Strajk nauczycieli nie ma sensu? Podwyżka 20 zł, w banku mówią: niewypłacalna

10.04.2019 16:50
Justyna Zdrojewska, anglistka z Lublińca (archiwum prywatne)
fot. Justyna Zdrojewska, anglistka z Lublińca (archiwum prywatne)

– Wczoraj jechałam tramwajem. Wyświetliła się reklama, że początkujący motorniczy może liczyć na pensję 4250 złotych brutto. To dwa razy więcej niż pensja początkującego nauczyciela – mówi nam Magda Maniewska, nauczycielka wychowania przedszkolnego, która koordynuje grupę zrzeszającą wrocławskich nauczycieli przystępujących do strajku. Teraz domaga się podwyżki. A razem z nią kilkaset tysięcy nauczycieli w całym kraju.

Na konto Magdy wpływa co miesiąc 2312 złotych. To łącznie z dodatkami – stażowym, za wychowawstwo i motywacyjnym. Kończy właśnie mianowanie, więc za sobą ma już kilka lat w zawodzie – dokładnie siedem. Cały awans zawodowy nauczyciela składa się z czterech etapów. To kolejno: stażysta, nauczyciel kontraktowy, mianowany i dyplomowany. „Po 15 latach kończysz awans i nie masz możliwości uzyskania większych zarobków. Nie ważne, jak będziesz się starać i angażować, nie przekroczysz tego pułapu finansowego, który jest – nie oszukujmy się – śmieszny” – przyznaje Magda. Dla nauczyciela dyplomowanego to – zgodnie z załącznikiem do rozporządzenia MEN w sprawie minimalnych stawek wynagrodzenia nauczycieli - 3317 złotych brutto.

Ile chciałby zarabiać nauczyciel? Według Magdy już na starcie powinien dostawać 2 tysiące złotych „z kawałkiem” netto.

Moja pierwsza wypłata to 1453 złote. Nie wiedziałam, czy śmiać się, czy płakać. Po zapłaceniu 550 złotych za pokój i 500 złotych za studia, za bilet, za telefon, zostało mi jakieś 400 złotych na koncie. Nie wiedziałam, co z tym zrobić. Albo zjesz, albo się ubierzesz. Musisz wybrać.

strajk-nauczycieli-magdalena-maniewska

Magdalena Maniewska, nauczycielka wychowania przedszkolnego z Wrocławia

‧ fot. archiwum prywatne

„Powiedziano mi, że jestem niewypłacalna”

Inni myślą podobnie. „Ja zaczynałam z licencjatem, moja pierwsza pensja to 1454,97 zł na rękę. Po zdobyciu tytułu magistra zarabiałam już... 1728,52 zł” – opowiada Justyna Zdrojewska, anglistka z jednej ze szkół podstawowych w Lublińcu. Teraz, jako nauczyciel kontraktowy na stażu na nauczyciela mianowanego, zarabia niecałe 1900 złotych netto – już z 50-złotowym dodatkiem motywacyjnym.

W banku powiedziano mi wprost, że gdybym chciała wziąć kredyt na mieszkanie, to nie ma szans, bo jestem niewypłacalna.

Niektórzy nie ograniczają się więc do pracy na jeden etat. „Ja pracuję w trzech szkołach: w podstawówce, w liceum i w szkole katolickiej” – mówi Marysia, nauczycielka języka hiszpańskiego z Opola (nie wyraziła zgody na opublikowanie nazwiska). W tej ostatniej placówce nie strajkuje, bo to szkoła stowarzyszeniowa, a takie nie przystępują do strajku. Ale w pozostałych solidaryzuje się z innymi nauczycielami. W szkole podstawowej strajkują wszyscy, w liceum do protestu nie przyłączyło się zaledwie czworo pedagogów.

Zobacz także

Pensja w górę (o 20 złotych brutto)

Gdyby nie fakt, że Marysia przepracowuje 35 godzin (pensum nauczyciela szkolnego wynosi 18, przedszkolnego – 25), a po pracy jedzie jeszcze na zajęcia do szkoły językowej, zarabiałaby nieco ponad 1500 złotych „na rękę”.

Po awansie ze stażysty pensja była zawrotna. Poszła w górę o 20 złotych brutto. Było o co walczyć przez rok, szkolić się i pisać sprawozdania. Cała rodzina ze mną świętowała.

Marysia przyznaje, że w Opolu jest w stanie utrzymać się za takie pieniądze, ale – jak dodaje – „w całym kraju są takie same stawki. Nie wyobrażam sobie żyć za to w Warszawie. Nie ma szans”.

Szlag mnie trafia, gdy przedstawiają nasze zarobki w brutto i ze wszystkimi możliwymi dodatkami – w tym z odprawą emerytalną. Ja nawet o emeryturze nie śnię.

komentuje Justyna

– W tym, co mówi rząd o naszych aktualnych pensjach, pada bardzo dużo wysokich kwot, które są nieprawdziwe, a nie wszyscy mają tego świadomość. Jeśli mówią, że podniosą mi pensję do 6 tysięcy złotych brutto, a już naliczyli mi 5,5 tysięcy, których nigdy nie widziałam, to spodziewam się, że to wszystko jest grubymi nićmi szyte – mówi nam Monika Sobkowiak, nauczycielka wychowania przedszkolnego z Wrocławia, która po godzinach prowadzi popularnego bloga „Pani Monia” skierowanego do nauczycieli.

strajk-nauczycieli-monika-sobkowska

Monika Sobkowiak, nauczycielka wychowania przedszkolnego z Wrocławia i blogerka

‧ fot. archiwum prywatne

Mają za dużo wolnego czasu

A przynajmniej tak się nierzadko mówi. Dwumiesięczne wakacje nauczycieli? „Też tak na początku myślałam” – przyznaje Marysia, ale zaraz potem wylicza: przeważnie przez dwa ostatnie tygodnie sierpnia trzeba być już w szkole, podobnie na początku lipca, bo trwają rekrutacje.

Jak to wygląda w trakcie roku szkolnego? „Mam 18 godzin etatowych, ale do tego dochodzi nauczanie indywidualne, na które muszę się dodatkowo przygotować i dostosować materiał do osoby z dysfunkcją. Są też spotkania z rodzicami, sprawdzanie klasówek, czytanie i ocenianie wypracowań (uczniów z kilku trzydziestoosobowych klas – red.), przygotowywanie konkursów i przygotowywanie samych dzieci na te konkursy. No i przygotowywanie siebie – na spotkania z dziećmi, ich rodzicami i na konferencje”.

Nauczyciele, dlaczego teraz?

Opinie co do strajku nauczycieli są podzielone. Jedni są zdecydowanie przeciwni, inni zdecydowanie „za”, a kolejni gdzieś pomiędzy, myśląc: niech strajkują, ale nie w trakcie egzaminów. To samo mówił jeszcze w pierwszym dniu strajku Andrzej Duda. „Ja się z nimi solidaryzuję” – podkreślił, ale dodał przy tym, że nauczyciele powinni przedstawiać możliwe do zrealizowania postulaty, a strajk zawiesić na czas egzaminów. Dlaczego się na to nie zdecydowali?

Ten strajk w innym momencie nie przykułby niczyjej uwagi, bo to nie pierwsza próba protestu.

„On nie miał dotknąć dzieci, rodziców, tylko poruszyć rząd” – wyjaśnia Monika. „Poza tym, na krowy i świnie zdobędą pieniądze, a na nas nie?” – dopytuje Justyna.

Ze strony rodziców strajkujący nauczyciele spotykają się z różnym reakcjami. Te negatywne dotyczą zwykle rodziców przedszkolaków, którzy w czasie protestu nie mają możliwości się nimi opiekować. W przypadku starszych dzieci częściej mowa o wsparciu niż o krytyce. „Dzisiaj rodzice uczniów przywieźli nam krówki i pączki” – śmieje się Marysia. Wsparcie płynie też ze strony samej młodzieży.

Jeśli powiedzieliście »a«, to powiedzcie kolejne litery alfabetu, żeby żaden z uczniów nie traktował was jak frajerów. Jeśli nie będziecie strajkować, to nie macie prawa mówić nam, że sami mamy walczyć o swoje.

Powiedział Justynie jeden z uczniów z ósmej klasy

„Wiemy, że być może »przez nas« nie odbędą się gdzieś egzaminy. Przepraszamy, ale musimy. 26 lat temu (strajk 1993) matury odbyły się później i wszyscy zainteresowani zdali, ba! nawet poszli na studia. Przed nami, nauczycielami, też ważny egzamin do napisania – egzamin z solidarności” – pisze Magda, która zarówno jako nauczycielka, jak i prowadząca wrocławską grupę strajkową zwróciła się w mediach społecznościowych do tych, którzy strajk obserwują z zewnątrz. „Kto z Was rodziców, powiedziałby swojemu dziecku – idź, bądź nauczycielem, to dobry i pewny zawód, tam dobrze ci zapłacą? Nikt, bo przecież nie wypada tak brutalnie okłamać własnych dzieci. […] Jeśli nic się nie zmieni, możemy stracić wielu dobrych nauczycieli, którzy po prostu porzucą pedagogiczną ścieżkę” – pisze nauczycielka.

Zobacz także

RadioZET.pl