Zamknij

Jarosław Pinkas: Problem z substancjami czynnymi w lekach może się powtarzać

08.12.2019 08:10
Jarosław Pinkas
fot. Radio ZET

W niedzielę, 8 grudnia, gościem Radia ZET u Joanny Komolki był Jarosław Pinkas, Główny Inspektor Sanitarny.

Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku

Joanna Komolka: Jarosław Pinkas, główny inspektor sanitarny, jest gościem Radia ZET dzisiaj. Dzień dobry, panie ministrze.

Jarosław Pinkas: Witam serdecznie.

Panie ministrze, czy polskie instytucje dostały, i są w stu procentach pewne, dostały potwierdzenie, że leki na cukrzycę, te, o których mówiono w tym tygodniu, że mogą być zanieczyszczone, są bezpieczne dla pacjentach?

To znaczy zawsze trudno jest powiedzieć, czy w stu procentach, ale jesteśmy przekonani, że wszystko jest w porządku, że nasi pacjenci są bezpieczni i oczywiście sytuacja jest dynamiczna. My ją także badamy, ponieważ mamy własne laboratoria, które mogą analizować, czy istnieje jakieś zagrożenie. W tej chwili EMA, czyli Europejska Agencja Leków, w sposób jednoznaczny powiedziała, że zagrożenia nie ma dla całego świata. Te preparaty są produkowane dla całego świata w kilku krajach tak naprawdę.

A kiedy polskie laboratoria odpowiedzą w stu procentach, że zbadały te leki, że albo to zanieczyszczenie jest, albo go nie ma, albo jeżeli jest, to w takich ilościach, że jest to bezpieczne dla pacjentów?

To znaczy w tej chwili trwają już badania przynajmniej w dwóch laboratoriach: w Laboratorium Narodowego Instytutu Leków i Instytutu Biotechnologii. Jestem przekonany, że te badania będą w najbliższym czasie, będą to już nasze badania, ale opieramy się o to, co zostało nam przekazane przez Europejską Agencję. To jest także związane z tym, że leki są pod specjalną kontrolą. Mieliśmy problemy z sartanami i w tej chwili znacznie większa liczba leków jest poddana niezwykle precyzyjnej kontroli, której do tej pory nie było. Mamy też nowoczesne metody diagnostyczne, te badania są coraz bardziej precyzyjne, tak jak powiedziałem, w związku z tym będziemy coraz więcej wiedzieć.

Ale to może być tak, że to zanieczyszczenie, o którym mówiła EMA, mogło być do tej pory, a niewykryte, czy ono się pojawiło?

Jest to bardzo prawdopodobne. Jest to bardzo prawdopodobne, że ono było. Nawet trudno powiedzieć, że jest to zanieczyszczenie, dlatego że jest to pewien efekt uboczny produkcji, syntezy leków. Tak to w tej chwili wygląda i taką wiedzę mamy. Prawdopodobnie trzeba będzie zmienić technologię lub też ewentualnie ją bardziej doprecyzować. Ale proszę się nie bać, że nam cokolwiek grozi, bo w tej chwili mamy problem z metforminą i nitrozaminą. Nitrozaminy to są takie substancje, które sami sobie także wytwarzamy w organizmie, ponieważ dostarczamy na przykład azotany i azotyny, one są w warzywach. Za chwileczkę będziemy ich mieli całkiem dużo w organizmie, dlatego że będą święta i będziemy jeść peklowane wędliny, peklowane szynki. Tam są właśnie azotyny i azotany. Ale też się nie ma co bać, dlatego że my już to zbadaliśmy akurat i jesteśmy jednym z pierwszych krajów, który w sposób jednoznaczny może powiedzieć, że jeżeli dostarczamy z pożywieniem azotyny i azotany, które w żołądku ulegają przetworzeniu na nitrozaminę, to tak czy inaczej nie przekroczymy czegoś, co nazywa się dzienną dawką taką bezpieczną.

Czyli gdyby pan miał dzisiaj pacjentom, cukrzykom, którzy też dzwonią do nas do radia, którzy piszą też do nas, dzwonią do lekarzy, pytają się w aptekach: przyjmować dalej leki?

Zdecydowanie tak. Informacja jest jednoznaczna dla całej Europy. Broń Boże proszę nie odstawiać metforminy, to jest bardzo ważny preparat. Czuwamy nad tym, żeby był bezpieczny, czuwamy nad tym, żeby nie było dawek, które mogą być niebezpieczne. Myślę, że można zaufać wszystkim instytucjom europejskim, ale także naszym instytutom i naszym specjalistom.

Panie ministrze, ale ja chciałam też zapytać o jedną rzecz, ponieważ to już jest kolejny przypadek, kiedy podobne czy też zbliżone problemy się pojawiają, pan wspomniał też o jednym, były wcześniej braki niektórych leków w aptekach, ponieważ producenci komponentów czy też części czynników znajdują się w Azji, znajdują się w Chinach, znajdują się w Indiach i właściwie mają monopol na wytwarzanie pewnych fragmentów czy elementów, składników...

Głównie substancji czynnych.

...substancji czynnych, no właśnie. Czy to jest problem, jak mówią farmaceuci, który może się powtarzać? Dlatego, że ograniczona jest liczba producentów tych czynników?

Myślę, że to się może powtarzać. Myślę, że trzeba podejmować globalne decyzje o tym, żeby takich fabryk było więcej, żeby była możliwość tzw. backupu. Czyli coś się wydarzy i będziemy ściągać preparat z innej fabryki, w której wszystko jest dobrze, w której wszystkie procedury są spełniane. Czasami jest to błąd ludzki, czasami jest to jakiś błąd technologiczny. My coraz więcej wiemy, dlatego że jesteśmy coraz bardziej precyzyjni precyzyjni, jeśli chodzi o działania.

A czy Polska może coś zrobić w tej kwestii? Bo pan mówi o tym, że potrzebne być może będzie zwiększenie liczby tych producentów czynników, składników leków – czy Polska może też jakoś zabezpieczyć własnych pacjentów, nie patrząc na Europę, nie patrząc na  świat?

Znaczy to jest bardzo skomplikowane. Muszę powiedzieć, że produkowanie substancji czynnych jest niezwykle skomplikowane. Jest technologicznie oczywiście w Polsce możliwe i myśmy mieli dobrze funkcjonujący przemysł farmaceutyczny, produkujący właśnie substancje czynne. Ze względów kosztowych cała Europa od tego odeszła i myślę, że Europa musi podjąć jednoznaczne decyzje, żeby także budować u siebie fabryki tych najbardziej istotnych preparatów. Polska takie preparaty także produkuje. Na przykład produkujemy własną insulinę, więc jesteśmy zabezpieczeni przynajmniej w tym jednym kontekście.

No tak, ale kiedy brakowało leków dla osób z chorobami tarczycowymi, no to ich nie było po prostu. Nie zawsze pacjent może wziąć zamiennik.

Tak jest, nie było ich w całej Europie i trzeba teraz wyciągać wnioski, i cała Europa musi wyciągać wnioski. Jesteśmy w tej chwili globalną wioską. Europa…

A czy można gromadzić zapasy, polski rząd może…?

Broń Boże, nie, myślę, że to jest niedobry pomysł. Trzeba po prostu pomyśleć o tym, żeby zdywersyfikować produkcję, pewnie zbliżyć ją bardziej do Europy, ale tak jak powiedziałem, będzie to też kłopot natury kosztowej. Wszystko, co się produkuje w Europie, jest po prostu drogie. A chcemy, żeby leki były coraz lepiej dostępne, żeby nie obciążały także budżetu. Część tych leków to są leki refundowane. No więc powinniśmy kupować je najtaniej, ale także najlepsze i oczywiście nie zawsze idzie to w parze, aczkolwiek to, co jest na polskim rynku, to są leki, które spełniają wszystkie możliwe światowe kryteria.

Panie ministrze, poparłby pan delegalizację Stowarzyszenia „STOP NOP”, czyli tego stowarzyszenia antyszczepionkowców? Prezydent Poznania wszczął taką procedurę po takim bardzo głośnym wpisie tego stowarzyszenia, które już nie tylko jest przeciwne szczepieniom, ale też tam pojawiały się jakieś informacje, zarzuty do tego stopnia poważne, które sugerowały o tym, że lekarze na niektórych oddziałach anestezjologicznych mieliby doprowadzać do śmierci pacjentów. I po tej decyzji był ruch prezydenta jednego z miast.

Zdecydowanie po tym, co zrobił „STOP NOP” ostatnio, to tak. To znaczy doprowadzanie do sytuacji braku wiary w lekarzy anestezjologów, którzy naprawdę pracują 24 godziny z niewyobrażalnym wysiłkiem, żeby ratować swoich pacjentów, jest absolutnym skandalem i to jest niedopuszczalne. Stworzenie atmosfery zagrożenia w szpitalach jest absolutnie niedopuszczalne. Ja myślę sobie, że ci ludzie po prostu mają zwyczajnie złe intencje. Ich jest niedużo, aczkolwiek trochę ludzi potrafią pociągnąć. W tej chwili jest zasięg jest mniejszy, no bo widać, że to jest po prostu czysta szarlataneria – ja się nie boję tego powiedzieć. To są ludzie, którzy szermują absurdalnymi ideami, które nie wiem gdzie się rodzą. Jak ktoś jest takim czynnym antyszczepionkowcem, to z reguły głęboko wierzy w smugi kondensacyjne, że to jest chemtrails, że ludzie są truci, że jest depopulacja, to są ludzie, którzy wierzą w wodę heksagonalną, w całą masę różnych absurdów.

No tak, ale to jest jednak pewien problem, skoro np. miasta czy rady miast poszczególnych decydują się na wprowadzenie i przegłosowanie uchwał, które spowodują, że np. do żłobków bezpłatnych czyli samorządowych, państwowych, nie będą mogły się dostać dzieci, które są nieszczepione…

Bardzo wspieram tego typu działania.

A z drugiej strony są wojewodowie, przedstawiciele rządu, którzy takie uchwały blokują. To jaka tu jest konsekwencja? Czy jest pan w stanie to wytłumaczyć, dlaczego wojewoda wielkopolski czy też inny blokuje tego typu uchwały, skoro samorządy zdecydowały się na tak istotny krok, żeby ograniczyć choroby dzieci?

Trudno mi jest komentować działalność poszczególnych wojewodów, ale mogę w jednoznaczny sposób skomentować działania pana ministra Konstantego Radziwiłła, który jest wojewodą mazowieckim i który jednoznacznie wsparł działania miasta dotyczące właśnie tego zagadnienia. Tak że ja myślę, że mamy taką ogromną liczbę argumentów, że powinniśmy być niezwykle konsekwentni, jeśli chodzi o szczepienia. Zresztą wydaje mi się, że moja instytucja, która jest liderem, jeżeli chodzi o krzewienie wiedzy na temat szczepień i opowiadania o tym, a nawet nie opowiadania, tylko przedstawiania niezwykle twardych danych, jak ważne są szczepienia, jak są bezpieczne, bo to jest ta kategoria. Dlaczego ludzie wątpią? Dlatego, że gdzieś w przestrzeni publicznej okazało się, że ktoś mówi o tym, że szczepienia są niebezpieczne, że umarło dziecko. Od 20 lat w Polsce z powodu NOP-u nie zmarło żadne dziecko. A jeżeli mamy niepożądane odczyny poszczepienne, to one są sprawozdawane, to są analizowane.

Ich jest dużo?

Ich nie jest dużo. Więc ponieważ ich nie jest dużo, ludzie są głęboko przekonani, że lekarze nie zgłaszają…  Chociaż oczywiście mamy drugi system zgłaszania – mogą zrobić to rodzice, zgłaszając to do Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych.

Czyli nie musi tego robić placówka ani lekarz.

Oczywiście, że tak. W przestrzeni jest taka historia, że lekarze z całą pewnością nie czynią dobra, dlatego że są skorumpowani i firmy farmaceutyczne wymuszają na nich szczepienia, leki itd. Ja się zastanawiam, skąd się to w przestrzeni publicznej bierze. Część ludzi myśli sobie: gdybym ja był na miejscu lekarzy, to być może bym tak zrobił, poszedłbym na tzw. pasku firmy farmaceutycznej czy szczepionkowej. Ale lekarze tacy nie są. Ja jestem głęboko przekonany, że mamy 99% – zawsze  ktoś się znajdzie w środowisku, kto nie spełnia kryteriów – lekarzy, którzy są zwyczajni etyczni czy bardzo etyczni.

A może, wie pan... Bo rozmawiamy o tym, że samorządy próbują na siebie też wziąć taką część odpowiedzialności zapobiegania chorobom dzieci przez to właśnie, że będą warunkowały to przyjęcie do żłobków od tego, czy dziecko jest zaszczepione, czy nie. A np. w Niemczech w tej chwili przegłosowano, że rodzice będą płacić 2500 euro kary za nieszczepienie dzieci. To może kary wyższe?

Wie pani co, ja myślę, że najlepiej jest jednak edukować. My mamy obowiązek szczepień w Polsce. To jest szlachetny obowiązek i słowo obowiązek ma czasami negatywną konotację. Coś się narzuca, my chcemy być wolni, ale to nic bardziej błędnego. I być może gdybyśmy znaleźli jakiś eufemizm dotyczący właśnie tego obowiązku, który jest obowiązkiem absolutnie szlachetnym, to robimy coś dla innych, ponieważ szczepimy się nie tylko dla siebie, o czym my nie pamiętamy, szczepimy się nie tylko dlatego, żeby nasze dzieci nie chorowały, ale także żeby inne dzieci nie chorowały, te, które nie mogą być zaszczepione. Są dzieci w szpitalach, które na przykład czekają na przeszczep.

I one szczepione być nie mogą?

I one… Być może dla nich akurat w tej chwili nie przyszedł jeszcze czas na szczepienia, one pewnie później to szczepienie dostaną. I nagle pojawia się dziecko chore w tymże szpitalu, które przyniesie chorobę, która może być śmiertelna. Część tych dzieci np. jest pozbawiona odporności celowo, chociażby dlatego że czekają na przeszczep szpiku. Więc szczepimy się także dla innych i ci, którzy się nie szczepią, to są po prostu egoiści. Część rodziców także nie szczepi swoich dzieci dlatego, że uważa, że można jechać na gapę. Znaczy jechać na gapę dlatego, że inne dzieci są zaszczepione, w związku z tym moje będzie bezpieczne. To też jest bardzo istotna kategoria.

A wie pan, że w Internecie można znaleźć umawianie się czy też propozycje tzw. ospa czy odra party? Czyli kiedy rodzice umawiają się ze swoimi nieszczepionymi dziećmi, żeby spotkać się z dziećmi, które są chore, po to, żeby, jak rozumiem, je uodpornić na tę chorobę?

Wie pani co, ja już tego nie chcę komentować, no bo to już jest coś absurdalnego, irracjonalnego.

To wciąż jest.                                             

Tak, jest. To się skończy wtedy, kiedy pierwsze dziecko po odra party będzie miało podostre stwardniające zapalenie mózgu, albo zginie, albo będzie miało ciężkie powikłanie. Dlatego szczepimy, żeby albo gładko przechodzić choroby, albo żebyśmy mieli pełną odporność. I ktoś, kto tego nie wie, ktoś, kto nie pamięta, że się na odrę umiera… Proszę zobaczyć, co się dzieje. Mamy przykład za granicą, kilkadziesiąt dzieci zginęło z powodu odry. My mamy odrę zawleczoną, mamy jeszcze na szczęście odporność populacyjną i będziemy ją mieli, dlatego że zaufanie do szczepień wzrasta w Polsce. Myśmy zrobili bardzo wiele dobrego w ostatnich dwóch latach. Interesariuszami szczepień są wszyscy profesjonaliści zdrowotni, to, co robią panie pielęgniarki, jest niebywałe zupełnie, przekonują, środowisko lekarskie, inni profesjonaliści medyczni, nauczyciele, dziennikarze – wszyscy twierdzą i wszyscy opowiadają o tym, jak to jest ważne. Są niezwykle twarde dane pokazujące, że przecież to jest największe osiągnięcie medycyny. Nie mamy ospy prawdziwej, część chorób jest wyeradykowanych. Część ludzi pamięta jeszcze i warto porozmawiać, nawet przy dzisiejszym śniadaniu, jeżeli będziemy mieli okazję do zjedzenia śniadania z dziadkami, żeby nam opowiadali, jakie dzieci chodziły po ulicach z polio. My tego w tej chwili nie mamy dzięki szczepieniom, dzięki niezwykle pryncypialnej polityce. Nie ma bardziej efektywnej interwencji populacyjnej, jeżeli chodzi o zdrowie, niż szczepienie. I marzę o tym, żeby w najbliższym czasie w programie szczepień ochronnych pojawiły się nowe szczepienia, ale mam nadzieję, że będziemy mogli o tym jeszcze rozmawiać.

O tym porozmawiamy w części internetowej. Jarosław Pinkas zostaje z nami.

RadioZET.pl