Zamknij

Staroń: Szkoły powinny być zamknięte. Mimo, że nie jesteśmy na to przygotowani

14.10.2020 06:55

- Oczywiście, że Polska jest nieprzygotowana na naukę zdalną, ale kiedy mamy na szali zdrowie i życie i bardzo kiepski stan kształcenia, to nie mam wątpliwości co jest ważniejsze. Szkoły absolutnie powinny być zamknięte – mówi Gość Radia ZET, Nauczyciel Roku 2018 Przemysław Staroń. 

Zdaniem pedagoga kiepski stan kształcenia w Polsce jest od dawna a edukacja zdalna jest taką „wisienką na torcie”. - Ale w ciągu pół roku my, oddolnie, trochę nauczyliśmy się ogarniać to wszystko. Kiedy mamy do wyboru pomiędzy tym, co słuszne a tym, co łatwe to wybieramy to, co słuszne – dodaje. Psycholog i kulturoznawca ocenia, że Polska nie jest przygotowana na naukę zdalną na poziomie systemowym, rządowym. -Jestem przekonany, że te wszystkie teksty, fałszowanie rzeczywistości są próbą odwrócenia uwagi, zrzucenia odpowiedzialności – mówi Nauczyciel Roku. Pytany przez Beatę Lubecką o to, czy boi się chodzić do pracy, Staroń odpowiada: - Tak.. .

"Nie mogę po ludzku pogodzić się z tym, że można być tak bezdusznym"

- Można zarzucić naszemu rządowi bardzo wiele, ale ja po prostu – mimo, że rozumiem przyczyny – nie mogę po ludzku pogodzić się z tym, że można być tak bezdusznym. W środku jest takie: Jak to?! – mówi Przemysław Staroń, komentując w ten sposób słowa Łukasza Schreibera. Minister stwierdził na antenie radiowej Trójki, pytany o nauczycieli, którzy zmarli na koronawirusa, że „pedagodzy giną również w wypadkach samochodowych”. - Racjonalnie możemy stwierdzić, że ludzie umierają na różne sposoby, ale jeśli idziemy na pogrzeb człowieka, który zginął w wypadku i go spowodował, to nie mówimy rodzinie: No wiesz, sam na to zapracował – dodaje nauczyciel i wykładowca.

Nauczyciele wymazani z horyzontu rządzących? - Zostaliśmy wymazani już dużo wcześniej – mówi Przemysław Staroń. Jego zdaniem nie dotyczy to tylko nauczycieli, ale wielu grup społecznych, które „stały się niewygodne dla naszych rządzących”.

"Czuję się jak na weselu, gdzie zarządzać wszystkim próbuje nietrzeźwy"

- Ludzie, którzy kompletnie się nie znają ani na edukacji ani na zarządzaniu kryzysowym ani na biologii, wirusologii podejmują decyzje, które mam wrażenie, że są losowane w paczce po chipsach: A, dobra, no to teraz tak – mówi Gość Radia ZET Przemysław Staroń, pytany w internetowej części programu o działania rządzących. Jego zdaniem konieczne jest zamknięcie szkół. - Szkoła to jest jedna, wielka impreza masowa. I to nie taka, w której uczestniczą dorośli. 8-letnie dziecko nie jest osobą, której możemy na bardzo dojrzałym poziomie przekazać, że trzeba dbać o tę higienę. Część tego nie przyjmie – tłumaczy Nauczyciel Roku 2018. Pedagog uważa, że rozwiązaniem byłoby np. oddzielenie dzieci od młodzieży.

- Można oddzielić osoby, które uczą się w szkole średniej czy późnych klasach podstawówki i powiedzieć, że te osoby mogą się uczyć zdalnie. Dzięki temu młodsze dzieci mogą zostać rozlokowane po budynkach szkół średnich – mówi Staroń. Zdaniem Gościa Radia ZET, rządzący nie chcą wprowadzić nauczania zdalnego, ponieważ robią wszystko, żeby nie przyznać rodzicom odpowiednich zasiłków opiekuńczych. - Czuję się trochę jak na jakimś weselu, gdzie jest człowiek absolutnie nietrzeźwy i próbuje zarządzić wszystkim. Ja się czuję wtedy bardzo niebezpiecznie – komentuje nauczyciel.

Przemysław Staroń o Przemysławie Czarnku: Proces jest w fazie schyłkowej jak pojawia się coś, co kojarzy się z dnem absolutnym

Pytany o Przemysława Czarnka, Przemysław Staroń odpowiada: - Jedyna rzecz, która mi się w nim podoba to jego imię  i na tym się kończy. Zdaniem pedagoga, młodzi ludzie są przerażeni, że to właśnie on ma zostać ministrem edukacji i szkolnictwa. - Mam wrażenie, że wybór Czarnka jest paradoksalnie dobrym objawem. Kiedy w jakimś procesie pojawia się coś, co kojarzy się z dnem absolutnym, to oznacza to, że ten proces jest naprawdę w fazie schyłkowej. Czasami trzeba sięgnąć dna, żeby się odbić – komentuje gość Beaty Lubeckiej. Dopytywany o wypowiedzi przyszłego ministra, nauczyciel odpowiada, że „gdyby porównać plakaty, które pojawiały się w kontekście Żydów w latach 30 w Niemczech i porównać propagandę obecnej władzy, to jest to ma maxa podobne”. - To te same mechanizmy – dodaje.

RADIOZET/MA