Mentzen grzmi o nowym programie rządu. „Nie widzę innych przyczyn poza korupcyjnymi"
- O ile wcześniej udało się przede wszystkim napompować ceny nieruchomości w dużych miastach, to teraz ministerstwo chce się tym „dobrodziejstwem” drogich mieszkań podzielić również z mniejszymi miejscowościami – tak w audycji „Gość Radia ZET” ocenił program „Pierwsze klucze” Sławomir Mentzen, kandydat Konfederacji na prezydenta. - Nie widzę innych przyczyn poza korupcyjnymi, dlaczego oni są tak zdeterminowani - dodał polityk.
- Sławomir Mentzen skrytykował program "Pierwsze klucze", twierdząc, że doprowadzi on do wzrostu cen nieruchomości
- Polityk zasugerował, że za programem mogą stać korupcyjne motywacje
- Krzysztof Paszyk, minister rozwoju, przedstawił założenia programu, w tym limity dochodowe i cenowe dla osób chcących skorzystać z dopłat do kredytów
„Pierwsze klucze” mają pompować ceny nieruchomości. Mentzen zbulwersowany
W trakcie audycji „Gość Radia ZET”, Sławomir Mentzen został zapytany o opinię na temat rządowego programu mieszkaniowego „Pierwsze klucze”. Kandydat na prezydenta nie szczędził słów krytyki, sugerując, że działania rządu mają przeciwdziałać widocznej w ostatnim czasie korekcie na rynku nieruchomości. - Na szczęście ostatnio ceny nieruchomości zaczęły spadać i jak widać ktoś zaczął interweniować w tym kierunku, żeby znowu wzrosły. Teraz plan jest taki, że o ile wcześniej udało się przede wszystkim napompować ceny nieruchomości w dużych miastach, to teraz ministerstwo chce się tym „dobrodziejstwem” drogich mieszkań podzielić również z mniejszymi miejscowościami. Będę sprzeciwiał się każdemu projektowi, który będzie prowadził do wzrostu cen mieszkań – stwierdził Mentzen.
- Przez tego rodzaju działania młodych Polaków nie stać jest na kupno swojego własnego mieszkania. I ja naprawdę nie rozumiem jakie przyczyny poza korupcyjnymi mogą sprawiać, że w Ministerstwie Rozwoju cały czas myślą tylko o tym jak napompować kieszenie bankom i deweloperom – dodał kandydat Konfederacji na prezydenta. Prowadzący audycję Bogdan Rymanowski poprosił go o rozwinięcie tych zarzutów.
- Powiedziałem tylko, że nie widzę innych przyczyn poza korupcyjnymi, dlaczego oni są tak zdeterminowani do tego, żeby pompować ceny mieszkań. To jest w ogóle ciekawe, bo mamy Ministerstwo Rozwoju i Technologii, które zajmuje się głównie pompowaniem cen nieruchomości. Efekt potem jest taki, że na świecie dzieje się rewolucja technologiczna w zakresie sztucznej inteligencji. A Amerykanie nas umieszczają w koszyku państw z Mongolią, Burkina Faso i Kirgistanem i ograniczają sprzedaż chipów do sztucznej inteligencji do Polski – zauważył Mentzen.
Nowy program mieszkaniowy jest kością niezgody w rządzącej koalicji. Wystarczającego poparcia nie uzyskała obietnica „Kredytu 0 procent”, Polska 2050 obawiała się, że podniesie ona ceny mieszkań tak, jak było to w przypadku programu „Kredyt 2 procent”. W wcześniejszej audycji „Gość Radia ZET”, Krzysztof Paszyk, minister rozwoju, przedstawił założenia programu. Minister poinformował, że limity dochodowe wynoszą 6,5 tys. zł netto dla jednoosobowego gospodarstwa domowego i 15,5 tys. zł netto dla rodzin wieloosobowych. Limity cenowe mieszkań mają wynieść 11 tys. zł za metr kwadratowy w pięciu największych miastach i 10 tys. zł w pozostałych miejscowościach. - Jeśli ktoś będzie myślał o zakupie mieszkania po koszcie 16,5 tys. złotych za metr, to nie będzie mieścił się w kryteriach programu – zadeklarował minister rozwoju.
Nowy program mieszkaniowy. Nie tylko dopłaty do kredytów
Paszyk mówił również o wprowadzeniu systemu inwestorów społecznych, takich jak spółdzielnie mieszkaniowe, TBS-y i SIM-y, które będą mogły oferować mieszkania na rynku pierwotnym. - Nie wyłączam rynku pierwotnego. Tworzymy nowe rozwiązanie – kategorię inwestorów społecznych. Spółdzielnie mieszkaniowe, TBS-y, SIM-y będą mogły sprzedawać na rynku pierwotnym mieszkania osobom, które skorzystają z programu – wyjaśnił minister.
Z analizy cen ofertowych na rynku wtórnym wynika, że w niektórych miastach znalezienie mieszkania w limicie cenowym będzie bardzo trudne. W szczególności dotyczy to Warszawy i Krakowa – w obecnej stolicy w limitach przedstawionych przez ministerstwo zmieściło się tylko 1 procent oferty, w byłym najważniejszym mieście Polski zaś odpowiednio tanie było tylko 4 procent wystawionych na sprzedaż mieszkań. W mniejszych miastach ceny bywają nawet o połowę niższe od wprowadzonych limitów, co rzeczywiści może doprowadzić do ich wzrostu po uruchomieniu programu dopłat.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET