3 mln na kampanię dot. płodności. Podstawą: kalendarzyk małżeński

06.04.2017 08:08

Płodność Polaków bardzo frapuje rządzących. Kolejni politycy zastanawiają się, jak walczyć z niżem demograficznym. W maju Ministerstwo Zdrowia ma ruszyć z szeroko zakrojoną kampanią promującą walory bycia rodzicami. Filarem projektu jest wirtualny kalendarzyk małżeński. Koszt przedsięwzięcia ma wynieść 3 mln złotych. 

3 mln na kampanię dot. płodności. Podstawą: kalendarzyk małżeński

fot. Cezary Aszkiełowicz / Agencja Gazeta

E-kalendarzyk będzie zawierał informacje z charakterystyką poszczególnych dni cyklu. Pary sprawdzą, kiedy najlepiej starać się o dziecko, a kiedy szanse maleją. W odwrotny sposób mogą korzystać z niego związki, które dzieci nie planują. Chociaż tego ministerstwo już nie podkreśla. Wszak chodzi o płodzenie nowych Polaków.

Zagłosuj

Czy uważasz, że metoda kalendarzyka jest efektywna?

- Prokreacja obejmuje nie tylko wymiar fizyczny, psychiczny i duchowy, ale także społeczny. Rodzicielstwo jest niezwykle istotnym elementem roli społecznej. Jest jednym z podstawowych czynników osiągnięcia szczęścia i sukcesu życiowego - argumentuje resort.

Szeroka kampania edukacyjno-społeczna dotycząca sfery seksualnej ma kosztować 3 mln złotych. Zapomniana metoda kalendarzyka małżeńskiego (nazywana wielokrotnie archaiczną) została odkurzona przez ministerstwo, które chce w nią tchnąć nowe życie. 

Za tę pokaźną kwotę powstaną spoty radiowe i telewizyjne, Polacy dowiedzą się też, co może przeszkodzić w staraniach się o dziecko.

Kampania o płodności obejmie także m.in. promocję prokreacji w całej Polsce i wideoprogram edukacyjny skierowany do młodzieży.

Na nowe pomysły ministra Radziwiłła ostro zareagował były szef resortu zdrowia Bartosz Arłukowicz. – Jedną z pierwszych decyzji ministra Radziwiłła była likwidacja rządowego programu refundacji in vitro. W zamian proponuje Polkom wirtualny kalendarzyk małżeński. Jest to kolejna sytuacja, w której ideologia bierze górę nad wiedzą medyczną – stwierdził polityk PO. 

Podobnego zdania jest ginekolog Grzegorz Południewski, który w rozmowie z Wyborczą twierdzi, że ministerstwo promuje wiedzę na poziomie gmnazjum, a metoda kalendarzyka była używana 80 lat temu. 

RadioZET.pl/KM