Zamknij

Są nerwowi, płaczą, samookaleczają się. "Dopiero teraz uczniowie mówią, czego doświadczali"

22.11.2021 13:20
Uczeń w klasie
fot. TADEUSZ KONIARZ/REPORTER

- Nawet zmiana ubioru może zaniepokoić. Gdy dzieci zaczynają nosić długie rękawy, zasłaniają ręce to może oznaczać, że się samookaleczają. Obgryzanie paznokci może być już przejawem tego, że coś złego się dzieje - mówi Marta Szymczyk, pedagożka szkolna. W kolejnym odcinku podcastu "Szkoła marzeń" portalu RadioZET.pl tłumaczy też, jak rozmawiać z dzieckiem na każdy temat i dlaczego dobra do tego jest godzina wychowawcza.

Marta Szymczyk, pedagożka szkolna, prowadząca stronę Nieszablonowa pedagożka, przyznaje, że z obawą nauczyciele wypatrywali uczniów po ponad rocznej nauce zdalnej i po przerwie wakacyjnej. Zwłaszcza dzieci z klas 4-8 i ze szkół średnich, które lekcji online miały najwięcej. - Widać, że odzwyczaiły się od rytmu szkolnego. Wypływa też dużo trudności, z którymi spotykały się na co dzień, gdy były w izolacji – mówi w kolejnym odcinku podcastu „Szkoła marzeń” portalu RadioZET.pl.

Posłuchaj podcastu

Nieszablonowa pedagożka: nawet zmiana ubioru może zaniepokoić

Pedagożka przyznaje, że dopiero teraz uczniowie zaczynają mówić o tym, jakich problemów doświadczali w domach. - A są naprawdę z różnych domów. Czasem tam jest alkohol, przemoc, teraz bardzo dużo w tej drugiej kwestii się pracuje - tłumaczy. Przez ostatnie miesiące mnożyły się problemy zarówno z przemocą domową, jak i rówieśniczą.

Zobacz: NAJLEPSZE PROMOCJE NA BLACK FRIDAY

- Wyrzucanie siebie nawzajem z grup w mediach społecznościowych. To taki sztampowy przykład - mówi Szymczyk. Oprócz tego dzieci robiły sobie screeny i wrzucały to do sieci, nagrywały się i wyśmiewały. - Sytuację napięcia wzmagało też to, że rodziny musiały być ze sobą 24 godz. na dobę i w najlepszym wypadku pojawiał się krzyk – opowiada Szymczyk o przemocy w domach.

Jak teraz zachowują się dzieci? Przede wszystkim, jak zauważyła pedagożka, są nerwowe, nadmiernie reagują na stres i często płaczą, także na lekcjach. - Z powodu presji, której są poddawane, wzajemnego oceniania się. Nie nadążają za tym, co się dzieje, za podstawą programową – wyjaśnia Marta Szymczyk w podcaście "Szkoła marzeń". Opowiada, że po wakacjach dzieci w większości wróciły zadowolone do szkoły, bo były spragnione bycia ze sobą, ale kiedy zaczęło się egzekwowanie wiedzy, pojawiły się problemy. Do tego doszły lęki społeczne, trudności w budowaniu relacji.

Pedagożka przypomina, że nawet zmiana ubioru u dzieci może zaniepokoić. - Także obgryzanie paznokci może być przejawem tego, że coś się może dziać złego, bo wiąże się to z nerwowością i odreagowaniem napięcia mięśniowego. Podobnie jak samookaleczenia. Dlatego dzieci noszą długie rękawy, zasłaniają ręce. Ręce najwięcej pokazują - wyjaśnia Szymczyk. I takich uczniów – z depresją, po samookaleczeniach – pedagożka też ma pod opieką.

Wsparcie od MEiN? Żadne

By lepiej dotrzeć do takich dzieci i dać im większą pomoc, w wakacje powstał Rządowy Program Wsparcia Uczniów po Pandemii Ministerstwa Edukacji i Nauki. Jedno z założeń programu dotyczyło kondycji psychicznej uczniów i nauczycieli. Jakie wsparcie dostały te dwie grupy? - Żadne. Zostały wprowadzone tzw. godziny czarnkowe, czyli dodatkowe lekcje z polskiego czy matematyki, żeby nadrobić braki edukacyjne. Jeśli chodzi o wsparcie psychiczne, nic się nie zmieniło – mówi Szymczyk i wylicza, że np. u niej w podstawówce są trzy pedagożki i każda ma pod opieką 300, 400 uczniów. - Musimy sobie radzić, a problemów jest mnóstwo – stwierdza z żalem.

Marta Szymczyk

Marta Szymczyk, Nieszablonowa pedagożka, prowadząca zajęcia z dziećmi i młodzieżą

‧ fot. Michał Awin

I o tych problemach i zdrowiu psychicznym młodzież chce rozmawiać np. na godzinach wychowawczych. O czym jeszcze? - Ostatnio spytali, czy będziemy rozmawiać o polityce. Powiedziałam, że jak mają taką potrzebę to pewnie. W toku rozmowy padło takie hasło, że przecież nauczyciele nie mogą rozmawiać o polityce. Mogą! Nauczyciele nie mogą przekonywać do swoich poglądów – tłumaczy Szymczyk. Dalej opowiada: - Niektórzy uczniowie są niesamowicie świadomi, mają różne opinie na świat, o kryzysie uchodźczym, o kryzysie klimatycznym, ale mają świadomość tego, że jeżeli żyjemy w kraju, w którym tworzymy prawo za pomocą rąk polityków, to wszystko jest polityczne.

Pedagożka przyznaje jednak, że panuje duży strach wśród nauczycieli, by poruszać niektóre kwestie. Wolą być niewidzialni, niewidoczni. Boją się mówić np. o środowiskach LGBT, chociaż uczniowie chcą o tym rozmawiać. - Z moich obserwacji wynika, że nauczyciele też, te tematy i potrzeby się pokrywają, tylko nastroje polityczno-społeczne są takie, że wszystko może stać się przyczyną do kłótni - mówi.

Zaznacza też: - Nie wyobrażam sobie, że dziecko zadaje mi pytanie, a ja mu nie odpowiadam, albo nie wchodzę z nim w dyskusję. Dziecko ma prawo zadać pytanie, a naszym obowiązkiem jest na nie odpowiedzieć. Chyba, że nie wiem, to mówię, że się dowiem, bo nie jestem ekspertem w każdej dziedzinie. Uczeń może być w danym temacie mądrzejszy ode mnie. Tak, dzieci są często mądrzejsze od dorosłych.

RadioZET.pl