Zamknij

Ania chciała przerwać ciążę, mąż wezwał policję. Za pomoc w aborcji Justynie grożą 3 lata więzienia

28.03.2022 17:18
Mifepriston
fot. Jakub Kaminski/East News

- To jest sprawa bogata w szczegóły. W tle jest przemoc domowa, kontrolujący mąż… Ta historia zasługuje na to, żeby być opowiedzianą – mówi Natalia Broniarczyk z Aborcyjnego Dream Teamu. 8 kwietnia przed sądem stanie działająca w ADT Justyna Wydrzyńska. Grożą jej trzy lata więzienia za pomoc kobiecie, która desperacko chciała przerwać ciążę. O zarzutach i szczegółach sprawy Justyna dowiedziała się z rządowej TVP. Teraz opowiada nam swoją część tej historii.

W Polsce takiej sprawy jeszcze nie było. Justyna Wydrzyńska, działaczka Aborcyjnego Dream Teamu, zarzuty o pomocnictwo w aborcji usłyszała w listopadzie 2021 roku, ale sprawa zaczęła się na przełomie lutego i marca 2020 roku. Wtedy z Aborcją Bez Granic, inicjatywą, w skład której wchodzi ADT, skontaktowała się Ania (imię zmienione). To był około 12. tydzień ciąży. – Była bardzo zdeterminowana, żeby tę ciążę przerwać – wspomina Justyna. - Powiedziała nam, że wcześniej zamówiła tabletki z Woman Help Woman, ale bardzo długo nie przychodziły. To był początek pandemii i prawdopodobnie to spowodowało, że te tabletki docierały później – wyjaśnia.

Ania odezwała się do Aborcji Bez Granic, chcąc wyjechać na zabieg do Niemiec. Niedługo potem działaczki dostały od niej informację, że plany wyjazdu do zagranicznej kliniki trzeba odwołać. - Powiedziała, że nie może wyjechać, bo mąż, który dowiedział się o tym, że ona chce przerwać ciążę, zaszantażował ją i powiedział, że zgłosi na policję porwanie dziecka – mówi Justyna i wyjaśnia, że Ania ma małe dziecko, którego nie miałaby z kim zostawić na czas wyjazdu. Musiałaby zabrać je ze sobą.

Justyna, która kobiety w aborcjach wspiera od 16 lat, jest matką trójki dorosłych już dzieci i sama też nie ukrywa, że przerywała ciążę, wspomina to jako moment, w którym „poczuła jakby trochę pomagała samej sobie”. - Ponieważ ja również mam doświadczenia w byciu w przemocowym związku, w związku w którym byłam kontrolowana, i również miałam taką sytuację, że nie mogłam sobie pozwolić na żaden wyjazd bez „zgody” męża. Poczułam więc jakby to też była trochę moja historia. Ja też byłam w okolicach 12. tygodnia, przerywając swoją ciążę. Też długo czekałam na tabletki, chociaż to było wiele lat temu – opowiada.

Mąż wzywa policję do domu

Aktywistka zdecydowała, że odda Ani swoje tabletki. Przypomnijmy, że w Polsce posiadanie na własny użytek sprowadzonych z zagranicy środków do aborcji farmakologicznej jest legalne.

 – No i tak zrobiłam. Nawet nie zastanawiałam się, jakie to może mieć konsekwencje. To był taki odruch płynący bardzo z serca i z poczucia, że skoro mam narzędzie, którym mogę komuś pomóc, to po prostu to zrobię. Nie przypuszczałam, że partner użyje argumentu siły pod hasłem „zawołam sobie policję do domu” – przyznaje. Odbierając telefon Aborcji Bez Granic, można zderzyć się z historiami kobiet, których partnerzy zabierają tabletki, połykają je czy wyrzucają. - Ale nigdy bym nie przypuszczała, że własny mąż zawoła policję do domu. I w ten sposób wpadłyśmy – zaznacza Justyna.

Aktywistki z ADT nie wiedzą, w jaki sposób partner Ani dowiedział się o tabletkach. Przypuszczają, że przeszukiwał jej rzeczy. – Mówiła wcześniej, że on sprawdza jej telefon. Mówiła, że nie zawsze może rozmawiać, nie zawsze może odpisywać, że on przeszukuje jej telefon, jej pocztę. Ale ona też nie ukrywała przed nim, że chce przerwać tę ciążę – dodaje również działająca w ADT Natalia Broniarczyk.

Po przeszukaniu Ania poinformowała aktywistki, że w jej domu była policja. Mówiła, że nie będzie kłamała, co się wydarzyło. Z Aborcją Bez Granic kontaktowała się jeszcze jeden raz, pod koniec marca. – Dała nam znać, że poroniła z powodu całej sytuacji i stresu – relacjonuje Justyna. Nie wiadomo, czy kobieta zrobiła aborcję, czy tylko ją planowała. Prokurator Katarzyna Skrzeczkowska z Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga informowała w grudniu, że podczas przeszukania w domu Ani znaleziono środki poronne, prokuratura nie ujawnia natomiast, czy były to wszystkie przekazane jej przez Justynę tabletki, czy tylko część.

Justynie grożą trzy lata więzienia za "pomoc w aborcji"

Kilkanaście miesięcy później, w czerwcu 2021 roku, Justyna zobaczyła nakaz przeszukania. Poproszono ją wtedy o oddanie wszystkich leków aborcyjnych, jakie posiada, co w tym przypadku, jak mówi, stanowiło jeden zestaw.

Pytana, czy dziś zareagowałaby tak samo, zawahała się. – Bardzo trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Zależy mi na pracy i na pomaganiu… Stawanie w sądzie jest stresujące. Mam świadomość tego, co się może wydarzyć. Grożą mi trzy lata pozbawienia wolności, więc trochę pewnie miałabym obawy, zastanawiałabym się, czy ryzykować – mówi.

Dane Aborcji Bez Granic

W Polsce w ciągu roku od publikacji wyroku TK zakazującego aborcji ze względu na wady płodu Aborcja Bez Granic pomogła 34 tys. osób. 1544 z nich były w drugim trymestrze i wyjechały z Polski do zagranicznych klinik. Dziennie ze wsparcia Aborcji Bez Granic korzystają średnio 94 osoby.

Pełnomocniczka Aborcyjnego Dream Teamu, adw. dr Sabrina Maria Walasek, podkreśla, że przerwanie własnej ciąży nie jest karalne. - Według standardów międzynarodowych stanowi wyraz realizacji podstawowych praw człowieka. Zastanowić się więc należy nad zasadnością karania za pomoc w realizacji tych praw. Także z tych względów należy uznać, że działanie Justyny polegające na wysłaniu drugiej osobie leków aborcyjnych, choć technicznie mogło wypełniać znamiona czynu zabronionego w art. 152 § 2 k.k., to nie było społecznie szkodliwe i nie powinno być karane – komentuje.

EN_01500836_0287

Demonstracja "Ani jednej więcej!" w Gdańsku, listopad 2021 r.

‧ fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER

- Justyna pomogła z serca osobie, która potrzebowała pomocy. To jest empatia. Jak można mówić, że pomoc komukolwiek jest rzeczą, która powinna być karana? – pyta Kinga Jelińska z ADT. – Moim zdaniem Justynie należą się oklaski. Myślę, że wiele osób to zrozumie i to spowoduje znowu ten odwrotny efekt, a ludzie, zamiast się bać, będą mówić, gdzie tę bezpieczną aborcję można zrobić – dodaje.

„Z TVP dowiedziałyśmy się więcej, niż Justyna od prokuratury”

Justyna zarzuty usłyszała 5 listopada. Informacja ekspresowo przedostała się do portalu tvp.info. – Nie spodziewałyśmy się, że prokuratura postanowi powiadomić o tym TVP. Tylko TVP o tym napisało – podkreśla Natalia. - To też pokazuje, że my mamy prawo czuć się prześladowane. My dowiedziałyśmy się więcej z artykułu TVP niż Justyna od prokuratury, słysząc zarzuty.

Dzień później na ulicach dużych i małych miast wybrzmiewało hasło „Ani jednej więcej”. Polacy protestowali po śmierci 30-letniej Izy z Pszczyny. – Nie oszukujmy się. To ma znaczenie – podkreśla Natalia. – Cały kraj jest poruszony tym, że ktoś zmarł na skutek opresyjnego państwa, a jedna z nas słyszy od prokuratury zarzuty – dodaje.

„Jak Justyna”

Niecałe dwa tygodnie przed rozprawą aktywistki wystartowały ze specjalną kampanią informacyjną – „Jak Justyna”. - Kiedy tworzyłyśmy Aborcję Bez Granic, a w szczególności kolektyw Aborcyjny Dream Team, byłyśmy zdecydowane, żeby pokazywać swoje twarze, żeby mówić o swoich własnych aborcjach, o tym, że wspierają nas przyjaciółki, staramy się wspierać network aborcyjnych przyjaciółek i dążyć do tego, żeby to było jak najbardziej zdecentralizowane i żeby takich osób jak Justyna było jak najwięcej. Stąd kampania „Jak Justyna”. Justyn w Polsce jest wiele – podkreśla Kinga.

Dodaje, że w Polsce nie o samą aborcję chodzi. - Chcemy pokazać, jak ważny jest kontekst. Tu idzie nie tylko o aborcję, a o te wszystkie obwarowania, o to, że trudno jest uzyskać pomoc od systemu, że kobiety są bardzo przedmiotowo traktowane – mówi. – Dlatego stoimy murem za Justyną. Jesteśmy wszystkie jak Justyna – podsumowuje.

Justyna stanie przed sądem na warszawskiej Pradze 8 kwietnia. Za pomocnictwo w przerwaniu ciąży grożą jej 3 lata więzienia.

WHO: aborcję należy dekryminalizować

Sprawa zbiega się w czasie z publikacją nowych rekomendacji Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), w których mowa jest o dostępie do bezpiecznej aborcji jako kluczowym elemencie opieki zdrowotnej. Zalecenia obejmują m.in. zapewnienie dostępu do aborcji farmakologicznej i do dokładnych informacji na temat opieki aborcyjnej wszystkim, którzy jej potrzebują. Co istotne, WHO zwraca uwagę na szereg niepotrzebnych barier politycznych i zaznacza, że aborcja powinna być dekryminalizowana.

„Wszelkie przeszkody w dostępie do aborcji mogą prowadzić do poważnych opóźnień w leczeniu oraz narażają kobiety i dziewczęta na większe ryzyko niebezpiecznego zabiegu, stygmatyzacji i powikłań zdrowotnych” – podaje WHO. – To bardzo ważne, aby aborcja była bezpieczna z medycznego punktu widzenia – mówi dr Bela Ganatra, szefowa jednostki WHO ds. zapobiegania niebezpiecznym aborcjom. - Ale to samo w sobie nie wystarczy. Podobnie jak w przypadku innych świadczeń zdrowotnych, opieka aborcyjna musi respektować decyzje i potrzeby kobiet i dziewcząt, zapewniając im godne traktowanie, bez stygmatyzacji i osądzania. Nikt nie powinien być narażony na nadużycia lub krzywdy, takie jak doniesienia na policję czy więzienie, bo starał się o aborcję lub ją zrobił – podkreśla Ganatra. 

RadioZET.pl

C