonych szpitali, zaciąganie kolejnych zobowiązań staje się warunkiem utrzymania płynności finansowej i kontynuowania bieżącej działalności - powiedział.
Szpitalowi, który stale ponosi straty, trudniej uzyskać kredyt na korzystnych warunkach. Sięga więc po droższe pożyczki i coraz więcej wydaje na obsługę zadłużenia.
- Powstaje błędne koło: straty napędzają zadłużenie, a koszty tego zadłużenia pogłębiają straty - tłumaczył ekspert.
Płacą lekarzom w ciemno, bez sprawdzania czasu pracy
Największą część kosztów funkcjonowania szpitali stanowią wydatki na personel. Według analizy AOTMiT obejmującej 512 publicznych szpitali koszty zatrudnienia personelu medycznego i niemedycznego stanowiły w 2025 roku średnio 68,23 proc. kosztów działalności, po wyłączeniu wydatków na leki w programach lekowych i chemioterapii. W szpitalach powiatowych, gminnych i miejskich wskaźnik ten przekraczał 70 proc.
Przy tak dużych wydatkach na personel szczególne znaczenie ma kontrola rozliczeń. Tymczasem, jak wskazał Piotr Magdziarz, w wielu placówkach brakuje narzędzi pozwalających sprawdzić, ile czasu personel rzeczywiście przepracował.
- Jednym z największych wyzwań podczas analizy sytuacji szpitala jest pozyskanie kompletnych i wiarygodnych danych kadrowych. W wielu placówkach brakuje systemów pozwalających rzetelnie ewidencjonować i weryfikować rzeczywisty czas pracy personelu. Zdarza się, że podstawą rozliczenia z lekarzem jest przedłożony na koniec miesiąca rachunek, bez sprawdzenia, czy wykazana liczba godzin odpowiada faktycznie wykonanej pracy - powiedział.
Zdaniem eksperta przy tak wysokim udziale kosztów osobowych brak tej kontroli utrudnia ocenę, czy szpital efektywnie wykorzystuje swoje zasoby kadrowe. Na ten sam problem zwracał uwagę Marcin Martyniak, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Zespolonego w Kielcach i były wiceminister zdrowia.
- Weryfikacja realnego czasu pracy pracowników medycznych, zwłaszcza lekarzy, jest bardzo istotnym problemem. Osobiście poświęcam kilkanaście procent czasu na weryfikacje i analizę danych finansowych, ale myślę, że jestem niechlubnym wyjątkiem - mówił.
Na podstawowe dane trzeba czekać nawet pół roku
Uczestnicy debaty wskazywali również na niedostateczne wykorzystanie danych finansowych w zarządzaniu szpitalami. Jak podkreślał Adam Niedzielski, dostęp do podstawowych informacji jest warunkiem zaplanowania działań naprawczych. Z doświadczeń Piotra Magdziarza wynika jednak, że ich uzyskanie potrafi trwać miesiącami.
- Na dane niezbędne do przeprowadzenia audytu, które w mojej ocenie powinny być dostępne w szpitalu „od ręki”, czekamy zazwyczaj od półtora do dwóch miesięcy. W skrajnym przypadku było to aż pół roku - powiedział.
Zdaniem eksperta tak długie oczekiwanie wskazuje, że informacje nie są na bieżąco analizowane przez zarządzających. Gdyby regularnie służyły do podejmowania decyzji, ich udostępnienie nie wymagałoby wielotygodniowych przygotowań.
Źródło: Radio ZET/Europejskie Forum Samorządowe
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET