Od dziecka była Świadkiem Jehowy. Teraz ujawnia wstrząsające tajemnice

Dominik Gołdyn
04.04.2018 20:19
Sara Andrychiewicz
fot. Instagram/sara_muffincasein

Sara Andrychiewicz to 27-letnia mama dwójki dzieci. Mieszkanka Piotrkowa Trybunalskiego prowadzi także blog lifestylowy muffincase. To właśnie na jego łamach postanowiła opisać traumatyczne przeżycia z czasów, gdy należała do Świadków Jehowy. 

Rozlicz PIT i pomóż dzieciom z Fundacji Radia ZET. Ściągnij darmowy program

Sara Andrychiewicz wychowała się w religii Świadków Jehowy. 27-latka zdradza, że od najmłodszych lat nie znała innego życia. Dodatkowo zniechęcano ją do utrzymywania relacji z osobami spoza tej religii. 

Gdy więc chodzisz do szkoły, cały czas masz w głowie, że nie powinnaś się za bardzo kolegować z tymi dziećmi, „bo one nie czczą Jehowy i zginą w Armagedonie”. I to była pierwsza rzecz, która mi się nie zgadzała. Świadkowie uważają, że tylko oni przetrwają koniec świata — pisze blogerka.

Sara w dzieciństwie mocno przeżywała to, że jej znajomi, którzy są innej wiary, nie pójdą z nią do nieba. Od najmłodszych lat żyła w strachu. Na spotkaniach w zborze była poniżana i gnębiona. Mówiono jej, że zginie w Armagedonie. Przez to miała myśli samobójcze. „Co chwila słyszałam, że mogę robić więcej by zadowolić Boga. Nie chce mi się iść w sobotę rano do służby (chodzenie po domach), a tu w czasopiśmie napisali, że w Afryce chodzą po 20 km i muszą pokonać rzekę pełną krokodyli, żeby pójść na zebranie — jestem więc do niczego i zginę w Armagedonie. W skutek tego nie nabyłam ani grama pewności siebie, a od 13 roku życia zmagam się z myślami samobójczymi. W końcu skoro jestem taka beznadziejna, to lepiej się zabić” — kontynuuje. 

Tajemnice świadków Jehowy 

Kobieta na skutek świadkowskiej propagandy porzuciła myśl o wyższych studiach i szybko wyszła za mąż. 

Wierzyłam w to wszystko bardzo, gotowa wręcz za to umrzeć i to dosłownie, bo w szpitalu odmówiłam transfuzji krwi. Czy wspomniałam, że dopiero co zostałam matką, bo działo się to tuż po porodzie? Poziom mojej hemoglobiny spadł do 5 jednostek, norma to 11,5-13,5, a od 9 podają krew. Na szczęście nie groziło mi śmiertelne niebezpieczeństwo, ale koleiny w mojej głowie niosły jasny przekaz: nigdy nie wolno ci się zgodzić na transfuzję, nawet za cenę własnego życia. Co więcej, gdyby któraś z moich córek wymagałaby transfuzji, również bym odmówiła, mimo że mogłabym ją stracić — zaznaczyła.

Przełomem w życiu Sary Andrychiewicz okazała się afera pedofilska w Australii. Świadkowie chronili dane pedofilów, jednocześnie nie robiąc nic, by pomóc ofiarom. „Pamiętam jedną historię, która mocno mną wstrząsnęła: nastoletnią zgwałconą przez świadka wzięło na przesłuchanie dwóch innych i jeden z nich zapytał : ale powiedz szczerze, podobało ci się? Bo wiecie, gdyby jej się podobało, to powinna zostać wykluczona za niemoralne postępowanie” — wspomina. 

Teraz Sara Andrychiewicz leczy się na depresję. Zły stan psychiczny to efekt molestowania przez jednego ze świadków Jehowy. „Chociaż sprawa działo się dawno temu wzięto mnie na przesłuchanie, czy na pewno byłam molestowana przez jednego ze świadków. Chociaż to ja byłam ofiarą czułam ogromne wyrzuty i poczucie winy. Mężczyźni, którzy ze mną rozmawiali nie mieli żadnego wykształcenia ani doświadczenia w rozmowach z osobami, które doświadczyły molestowania. Po tej rozmowie nie mogłam dojść do siebie przez kilka tygodni. To był czas, gdy spędzałam bezsennie noce na przeglądaniu telefonu i planowaniu samobójstwa” — napisała blogerka.

Kobieta zdaje sobie sprawę, że przez szczere wyznanie straci rodzinę i znajomych ze zboru. „Gdy zdecyduję się na opublikowanie tego wpisu, nieodwracalnie zmienię swoje życie. Jestem jednak gotowa podjąć to ryzyko, żeby móc zacząć wreszcie żyć. Jestem świadoma tego, że odrzuci mnie rodzina, nawet ta najbliższa. Przyjaciele nie będą chcieli mnie znać. Wydaje mi się, że jestem gotowa na to emocjonalnie. Przygotowywałam się do tego od wielu miesięcy” — czytamy na blogu. 

RadioZET.pl/muffincase.in/DG