Znikną tysiące miejsc parkingowych w Polsce. To nie ekologia, powód jest zaskakujący
Kierowcy w polskich miastach od dawna narzekają na problemy ze znalezieniem wolnego miejsca parkingowego. Najnowsze dane pokazują, że sytuacja może się jeszcze pogorszyć, bo miejsc postojowych będzie stopniowo ubywać. W samej Warszawie zniknie ich nawet około 17,5 tys. w ciągu zaledwie kilkunastu lat. Powód jest zaskakujący.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego w polskich miastach może ubywać miejsc parkingowych.
- Ile miejsc parkingowych może zniknąć w Warszawie do 2040 roku.
- Jak zmieniają się wymiary nowych samochodów.
- Dlaczego producenci coraz częściej stawiają na większe auta.
Znikną tysiące miejsc parkingowych. Warszawa straci nawet 17,5 tys. miejsc
Na koniec 2025 roku w Polsce było zarejestrowanych ponad 21 mln samochodów osobowych. W ciągu roku ich liczba zwiększyła się o ponad 508 tys. sztuk. Więcej aut oznacza większą presję na miejską przestrzeń, szczególnie na osiedlach i ulicach, gdzie kierowcy parkują wzdłuż jezdni. Wielu z nich parkuje nawet na chodnikach, co staje się prawdziwą zmorą polskich miast. Tacy kierowcy nie tylko utrudniają przejście pieszym, ale też osobom z niepełnosprawnościami, czy opiekunom z dziećmi w wózkach. Aktywiści od dawna alarmują, że polskie miasta stają się w wielu miejscach bardzo nieprzyjazne osobom niezmotoryzowanym. Kierowcy zaznaczają, że nie mają gdzie parkować, a policja patrzy na to z przymrużeniem oka.
Niestety problem będzie się pogłębiać, bo jak pokazuje raport organizacji Transport & Environment (T&E) i Clean Cities Campaign do 2040 roku europejskie miasta mogą stracić od 8,5 do 14 proc. pojemności parkingowej wzdłuż ulic. Nie chodzi przy tym o likwidację stanowisk w ramach polityki ekologicznej. Przyczyną są coraz większe samochody, które zajmują więcej miejsca niż starsze modele.
Znikną tysiące miejsc parkingowych. Warszawa straci nawet 17,5 tys. stanowisk
Raport „Ever-bigger? Car size at a crossroads” analizuje zmiany wymiarów samochodów i ich wpływ na przestrzeń miejską. Badaniem objęto sześć europejskich metropolii, w tym Warszawę. Z prognoz wynika, że do 2040 roku przy stołecznych ulicach może zabraknąć miejsca dla 10–17,5 tys. samochodów.
Za zmianami stoi trend widoczny w wymiarach nowych aut. W 2000 roku przeciętny nowy samochód sprzedawany w Europie miał 4,09 m długości i 1,69 m szerokości. W 2025 roku było to już odpowiednio 4,38 m i 1,82 m. W ciągu 25 lat samochody wydłużyły się więc średnio o 29 cm, a ich szerokość wzrosła o 13 cm.
Dodatkowe centymetry w rozmiarze aut mają olbrzymie znaczenie w ciasnej miejskiej przestrzeni, bo trzeba mieć miejsce na auto, ale i na to, by z miejsca swobodnie wyjechać, czy nie zastawić sąsiada. Jak wynika z prognoz do 2040 roku przeciętny nowy samochód może mieć już 4,56 m długości i 1,90 m szerokości. Taka moda na duże auta po prostu jest nie do pogodzenia ze zwiększaniem przestrzeni parkingowej, a aut wciąż przybywa. W Polsce na 1000 mieszkańców przypadało w 2015 roku 474 samochody osobowe, a w 2024 roku już 629.
Weźmy przykład ulicy, przy której dziś parkuje siedem samochodów. Jeśli auta będą coraz dłuższe, w przyszłości na tym samym odcinku może zmieścić się już tylko sześć. Zatem ulica nie musi zostać przebudowana ani objęta nowymi ograniczeniami, żeby liczba dostępnych miejsc się zmniejszyła.
Przemyślana strategia producentów
Za rosnącymi wymiarami samochodów stoi m.in. strategia producentów, którzy coraz mocniej stawiają na SUV-y i większe modele. Takie auta są dla nich bardziej dochodowe niż mniejsze pojazdy, dlatego ich oferta systematycznie się w tym kierunku zmienia. Organizacja Transport & Environment (T&E) wskazuje, że to właśnie strategia producentów, nastawiona na sprzedaż większych i bardziej rentownych aut zamiast mniejszych modeli, jest jedną z głównych przyczyn zjawiska.
Źródło: Radio ZET/transportenvironment.org/forsal.pl/eupublicdata.eu/samar.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET