Takie anomalie pogodowe czekają Polskę. "Na to powinniśmy się nastawić"
Gwałtowne burze, silne opady deszczu i podtopienia już mało kogo zaskakują. Czy możemy przewidzieć, jakich anomalii pogodowych doświadczymy w najbliższych latach? Dr Michał Marosz, klimatolog z IMGW-PIB, ocenia w rozmowie z RadioZET.pl, co jest jednym z najpoważniejszych błędów w ocenie zjawisk atmosferycznych.
Anomalie pogodowe w Polsce. Co nas czeka?
Kiedy Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej stwierdza, że mamy do czynienia z anomalią pogodową? To, co dzieje się w pogodzie na bieżąco (ewentualnie w skali poprzedniego miesiąca/roku), jest porównywane do charakterystyk wieloletnich. Na stronie klimat.imgw.pl można zapoznać się z analizami dotyczącymi bieżącej zmienności klimatu Polski w odniesieniu do tzw. okresu normalnego (1991-2020). Czy gwałtowne burze, silne ulewy i podtopienia, które obserwowaliśmy w ostatnich miesiącach i tygodniach, są więc anomalią? – Pod względem dobowej sumy opadu to na pewno była anomalia. W Warszawie zostały pobite rekordy opadów, podobnie jak w innych miastach. Jeśli następuje przekroczenie rekordów notowanych dotychczas dobowych sum opadów, to trzeba to traktować jako anomalię – stwierdza w rozmowie z RadioZET.pl klimatolog dr Michał Marosz z IMGW, odwołując się choćby do wydarzeń z 19 i 20 sierpnia, kiedy zalana została m.in. warszawska trasa S8. Zdjęcia zalanych ulic największych polskich miast powoli nam powszednieją.
– Zmiana klimatu, której emanacją jest między innymi wzrost temperatury powietrza, powoduje coraz większe nagromadzenie energii w atmosferze. Silne nagrzanie powierzchni czynnej może spowodować, że mamy do czynienia z tzw. równowagą chwiejną, co sprzyja rozwojowi zjawisk konwekcyjnych, taki jak np. burza. Jeśli do tego dołożymy odpowiednią zmienność w pionowym profilu termiczno-wilgotnościowym i zróżnicowanie pionowe prędkości wiatru, to jest to pogoda sprzyjająca generowaniu zjawisk konwekcyjnych np. burz i bardzo wysokiej intensywności opadów w tym opadów gradu. Powinniśmy się nastawić na to, że będziemy mieli coraz częściej do czynienia z tego typu zdarzeniami – ostrzega ekspert.
Musimy szybciej adaptować się do zmian klimatu
Dr Marosz ocenia, że 2024 rok jest pod tym względem wyjątkowy. – W poprzednich latach takie rzeczy też się zdarzały, choćby w Opolu czy Poznaniu, ale zazwyczaj z takimi sytuacjami mieliśmy do czynienia 1-2 razy w roku, a teraz mieliśmy 3 czy 4 miasta zlokalizowane raczej daleko od siebie, w których opady były naprawdę intensywne. Obszary miejskie są coraz bardziej zabetonowane, w związku z czym odpływ wody jest w nich coraz szybszy. Jednak kanalizacja burzowa jest różnie projektowana, np. na opad 30-letni, czyli taki, który może zostać przekroczony raz na 30 lat. To, co wystarczało jeszcze 10 lat temu, jeśli chodzi o opad 30-letni, to teraz, jakkolwiek dobrze byłaby zaprojektowana, nie jest w stanie przyjąć takiej ilości wody. Skutki widzieliśmy choćby na warszawskiej trasie S8. Obecnie najistotniejszą kwestią jest adaptacja naszego społeczeństwa i infrastruktury do zmiany klimatu, bo gwałtownych, intensywnych opadów i ogólnie zjawisk ekstremalnych będzie coraz więcej – stwierdza specjalista w rozmowie z naszą redakcją.
Paradoksalnie mamy też coraz więcej susz. – Od kilku lat mamy do czynienia z mniejszym lub większym niedoborem opadów w Polsce (nawet jeżeli suma roczna nie odbiega znacznie od średnich wieloletnich, to w trakcie roku występują okresy o sumach opadów wyraźnie niższych niż przeciętne), zaś z drugiej strony lokalnie występują bardzo intensywne opady, kiedy w ciągu jednej doby spada miesięczna albo półtoramiesięczna norma opadu. Na szczęście od lat nie mieliśmy powodzi wielkopowierzchniowych związanych z długotrwałymi opadami frontalnymi – odnotowuje ekspert IMGW.
“Takie będą wakacje za 5 lat”? Tego się nie robi
Czy można stwierdzić, jak pogoda w Polsce będzie zmieniać się przez kolejne kilka lat, czy może tytuły “tak będzie wyglądało lato 2030 roku” to jedynie medialna podpucha? – Najbliższe 5, a nawet 10 lat to zbyt krótki okres, by wysuwać wnioski odnośnie do spodziewanej zmiany klimatu. Wnioski wysuwamy na okres 30-letni, zaś dekada to jest absolutne minimum. Nie można traktować scenariuszy zmian klimatu jak prognoz pogody – podkreśla dr Michał Marosz.
Rozmówca RadioZET.pl podkreśla, że “w obiegu” istnieje wiele błędnych przekonań dotyczących pogody i klimatu, które warto prostować, ale szczególnie podkreśla brak rozróżnienia między tymi dwoma pojęciami. – Kiedy w lutym przytrafi się pięć zimnych dni, to rozpoczyna się dyskusja, nad samym faktem istnienia ocieplenia klimatu. Należy pamiętać, że system klimatyczny jest dynamicznym systemem nieliniowym z immanentną tzw. naturalną zmiennością, tak więc występowanie zróżnicowanych stanów pogodowych jest czymś naturalnym. Mamy do czynienia z globalnym ociepleniem. To jest fakt. Temperatury powietrza wzrastają, lata są coraz cieplejsze. Coraz częściej będziemy mieli w Polsce do czynienia z dniami upalnymi, kiedy temperatura maksymalna przekroczy 30 st. C. Według skrajnie negatywnego scenariusza (RCP 8.5) takich dni w ciągu roku możemy się spodziewać łącznie nawet 28 (w okolicach Wrocławia), a w Polsce ogólnie nawet powyżej 20. Jeszcze kilka dekad temu takich dni było kilka w roku. To oczywiście nie wyklucza kilku- lub kilkunastodniowego ochłodzenia. Należy więc popatrzeć na klimat jako na coś bardzo złożonego. Pogoda to nie klimat. Dopiero wieloletni konglomerat zjawisk/charakterystyk, które na co dzień obserwujemy/mierzymy, składa się na klimat.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET